CMENTARNE JUWENALIA

Polecany

Polski poeta, satyryk i aforysta – Stanisław Jerzy LEC napisał kiedyś, że gorszy od kultu jednostki jest kult zera. Polska w pierwszej połowie lat 50. ubiegłego wieku doświadczyła tego pierwszego, pochodzącego z zewnątrz i było to doznanie dość dolegliwe. Potrafiliśmy jednak, jeszcze w poprzednim systemie, z nim sobie poradzić.

Było, minęło, od tego czasu upłynęło sporo ponad pół wieku i nastał nam oto nowy ustrój. Nowa jednostka do kultywowania też już jest i odbyła się właśnie 89 miesięcznica smoleńskiej katastrofy na rzecz budowy jej kultu. Prace prowadzone są głównie na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, a kieruje nimi zarządzający polską demokracją poseł na Sejm III RP, dodatkowo prezesujący niewielkiej politycznej partyjce.

Od jakiegoś czasu jął jednak pojawiać się szkopuł: podczas służących budowie kultu miesięcznic, gromadzą się coraz łatwiej policzalne tłumy jego budowniczych, a coraz trudniej przychodzi policzyć sabotujących roboty. Naród polski mądrzeje, czy co ?!

Nierzadko bywa tak, że utrwalany kult zmarłych ma pomóc w sprawowaniu władzy żyjącym. Zmarli niczego już nie mogą dokonać, jednak pamięć o nich może być użyteczna. Unieważniani są zatem dotychczasowi martwi patroni wielu ulic w polskich miastach i pojawiają się nowi. Też martwi, lecz o innej orientacji politycznej. Coraz intensywniej czczone są dokonania w rodzaju Powstania Warszawskiego, które prócz ok. 200 tys. śmiertelnych ofiar i niemal kompletnej ruiny miasta, nie przyniosło żadnych korzyści. Nawróceni na nową wiarę historycy głoszą kult tzw. żołnierzy wyklętych, którzy w większości byli po prostu bandytami. Młodsze pokolenia coraz bardziej głupieją i zasilają szeregi skompromitowanych wiele dziesięcioleci temu ugrupowań narodowców wszelkich odmian.

Blisko trzydzieści lat przepracowałem w resorcie spraw wewnętrznych PRL i choć nie popełniłem żadnego czynu prawem zakazanego, po raz drugi w ostatnim dziesięcioleciu zostanę finansowo boleśnie ukarany. Ja dam sobie jeszcze jakoś radę, bo mieszkam z pomagającym mi synem i mam niewielkie już potrzeby, lecz są tysiące osób, którym, jak mnie na kark też już weszła lub wkrótce wejdzie osiemdziesiątka, też niepełnosprawnych, lecz żyjących samotnie, bez szans na wsparcie ze strony bliskich.

Praca w resorcie spraw wewnętrznych uczy realizmu, nie mogę zatem wyjść z podziwu, że jednym z najaktywniejszych uczestników dość fantazyjnych, służących tworzeniu kultów i mrzonek spektakli, jest obecny minister spraw wewnętrznych – Mariusz Błaszczak. Nierzadko uczestniczy on w toruńskich przedstawieniach reżyserowanych przez ojca Rydzyka, widywany bywa w Sejmie, gdy na wspólnej z naczelnikiem III RP ławie gra ważne rolę, często uczestniczy w prezentowanych tam dreszczowcach, a ostatnio, w sobotę 9 września, na cmentarzu w Suchowoli w woj. podlaskiem, swą obecnością i przemówieniem uczcił 70 – cio lecie urodzin błog. ks. Jerzego Popiełuszki, który pochodzi z pobliskiej wsi Okopy i na tym cmentarzu został pochowany. Dla min. Błaszczaka była to przede wszystkim okazja, by wesprzeć strategię swego przełożonego – szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, prezentując zgromadzonym efekt jego decyzji o redukcji emerytur tzw. esbeków. Cóż z tego, że ani pielęgniarka, zatrudniona w peerelowskim szpitalu MSWiA na tzw. wojskowym etacie, ani urzędniczka z ówczesnego Biura Paszportów esbeczkami nie były; zostaną potraktowane na równie ze mną – funkcjonariuszem służby od gnębienia takich jak Błaszczak.

kaczynski-na-urodzinach-radia-maryja_21520397[1]

W wygłoszonym w Suchowoli przemówieniu minister Błaszczak, nawiązując do zabójstwa Popiełuszki, powiedział: Ci, którzy byli bezpośrednimi sprawcami tej zbrodni zostali ukarani, ale już ich mocodawcy nie ponieśli kary za swoje czyny. Nierozliczona została także cała formacja, która stała na straży aparatu opresji reżimu komunistycznego.

Jest to gigantyczna brednia, mająca oznaczać, że zabójstwo zostało dokonane na polecenie służbowych przełożonych jego sprawców, a nadto, że winna jest cała ówczesna państwowa władza, bo zafundowała obywatelom taki aparat opresji.

Nie była to jedyna bzdura, którą zawarł Błaszczak w swej mowie. Przez wiele lat w czasie III RP funkcjonariusze SB cieszyli się takimi samymi przywilejami, jak za PRL – plótł dalej. Do 16 grudnia ubiegłego roku, kiedy to Sejm RP przyjął ustawę dezubekizacyjną. Ustawę, która odbiera funkcjonariuszom SB nienależne przywileje(…) Emerytury i renty funkcjonariuszy SB nie będą wyższe od tych otrzymywanych przez przeciętnego Polaka (…) Słyszymy, jak oni są tym oburzeni. Uważają, że za 2 tysiące złotych nie można przeżyć, ale na tym polega sprawiedliwość.

Ten fragment zawiera kolejne kłamstwo. Posłużę się najbliższym mi przykładem, bo własnym. Plecie oto jakieś androny minister Błaszczak, że jestem jakoby oburzony redukcją mej emerytury do 2 tysięcy. Ja z tym jej wymiarem już dawno się pogodziłem i w tej wysokości otrzymuję ją od 2010 roku. I dopiero teraz, z jego inicjatywy nastąpi kolejna obniżka, tym razem do głodowej kwoty 959 zł. I też nie będę oburzony, bo dla ministra Błaszczaka oraz pozostałych inicjatorów tej operacji odczuwam tylko pogardę. Dopóki Błaszczak będzie kierował resortem spraw wewnętrznych, a Kaczyński rządził Polską, nawet nie napiszę odwołania do sądu, znaczyłoby to bowiem, że traktuję ich poważnie.

59b3f24cc125e_p[1]

Minister Błaszczak z wykształcenia jest historykiem, orientuje się zatem w realiach państw europejskich w XX wieku. W Niemczech wraz z dojściem do władzy nazistów pojawiło się zjawisko odpowiedzialności zbiorowej, stosowanej wobec społeczeństw państw okupowanych, a także wobec mniejszości narodowych, zamieszkujących Niemcy (na przykład wobec Żydów). Inną świętą zasadą prawa europejskiego, brutalnie przez nazistów łamaną, był zakaz jego retroaktywności, a więc działania wstecz. Ta druga zasada jest bardziej skomplikowana, są bowiem dziedziny prawa, w których nowe regulacje mogą odnosić się do przeszłości, nie może to być jednak prawo karne i finansowe (z wyjątkiem przepisów korzystniejszych). Nie przesadzę wszakże dopatrując się w działaniach PiS naśladownictwa niektórych, co podlejszych nazistowskich wzorców. Ot, choćby w postaci zbiorowej odpowiedzialności ludzi za przynależność do jednej formacji ustrojowej albo retroaktywności nowych przepisów, bez względu na ich znaczenie dla jednostki.

Brak głębszej wiedzy prawniczej u ministra spraw wewnętrznych nie musi prowadzić do pełnej ignorancji w tym zakresie, nie mówiąc już o naruszaniu norm prawnych. Tak się złożyło że jego służbowi przełożeni mają doktoraty z nauk prawnych, mogą zatem skłonić podwładnego, by nie kompromitował ich oraz siebie, a w istocie rządzonego wspólnie państwa. Może się on im jednak także przydać do oczyszczenia siebie, przez zwalenie na niego winy za wszelkie, im także służące działania.

W liście skierowanym do uczestników uroczystości w Suchowoli, który odczytał minister rolnictwa, a zarazem szef PiS w województwie podlaskiem – Krzysztof Jurgiel, naczelnik III RP Jarosław Kaczyński napisał: W swoim ostatnim kazaniu ks. Popiełuszko mówił, że chrześcijaninowi nie może wystarczyć samo potępienie zła, kłamstwa, tchórzostwa, zniewolenia, nienawiści, przemocy, ale sam musi być prawdziwym świadkiem, rzecznikiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy i wolności.

Piękne słowa ! Proponuję zatem, panie Kaczyński zwołać plenarne posiedzenie KC PiS i zbadać powody, dla których aktyw pańskiej partii ma je głęboko w dupie.

I jeszcze jedno, czego nie musisz już pan robić publicznie: stań pan przed lustrem, spójrz sobie głęboko w oczy i złóż pan samokrytykę. Przed Bogiem i historią.

JAK POBOŻNI LUDZIE TRAKTUJĄ SWYCH BLIŹNICH Z CZASÓW PRL

Polecany

                                                              I.

Wprawdzie Lech Wałęsa nosi w klapie wizerunek Najświętszej Maryi Panny Zawsze Dziewicy, mniej zorientowanym mogłoby się jednak wydać, że nie pozyskał Jej względów na stałe i nastał czas, gdy wypuściła go spod swych opiekuńczych skrzydeł. Takiemu złudzeniu uległ nieźle, zdawałoby się, w tych sprawach oblatany ojciec Rydzyk i natychmiast o swych domysłach doniósł Jarosławowi Kaczyńskiemu. No i się zaczęło !

Wodzem „Solidarności” został Wałęsa w 1980 r., lecz wcześniej też trzeba było mieć nieco grosza na piwo, więc po awanturach  w grudniu 1970 r., gdy gdańska SB wytypowała go jako kandydata do współpracy, za którą obiecywała niekiepskie wynagrodzenie, podpisał stosowne zobowiązanie. Współpracował niespełna dwa lata, a gdy przestało mu się to opłacać, przerwał dość regularne kontakty. Funkcjonariusz, który go do współpracy pozyskał pracował na stałe w Olsztynie, a do Gdańska wydelegowano go tylko czasowo, na grudniowe (w 1970 roku) wypomóżki, toteż gdy wrócił na rodzimą Warmię, Wałęsa rozpuścił się jak dziadowski bicz i współpracy poniechał. A może to Siła Wyższa nie pozbawiła go zupełnie swej opieki i coś go tknęło, by pozostał w opozycji, bo gdy nastało gorące lato 1980 roku, znów zaczął walczyć z PeeReLem, tym razem w nowym związku zawodowym, którego wkrótce został szefem.

Najświętsza Panienka jest kobietą , lubi więc zapewne być hołubiona, a Wałęsa o wszystkim mógł zapomnieć, lecz o wpięciu jej wizerunku w klapę marynarki nie zapomniał nigdy. Opłaciło się. Wkrótce była to klapa marynarki od garnituru Prezydenta III RP.

                                                             II.      

Służba Bezpieczeństwa PRL dokonywała pozyskań tzw. osobowych źródeł informacji generalnie z dwóch powodów. Pierwszym była oczywiście potrzeba uzyskania informacji lub spowodowania konkretnych działań w sprawie, dla której pozyskania dokonano. Drugi powód został sformułowany później i miał charakter profilaktyczny, uznano bowiem, że jeśli ktoś zgodzi się na współpracę z państwowym organem bezpieczeństwa, to oczywiście nie będzie podejmował działań przeciwko temu bezpieczeństwu wymierzonych, a przy okazji może jeszcze przekazać jakąś ciekawą informację. Ten drugi powód zyskał na znaczeniu po wspomnianych wydarzeniach grudniowych w 1970 r. i sprawił, że liczba dokonanych pozyskań stała się jednym z najważniejszych kryteriów oceny umiejętności oraz aktywności funkcjonariusza. To z tego właśnie powodu dokonano pozyskania Lecha Wałęsy.

Jedną z podstaw pozyskania osobowego źródła informacji był (i w dalszym ciągu zapewne jest) przymus (oczywiście wyłącznie psychiczny), gdy człowiek nie ma innego wyjścia i na współpracę, ze względu na jakieś istotne swe dobro, musi się zgodzić. Nie mam pojęcia jak wielu tajnych współpracowników zwerbowano na tej właśnie podstawie, lecz bezwzględną większość stanowiły pozyskania dokonane na zasadzie dobrowolności, w czym motywem dominującym były korzyści własne, zarówno bardzo wymierne, w postaci świadczeń pieniężnych, jak również, choć nieporównanie rzadziej, stanowiące znaczącą pomoc w innej, istotnej dla kandydata do pozyskania sprawie. I tak oto przechodzimy do przypadku obecnego ambasadora III RP w Niemczech Andrzeja Przyłębskiego – męża Julii Przyłębskiej, od 21 grudnia 2016 r. sprawującej urząd prezesa Trybunału Konstytucyjnego.

Zobowiązanie do współpracy napisał i podpisał Przyłębski 6 w czerwca 1979 r., w trakcie spotkania i rozmowy z funkcjonariuszem SB ówczesnej Komendy Wojewódzkiej MO w Koninie. Był wtedy studentem I roku filozofii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i chciał wyjechać do Wielkiej Brytanii, na zaproszenie mieszkającego tam swego wujka.

Współpraca nie trwała długo, zbliżały się bowiem wydarzenia mające gruntownie odmienić sytuację Polski, a więc także wszelkich jej służb oraz instytucji. Nie była też intensywna z tego zapewne powodu, że Przyłębski studiował w Poznaniu, natomiast współpracę podjął z dość odległą jednostką SB w Koninie. Nie było zatem przedmiotów wspólnego zainteresowania obu jej podmiotów i nic dziwnego, że już 17 maja 1980 r. doszło do jej rozwiązania. Dla konińskiego funkcjonariusza SB ważne było jednak uzyskanie zobowiązania do współpracy, za to był bowiem premiowany.

Mimo przejęcia pełni władzy w Polsce „Prawo i Sprawiedliwość” wciąż nie jest partią cieszącą się większym szacunkiem i autentyczną popularnością w znaczących kręgach społecznych. Doceniane jest wśród ludzi mniej zamożnych, dla których kwota 500 PLN stanowi istotną wartość, a że wbrew uprawianej propagandzie materialna sytuacja polskiego społeczeństwa nie jest najlepsza, kręgi te są dość liczne i zapewniają partii wyborczy sukces. Przynależność do nich sygnalizują niekiedy nawet ludzie, których zaliczyć można do elit intelektualnych, ich motywacja jest jednak bardziej złożona, choć pomieszana zapewne także z materialnymi zachciankami.

Latem 2010 r. Andrzej Przyłębski jest widywany w Instytucie Kulturoznawstwa w Poznaniu odziany w t-shirt z portretem Jarosława Kaczyńskiego. I jak tu nie uznać, że był to drobny, to drobny, lecz jednak istotny krok na drodze do kariery. ?

W miarę upływu czasu jego ideowość nasilała się. Jeden z ówczesnych poznańskich studentów tak wspomina ten znamienny proces: W miarę upływu lat coraz bardziej obnosił się z poglądami. Wykłady dobre, ale na konferencjach wskakiwał na poziom agitki. Drzwi w gabinecie na uczelni ozdobił żołnierzami wyklętymi i rotmistrzem Pileckim. Nic zatem dziwnego, że jedną z wczesnych i ważnych personalnych decyzji Jarosława Kaczyńskiego, jest mianowanie Andrzeja Przyłębskiego w lipcu 2016 r. ambasadorem III RP w Niemczech.

Nie zawiódł się prezes PiS na tym człowieku ! Gdy polska ambasada w Berlinie podjęła starania, by w stolicy Niemiec wyświetlono film „Smoleńsk”, wszystkie tamtejsze kina odmówiły ekspozycji tej propagandówki. Wtedy polski ambasador tak zintensyfikował swą aktywność, że w jednym ze stołecznych kin film jednak pokazano. Wprawdzie w trakcie projekcji był wielokrotnie wyśmiewany, a podczas dyskusji po seansie mocno krytykowany, lecz zasługi ambasadora dla kierownictwa PiS były niepodważalne.

Po pokazie filmu berliński dwutygodnik Tip nazwał Przyłębskiego fanatykiem teorii spiskowych niezdarnym ideologiem.  W grudniu ubiegłego roku opublikował też osiemnastą edycję listy stu najbardziej żenujących mieszkańców stolicy Niemiec. Zaszczytne 11 miejsce zajął na niej polski ambasador właśnie, za upór w sprawie filmu, który propaguje bzdurną teorię zamachu.

                                                             III.

Oto mamy więc dwa bardzo odmienne przypadki pozyskania do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Drugi z nich opisałem obszerniej, jest bowiem bardziej symptomatyczny. Idzie mi o to, że ludzie są skłonni uczynić dla swej korzyści bardzo wiele i dopóty, dopóki swymi czynami nie naruszają norm powszechnie obowiązującego prawa, nie wolno za te uczynki ich karać. Można różnie je oceniać, a w przypadkach szczególnych nawet je potępiać, lecz doprawdy muszą to być zdarzenia osobliwe. Do tego rodzaju czynów nie wolno zaliczać zgody na udzielenie pomocy tzw. służbom specjalnym, które z natury rzeczy dysponują różnymi sposobami skłonienia człowieka do jej wyrażenia. Moje blisko trzydziestoletnie doświadczenie pozwala mi sądzić, że mało, bardzo mało kto z dzisiejszych potępiaczy zatrudnionych w IPN potrafiłby odmówić tego rodzaju propozycji.

Gdy powołano do życia Instytut Pamięci Narodowej, wśród rozsądniejszych ludzi wzbudzał on znaczne wątpliwości i zastrzeżenia. Wolno publikować różne poglądy na temat zdarzeń z przeszłości, jest to bowiem przedmiot nauki zwanej historią, nie wolno jednak publicznie potępiać żyjących ludzi za czyny i działania dlatego tylko, że nie są one zgodne z zapatrywaniami potępiaczy. Zwłaszcza że głoszone potępienie zwykle wiedzie do rozmaitych krzywd wyrządzanych potępianym.

Dzisiaj, na przykład, polski dureń zatrudniony nierzadko na wysokich stanowiskach w państwowej administracji, głosi swój „patriotyczny” zamiar degradacji generałów Jaruzelskiego czy Kiszczaka, a także usunięcia z Cmentarza Komunalnego na Powązkach w Warszawie prochów ludzi pełniących w PRL inne znaczące funkcje. Udało mu się już sprawić, że wkrótce wielu, bardzo wielu ludzi związanych w przeszłości ze służbami specjalnymi PRL, dozna zmniejszenia do głodowego wymiaru otrzymywanych emerytur. Zapowiadane jest także znaczne poszerzenie  kategorii tak  karanych, o zatrudnionych w innych ważnych resortach  PRL (np. MON).

                                                              IV.

Świętą zasadą jest karanie człowieka tylko za czyny precyzyjnie określone w prawie karnym, tymczasem stada ogłupionych tzw. demokratów ochoczo to czynią w wielu innych przypadkach. Do grona tego gatunku „demokratów” przystąpił naczelnik III RP Jarosław Kaczyński, a także wielu innych, zabiegających o jego względy.

Nie jestem człowiekiem religijnym, gdybym jednak do tej kategorii ludzi należał, wniósłbym teraz modły do Najwyższego o to, by dokonał cudu i cofnął czas do lat istnienia PRL, a mnie przywrócił w roli oficera Służby Bezpieczeństwa. Wbrew wszelkim przeciwnościom *) wytypowałbym wówczas obecnego prezesa PiS jako kandydata na tajnego współpracownika, rozpoznałbym jego kontakty męskie, damskie i nijakie, ich charakter, miejsca i sposoby obcowania oraz wszelkie inne czyny, a następnie wezwał go na rozmowę i złożył propozycję sporządzenia zobowiązania do operacyjnej współpracy. Jestem pewien, że po kolejnej zmianie ustroju ktoś inny musiałby założyć PiS, bo p. Jarosława nawet IPN, metodą zastosowaną wobec Andrzeja Przyłębskiego, nie zdołałby oczyścić.

____________

*) Rajmund Kaczyński – nieżyjący ojciec Jarosława – był wykładowcą na Politechnice Warszawskiej i pomagał w studiach oraz uzyskiwaniu dyplomów różnym osobom, które niekiedy stawały się także partyjnymi dostojnikami. Stąd brały się pogłoski o jego dobrych kontaktach z prominentami PRL, chroniącymi jego synów przed dolegliwymi skutkami ich antypeerelowskiej działalności.

 

JAJA JAK BERETY I UBAW PO PACHY

Polecany

To oczywiste, że wykształcenie nie jest równe wykształceniu nie tylko ze względu na jego stopień, lecz także przedmiot. Studia wyższe z matematyki albo z fizyki może skończyć tylko osoba bardzo inteligentna, potrafiąca ściśle rozumować. Zapewne podobnie jest z filozofią czy z prawem, które wymagają przyswojenia sobie znacznej ilości materiału oraz umiejętności sprawnego posługiwania się nim. Lecz już historia jest dziedziną o wiele mniej wymagającą, może ją zatem ukończyć każdy, kogo stać na elementarną wytrwałość w czytaniu i zapamiętywaniu tekstów.

Po skończeniu matematyki, filozofii czy historii uzyskuje się tytuły magistra i są te kierunki, przynajmniej formalnie, równe sobie. To dlatego przeciętny absolwent historii może zostać ministrem spraw wewnętrznych, natomiast znaczna większość magistrów fizyki czy matematyki zostaje nauczycielami albo zajmuje się szeroko pojmowanymi badaniami naukowymi. Satysfakcja znaczna, lecz korzyści dużo skromniejsze.

Piszę o tych dość złożonych sprawach zainspirowany wywiadem, jakiego prof. historii oraz senator Jan Żaryn udzielił kilkanaście dni temu portalowi „wPolityce.pl”, poruszając w nim szereg skomplikowanych kwestii, ważnych dla Polski i wymagających rozległej wiedzy oraz ścisłego rozumowania. Niestety, profesor i senator Żaryn jest historykiem.

Jan Żaryn urodził się pechowo, bo 13 marca 1958 r. i owa fatalna trzynastka nierzadko daje o sobie znać sprawiając, że różne jego pomysły i dokonania wzbudzają zażenowanie. We wspomnianym wywiadzie domaga się na przykład od władzy III RP, demokratycznie kierowanej jednoosobowo przez prezesa wiodącej partii 1/3-ej narodu, definitywnego rozliczenia się z PRL, ponieważ jego zdaniem dotąd nie wypracowaliśmy jako państwo żadnego skutecznego sposobu na dekomunizację lub pełną lustrację. Dlaczego jest to niezbędne ? A no dlatego, że w latach 1956 – 1989, MSW i struktury podobne do tego resortu, były związkiem przestępczym, toteż obniżenie ich funkcjonariuszom emerytur i lat wysługi za okres PRL będzie wynikiem sprawiedliwości. W wymyślaniu bredni prof. sen. Żaryn jest geniuszem !

W Polsce różne kręgi ogłupionych ludzi domagają się dekomunizacji. Zdaniem profesora i senatora Żaryna oraz jemu podobnych intelektualistów in spe, w powojennej Polsce aż do 1989 r. nieustannie panował komunizm. Na europejskim (i azjatyckim) gruncie miał go zaszczepić Związek Radziecki w czasach, gdy krajem tym kierował Józef Stalin. Komunizm był XIX wiecznym pomysłem Karola Marksa oraz Fryderyka Engelsa („Manifest Komunistyczny”) i oznaczał ustrój mający panować w ostatniej fazie rozwoju ludzkości. Miał być wolny od ucisku i wyzysku klasowego, opierać się na wspólnej własności środków produkcji i równym podziale dóbr.

Podobny obraz

    Portret Jarosława Kaczyńskiego namalowany w Sejmie podczas obrad na temat                                                   panujące w Polsce demokracji

Nieźle pamiętam czasy, gdy uczęszczałem do TPD-owskiej szkoły średniej. Często mówiło się o tym ustroju, lecz chyba nikt spośród grona mych przyjaciół i znajomych nie wierzył w jego nastanie. Nie, nie byliśmy jego wrogami, lecz mieliśmy poczucie realizmu. Wkrótce po ukończeniu szkoły średniej (1955 r.) nadszedł październik 1956 r. i utwierdził nas w tych przekonaniach. Byłem natomiast wierny idei Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, lecz z komunizmem nie miała ona wiele wspólnego.

W styczniu 2006 r. Jan Żaryn został mianowany dyrektorem Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej. W moim najgłębszym przekonaniu IPN w kształcie, jaki mu nadano, jest jedną z najbardziej głupawych i szkodliwych instytucji w Polsce. Jej szkodliwość polega na bezsensownych ocenach przeszłości Polski i Polaków. I na ich tzw. rozliczaniu według osobliwych kryteriów. Podobnie głębokich podziałów dokonywano w latach stalinizmu (1949-1953), lecz później, głównie za sprawą polskiego października ’56, jął tworzyć się grunt sprzyjający integracji.

Nie była to jednak tendencja niezmienna. Z czasem nasilały się różnice zapatrywań, nierzadko na kwestie podstawowe, a przyczyny tych odmienności były bardzo różne. Nie brakowało wśród nich także pochodzących z innych państw, według jednych należących do naszych przyjaciół, według innych – wrogów, Polska stawała się bowiem areną starcia dwóch systemów. I tak nastał roku 1980, gdy powstała „Solidarność”, która była przez wielu entuzjastycznie witanym, lecz w istocie wątpliwej jakości wynalazkiem. Nie bez powodu jej przywódcą uczyniono politycznego analfabetę – Lecha Wałęsę. A gdy, ze względu na liczebność związkowej rzeszy i beznadziejną naiwność sporej części kierownictwa oraz niemal całej masy członkowskiej, stała się ruchem na rzecz przemiany nie wiadomo w jakim kierunku i w czyim interesie, a zatem dzielącym Polskę wielorako, zaistniała sytuacja mogła prowadzić do wstrząsów o niedających się przewidzieć konsekwencjach. W tej sytuacji stan wojenny był sposobem na uniknięcie wielkiej narodowej tragedii o nieprzewidywalnych skutkach.

Wracam jednak do przypadku profesora senatora Jana Żaryna. Symptomatyczny jest powód, dla którego 9 kwietnia 2009 roku został usunięty ze stanowiska dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN, które piastował od ponad trzech lat. Powodem było jego stwierdzenie w wywiadzie dla radia TOK FM, że Wałęsa w roku 2005 bezprawnie dostał status pokrzywdzonego. Krzywda Żarynowi jednak się nie stała, wkrótce objął bowiem funkcję doradcy prezesa IPN, a 26 lutego 2013 r. Prezydent RP nadał mu tytuł profesora.

Można by niemal w nieskończoność przytaczać dokonania prof. sen. Żaryna, które wciąż przysparzały mu sukcesów w politycznej karierze. Zastanawia jednak pewna osobliwa okoliczność. Nawet ludzie naukowo utytułowani i z naukowym dorobkiem czynią wszystko, a przynajmniej wiele, kierując się własną korzyścią. Lecz zwłaszcza profesor historii nie powinien wygadywać głupot o panującej niegdyś w Polsce komunie, a także o demokracji, która zastąpiła ją obecnie. Realistycznie rzecz traktując tyle samo w PRL było komuny, co dzisiaj, w Polsce jednoosobowo zarządzanej przez Jarosława Kaczyńskiego, jest demokracji. Panu historykowi pragnę przypomnieć, że w większości krajów tzw. demokracji ludowej partiami rządzącymi były te, które w swych nazwach zawierały przymiotnik „komunistyczna”. Tylko Polska była wyjątkiem: po wojnie działała Polska Partia Robotnicza, która w 1948 r. połączyła się z Polską Partią Socjalistyczną w rządzącą Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą. Owszem, w Polsce międzywojennej funkcjonowała Komunistyczna Partia Polski, po wojnie jednak nie została reaktywowana. Był to przejaw realizmu w ocenie sytuacji panującej w naszym kraju, a także wyraz braku skłonności do kierowania się mrzonkami, mrzonką bowiem był komunizm w krajach ciężko doświadczonych wojną, rozwarstwionych społecznie, które z trudem likwidowały nędzę w nich panującą.

Zastanawia niezwykle żałosne zjawisko braku historycznej refleksji u ludzi naukowo utytułowanych w dziedzinie, w której zdolność do takiej właśnie refleksji winna być podstawowym warunkiem ich pozycji. Wysiłkiem całego społeczeństwa wychodziliśmy w latach 40., 50. i później z wojennych zniszczeń, a także nędzy, z którą nie zdołano sobie poradzić w międzywojennym dwudziestoleciu. Dla mnie, mieszkańca Warszawy – zrujnowanej kretyńską decyzją o Powstaniu Warszawskim, które przyniosło nadto ok. 200 tysięcy śmiertelnych ofiar, jej stan w roku powstania „Solidarności” był wynikiem wielkiego wysiłku i sukcesem całego społeczeństwa. Czy była to sytuacja idealna, pozbawiona wszelkich wad ? A skąd ! Takich sytuacji w rozwoju społeczeństw nie ma. W czerwcu 1980 r., gdy w Polsce zapoczątkowane zostały wielce obiecujące przemiany, zostałem wybrany pierwszym sekretarzem Komitetu Zakładowego PZPR w ówczesnym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Głosowali na mnie ludzie z młodszego pokolenia funkcjonariuszy, którzy zdawali sobie sprawę z niezbędności politycznych zmian w Polsce. I co ? !

„Solidarność” jęła rozpieprzać cały system panujący w Polsce i okazywało się, że nie z powodu jego szkodliwości dla Polaków, lecz w istocie dlatego że był sprzeczny z interesami dominującego wówczas na świecie mocarstwa. Użyto wszelkich, mogących przynieść oczekiwane skutki sposobów i nawet Polak został papieżem, a przywódcą „Solidarności” mianowano, jak wspomniałem wyżej, politycznego analfabetę, który posłusznie wykonywał wszelkie polecenia.

Dzisiaj większość byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, z którą tak ostro rozprawia się senator Żaryn, zwany także profesorem, to ludzie około albo sporo po „osiemdziesiątce”. Zwykle ze znacznymi ubytkami zdrowia. A co ciekawe państwem współzarządzają dwaj prawnicy z doktoratami: jeden jako prezydent, drugi, według modelu z czasów PRL, jako szef rządzącej partii. Wspiera ich ok. 40% wyborców głównie z najbiedniejszych terenów kraju, którym wystarczył wyborczy ochłap w postaci „500+”. No i dla pozyskania sobie tej kategorii wyborców niebagatelne znaczenie miały i mają spektakle odtwarzane w Toruniu z udziałem czerpiącego z nich korzyści Tadeusza Ryzyka. A wszystko to razem wzięte do kupy, wciąż nazywane jest demokracją.

Jestem inwalidą pierwszej kategorii i za cztery miesiące wejdzie mi na kark osiemdziesiątka. Od października moja emerytura, która dotąd ledwie przekraczała 2000 zł., wyniesie tylko 959 zł. Będzie ciężko, lecz człowiek powinien cieszyć się życiem we wszystkich jego wymiarach. Także pod uwagę trzeba brać wspomniany fakt, że dwóch najważniejszych ludzi zarządzających Polską to doktorzy prawa. A jedną z podstawowych jego norm jest zakaz odpowiedzialności zbiorowej. Gdy sobie to uzmysłowię, odkładam kule, z pomocą których chodzę, powoli kładę się na podłodze i radośnie tarzam się ze śmiechu. Kiedyś chadzałem do komediowych teatrzyków i do kabaretów, by wyrwać się z szarej rzeczywistości. Teraz już bym nie mógł. Dlatego wdzięczny jestem panu prezydentowi III RP i jego szefowi – naczelnikowi tejże, za radość której mi dostarczają. Nie można wymyślić lepszego tematu na ubaw po pachy, jak nazywanie ustroju obecnej Polski demokracją. Dziękuję Wam chłopy za te jaja !

PĘDZI POCIĄG HISTORII…

Polecany

19 lipca 2017 r. Jarosław Kaczyński dokonał w Sejmie wygłupu, jakiego w historii tej instytucji jeszcze nie było. Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata! Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami!wykrzyczał z sejmowej trybuny do sejmowej mniejszości, a sejmowa większość ujrzała go nagle w blasku mocy i chwały.

Ludzie pamiętający powojenną Polskę jęli poszukiwać w niej postaci, do której można by wodza rządzącej dzisiejszą Polską partii przyrównać. I nie znaleźli ! Tylko w historii wschodniego sąsiada osobistość podobnego rozmiaru ciała i ducha dało się wyłowić. Tak pisał o niej znany niegdyś poeta:

Pędzi pociąg historii,

błyska stulecie-semafor,

Rewolucji nie trzeba glorii,

nie trzeba szumnych metafor.

 Potrzebny jest Maszynista,

którym jest On:

towarzysz, wódz, komunista -

Stalin – słowo jak dzwon!

Zachowajmy jednak rozsądek i proporcje, bo kilka szczegółów te postaci łączy, lecz bez porównania więcej dzieli. Prezes PiS nie jest komunistą, choć wielu go z tą orientacją identyfikuje. Nie jest też bezbożnikiem, czego od komunistów się wymaga, a zaświadczyć to może uosabiający polską państwową doktrynę ojciec Rydzyk. Jest jednak, jak przywołany jego wzorzec ze Wschodu, także krótki wzrostem, lecz duchem… ? W tym zakresie nie zaryzykuję oceny, bo wzorzec 64 lat lata temu opuścił był ziemski padół, a dzisiejszy polski Maszynista, wprawdzie bez formalnych uprawnień, ledwie dwa lata temu jął powtórnie kierować polskim parowozem.

Czyn polityka nazwany dzisiaj wygłupem, jutro przysporzyć może mu chwały. W 1773 roku papież Klemens XIV ogłosił swą decyzję o likwidacji zakonu Jezuitów. Poparła ją chrześcijańska Europa, sprzeciwiła się natomiast prawosławna caryca Katarzyna Wielka. I to dzięki niej jezuici w Rosji przetrwali kryzys, a prowincjał tego zakonu w Argentynie w latach 1973 – 1979, w marcu 2013 roku został obrany papieżem. Tak przeszłość plącze się stale z teraźniejszością i tych znacznie oddalonych od siebie czasów niepodobna niekiedy rozdzielić. Ostatnio dał nam przykład Jarosław Kaczyński.

Formalnie rzecz biorąc są co najmniej trzy terminy zakończenia II wojny światowej, poniechajmy wszakże szczegółów i niechaj nam wystarczy, że nastąpiło to w pierwszej połowie maja 1945 roku. Niemcy, prócz innych klęsk, utraciły spory kawał swego terytorium, choćby na rzecz Polski, od której odłączono obszary etnicznie związane z Białorusią i Ukrainą. Przeciętny człowiek nie zdoła dzisiaj ustalić czy poniemieckie obszary włączone do naszego kraju wyrównywały straty, które ponieśliśmy w wyniku hitlerowskiej agresji, czy nie, choćby dlatego, że od zakończenia wojny minęły aż 72 lata. I tu znajdujemy jeden z powodów, dla których nie wolno do władzy w Polsce dopuszczać ludzi przeciętnych. Upłynęło niewiele czasu od przejęcia władzy przez szeregowego posła Prawa i Sprawiedliwości i oto okazuje się, że jest on człowiekiem nieprzeciętnym, bo całe, po połączeniu NRD i RFN, Niemcy postawił pod historyczną ścianą, a podczas kongresu kierowanej przez siebie partii zapowiedział, że będą musiały zapłacić Polsce 25 bilionów złotych wojennych reparacji. Wprawdzie PRL zrzekła się swego prawa do odszkodowań uchwałą Rady Państwa z 23 sierpnia 1953 r., lecz Antoni Macierewicz oświadczył ostatnio, że nastąpiło to dlatego, że sowiecka kolonia, jaką była ówczesna Polska, dokonała tego na rzecz innej, tego samego rodzaju kolonii, jaką była NRD i dlatego na wielki zysk liczyć może dopiero mocarstwo Jarosława Kaczyńskiego.

ka

Stanowisko polskiej władzy najwyższej w osobie szeregowego posła, lecz zarazem partyjnego wodza, wsparło ok. 63 % Polaków i świadczy to o rzeczywistym potencjale partii Prawo i Sprawiedliwość, za pomocą której ów przywódca demokratycznie włada Polską.

I znów przywodzi to na myśl wspomnienie czasów minionych. W połowie XVIII wieku w Rzeczypospolitej Obojga Narodów analfabeci stanowili ponad 90 % społeczeństwa. Sytuacja się poprawiła w 1914 roku, gdy nieczytatych i niepisatych na ziemiach niegdyś polskich było już o 10 % mniej. W II RP, w 1931 r. ich liczba zmalała do 23,1 %. I choć w 1970 było ich ledwie 1,2 %, to dawne znaczne rozmiary zjawiska zastąpił analfabetyzm polityczny, w postaci 63 % społeczeństwa wspierającego PiS, liczącego na to, że partia ta rozprawi się z Niemcami i wspomoże polski budżet bilionami złotych z reparacji wojennych.

Polska jest krajem paradoksów. Demokracja w postaci jednoosobowego zarządzania Polską to jeden z nich. Lech Wałęsa jest dzisiaj postacią od głowy do stóp opluwaną przez czynniki oficjalne za konszachty z jednym z organów władzy PRL. A przecież to jemu Jarosław Kaczyński zawdzięcza w istocie swą polityczną karierę. Wiedział doskonale o jego kontaktach z SB, lecz milczał, bo dobry układ z prezydentem RP to gwarancja sukcesu. Sytuacja się jednak odwróciła. Lech Wałęsa urząd prezydenta RP przestał sprawować w grudniu 1995 r., i choć współpraca t.w. Bolek ze Służbą Bezpieczeństwa PRL była już tajemnicą poliszynela, Jarosław Kaczyński był w tym czasie jego szczerym wyznawcą. Dziesięć lat później najwyższy urząd w państwie objął rodzony brat Jarosława i zaczęły słabnąć powody dla miłowania Lecha Wałęsy. Jego współpraca z SB, wcześniej objęta klauzulą tajności specjalnego znaczenia,  została ujawniona i nie wypadało już czcić takiego osobnika.

Wchodzi mi na kark osiemdziesiątka i coraz mniej rajcują mnie problemy władzy w Polsce. Nie poraża nawet myśl, że objąć ją może muzyk, wokalista i lider zespołu Piersi – Paweł Kukiz. Gdyby do tego doszło, nie będzie jej sprawował z namaszczeniem i powagą, z jaką czyni to Jarosław Kaczyński. Będzie to czynił radośnie, z piosenką na ustach i z tym samym skutkiem. Bo coraz częściej się mówi, że coraz aktywniejsi będą w tym zakresie ludzie młodzi.

Jest taki dowcip. Młody chłopak mówi do koleżanki: ja głosowałem na PiS ! Do rozmowy wtrąca się stojąca obok starsza pani: i widzisz coś narobił smarkaczu? A on odpowiada: ja tę władzę wybrałem i ja ją obalę.

I będzie tak ad mortem usrandum. Bo Polak to brzmi dumnie i obala albo flaszkę, albo władzę.

 

 

LIST OTWARTY

Polecany

                                                                                                  Warszawa, 3 sierpnia 2017 r.                            

 

                      PREZYDENT RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ                                   doktor nauk prawnych Andrzej Sebastian DUDA                          

                      POSEŁ NA SEJM RZECZYPOSPOLITEJ POLSKI                                 doktor nauk prawnych Jarosław KACZYŃSKI                                      

 

       L  I  S  T    O  T  W  A  R  T  Y  

 

 Szanowni Panowie !

W dniu 1 sierpnia 2017 r. otrzymałem decyzję Dyrektora Zakładu Emerytalno – Rentowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o znacznym obniżeniu mej emerytury.

Pracę w Służbie Bezpieczeństwa PRL zakończyłem w 1990 r. wraz z rozwiązaniem tej służby i upadkiem państwa, któremu służyła. Po blisko 30 latach pracy w resorcie spraw wewnętrznych PRL przeszedłem na emeryturę, którą obiecało mi państwo powstałe w miejsce tamtej Polski. Z racji ostatnio pełnionej przeze mnie funkcji zastępcy szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Olsztynie i posiadanego stopnia pułkownika MO, była ona dość wysoka i w wymiarze netto wyniosła 3974 zł. 07 gr.

W wyniku decyzji naruszających podstawowe zasady prawa, w październiku 2009 r. emeryturę zmniejszono mi do kwoty 1714 zł. 66 gr. Miałem wtedy 71 lat i znakomity stan zdrowia, toteż w przekonaniu, że jakoś sobie poradzę, nie podejmowałem żadnego działania wobec rażącego bezprawia, stosowanego przez władze państwa.

Czas, Szanowni Panowie, leci jednak na łeb, na szyję, mój wiek rośnie nieustannie i sięgnął obecnie 80 roku. Lecz marnieje stan mego zdrowia ! Po przebytych operacjach jestem osobą niepełnosprawną, ze znacznym stopniem niepełnosprawności, jedną nogę mam od drugiej krótszą o ponad 5 cm., bo usunięto mi lewy staw biodrowy, poruszam się więc na wózku inwalidzkim lub z pomocą kul. Dla uczczenia tego stanu rzeczy moja emerytura została zredukowana do kwoty 959 zł. 59 gr.

Obaj Panowie zarządzacie Polską. Pan, panie Prezydencie, teoretycznie, z racji pełnionego urzędu, Pan, panie Pośle, rządzisz nią natomiast faktycznie. Taki kształt nadałeś  tzw. polskiej demokracji, i spora część narodu akceptuje to choćby za wymierną korzyść w postaci „500 +”. Reszty dokonuje wspierający Was szef polskich Redemptorystów, bo Polacy to naród pobożny. Tego rodzaju czynniki wystarczają dla trwałego pozyskania względów choćby 30 % elektoratu, co zapewnia władzę.

Osobliwym fenomenem jest to, że obaj Panowie macie doktoraty z prawa. Toż od starożytności do podstawowych jego zasad należą: zakaz działania wstecz oraz zakaz odpowiedzialności zbiorowej. Za ich łamanie potępiamy hitlerowski faszyzm oraz stalinizm. Dlaczego zatem cofacie Polskę o całą epokę ? Zaczynacie od łamania praw tzw. „ubeków”, „esbeków” i „komuchów”, których potępianie i prześladowanie znajduje wsparcie w najprymitywniejszych warstwach społeczeństwa. I to do nich odwołujecie się Wy, prawnicy z tytułami doktorów. Gdy wyborcy pozbawią Was władzy, następni tzw. demokraci rozpoczną kolejny proces rozliczania, tym razem Was i prymitywny rozrachunek oraz zemsta utrwalą się jako ważne cechy polskiej kultury politycznej.

Wszystko, co piszę, jest oczywiście wyrazem skrajnego rozgoryczenia, bo życie traci wszelki sens, gdy nikną elementarne, materialne jego podstawy. Podobne praktyki zdarzały się w czasie panującego w Polsce ledwie cztery lata „kultu jednostki”, lecz z tego rodzaju wypaczeniami potrafiliśmy sobie wtedy radzić. W 1955 r. dostałem się na studia, a polski Październik w 1956 r. dostarczył mnie i memu pokoleniu motywacji do tego, by działać z myślą o innych. Polska tamtych lat daleka była od ideału, lecz staraliśmy się postępować racjonalnie i z poszanowaniem elementarnych praw człowieka.

Dzisiaj natomiast, panie pośle Kaczyński, współdziałasz Pan z redemptorystą Rydzykiem, który rażąco uwstecznia Polskę, a Pan mu to ułatwia, przejąwszy kontrolę nad krajem i praktycznie zarządzanie nim. Pan, panie Prezydencie, poza żałosnym veto wobec dwóch ustaw, nawet nie próbujesz przeciwstawić się tego rodzaju, uwsteczniającym Polskę praktykom.

Cofnęliście Panowie i wciąż cofacie Polskę, lecz niestety, nie ma kogoś, kto jak Józef Piłsudski do ministrów rządu lubelskiego w 1918 r. powiedziałby: Wam kury szczać prowadzać, a nie polityką się zajmować.

                                                                         Wiesław POCZMAŃSKI

                                                                          emeryt

ZBRODNIA CZY AKT OGŁUPIAJĄCEGO PATRIOTYZMU ?

Polecany

Trwają obchody 73 Rocznicy Powstania Warszawskiego. Pomijając drobniejsze, choć bez porównania mądrzejsze i skuteczniejsze wydarzenia tego rodzaju, jak choćby Powstania Śląskie w latach 1919 – 1921, należy uznać, że z trzech wielkich polskich powstań: listopadowego w latach 1830 – 1831, styczniowego z lat 1863 – 1864 i warszawskiego trwającego ledwie miesiąc w 1944 r., tylko temu pierwszemu można przypisać trochę sensu, bo przynajmniej sytuacji Polaków w zaborze rosyjskim w sposób rażący nie pogorszyło. Powstanie Styczniowe sprawiło natomiast, że poległy tysiące jego uczestników, carat podjął ostre represje wobec powstańców oraz ich rodzin, w ramach których ponad 200 tys. Polaków zesłano na Syberię lub do pracy w kopalniach na Uralu. Nastąpiło też znaczne zubożenie kraju. Lecz wszelkie rekordy pobiło Powstanie Warszawskie, które wybuchło 1 sierpnia 1944 r. Bilans jego strat to ponad 200 tys. zamordowanych i poległych oraz ruina co najmniej 85 % zabudowy miasta. I niechaj tylko to wystarczy dla oceny tego zrywu polskich patriotów.

5 maja 1945 r. w czeskiej Pradze także wybucha powstanie i trwa do 9 maja. Kończy się zwycięstwem Czechów i kapitulacją wojsk niemieckich. Różnica z patriotycznym zrywem warszawiaków polega jednak na tym, że było ono powiązane z radziecką operacją praską i uzgodnione z dowództwem wojsk radzieckich. Polacy natomiast z Rosjanami niczego nie uzgadniali, bo z racji historycznych swych doświadczeń byli antyrosyjscy, a nadto, gdy w Rosji w roku 1918 zapanowała, jak głosiła antybolszewicka propaganda, wspólnota wszelkich dóbr z kobietami włącznie, stali się gorącymi antykomunistami.

beznazwy

                                      Jeden z obrazów efektów powstania

Urodziłem się w Warszawie, lecz okupację niemiecką spędziłem we wsi Borków koło Radości pod Warszawą. Ojciec matki miał tam ok. 1000 m działkę, na której stały dwie drewniane chałupki. Przed wojną rodzina jeździła tam na weekendy. 31 sierpnia 1939 r. urodził się mój brat, a następnego dnia wybuchła wojna i hitlerowskie wojska wkroczyły do Polski. Moja matka, w porównaniu z tzw. polskimi patriotami, była realistką i 1 września 1939 r. zapakowała brata w poduszkę, mnie wzięła za rękę i poprowadziła nas na stację kolejki wąskotorowej przy brzegu Wisły, w pobliżu dzisiejszego mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Pojechaliśmy na działkę dziadka i tam spędziliśmy okupację. Przeżyliśmy !

W końcu stycznia 1945 r. tą samą wąskotorówką wróciliśmy na Pragę. Wszystkie mosty były zrujnowane i do Warszawy pozostawała tylko przeprawa na piechotę przez zainstalowany przez wojsko most pontonowy. Gdy przeszliśmy Wisłę, ukazał się porażający obraz: ruiny, ruiny i tylko ruiny ! Skutek patriotycznego zrywu warszawskich patriotów.

Warszawskimi powstańcami – ludźmi młodymi, często nieletnimi albo oszołomionymi możliwością zemsty na Niemcach za lata okrutnej okupacji, dowodzili oficerowie wyższych szczebli, ludzie dojrzali, których można było posądzać o elementarny przynajmniej zdrowy rozsądek. Zwyciężył jednak patriotyzm w polskim wydaniu, a więc wykluczający ten rodzaj myślenia i polityczną kalkulację. Polscy patrioci wymyślili sobie, że wzbudzą powstanie, zwyciężą i wygonią z Warszawy Niemców, a gdy do miasta wkroczą stacjonujące na Pradze wojska radzieckie, przywitają je, z dowództwem wypiją należną porcję samogonu i pożegnają w ich dalszym marszu na Berlin. Ruskie sobie pójdą, a polscy patrioci uruchomią III Rzeczpospolitą Polską.

Za sprawą także zachodnich mocarstw wyszło jednak inaczej i polska narodowa propaganda podjęła energiczną działalność antybolszewicką oraz antykomunistyczną, bo przypisanie tych znamion systemowi, który zapanował w Polsce 22 lipca 1944 r. miało tę Polską skompromitować w oczach Polaków. Lecz dopiero co zakończyła się najokrutniejsza z wszystkich dotychczasowych wojen, kraj był w ruinie i ludzie marzyli o pokoju, by powrócić do normalnego życia.

Porażająca jest skłonność do ogłupiania Polaków, czym zajmuje się propaganda we wszystkich ustrojach oraz ich odmianach. Jednak tak bałamutnego cyganienia, jakie ma miejsce pod rządami PiS, jeszcze nie było. Jednym z jego objawów są trwające właśnie obchody 73 rocznicy wybuchu warszawskiego powstania.

W III RP, uprawiana pod rządami Kaczyńskiego państwowa propaganda wspiera się na dwóch filarach: kulcie narodu i katolickiej religii. Przez lata mej pracy w Służbie Bezpieczeństwa PRL mogłem się zapoznać z różnymi informacjami na temat Jarosława Kaczyńskiego, nigdy wszakże nie słyszałem, by był człowiekiem bardzo religijnym. Jął uprawiać tę sztukę ułatwiającą sterowanie polskim społeczeństwem, gdy objął kierownictwo państwa: najpierw jako formalny szef rządu, a później jako faktyczny, nietytularny zarządca.

Trwają właśnie obchody fatalnego, wręcz zbrodniczego wydarzenia, jakim było Powstanie Warszawskie. Warto przytoczyć opinię o nim, głoszoną przez ówczesnego Naczelnego Wodza PSZ na Zachodzie gen. Władysława Andersa.18 sierpnia 1944 r. pisał on: „…Stolica pomimo bezprzykładnego w historii męstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność?”

powstanie

                                       Kolejny akt ogłupiania Polaków

Warszawskich powstańców traktuję wyrozumiale, byli bowiem młodzi albo oszołomieni bezrozumną nadzieją zwycięstwa. Lecz samo powstanie, ze względu na poniesione straty, uważam za akt zbrodniczy i trzeba mieć umysłowe skłonności obecnych władz Polski by pamięć o nim czcić. A może jednak władze te rozsądnie oceniają to zdarzenie, lecz większość Polaków mają za durni i stąd szumne obchody 73 rocznicy powstańczego zrywu ?

 

KTO, KIM I ZA POMOCĄ CZEGO RZĄDZI W POLSCE

Polecany

Funkcjonująca w PRL demokracja zwana była ludową. Gdy jakieś, dotąd nieznane ogółowi ośrodki zdecydowały o konieczności jej obalenia, nieznający ich, lecz posłuszny lud tego dokonał i zaistniał problem znalezienia adresata tej nowej. By wyzbyć się ciągotek do ponownego jej uludowienia, istniejącą w PRL odmianę demokracji przezwano „komuną” i nie szło w tym o trafność nazwy, lecz o rolę, jaką miała odgrywać. Chodziło mianowicie o skompromitowanie tamtej Polski, bo w kręgach ludzi prostych, do których nazwa wciąż jest adresowana, „komuna” kojarzy się z totalnym uwspólnotowieniem, obejmującym nawet żony. Posiadającym nieporównanie większą, niż pospólstwo, wiedzę profesorom wyższych uczelni, używanie tej nazwy nie przeszkadza, bo dobrze wiedzą, że „komuna” ma z PRL tyle samo wspólnego, co III RP pod panowaniem Jarosława Kaczyńskiego, z demokracją. Lecz nazwa swą rolę spełnia i przezwanie „komuną” tamtą Polskę kompromituje, a bezprzymiotnikowa „demokracja” obecną uszlachetnia.

aIfktkpTURBXy9mNTg5ZjcxMDk0MmZmYWYwNzJlMzMyY2ZlZDMyODJhYi5qcGeRkwLNA1IA

                                           Podwładny i przełożony

Po wyborczej klęsce Platformy Obywatelskiej sytuacja tak się skomplikowała, że nie mam zielonego pojęcia jak nazwać panujący w dzisiejszej Polsce ustrój. Jest parlament, prezydent i rząd, a za siłę wiodącą znów uchodzi polityczna partia, tym razem zwana „Prawo i Sprawiedliwość”. Liczebność jej członków stanowi w przybliżeniu setną część liczebności członków PZPR w r. 1980, toteż w Polsce nie funkcjonują partyjne struktury w rodzaju niegdysiejszego Komitetu Centralnego czy Biura Politycznego. Głównym organem kierującym partią jest jej prezes, a ponieważ partia, na wzór swej poprzedniczki, kieruje państwem, jej boss jest praktycznie najwyższym organem władzy państwowej. Przywodzi to na myśl dyktaturę w znanych w XX wieku postaciach.

beznazwy

   Po zmianie władzy w Polsce, doszło także do zmian w polskiej polityce                                                  zagranicznej

Nie jestem człowiekiem pobożnym, nie słucham zatem i nie czytuję tekstów przemówień prezesa wiodącej dzisiaj partii, lecz zdarzyło mi się ostatnio wysłuchać telewizyjnej jego rozmowy z szefem polskich redemptorystów z Torunia. Zawarte w niej były znamienne zobowiązanie i meldunek zarazem: Ojcze dyrektorze, obronimy Polskę! Traktujemy to jak naszą misję ! Znów zatem pojawia się problem z ustaleniem struktury władzy w Polsce. Teoretycznie ustawodawczą sprawuje dwupodmiotowy parlament (Sejm i Senat) , głównymi organami wykonawczej, też teoretycznie, są prezydent i rząd. Podkreślam: TEORETYCZNIE ! Bo mamy instancję faktycznie zarządzającą tymi wszystkimi organami, jaką jest prezes wiodącej partii, lecz złożone przez niego meldunek i zobowiązanie świadczą , że i on jest tylko podwładnym Pełnomocnika Siły Najwyższej na Polskę. Ufff !!! Jak zatem jest rzeczywiście ? Najprawdopodobniej Bóg to raczy wiedzieć, mnie jednak sprawy On nie wyjaśni, bo podpadłem Mu przed laty.

qrSktoARGh0dHA6Ly9vY2RuLmV1L25ld3N3ZWVrLXdlYi84MjU3ZDlhZC1mNGE3LTQ1ZDAtYWYyYS00NDZjNGRhMGE1MjEuanBnkZUCAM0CAMLD

            Jeden z przejawów kooperacji naczelnych organów władzy w Polsce

Prezydenta Polski Andrzeja Dudy z jego faktycznym przełożonym – Naczelnikiem III RP – Jarosławem Kaczyńskim, najlepsze stosunki też nie łączą. Ostatnio, w związku z nieuzgodnionym z nim zawetowaniem przez Prezydenta dwóch ustaw dotyczących sądownictwa, sytuacja na wierzchołkach władzy w Polsce pogorszyła się do tego stopnia , że rozważana jest jednokadencyjność pełnienia przez Dudę urzędu, wciąż przez ludzi mniej zorientowanych uznawanego za najwyższy w państwie. Jej zaostrzenie sprawiło, że Prezydent jął poważnie zastanawiać się nad stworzeniem własnej alternatywy dla PiS.

Przyznam, że poruszyła mnie ta zapowiedź z tego głównie względu, że zwolennikiem partii Jarosława Kaczyńskiego nie jestem i gotów jestem wesprzeć każdą inicjatywę osłabiającą jej wpływy i znaczenie.

SnipImage-7B3C174F3C-E719-4A97-BCB1-98BDB2B264E77D3        Zwłaszcza ostatnio bywało, że Sejm obradował do późnych godzin nocnych                        nad ustawami uznanymi za kluczowe dla struktur władzy w Polsce

Zacznę od próby doradzenia prezydentowi Dudzie w sprawie charakteru nowego politycznego tworu, jaki mógłby powstać z jego inicjatywy. Trzeba zabezpieczyć go przede wszystkim przed destrukcyjnymi wpływami Prezesa PiS, jakich zapewne nie będzie szczędził. Skoncentruję się na tej właśnie sprawie. 

Na początek sugeruję, by zastanowić się nad nazwą nowej partii, może ona bowiem mieć kluczowe znaczenie dla jej bezpieczeństwa. Gdyby sytuacja polityczna w Europie zmierzała ku elementarnej przynajmniej stabilizacji, proponuję nazwę: Polska Inicjatywa Zapobiegania Dążeniom Antykoncepcyjnym, która miałaby ten walor, że byłaby zgodna z głębokimi przekonaniami p. prezydenta Dudy. Gdyby natomiast wiodła ku zaostrzeniu konfliktów, zwłaszcza pod wpływem coraz bardziej agresywnych państw arabskich, partia mogłaby przybrać nazwę stosowną do kształtującej się sytuacji i brzmieć: Polska Inicjatywa Zapobiegania Dominacji Arabskiej.

Eksponuję znaczenie nazwy nowej partii, należy bowiem przewidywać aktywne działania w nią wymierzone ze strony współwładającego Polską obecnego lidera PiS. Biorąc pod uwagę jego gusta i zapatrywania sugeruję nazwę, której akronim zniechęci go do grzebania się w jej strukturach, wzbudzając obrzydzenie.

To tyle na początek rad dla pana Prezydenta, gdyby zechciał podjąć trud uniezależnienia się od niekonstytucyjnych urzędów Pełnomocnika Siły Najwyższej na Polskę czy Naczelnika III RP.


Czytaj dalej

O ZGUBNYCH SKUTKACH POBOŻNOŚCI W UPRAWIANIU POLITYKI

Polecany

Chyba najtrafniej dramatyczną sytuację, w jakiej znalazła się Polska po vetach prezydenta Dudy scharakteryzował Ludwik Dorn sugerując, że przypomina „pożar w burdelu w czasie powodzi”. Ponieważ zarządzający Polską Jarosław Kaczyński, z racji swych gustów i zapatrywań,  w normalnym, męsko-damskim burdelu w życiu nie bywał, nie ma więc pojęcia jak sobie w takiej sytuacji radzić. I stąd całe zamieszanie ! Ojca Rydzyka, którego prezes PiS ma za autorytet i zasięga jego rad w zakresie kierowania państwem, też trudno w tym temacie uznać kompetentnym konsultantem.

tumblr_inline_nqr0zxJwji1tsitpw_540

Sytuację komplikują dodatkowo zapatrywania prezydenta Dudy. Jak donoszą media, przez ostatni weekend odbył szereg spotkań, by zasięgnąć kompetentnych opinii na temat pomysłów kierowniczych kręgów PiS, lecz na ostatecznej decyzji miała zaważyć jego wieczorna wizyta na Jasnej Górze w niedzielę 23 lipca. Był to błąd w pewnym sensie analogiczny do tego, jaki popełnił Jarosław Kaczyński. Polega on na przecenianiu zakresu wiedzy Siły Wyższej. Bo doprawdy zadziwia nadzieja, że może ona mieć orientację w sytuacji zaistniałej w burdelu ! Wprawdzie ma nieograniczone zdolności i możliwości, lecz na litość boską – panie Prezydencie – burdel jest wynalazkiem Szatana, tolerowanym przez Siłę Wyższą tylko dlatego, że pozostawiwszy człowiekowi demokratyczną wolność wyboru, zapewnia sobie realne przesłanki  dla trafnego wyroku, kończącego rozprawę przed Sądem Ostatecznym. A wokół spraw związanych z wymiarem sprawiedliwości toczą się dzisiaj najważniejsze spory.

CF1hgLkVAAICSaD

Pozostańmy przy diagnozie lapidarnie sformułowanej przez Ludwika Dorna. Ukazuje ona jak wielki problem pojawił się w Polsce. Siłą wiodącą w polityce jest partia „Prawo i Sprawiedliwość”, a z racji powrotu do praktyk uprawianych w czasach kultu jednostki, osobą kierującą nią jest prezes – Jarosław Kaczyński. Dość powszechnie znane są jego gusta w zakresie spraw intymnych i tu pojawia się największy problem. Bo jeśli rację ma Ludwik Dorn, porównujący sytuację w Polsce do „pożaru w burdelu w czasie powodzi”, to trudno oczekiwać kompetentnego rozeznania sytuacji i znalezienia środków zaradczych przez człowieka o seksualnych skłonnościach prezesa PiS. Alternatywą mógłby być prezydent Duda – człowiek normalny w zakresie spraw intymnych, zarazem jednak pobożny, ukształtowany w duchu cnoty i wierności kościelnie poślubionej małżonce, co zatem może wiedzieć na temat metod i sposobów działania w burdelach ? Zero orientacji !

cpkuoffwiaa2zkc

I na tym polega podstawowy problem. Ponieważ nic nie dzieje się bez decyzji Siły Wyższej, mamy więc w Polsce to, co mamy. Bo chcąc nie chcąc to Siła Wyższa sprawiła, że osoby mające zarządzać państwem nie mają niezbędnych kompetencji do kierowania nim w istniejącym stanie. A uczyniła tak, bo sama nie ma zielonego pojęcia o tym, jak postępować w burdelu ?   

JAK RELIGIA SIĘ PUSZCZA Z POLITYKĄ

Polecany

                                     Motto:

                                         „…rządzi wszystkim jako personalne politbiuro. 

                                       Zachowuje się jak bolszewik i paranoiczny awanturnik.

                                        PiS jest najbardziej mściwą grupą w Europie”

                                                   prof. Norman DAVIES o Jarosławie Kaczyńskim i PiS

Ustrój państwa sprawia wrażenie tematu z najwyższej półki ludzkich spraw i wielu zapewne twierdzi, że mało  ich zajmuje. Gdy jednak nieco pomyśleć okaże się, że niepodobna uniknąć jego wpływu na codzienność człowieka. Dlaczego ? Przyczyn jest sporo, lecz  jedną z najistotniejszych stanowi jego zideologizowanie, a więc uwspólnotowienie poprzez ukazanie  mających łączyć zbiorowość zapatrywań na najważniejsze jej cele oraz sposoby ich osiągania. W czasach nowożytnych zaczęło się od hasła Wolność, Równość, Braterstwo, które pojawiło się na sztandarach Wielkiej Rewolucji Francuskiej, bo wcześniejsza i równie ważna – angielska, takiego wiodącego zawołania nie miała. Hasło rewolucji zapoczątkowanej w  1917 r. w carskiej Rosji brzmiało: Proletariusze wszystkich krajów łączcie się i pochodziło z Manifestu komunistycznego Karola Marksa oraz Fryderyka Engelsa. Jedna z najważniejszych zmian charakteru myśli rewolucyjnej polega więc na tym, że najpierw jest ona wyrażana za pomocą haseł głoszących wolność i solidarność wszystkich ludzi („wolność, równość, braterstwo”), bez względu na istniejące między nimi różnice narodowe i społeczne, z czasem natomiast uwzględniane są skutki materialnego zróżnicowania i hasła przybierają charakter klasowy.

Analizując europejskie ruchy społeczne, które miały miejsce w wiekach XVIII, XIX oraz XX i porównując z dzisiejszymi wydarzeniami tego rodzaju na świecie, trudno nie odnieść wrażenia, że ulegają one osobliwym przemianom, które prowadzą do marnienia, jeśli traktować je jako działanie na rzecz poprawy losu i bytu człowieka. Wystarczy spojrzeć na wcześniejszą rewolucję na Kubie, a ostatnio na wszystko, co dzieje się w Azji oraz Afryce. Z wyjątkiem „rewolucji kubańskiej” marnienie łączyć należy z religijnym ich charakterem, co głównie odnosi się do krajów, w których wiodącą religią jest Islam. Lecz nie tylko do nich.

W Europie wciąż mamy do czynienia z osobliwą rewoltą zainicjowaną w Polsce przez partię Prawo i Sprawiedliwość. Nie jest ona, jak Rewolucja Francuska, dokonywana w imię i dla narodu, ani – jak rosyjska – siłami i dla osiągnięcia celów klasy społecznej. Jej bazę społeczną stanowią polscy katolicy i to ich głównie kokietuje wódz wiodącej partii, wybrawszy na swego partnera i zarazem narzędzie ojca Rydzyka – osobnika, który nawet wśród rozsądniejszych wyznawców chrześcijaństwa w Polsce wzbudza sporo kontrowersji, lecz jest niezwykle przydatny w uprawianych politycznych gierkach. Bóg to raczy wiedzieć czy głównym motywem jego ścisłej współpracy z przywódcą PiS są głębokie przekonania ideologiczne czy uzyskiwane dla zakonu korzyści materialne, faktem jest jednak, że to ów zakonnik zapewnia prezesowi Kaczyńskiemu zdyscyplinowaną i niezawodną bazę społeczną.

okladka-poziom_28-800x500_c

Jak wspomniałem, ścisła współpraca Kaczyńskiego i Rydzyka wzbudza dość liczne kontrowersje wśród duchownych poważnie traktujących jedno z głównych przesłań chrześcijańskiej religii, którym jest motywowanie człowieka do wyzbycia się albo przynajmniej powściągnięcia swej skłonności do grzeszenia. Tymczasem kościelni politycy nastawieni są głównie na pozyskiwanie wszelakich korzyści dla swej instytucji.

Materialne osiągnięcia Tadeusza Rydzyka nie mają sobie równych w historii polskiego Kościoła na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci, jeśli nie w większym przedziale czasowym. W 1986 wyjechał on do Republiki Federalnej Niemiec. Przebywając w diecezji augsburskiej podjął współpracę z radiową rozgłośnią Radio Maria International. Gdy w 1991 r. wrócił do Polski i zamieszkał w toruńskim klasztorze redemptorystów,  w tymże jeszcze roku założył Radio Maryja, później kontynuował rozwój kościelnych mediów, dzięki czemu powstał Nasz Dziennik. W 1998 r. powołał do życia Fundację Lux Veritas, która  w 2003 r. uzyskała koncesję na nadawanie programu telewizyjnego pod nazwą Trwam. W 2001 r. założył w Toruniu Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej. To zaledwie część osiągnięć tego sprytnego i wpływowego redemptorysty.

imagesJIUO0YI2Nie wspominam o innych korzyściach Kościoła,  w których mnożeniu niebagatelną rolę odgrywa Jarosław Kaczyński. Nie bezinteresownie ! Ojciec Rydzyk dostarcza mu narzędzi ułatwiających sterowanie bazą członkowską PiS oraz polityczną klientelą ugrupowania.

Pozwolę sobie przytoczyć niezwykle interesujący fragment wypowiedzi Jarosława Makowskiego – publicysty, filozofa i teologa, zawartej w wywiadzie z nim, zamieszczonym w tygodniku PRZEGLĄD *): Dziś królem polskiego, politycznego katolicyzmu i polskiego Kościoła nie jest już nawet ojciec Rydzyk. Nie są biskupi. Jest nim Kaczyński.(…) Bo on, jako polityk, pierwszy powiedział Polakom, że mogą być autentyczni.(…) – do tej pory żyliście w stanie nieautentyczności. Kazano wam być europejskimi, kazano wam być tolerancyjnymi, zabroniono wam być antysemitami. A ja wam powiadam – możecie być tacy, jacy chcecie.

Nie ulega wątpliwości, że nadejdzie kres wiodącej dzisiaj w Polsce karykatury politycznej partii, jaką jest PiS, a wraz z tym także kultu kierującej nią jednostki, którą jest Jarosław Kaczyński. Kiedy to jednak nastąpi ? Nieprędko. Sfery zamieszkujące polską prowincję, z natury rzeczy kierujące się prowincjonalnym myśleniem, są dość liczne i dla pozyskania ich względów starczają ochłapy w rodzaju „500+”. Nadto, ważnym instrumentem zapewniającym w nich popularność jest religia, zwłaszcza w rydzykowym wydaniu. Owszem istnieją rozmaite ugrupowania i partyjki opozycyjne, zyskujące niekiedy sporą popularność i odnoszące nawet spektakularne sukcesy. Nie ma jednak wyrazistej siły społecznej, która ma sprecyzowany cel, zdolność jego wyrażania i pozyskiwania szerokich rzesz zwolenników. Siły, którą łączy świadomość skutków jej społecznej sytuacji i potrzeba sprawnego dążenia do jej zmiany i poprawy.

Świadomość Polakóww tym zakresie jest skażona osobliwym przypadkiem Solidarności, która była ponadklasowym ruchem wynikającym z potrzeby protestu wobec zaistniałej kryzysowej sytuacji, lecz naznaczonym także silnymi impulsami płynącymi z różnych ośrodków zagranicznych i również przez to niezdolnym do wypracowania trwale integrującego społeczeństwo programu. Któż miał pokierować tego rodzaju poczynaniami, Wałęsa ?! Wolne żarty ! Nic zatem dziwnego, że pierwsze lepsze działanie władzy kierującej się spoczywającym na niej obowiązkiem zachowania porządku w kraju i ochrony społeczeństwa przed tragicznymi w konsekwencji pomysłami rewolucjonistów in spe, sprawiły  rozpad tego ruchu i utratę zdolności do rozumnej zmiany sytuacji w Polsce.

mapa 2

                                          Im ciemniej, tym większy sukces PiS

Nie ma dzisiaj wiodącej siły społecznej, zjednoczonej przekonaniem o podobnym swym społeczno-ekonomicznym położeniu, nie pojawiła się nawet jednostka stosownego formatu, zdolna siłą swej osobowości, wiedzy oraz umiejętności integrować szersze rzesze ludzi o podobnym położeniu i mentalności. Jednostki, które pojawiały się w niedalekiej przeszłości i wciąż się pojawiają jako pretendenci do odegrania takiej roli, łacniej wzbudzają rozbawienie, niż zamysł wsparcia i uczestnictwa w kierowanych przez nie działaniach.

Teraz na polskiej politycznej scenie główne role reprezentantów siły mającej odmienić los Polaka grają  Jarosław Kaczyński i Tadeusz Rydzyk, a drugoplanowe – prezydenta oraz premiera – powierzono Beacie Szydło i Andrzejowi Dudzie. Często pojawiają się na scenie aktorzy formatu Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Ziobry, czy ubranego w kostium leśnika Jana Szyszki. Bywają na niej również inni wykonawcy – pojedynczy lub zbiorowi. A odtwarzany dramat coraz bardziej przemienia się w farsę.

Wesołej zabawy, szanowna publiko! Jaki jednak będzie koniec spektaklu ? Strach pomyśleć !    

_____________________

*) Robert Walenciak, „Ewangelia Jarosława K.” – PRZEGLĄD nr 28(914), 10 – 16. 07. 2017.

D E M O K R E A C J A

Polecany

                                                                         Dla mnie demokracja parlamentarna to                                                                   pokojowa wojna wszystkich ze                                                                               wszystkimi

                                                                                                  Lech Wałęsa, w maju 1990 r.

                                                                                 Demokracja to taki ustrój, który                                                                                           gwarantuje nam, że nie będziemy                                                                                       rządzeni lepiej, niż na to zasługujemy.

                                                                                           Jacek Kuroń

Pojęciem, które zrobiło oszałamiającą karierę w III RP jest DEMOKRACJA, głosząca „władzę ludu” w różnych jej postaciach.  Mówi się o niej dzisiaj stale i niewiele brakuje, by przejawy niesprawności w funkcjonowaniu szaletów publicznych wiązać z zakłóceniami tego ustroju.

Gdy wyzbyć się ogłupiającego antykomunistycznego zacietrzewienia uznać trzeba, że w powojennej, potwornie wojną doświadczonej Polsce, w latach 1944 –1948 panował system dość szeroko społecznie akceptowany. Akceptacja ta miała swe źródło nie tylko w świeżej wówczas pamięci przejawów społecznych zróżnicowań Polski przed wrześniem 1939 r., lecz głównie w potrzebie wydobycia się z potwornych zniszczeń i traumy wywołanych dopiero co zakończoną wojną. Ważne jest i to, że w tychże latach działało zbrojne podziemie, które nie gardziło bandyckimi metodami walki z ustrojem i jego ludźmi. Działały także organizacje w rodzaju UPA (tzw. Ukraińska Powstańcza Armia), które takie same, a nierzadko potworniejsze metody stosowały z nacjonalistycznych pobudek.

1293983911_by_KarsoMan_600

To prawda, że poczynając od końca 1948 roku Polacy coraz boleśniej odczuwali skutki naśladowania funkcjonującego w Związku Radzieckim kultu jednostki, słabną one jednak wraz ze śmiercią Stalina w 1953 r., a dokonujące się w tym zakresie przemiany swe apogeum osiągają w październiku 1956 r. Wprawdzie wciąż dają o sobie znać skutki wcześniejszych dyktatorskich praktyk, lecz gdy pierwszym sekretarzem KC PZPR zostaje Władysław Gomułka, a zwłaszcza gdy tę funkcję obejmuje Edward Gierek, w żaden sposób nie da się przyrównać tych czasów do epoki kultu jednostki.

Rewolucja w Anglii w latach 1640 – 1660, we Francji – zapoczątkowana w 1798 roku oraz w Rosji, mająca swój początek w październiku 1917 r. sprawiły, że w Europie (a zapewne nie tylko) jął dominować kult przemian rewolucyjnych, bez liczenia się z potwornymi nierzadko doświadczeniami i krwawymi ofiarami w tych krajach.

Nie ulega wątpliwości, że Polska w latach 80. XX wieku wymagała dość radykalnych zmian, lecz z całą pewnością nie musiały to być zmiany rewolucyjne, prowadzące do tak nagłego i głębokiego przeobrażenia ustroju. Świat był wtedy podzielony na dwa nieprzyjazne wobec siebie obozy, obóz radziecki przechodził poważny kryzys, tzw. obóz kapitalistyczny natomiast  wciąż dysponował znacznymi możliwościami i wpływami. Ogromne znaczenie dla Polski miały jego koneksje z Watykanem, które umożliwiły „wybór” Polaka papieżem, bo religia i wpływy Kościoła miały decydujące znaczenie dla przemian dokonujących się w naszym kraju w latach 80. ubiegłego wieku. Stan wojenny uniemożliwił tylko bardziej gwałtowny ich przebieg, który mógł sprawić nieporównanie więcej krwawych ofiar.

20130122183708uid1-143788

Wciąż niepodobna w pełni realistycznie ocenić skutki wielu dokonanych po 1989 r. przemian. Na przykład na warszawskiej Woli, gdzie mieszkam od 1945 r., odrestaurowano w czasach PRL lub wybudowano od nowa co najmniej 6 wielkich zakładów przemysłowych, które dawały zatrudnienie dziesiątkom tysięcy pracowników. Pozostał z nich tylko jeden – Zakłady Farmaceutyczne POLFA, reszta natomiast przestała istnieć. Nie sądzę byśmy byli dzisiaj w stanie odpowiedzieć sobie bezstronnie na pytanie, czy ich likwidacja rzeczywiście była koniecznością, czy tylko skutkiem  presji by zlikwidować rywala zagranicznych producentów. Funkcjonowały tu na przykład zatrudniające kilka tysięcy pracowników, wzniesione w latach 50. XX w. Zakłady Radiowe im. Marcina Kasprzaka, które były zapewne znaczącą konkurencją np. dla Philipsa czy Grundiga w Niemczech. Przebudowano je więc radykalnie i stanowią dzisiaj siedzibę jednego czy kilku … banków.

blog_lc_4760400_7284579_tr_demokracja

A dlaczego przestały istnieć Zakłady Mechaniczne „Ursus” czy Fabryka Samochodów Osobowych na warszawskim Żeraniu ? Retoryczne pytania ! O rzeczywiste powody likwidacji w Gdańsku stoczni nawet nie zapytam, skoro nie pytała o to mająca w niej  w 1980 r. swą historyczną siedzibę legendarna „Solidarność”.

Wszelkie wątpliwości co do powodów i znaczenia likwidacji powojennego dorobku polskiego społeczeństwa, zagłusza kampania ukazująca zbawienne znaczenie likwidacji totalnego podobno w Polsce totalitaryzmu i zaprowadzanie w jego miejsce demokracji, będącej rzekomo odwiecznym marzeniem Polaka.

Raz jeszcze wrócę do „demokratycznego” przypadku starożytnych Aten. W VI wieku przed naszą erą, gdy przywódca rodu Alkmeonidów – Klejstenes, przy wsparciu Spartan  obalił panującą tyranię i w latach 508 – 507, kontynuując wcześniejsze reformy Solona, stworzył realne podstawy dla  demokracji, to miasto-państwo liczyło sobie podobno 200 do 400 tysięcy mieszkańców. Gdy odliczyć pozbawionych praw cudzoziemców i niewolników oraz cieszące się nimi w bardzo ograniczonym zakresie kobiety, pełnoprawnych obywateli było mniej więcej tyle, ile liczy sobie dzisiaj dowodzone przez Jarosława Kaczyńskiego „Prawo i Sprawiedliwość”, a więc bliżej lub dalej, lecz jednak w okolicach 30 tysięcy (wciąż  brak dokładniejszych  danych o liczebności tej partii).

I dzieje się u nas, jak w czasach Klejstenesa, gdy w Atenach powstawała demokracja, lecz rządził nimi jednoosobowo ów przywódca rodu Alkmeonidów. W dzisiejszej Polsce też ją podobno mamy i wciąż jednoosobowo  zarządza nią ostatni żyjący przywódca rodu Kaczyńskich, zwany Jarosławem, a circa 1/3 część polskiego elektoratu wielbi go za te demokratycznie jednoosobowe rządy, bo ma z tego wymierne korzyści, choćby w postaci „500 +”. Spora liczba ludzi zrzeszonych w różnych opozycyjnych ruchach i partyjkach, zwalcza tego demokratycznego dyktatora, lecz przygniatająca większość społeczeństwa siedzi i milczy póki ma jeszcze co jeść. A gdy już nie będzie co do gara włożyć, stanie ten demokratyczny dyktator przed sądem, a wraz z nim spora część jego personelu i naród polski znów będzie dumny ze swych marzeń o demokracji oraz ich kolejnego spełnienia.     

         

 

 

 

TRUMP NA POLSKIEJ TRAMPOLINIE

Polecany

Nigdy nie byłem radosnym kibicem wizyt przywódców wielkich mocarstw w Polsce, bo towarzyszyło im żenujące nierzadko podlizywanie się strony polskiej. Podczas ostatniej wizyty Trumpa było jednak inaczej: to on się podlizywał. A ponieważ w tego rodzaju relację amerykańskiego przywódcy z krajem takim jak Polska aż trudno uwierzyć, wygadywał więc sporo rozmaitych komunałów i frazesów, by ją uwiarygodnić. Nie słuchałem transmisji w radio, nie oglądałem też popisów Trumpa na telewizyjnej trampolinie, toteż dla zyskania wiadomości następnego dnia po zakończeniu wizyty kupiłem „Gazetę Wyborczą” i „Gazetę Polską”. W tym drugim dzienniku, na pierwszej stronie, obok relacji zamieszczono fotografię prezydenta USA na tle pomnika Powstania Warszawskiego i całość opatrzono tytułem: DONALD TRUMP: POLSKA JEST DUSZĄ EUROPY. Tytuł był cytatem wypowiedzi Trumpa i zawierał oczywiście wielką bzdurę, lecz miał kokieteryjnie łaskotać uczucia polskiego patrioty. Był także wskazówką pozwalającą uzmysłowić sobie rzeczywisty cel jego wizyty w Polsce. Ale o tym później.

30c8913e908c64a40b1268854d8dfe01

Nie będę próbował analizować zapatrywań głoszonych w warszawskim przemówieniu przez prezydenta USA, bo szkoda czasu i atłasu, z jednym wszakże wyjątkiem: idzie mi o Powstanie Warszawskie 1944 r., w tej bowiem sprawie widać  szczególnie dość podłą taktykę szefa amerykańskiej administracji.

Jestem niezwykle zaszczycony, stojąc w tym mieście, w tym miejscu, obok pomnika Powstania Warszawskiego. (…) W 1944 r. armie sowiecka i nazistowska przygotowywały się do bitwy tutaj, w Warszawie – plótł Trump. W tym wszystkim obywatele Warszawy powstali i jestem zaszczycony tym, że na scenie ze mną są bohaterowie, weterani Powstania |Warszawskiego. (…) Ten pomnik przypomina nam, że ponad 150 tys. Polaków zginęło podczas tej desperackiej walki z najeźdźcą. Z drugiej strony rzeki siły zbrojne sowieckiej Rosji stały i czekały, patrzyły jak naziści niszczą miasto, mordując mężczyzn, kobiety oraz dzieci.

I dalej, wciąż nawiązując do tragedii Powstania Warszawskiego, zrównał z nią cztery dekady PRL, gdy podobno Polska  i inne kraje regionu walczyły z próbami wymazania ich tożsamości, historii, kultury. Najeźdźcy starali się was złamać, ale Polski nie da się złamać – oświadczył na zakończenie tego wątku i włączył do niego wizytę Jana Pawła II w czerwcu  1979 r. podczas której miało się okazać (to wciąż diagnoza prezydenta Trumpa), że „(…) milion Polaków wzniosło modły wspólnie z papieżem, kiedy milion Polaków nie prosiło o bogactwo, nie prosiło o przywileje, zamiast tego milion Polaków powiedziało „chcemy Boga”.

Prezydent Trump paplał w tym stylu dość sporo i nie ma sensu paplaniny tej dalej przytaczać, wróćmy więc do pokazowo wielbionego przez niego Powstania Warszawskiego. Jego skutkiem była śmierć ponad 200 tys. mieszkańców (Trump twierdzi, że tylko 150 tys.) oraz ruina  90 % substancji miasta. Korzystnych efektów nie było żadnych i w żadnym wymiarze ! Trzeba jednak wnieść istotną poprawkę do tej powstańczej opowieści.  Twierdzenie,  że ponad 150 tys. Polaków zginęło podczas tej desperackiej walki z najeźdźcą, jest co najmniej dwuznaczne, sugerować może bowiem, że wszyscy polegli walcząc. Tymczasem było zupełnie inaczej.

Według dość zróżnicowanych danych do walk powstańczych zmobilizowanych zostało 25 do 36,5 tys. żołnierzy AK oraz innych formacji. Straty powstańców to ok.16 tysięcy zabitych i zaginionych, ok. 20 tys. rannych i 15 tys. wziętych do niewoli. Tak więc większość ofiar śmiertelnych stanowiły osoby cywilne, nieuczestniczące w walkach, które życie utraciły w wyniku zbrodniczych poczynań okupanta. Lecz i to trzeba sobie uzmysłowić, że został on do tego sprowokowany fatalną decyzją o wybuchu powstania, które nie miało najmniejszych szans na sukces. Tezę tę uzmysławia także bilans strat niemieckich, poniesionych w tym samym czasie: 1453 poległych podoficerów i szeregowych oraz 73 oficerów !

Polska tradycja powstaniowa jest osobliwym zjawiskiem na tle dziejów Europy. Jeśli da się jeszcze usprawiedliwić wybuch Powstania Listopadowego w 1830 r., które zapoczątkował spontaniczny zryw młodych, niedoświadczonych elewów szkoły oficerskiej w Warszawie, to  Powstanie Styczniowe w 1863 r. było przejawem głupawej polskiej bohaterszczyzny, nie miało bowiem żadnych szans powodzenia. Liczebność powstańców wynosiła ok. 200 tysięcy ludzi, a w starciach z wojskami carskimi zginęło ich ponad 30 tysięcy, że nie wspomnę o zesłaniach oraz innych  formach prześladowań. Polska naiwność kazała liczyć na pomoc z zagranicy, ta jednak nie nadeszła; zachodnie mocarstwa ogłosiły bardzo ogólnikowe deklaracje, w których polską insurekcję traktowano jako wewnętrzny problem Rosji.

160608-trump_thelid-1614_fa49b8448f3535113be93376e20e2925_nbcnews-fp-1200-800

Od drugiego wielkiego polskiego powstania nie minęła nawet setka lat, gdy pojawiła się okazja na kolejne. We wrześniu 1939 roku wybuchła II wojna światowa i Polska znalazła się pod hitlerowską okupacją. Gdy w II połowie 1944 r. w wyniku działań wojsk sprzymierzonych w Europie zbliżał się jej kres, bohaterscy polscy patrioci in spe wywołali w Warszawie powstanie. Wojska Armii Czerwonej stały już na warszawskiej Pradze, toteż ewenementem jest, że jego wybuch nie był konsultowany z ich dowództwem. Na przykład powstanie w czeskiej Pradze w dniach 5 – 9 maja 1945 r. było powiązane z radziecką operacją  i zakończyło się zwycięstwem Czechów, co uchroniło ich stolicę przed ruiną, jakiej zaznała Warszawa. Lecz Polacy byli pewni swego zwycięstwa, toteż liczyli na to, że pokonawszy w stolicy hitlerowców, powitają Armię Radziecką w jej dalszym marszu na Zachód, ta natomiast bezinteresownie wyzwoli resztę terytorium Polski, zatknie swój zwycięski sztandar na murach Reichstagu i wróci tam, skąd wyszła. Jednak polityka nie pozostawia choćby śladowego miejsca dla naiwniaków, toteż wprawdzie Czesi w latach istnienia bloku państw socjalistycznych  doświadczyli podobnego losu, co Polska, lecz nie pozwalają by jakiś Trump czynił z ich kraju instrument swej polityki i korzyści. Polacy natomiast, a przynajmniej rządząca dzisiaj partia PiS,  z radością przyjmuje wyrazy uznania czerpiącego z tego profity obcego polityka.

Bo dla interesów Stanów Zjednoczonych integrująca się (mimo Brexitu) Europa, jest zagrożeniem, polegającym na postępującym ograniczaniu dotychczasowej roli i znaczenia tego mocarstwa. Nic zatem dziwnego, że Trump czyni wszystko, by europejski kontynent zdezintegrować i sporą jego część jeśli nie uzależnić, to przynajmniej ściśle powiązać z interesami USA. Mając spore doświadczenie w stosunkach z kobietami, stara się naśladować klasyczne metody pozyskiwania damskich względów nie bacząc, że te, które jął stosować wobec Polski, przywodzą na myśl sposoby, jakimi od starożytności posługiwano się w kontaktach z nierządnicami.      

CO NIE BYŁO I NIE JEST, WCIĄŻ PISZE SIĘ W REJESTR

Polecany

Przed miesiącem moja strona na Facebooku tak się poplątała, że utraciłem do niej dostęp. A ponieważ pod wpływem wielu działań partii wiodącej 1/3 polskiego narodu oraz podległego jej rządu ogarnęła mnie głęboka apatia i niechęć do wszelakich przejawów publicznej aktywności, przez kilka tygodni nie otwierałem komputera. Gdy zastanowiłem się jednak nad tym wszystkim głębiej,  wstrząsnęła mną porażająca myśl, że ulegając tak motywowanej gnuśności wspieram realizację totalitarnego planu wodza wiodącej partii  trzeciej części polskiego narodu, bo brak wyrazistego sprzeciwu sprzyja realizacji największej nawet głupoty. Siadłem więc przed ekranem komputera i gdy otworzyłem jeden z portali, najpierw rzucił mi się w oczy portret szefa owej partii, mającego się za przywódcę polskiego narodu i zaraz po tym wizerunek jego duchowego protektora z Torunia. I co by o obu tych męskich in spe osobnikach nie mówić, przyznać im trzeba osobliwą moc oddziaływania na sporą część Polaków. We mnie, na przykład, ich wizerunki wzbudziły tak głębokie wkurwienie, że nie bacząc na swą komputerową ignorancję zabrałem się do roboty i znalazłem wreszcie sposób na dokonanie niezbędnych korekt  mej praktycznie nieczynnej strony na Facebooku, co pozwoliło ją aktywować.  I tak oto  doświadczyłem pozytywnych skutków stanu twórczego wkurwienia.

Od wielu lat interesuje mnie polityka. I choć nie mam już najmniejszych szans czynnego w niej uczestnictwa, wciąż ulegam fascynacji osobliwością dwóch wymienionych wyżej postaci. A zwłaszcza pierwszego sekretarza KC PiS ! Jest to człowiek krótki wprawdzie, lecz wielki i to on wkurwiając mnie sprawił, że udało mi się odkryć sposób na aktywowanie mej strony na Facebooku. Chwała Ci wodzu jednej trzeciej polskiego narodu !  Nienajmądrzejszej wprawdzie, lecz w funkcjonującej w Polsce odmianie tzw. demokracji nie rozum się liczy, lecz liczba wrzuconych do urn wyborczych kartek. Reszty dokonała druga ze wspomnianych wyżej postaci, umiejętnie panująca nad zastępującą rozum nabożnością sporej części polskiego elektoratu.

Znalezione obrazy dla zapytania jarosław Kaczyński foto z Torunia

                                   Przedstawiciele klasy rządzącej w Polsce A.D. 2017

Demokracja to system rządów czy też ustrój polityczny, w którym źródłem władzy jest teoretycznie wola większości obywateli. Trzeba więc wiedzieć kto większość tę stanowi i za pomocą jakiego gatunku argumentów do ludzi tworzących tę warstwę dotrzeć.

Istnieją, między innymi, dwa rodzaje demokracji: bezpośrednia i pośrednia. W demokracji bezpośredniej wszelkie ważne dla funkcjonowania państwa decyzje podejmuje zgromadzenie uprawnionych do głosu obywateli. Za wzorzec przyjęło się traktować demokrację ateńską czasów Peryklesa (ok. 495 – 429 p.n.e.), gdy ogół ludności tego miasta ( a więc wolni mężczyźni z pełnią praw, mniej wolne kobiety wielu praw, w tym prawa głosu pozbawione oraz niewolnicy bez żadnych uprawnień) wynosił ok. 120 tys. Cieszący się pełnią praw mężczyźni stanowili wówczas ok. 1/4 całej tej liczebności i praktycznie nie było możliwe zebranie ich w jednym miejscu. Niezbędne dla ważności uchwał quorum wynosiło ok. 6 tysięcy i tylu uczestników mogła pomieścić Agora  będąca legendarnym miejscem obrad uprawnionych uczestników. W I poł. IV w. p.n.e. przeniesiono je na Pnyks – ateńskie wzgórze znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie Akropolu, gdzie jednorazowo mogło zebrać się ok. 8000 pełnoprawnych obywateli, a więc ponad 25 % uprawnionych. Liczebność ta wystarczała do podejmowania powszechnie obowiązujących decyzji.

A jak jest obecnie, w udającej demokrację Polsce ?

Dzisiaj  doświadczamy demokracji pośredniej, w której władzę sprawują przedstawiciele  partii politycznych, będących wyborczymi zwycięzcami. W ostatnich parlamentarnych wyborach, które odbyły się 25 października 2015 r., uprawnionych do oddania głosu było  30 768 394 obywateli. Frekwencja wyborcza wyniosła 50, 92 %, czyli do urn pofatygowało się tylko 17 205 685 uprawnionych. Na Prawo i Sprawiedliwość zagłosowało 6 465 896 wyborców, co stanowi zaledwie nieco ponad 21 % ogółu uprawnionych. I taka oto „większość”, wspierana marnym procentem zwolenników kukizowego koalicjanta, poprzez swych przedstawicieli zarządza dość stanowczo ponad 70 procentową resztą swych rodaków.

W PRL-owskiej przeszłości obowiązującą w naukach społecznych teorią był marksizm, tu i ówdzie korygowany leninizmem. Głosił on klasową strukturę społeczeństwa, w której mniej istotne elementy stanowiły warstwy społeczne. Teoria ta wraz ze zmianą ustroju straciła moc obowiązującą i jeśli pominąć religijne zapatrywania, nie ma dzisiaj doktryny o podobnym znaczeniu. Nie dlatego bynajmniej, że klasy robotniczej dzisiaj już nie ma, lecz z tego względu, że  wciąż obiektywnie istniejąc, utraciła jednak cechy podmiotu społecznie wiodącego, a co za tym idzie umiejętność wyrazistego definiowania wspólnych interesów ludzi ją tworzących.

W Polsce zaistniały dwa podstawowe czynniki, które do tego doprowadziły:

-  wybór na papieża katolickiego Kościoła Polaka Karola Wojtyły oraz

- utworzenie rzekomo robotniczego NSZZ „Solidarność” na czele którego postawiono osobnika formatu Lecha Wałęsy.

Posłużenie się instrumentarium złożonym tylko z tych dwóch czynników wystarczyło, by zapanować nad „polską świadomością”. Tłem sprzyjającym ich skuteczności były obowiązujące w kręgach tzw. polskich patriotów antykomunizm i rusofobia. To wszystko  razem miało decydujący wpływ na likwidację PRL, a w konsekwencji obozu państw zwących się socjalistycznymi.

Trudno nie zwrócić uwagi na pewną osobliwość polskiego antykomunizmu. Ustrój panujący w Polsce w czasach PRL, nawet w okresie mrocznego stalinizmu w latach 1949 – 1956, z komunizmem miał praktycznie tyle samo wspólnego, co dzisiejsza Polska z demokracją, lecz nazwie „komuna” nadano wyłącznie pejoratywne znaczenie i pełni ona dzisiaj rolę obelgi obowiązującej w charakteryzowaniu Polski lat 1944 – 1989. Żadnemu z posługujących się nią permanentnie durni nie przyjdzie nawet do głowy, by podjąć choćby próbę zobiektywizowanego wykazania dorobku tamtej Polski. Obowiązuje eksponowanie wyłącznie popełnianych wówczas zbrodni oraz błędów i wypaczeń. Stosowana  w tym metoda doprowadziła do skończonego absurdu, który polega na chwalbie bandytów z tzw. zbrojnego podziemia, za dokonywane przez nich zbrodnie.   

Osobliwą kontynuacją metodologii zastosowanej do obalenia PRL jest dzisiaj strategia partii PiS, będąca osobliwym wynalazkiem Jarosława Kaczyńskiego. Niezwykle ważną rolę wciąż odgrywa w niej grożenie tzw. komunizmem, w czym niezwykle istotną rolę pełni rusofobia. Nie są to jednak elementy sprzyjające zobiektywizowanej analizie istniejącej rzeczywistości, lecz tylko służące wzbudzaniu nienawiści, ta stała się bowiem głównym narzędziem w walce z polityczną konkurencją. Nie żywię sympatii dla Donalda Tuska, nie mogę jednak odmówić mu znaczącej roli w dzisiejszej Europie. Dla PiS natomiast, na mocy zapatrywań Jarosława Kaczyńskiego,  jest on postacią nadającą się wyłącznie do stosowania karnych restrykcji i wzbudzającą cierpienia autora tych zapatrywań przez niemożność stosowania tych środków ze względu na przysługujący immunitet. Niech no tylko go utraci i nieopatrznie wróci w rodzinne pielesze, gdy Polską władać będzie jeszcze PiS !

Znalezione obrazy dla zapytania jarosław Kaczyński foto z Torunia

Na sensowność ocen przeszłości Polski największy wpływ ma wyzbycie się przesłanek o ideologicznym charakterze, niemających wiele wspólnego z rzeczywistością. Wszelka ideologia jest głównie instrumentem służącym  dostosowywaniu rzeczywistości do subiektywnych zapatrywań i wyobrażeń. Istnieją oczywiście różne stopnie tego subiektywizmu, istota rzeczy wciąż jednak pozostaje niezmienna, a jej objawy zdają się sięgać coraz wyższych szczytów absurdu. W PRL mieliśmy do czynienia z preferowaniem klasy robotniczej jako siły władającej krajem, dzisiaj natomiast spektakle transmitowane ze świątyni zarządzanej przez Tadeusza Rydzyka ukazują zmiany, jakie dokonały się w tym obszarze ludzkiej aktywności. Wszelkie władztwo odebrane zostało klasie społecznej i powierzone czynnikowi nadprzyrodzonemu, który w Polsce reprezentuje kler katolickiego Kościoła. I nie chodzi w tym o to, by zaprezentować zmianę zapatrywań na działanie rzeczywistych mechanizmów działających w społecznościach, lecz o upowszechnienie takich, które ułatwiają rządzenie politycznej partii, a w istocie władającej tą partią jednostce.

A podobno co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr ! Co jednak robić gdy to, co było wraca w karykaturalnej postaci ? Trzeba to w rejestr ten wpisać, mimo że wpis ów nie świadczy najlepiej o pomysłach Polaków. Może sprzyjać jednak będzie postępom racjonalizacji ich myślenia w przyszłości.

 

JAK SIĘ ŚWIĘCI 1 MAJA W PISOWSKIEJ RP

Polecany

Dla uczczenia Święta Pracy w Sanktuarium pod wezwaniem św. Józefa w Kaliszu modliło się ponad  300 wiernych, zgromadzonych z okazji XXV Ogólnopolskiej Pielgrzymki Robotników i wyzyskujących ich Pracodawców, odbywanej pod hasłem Łączymy życie czynne z głębokim życiem modlitwy. Kręgi rządowe reprezentowała szefowa kancelarii pani premier III RP – Beata Kempa.

C-v1qraXsAAEU7v                        Msza święta dla uczczenia Święta Pracy w kaliskiej świątyni

Dzisiaj nadeszła sprawiedliwość – odebraliśmy emerytury waszym oprawcom i mimo wielkiego krzyku nie cofniemy się – oświadczyła w swym przemówieniu, a mówiąc to miała na myśli takich jak ja byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa PRL oraz innych  organów ścigania ówczesnej Polski. Wielu z was –  mówiła do zgromadzonych w świątyni żywych oraz duchów zmarłych - straciło zdrowie, a nawet życie, kiedy walczyliście za wolną Polskę i ponosiliście największą ofiarę. To dzięki wam możemy dzisiaj mówić to, co chcemy, bez obawy o życie najbliższych.

Tak się w Polsce złożyło, że będący doktorem prawa jej prezydent nie waha się akceptować łamania podstawowych jego zasad, takich jak zakaz działania wstecz czy odpowiedzialności zbiorowej, że nie wspomnę o innych, równie ważnych kanonach. Podobne przekonania żywi również doktoryzowany z prawa przełożony prezydenta – naczelnik III RP i szef wiodącej partii niewielkiego fragmentu narodu polskiego. Już raz sprawił znaczną obniżkę emerytur funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa PRL, lecz teraz okazało się, że brakuje środków na realizację obietnicy PiS w postaci „500+”, trzeba było zatem sięgnąć do rezerw.

Dlaczego z okazji 1 Maja wspominam o Kościele ? Otóż żyjący na przełomie XV i XVI wieku florencki filozof i prawnik Niccolo Machiavelli w znanym swym historyczno-politycznym dziele zatytułowanym „Książę”, jako sposób na zdobycie i utrzymanie władzy zalecał stosowanie zasady „cel uświęca środki”. Jedni uważali to za przejaw politycznego realizmu, inni natomiast potępiali go za głoszenie deprawacji i nikczemności, w czym na przodującą pozycję wyszedł katolicki Kościół, w 1559 r. wpisując dzieła Machiavellego do indeksu ksiąg zakazanych. Nie przeszkadzało to wszakże i wciąż nie przeszkadza wielu jego hierarchom, a nawet drobnym z pozorów zakonnikom, zasadę tę mniej lub bardziej dyskretnie stosować.

Beata Agnieszka Kempa urodziła się w dolnośląskim Sycowie w lutym 1966 r.  Uzyskawszy maturę dostała się na studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. Zapewne przez niedopatrzenie napisała jednak pracę magisterską z administracji, co sprawiło, że uzyskała tytuł magistra tej właśnie specjalności. Mimo to przypisywała sobie tytuł magistra prawa i wszelkie wątpliwości rozwiał dopiero jeden z jej uniwersyteckich profesorów, który stwierdził stanowczo: Uzyskała tytuł magistra administracji i to wszystko, czym się może posługiwać. Z pewnością nie jest prawnikiem.

Beata Kempa    Pani minister Beata Kempa dzieląca się bożymi darami podczas 1 majowej mszy

Pani Beata Agnieszka Kempa zabiera niekiedy głos w Sejmie, lecz wielorako zdobywane dodatkowe kwalifikacje sprawiają, że częściej czyni to w rozmaitych świątyniach, a zwłaszcza w kościele pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny – Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu, z którego duszami nabożnej większości Polaków zarządza znany redemptorysta o. Tadeusz Rydzyk. Kościół ów, jak niemal wszystko czego się dotknie jego proboszcz, zyskuje sławę i rozgłos.W marcu bieżącego roku architektoniczny portal „bryla.pl” przyznał mu pierwsze miejsce w konkursie na Makabryłę w Polsce A.D. 2016. Innym jego, równie sławetnym dokonaniem jest spopularyzowanie postaci Beaty Agnieszki Kempy jako najaktywniejszej reprezentantki Rządu RP przed obliczem założyciela i byłego rektora  Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, w której wciąż jest wykładowcą oraz przewodniczącym Rady Naukowej.

Respektujące wytyczne rządu i wiodącej partii niewielkiego fragmentu narodu media, jeszcze przed kilkoma miesiącami głosiły, że emerytury takich jak ja sięgają 21 tysięcy PLN, co było wierutnym łgarstwem *). Nie bez powodu wszakże przytoczyłem makiawelliczną zasadę uświęcania środków przez cel. Obłożono ją wprawdzie kościelną anatemą, jest jednak zarazem niezwykle pociągająca w praktycznym stosowaniu. A znaczna większość społeczeństwa bezgranicznie ufa wiodącej sile narodu polskiego, którą jest Kościół, zatem wszelkie głoszone z ambon pogłoski, automatycznie stają się prawdą i tylko prawdą. Pani Beata Agnieszka Kempa podjęła w kaliskiej świątyni trud jej głoszenia, co nie tylko ją dodatkowo uświęciło, lecz przydało też wiarygodności z racji krzewienia przez ministerialny organ państwowy.

Po pierwszomajowej mszy świętej w kaliskiej świątyni, homilię wygłosił biskup pomocniczy tamtejszej diecezji – Łukasz Buzun. Kiedy zabraknie wiary, to praca dla człowieka stanie się bożkiem, człowiek wtedy zwraca uwagę na zyski, liczy straty materialne i zaczyna odchodzić od prawdygłosił z ambony. Boga nie można sprowadzić do przyziemnych oczekiwań. Człowiek musi się napracować, a dopiero wtedy Bóg daje. Trzeba tak działać, żeby nie wysuszyć swojego serca.

I tak oto łgarstwo głoszone przez panią minister zyskało walor bożego daru, który nie tylko chroni serce przed wysuszeniem, lecz pomaga tej kobiecie odzyskać umysłowe dziewictwo.  

_____________

*) Jako funkcjonariusz SB PRL od czerwca 1962 r. dosłużyłem się stopnia pułkownika, pracowałem w Komendzie Stołecznej, później w MSW na Rakowieckiej w Warszawie, a od czerwca 1982 r. do rozwiązania SB w 1990 r. byłem wojewódzkim jej szefem w Olsztynie. W lutym 2016 r. otrzymałem decyzję o waloryzacji mej emerytury do kwoty 2070 zł. 21 gr. (słownie: dwa tysiące siedemdziesiąt złotych i dwadzieścia jeden groszy).

Post scriptum: Coś się stało z mym komputerem i nie mogę skutecznie formatować tekstu. Proszę mi wybaczyć. 

 

DO CZEGO PROWADZI POBOŻNE UPRAWIANIE POLITYKI

Polecany

     Przez niemal trzy tygodnie nie pisałem na blogu, bo przeszedłem  „plastykę przepukliny pachwinowej lewostronnej”, której dokonano na mnie w dniu 3 marca i już następnego dnia przed południem zostałem ze szpitala wypisany, w celu kontynuowania samodzielnej kuracji w domu. Ponieważ jestem starym, niemal 80-cio letnim (bez 9 miesięcy) zgredem, a wszelkie dokonywane na takich osobnikach cięcia nie goją się według norm zarządzonych przez ministra zdrowia Konstantego księcia Radziwiłła herbu Trąby, toteż to dokonane na mym brzuchu też nie było mu posłuszne i szef dość długo bolał, co nie sprzyjało twórczemu natchnieniu. Jednak czas płynął nieubłaganie i niósł z sobą wydarzenia, które pomagały zapomnieć o pooperacyjnych dolegliwościach.

        Bo nastał na przykład dzień 9 marca roku Pańskiego bieżącego, gdy na polecenie Naczelnika III RP jego podwładna p. premier Beata Szydło, odmówiła Donaldowi Tuskowi wsparcia ponownych starań o fotel przewodniczącego Rady Europejskiej. Przed jej wyjazdem do Brukseli, podczas spotkania przedstawicieli kręgów kierowniczych państwa w rezydencji jego Naczelnika przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie, rozpatrywano kilka propozycji sposobu wyrażenia dezaprobaty dla Tuska podczas obrad brukselskiego szczytu. Jeden z pomysłodawców sugerował, by nawiązując do polskiej tradycji patriotycznej, w przypadku zgłoszenia tej kandydatury Beata Szydło sięgnęła do rozsławionego przez Matejkę gestu Tadeusza Reytana i gwałtownie zerwawszy się ze swego miejsca, w niemym proteście rzuciła się na podłogę, rozrywając na swych piersiach bluzkę. Kilku uczestników obrad już sposobiło dłonie do owacyjnego przyjęcia tej propozycji, kątem swych oczu zerknęli jednak na prowadzącego obrady Naczelnika III RP. Wyraz jego twarzy sprawił, że zamarli w bezruchu. I ta chwila właśnie, to gwałtowne ostudzenie rozgrzanych do białości*)  emocji sprawiło, że poniechano pomysłu. Na sali zapadła głęboka cisza. Jeden z asystentów Naczelnika, zasiadający obok niego za prezydialnym stołem, pochylił się ku niemu i z uwagą wysłuchał krótkiego polecenia.

        - Proszę państwa,odezwał się pomysł ma wiele zalet i zapewne wzmocniłby znacznie pozycję Polski w Unii Europejskiej, na przeszkodzie stoją jednak pewne istotne szczegóły.

        Przerwał i znów głowę pochylił ku Naczelnikowi, wysłuchując jego szeptu.

        – Proszę zważyć – kontynuował po chwili – że polskiej delegacji w Brukseli przewodniczyć będzie kobieta, nasza umiłowana pani Premier, a to sprawi, że po rozerwaniu bluzki ukaże się damski stanik, którego nie da się rozerwać z równą łatwością. Ponadto – kontynuował po krótkiej przerwie, gdy jego twarz jął rozjaśniać delikatny uśmiechproszę zważyć, że gdyby nawet zdołała stanik rozerwać, widok jej zgrabnych nagich piersi mógłby odwrócić uwagę od istoty rzeczy i sprowokować nieprzychylne komentarze inspirowane przez wrogie ośrodki putinowskiego wywiadu.

Rejtan_at_Sejm_of_1773_by_Jan_Matejko,_1866[1]         Ostatecznie stanęło na tym, że pani Premier w sposób stanowczy sprzeciwi się kandydaturze Tuska, i na pełnioną przez niego funkcję zaproponuje Jacka Saryusz-Wolskiego. Ten europarlamentarzysta bowiem, nie dość, że został usunięty z Platformy Obywatelskiej, to wyrzucono go także z frakcji chadeków w Europarlamencie, a to wszystko sprawia zapewne kształtowanie się w nim potrzeby kurateli jakiejś wpływowej osoby. Zdecydował się na nią Naczelnik Państwa i przywódca wiodącej partii narodu, słusznie przewidując, że pozwoli to mu objąć swymi wpływami już nie tylko Polskę, lecz także europejski kontynent.   

        Wszystko co działo się w Brukseli w związku z wyborem przewodniczącego Rady Europejskiej, pozwoliło zapomnieć o trapiących mnie dolegliwościach.  Uzmysłowienie sobie bezgranicznej lekkomyślności przywódców państw europejskich, którzy zignorowali wolę Naczelnika III RP i ponownie wybrali Tuska, skierowało me myśli ku dokonaniom ludzi kształtujących rzeczywistość mego kraju.

        15 marca profesor nauk leśnych Jan Szyszko, szef utworzonego w 1999 r. Ministerstwa Środowiska, udał się do Sieradza na spotkanie z tamtejszymi samorządowcami poświęcone problematyce poprawy jakości powietrza, rozwoju geotermii oraz dofinansowania ekologicznych działań samorządów. Spotkanie spełniło zapewne założone cele, zarazem jednak uzmysłowiło jak rozległa jest ignorancja  w przedmiocie pojmowania istoty polskiego państwa i wiodących w nim sił.  W pewnym momencie dziennikarka jednego z internetowych portali zapytała ministra:

        – Czy czuje się pan odpowiedzialny za wszystkie nadużycia w wycince drzew? Za wszystkie nielegalne wycięcia po zmianie prawa?

        Minister Szyszko był zaskoczony.

        – Pani redaktor, coś mnie się wydaje, że pytanie nie jest związane z tematyką mojego przyjazdu, ale rozumiem prawa dziennikarskie, dlatego chciałem się spytać, co pani czyta? Co pani ogląda? Skąd pani ma takie wiadomości? Gdyby pani oglądała to, co ja czytam i to, co oglądam… odparł.

        – A co pan minister ogląda? – kontynuowała nieustępliwie.

        – Proszę bardzo: Telewizję Trwam, Radio Maryja, „Nasz Dziennik”, „Gazetę Polską” i tam nie ma tego rodzaju informacji, o które się pani pyta. W związku z tym pierwsze pytanie: skąd pani ma takie wiadomości?  - odparł p. Minister i jego odpowiedź uzmysłowiła mi jak potężny wpływ na  świadomość Polaków mają funkcjonujące dzisiaj  w kraju oficjalne media, od ludzi zajmujących najwyższe stanowiska w kraju poczynając.

        Mógłby ktoś pomyśleć, że w polskim rządzie pan minister Szyszko jest osobliwym wyjątkiem, w religijnej wierze poszukującym wsparcia dla swych poczynań. Nic bardziej błędnego ! Gdy toczyła się sprawa rozszerzenia w Europie sfery wpływów Naczelnika III RP poprzez wypromowanie Jacka Saryusz-Wolskiego na przewodniczącego Rady Europejskiej, minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski udzielił wywiadu dziennikarzowi „Dziennika Zachodniego”. Przyznawszy, że nie miał dość czasu, by zorganizować poparcie  dla tej decyzji, użył znamiennego porównania: Pan Bóg miał siedem dni, by stworzyć świat, a ja miałem trzy, by wypromować kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego. To mało, żeby zorganizować  poparcie dla tego typu decyzji.

Jarek i Krycha

        Obawiam się, że pan minister Waszczykowski zostanie surowo ukarany za naznaczone bezgraniczną pychą przyrównywanie swych marnych poczynań do kosmologicznego dzieła stworzenia wszechświata. Świadczy to jednak dowodnie o skłonności Polaka, by swe czyny postrzegać poprzez pryzmat dokonań Najwyższego i traktować je jako ich kontynuację, wynikłą z Jego inspiracji.    

        Dlaczego piszę o tym wszystkim ? W latach PRL, zgodnie z obowiązującą wówczas teorią marksistowsko-leninowską, siłą sprawczą w historii miała być klasa robotnicza. Dla osiągnięcia takiej rangi niezbędny jest wysoki stopień świadomości członków tej klasy, a zwłaszcza przywódczych jej kręgów. By wykazać, że jest to w Polsce nieosiągalne, powstał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, a jego przywódcą został człowiek ledwie czytaty i pisaty. Dla uzmysłowienia milionom członków tego związku siły sprawczej swych poczynań, w klapie marynarki nosił wizerunek Najświętszej Maryi Panny Zawsze Dziewicy.

        Pominąwszy okres stanu wojennego oraz późniejszą końcówkę PRL, gdy władza wciąż nie pozwalała na sprawowanie bożej pieczy nad Polską, nastał wreszcie czas, gdy wszelkie kolejne formy naszej państwowości były już efektem inspiracji płynącej z Niebios. Inspiracja inspiracją, niezbędne jest jednak właściwe odczytanie jej sygnałów. Jeśli prawidłowo interpretował je pobożny Lech Wałęsa, skutecznie likwidując fundamenty świeckiego państwa, to trudno się nadziwić, że ludzie wszechstronnie wykształceni i też z reguły pobożni, sprawujący władzę w okresie późniejszym, nie wyprowadzili kraju z ciągnącego się bez końca wirażu na prostą wszechstronnego rozwoju i powszechnego dostatku. Nawet obecna, najbardziej nabożna z dotychczasowych ekipa, kierowana przez naczelnika Kaczyńskiego, zdaje się coraz częściej wdeptywać w rozmaite kłopoty, co może doprowadzić do głębokiego kryzysu i upadku rządu. Stać się tak może dlatego, że Najwyższy ma zapewne wątpliwości co do rzeczywistej pobożności rządzących, stworzywszy bowiem człowieka na obraz swój i podobieństwo swoje w dwóch postaciach – kobiety i mężczyzny, nakazał: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się i napełniajcie ziemię i czyńcie ją sobie poddaną (I Mojż. 5, 1-2). I kto wie czy najważniejsza przyczyna wciąż dających o sobie znać niepowodzeń w funkcjonowaniu państwa nie tkwi w tym właśnie, że jego Naczelnik nie spełnił tego nakazu, a do pomocy w sprawowaniu władzy dopuszcza innych,  którzy, jak pewna znana posłanka Prawa i Sprawiedliwości, także poniechali prokreacji. Kto wie ?

        A może trzeba iść krok dalej i władzę powierzyć ludziom w pełni Bogu oddanym, jak ojciec Rydzyk i jemu podobni  ?

        Gdy jednak i to nie wypali, zaprzestańmy zawracania sobie głów i tyłków pobożnością w toku rządzenia państwem i czyńmy to wyłącznie w imię świeckich, racjonalnych celów, wiodących do wszelakiej pomyślności państwa i zamieszkującej je społeczności.

___________

*) Po wyborczym zwycięstwie PiS aktyw tej partii, urzeczywistniając w każdym wymiarze antykomunistyczne przekonania Naczelnika Polski, poniechał rozgrzewania się do czerwoności.

SŁOWO O RYDZYKU

Polecany

 

          Nastał nam oto 1 marca, a wraz z nim Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” – na mocy ustawy z 3 lutego 2011 r. obwołany świętem państwowym. Święto ustanowiła rządząca wówczas Platforma Obywatelska i nie mogę pojąć o co pożarło się z nią Prawo i Sprawiedliwość. Toż to jeden i ten sam podły sort ideologiczny ! Poszło zapewne o władzę, którą wielki, choć krótki, Jarosław Kaczyński nie jest skłonny dzielić się z innymi. Bo jeśli Donald Tusk straci swą pozycję w strukturach europejskich, może poczuć się ważniejszy od szefa PiS i niewybredny intelektualnie elektorat tej partii straci wpływy i znaczenie.  

Znalezione obrazy dla zapytania żołnierze wyklęci fotografie                       Wielki twórca historii. Od nowa !

          25 marca 1945 roku była niedziela, a więc dzień święty. W taki dzień nie należy pracować, świątobliwe porzekadło głosi bowiem: W dni krzyżowe męka boża, wstrzymaj się od siewu zboża. Nie pracował zatem 22 letni szeregowy milicjant  Alfred Kliszcz ze wsi Skierbieszowo w zamojskim powiecie, zatrudniony w tamtejszym posterunku MO. Jego 20 letnia żona Danuta, będąca w ostatnim miesiącu ciąży, mimo nakazu świętowania musiała jednak przygotować obiad, bo była u nich córka kuzynki Alfreda – czteroletnia Lucynka.

Gdy Kliszczowie siadali do stołu, nagle z hukiem rozwarły się wejściowe drzwi i do chałupy wpadło kilkunastu uzbrojonych i tradycyjnie umundurowanych wojaków. Kliszcz natychmiast zorientował się kim byli jego niespodziewani goście, sięgnął więc po broń i wywiązała się krótka strzelanina, w której, wobec liczebnej przewagi napastników, nie miał żadnych szans. Zginął więc wkrótce. I wtedy „wyklęci żołnierze” postanowili odreagować napięcie wywołane walką. Zbiorowo zgwałcili ciężarną Danutę Kliszczową, a gdy zaspokoili swe męskie potrzeby, zastrzelili ją i na koniec także czteroletnią Lucynkę.

Okazało się później, że bohaterscy żołnierze wyklęci, którzy w ten   oto sposób realizowali swą patriotyczną misję, należeli do poakowskich bojówek „Podkowy „Pingwina” i „Urszuli”. Dopiero 1 marca 2017 r, gdy patriotyczna władza III RP postanowiła święcić takie dokonania, godnie uczczono ich pamięć i bohaterskie uczynki.

          O poniższym zdarzeniu pisałem już wcześniej, warto jednak odświeżyć pamięć o podobnym do poprzedniego wyczynie „bohaterów”, z czczonych dzisiaj patriotycznych formacji. Tym razem wspomnijmy to, czego dokonali  wojacy jednej z  bojówek WiN (Wolność i Niezawisłość).

Komendantem posterunku MO w Kazanowie, w zwoleńskim powiecie na Mazowszu, do maja 1946 roku był Jerzy Wróbel – były partyzant Armii Ludowej. Zbliżała się właśnie dwudziesta rocznica jego urodzin, gdy w czwartek 16 maja 1946 r. po pracy wybrał się z żoną do zamieszkałej w sąsiednim Ciepielowie rodziny  na obiad. Wracali niedługo, zanim zapadł zmrok, bo w drodze do domu musieli przejść spory kawałek lasu między obydwiema miejscowościami.Nie przeszli !  Zatrzymał ich przyczajony między drzewami i w krzewach bohaterski oddział żołnierzy wyklętych z formacji WiN. Jerzy Wróbel został zmuszony do zjedzenia swej służbowej legitymacji, a następnie przywiązany do jednej z sosen. Na jego oczach bohaterscy WiN – owcy obalili na trawę jego żonę, która była w ostatnim miesiącu ciąży, zgwałcili ją zbiorowo, a następnie kolbami karabinów połamali ręce i nogi. Gdy nieprzytomna kobieta dożywała ostatnich chwil swego życia, jeden z czczonych dzisiaj  wyklętych żołnierzy bagnetem swego karabinu rozpruł jej brzuch i wydobył znajdujący się w nim płód. Zmarła niemal natychmiast. Wtedy z podobnym okrucieństwem potraktowano przywiązanego do pobliskiego drzewa jej męża, który musiał przed tym oglądać cały zaprezentowany mu patriotyczny spektakl.

          Może się zdarzyć cud boski i Prezes Kaczyński przeczyta ten wpis. Czy opisy potwornych okrucieństw, których od żołnierzy wyklętych zaznały kobiety, podziałają na jego wyobraźnię ? Kto wie ?! Dlatego zacytuje opis podobnych doznań pewnego mężczyzny.

Mam na myśli urodzonego 28 sierpnia 1915 r. Zygmunta Pałczyńskiego – uczestnika kampanii wrześniowej w stopniu plutonowego podchorążego. W czasie okupacji był żołnierzem Armii Krajowej oraz Armii Ludowej.  W sierpniu 1944 r. walczył w Powstaniu Warszawskim. Po zakończeniu działań wojennych stał się funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa na stanowisku referenta w Powiatowym Urzędzie w Sycowie na Dolnym Śląsku, obecnie w powiecie oleśnickim.

7 lutego 1946 r. we wsi Wioska, w sycowskim powiecie, rozgorzała walka z bojówką Narodowych Sił Zbrojnych, dowodzoną przez „Otta” (Franciszka Olszówkę – bandytę ulubionego przez wrocławski IPN), w której Pałczyński został ranny i ujęty przez żołnierzy wyklętych. Mimo mrozu został rozebrany do naga, połamano mu ręce, nogi i żebra, nożem ponacinano skórę na plecach, a kolbami karabinów zmiażdżono twarz.

W oddziale „Otta” w charakterze łączniczki służyła żołnierka wyklęta o pseudonimie ”Jadzia”, której głównym zadaniem było udzielanie seksualnego wsparcia dowódcy. Jadzia nie uczestniczyła w walkach, miała jednak bojowe ambicje, toteż używający swej podwładnej dowódca obdarował ją pistoletem, z pomocą którego dokonywała bojowych wyczynów. Gdy torturowany Pałczyński tracił już kontakt z życiem, żył jednak ostatkiem sił, został przekazany do dyspozycji „Jadzi”, która kilkoma strzałami w głowę przerwała jego męki.  

           Zaprezentowałem trzy zaledwie wojenne czyny tysięcy czczonych dzisiaj żołnierzy wyklętych za ich walkę z władzą ludową, zwaną ostatnio komunistyczną. W oczach tej władzy byli  tylko pospolitymi bandytami, wszyscy pozostali na świecie natomiast czcili ich za patriotyczne dokonania. Bynajmniej ! Odtajnione ostatnio raporty amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) pochodzące z II połowy lat 40. minionego stulecia, nie pozostawiają wątpliwości. W jednym z nich znaleźć można taką ocenę: Niektórzy przystępują do walki z powodów politycznych, inni chcą uciec przed władzą, a inni dla przygody. Pseudopartyzanci to bandyci, którzy choć deklarują się jako zwolennicy tego czy innego ruchu antyrządowego, to należy ich traktować jako grupy bandyckie bez żadnych celów politycznych.

OJCIEC TADEUSZ RYDZYK

I tak dochodzimy do istoty przypisywanego sobie, zwłaszcza przez polskich narodowców,  patriotyzmu. W tak głupawym pojmowaniu go są wspierani przez rządzącą dzisiaj partię oraz niektóre kręgi kleru,  zwłaszcza spod znaku redemptorysty Rydzyka. Polscy narodowcy wywodzą się z kręgów ludzi o bardzo ograniczonej zdolności pojmowania rzeczywistości. Ich ograniczenia w tym obszarze cynicznie wykorzystuje Prawo i Sprawiedliwość, choćby za pomocą nędznego ochłapu pod nazwą „500+”, który zyskał szczególną moc oddziaływania na niższe warstwy społeczeństwa. Z bezrozumnego pojmowania religii nieograniczone korzyści czerpią natomiast duchowni formatu ojca Rydzyka (zresztą nie tylko), który jest wyrazicielem osobliwego totalitaryzmu. W jego interpretacji jedynym źródłem prawdy jest religia, jedynym uprawnionym jej głosicielem – Kościół katolicki, a w tym Kościele 

                      POTRZEBNY JEST MASZYNISTA,

                                 KTÓRYM JEST ON :

                   WÓDZ, PATRIOTA, REDEMPTORYSTA,

                          RYDZYK – SŁOWO JAK DZWON !  

 

POBOŻNI INACZEJ

Polecany

Mój stosunek do homoseksualizmu mężczyzn jest zdecydowanie negatywny, lecz nie traktuję tej skłonności jako czynnika kompromitującego człowieka. Najogólniej rzecz biorąc jest to jedna z trzech głównych orientacji seksualnych obok heteroseksualizmu, będącego nazwą erotycznego pociągu do przedstawicieli odmiennej płci, oraz biseksualizmu oznaczającego trwały, również erotyczny pociąg do osób płci obojga. Zapewne jednak spora część polskiego społeczeństwa, którą stanowią ludzie pobożni, płciowy stosunek mężczyzny z mężczyzną (i kobiety z kobietą też) traktuje jako grzech śmiertelny.

Przyznam, że zaskoczył mnie Robert Biedroń – polski polityk, a zarazem działacz LGBT *),  od 2011 r. poseł na Sejm RP VII kadencji, w 2014 r. wybrany prezydentem Słupska, który w toku politycznej aktywności nie krył swej seksualnej orientacji, a mimo to zdobywał wystarczającą liczbę głosów elektoratu, by sprawować wymienione funkcje. Dlaczego więc mający podobne  skłonności Jarosław Kaczyński, dyskretnie o nich milczał w wyborczych kampaniach, i dopiero tu i ówdzie pojawiające się przecieki pozwalały dość skromnej części elektoratu, poznać tę cechę osobowości idola ?

kaczynski-na-urodzinach-radia-maryja_21520397Różne ludzkie cechy mają w polityce decydujące znaczenie dla akceptacji kandydata na partyjne i rządowe funkcje. Homoseksualizm był w Polsce, zwłaszcza w kręgach ludzi religijnych, traktowany jako zboczenie i zawsze mnie zadziwiała osobliwa tolerancja dla różnych, niekiedy wręcz skandalicznych skłonności niektórych duchownych, która, jak się okazuje, uległa rozszerzeniu na wybrane osoby świeckie. Wyobrażam sobie co by było, gdyby ukrywający swe homoseksualne skłonności działacz polskiej lewicy z bardziej radykalnych jej kręgów, zdecydował się kandydować na jakąś znaczącą państwową funkcję. Gdy sprawa by się rypła, po całej Polsce rozniósłby się krzyk protestu wobec kandydatury komunistycznego pedała. Okazuje się tymczasem, że pobożność właśnie zdaje się dostarczać ochrony przed przykrymi ocenami tego rodzaju ciągotek.

Przed kilkoma dniami Robert Biedroń, w programie „Skandaliści” w Polsat News, potępił Kaczyńskiego za to, że chowa się za plecami premier Beaty Szydło i prezydenta Andrzeja Dudy, którzy są coraz bardziej marionetkowi isteruje krajem z tylnego rzędu zamiast zostać premierem. Doceniając inteligencję prezydenta Słupska oraz jego rozległą wiedzę, trudno sądzić, że w swym myśleniu wybiórczo pomijał dobrze mu znane cechy osobowości Naczelnika Państwa in spe.

6 lutego br. na stronie portalu TheFad.pl ukazał się interesujący list na temat  „małżeństwa” Kaczyńskiego (adres: „Mąż Kaczyńskiego” – Oficer WSI w liście do Zbigniewa Stonogi). Zachęcam Państwa do lektury tego tekstu. Ciekawy jest także inny wpis na stronie
http://natemat.pl./202337,biedron-oznajmil-ze-lider-prawicy-ktory-glaszcze-koty-jest-gejem-dokonal-coming-outu-w-imieniu-prezesa-pis.
Warto z tym wszystkim zapoznać się, by mieć pełniejszą wiedzę na temat osób wykazujących silną skłonność do czerpania wielorakich korzyści z reprezentowania innych. Zwłaszcza, gdy niektóre swe dość znamienne cechy dyskretnie przemilczają, a nawet ukrywają  pod osłoną wręcz natrętnie prezentowanej pobożności.

Moja propozycja motywowana jest także tym, że osoby te wykazują nierzadko wyjątkowe skłonności do potępiania innych za ich przekonania i pełnione w przeszłości funkcje. Osobliwością owych „potępiaczy” jest to, że będąc nierzadko wykwalifikowanymi prawnikami zapominają, że podstawą karnej odpowiedzialności człowieka jest naruszenie zawartych w kodeksach przepisów prawa, a nie  ich wyobrażeń o tych normach.

__________

*) W ogólnej definicji terminem tym określa się ogół osób, które tworzą mniejszości o odmiennej od heteroseksualnej orientacji seksualnej oraz osób o tożsamości płciowej niezgodnej z płcią biologiczną (osoby transgenderyczne i transseksualne) [WIKIPEDIA]

MĘTNE PERSPEKTYWY LUDZKOŚCI

Polecany

W „Gazecie Wyborczej” z 18-19 lutego b.r. znalazłem niezwykle interesujący artykuł *) na temat wynalazku, który może wstrząsnąć ludzkością w sposób porównywalny z tym, co się stało  6 i 9 sierpnia 1945 w Hiroszimie i Nagasaki. Otóż w 2008 roku Amerykanin Douglas Hines – specjalista w dziedzinie sztucznej inteligencji – porzucił był pracę w jednej z firm i uruchomił własną, zajmującą się seksbiznesem. Niech nikomu się jednak nie wydaje, że jął tworzyć sieć dochodowych domów publicznych. O nie ! Hines był (i zapewne jest) naukowcem w pełnym tego słowa znaczeniu i sporym nakładem środków finansowych (ok. 1 miliona dol.) uruchomił produkcję sztucznej kobiety! Jej pierwszy model miał 170 cm wzrostu i ważył 54 kg.

Proszę jednak nie sądzić, że wynalazek ów inspirowany był zamysłem odciążenia pań od ich obowiązków  sprzątania, gotowania czy troszczenia się o dzieci. O nie ! Jeśli nawet ma coś wspólnego z potomstwem to tyle tylko, że pozwala na dokonanie wszystkich czynności do niego wiodących, z wytryskiem nasienia włącznie, bez obawy wszakże o doprowadzenie partnerki do stanu poważnego, a siebie do kłopotów z tym związanych. I na tym polega cała frajda: sztuczna partnerka daje, bez poprzedzającej to zwykle zalecanki oraz podniecania jej i siebie, pełną rozkosz, a gdy dochodzi do szczytowania pokrzykuje i pojękuje w sposób pozwalający po zejściu z niej myśleć o sobie, jako o chłopie z prawdziwego zdarzenia. Bez względu na rozmiary i wydolność !

Nie będę tu przytaczał wielu innych, interesujących  szczegółów zawartych w artykule poza jednym tylko jeszcze. Okazuję się,  że starania o to, by  zapewnić człowiekowi przyjemności, które towarzyszą czynnościom reprodukcyjnym, trwają od tysięcy lat. W roku 2005 grupa niemieckich archeologów znalazła w jaskini Hohle Fels w Jurze Szwabskiej sta­rannie wypolero­wany kamienny wa­lec o długości 20 i średnicy 3 cm. z okresu górnego paleolitu [który] budzi jednoznaczne skojarzenie. Znaleziony przedmiot pochodzi, zdaniem naukowców, sprzed ok. 28 tysięcy lat i wzbudza myśl o wielkiej niesprawiedliwości, którą człowiekowi sprawił los. Toż 2 tysiące lat później pojawił się judaizm, a chrześcijaństwo jeszcze 2 tysiące lat po nim i dopiero te religie uzmysłowiły (w tym przypadku płci żeńskiej), jak paskudną czynnością jest onanizowanie się, zwłaszcza kamienną kopią członka. Przejdźmy wszakże do współczesności.

                                          Krycha 9 urocza

                                                        Kto się Jej oprze ?

Proponuję chrześcijańskiej partii Prawo i Sprawiedliwość, która wiedzie Polaków ku wiekuistej szczęśliwości, stanowczo sprzeciwić się powstaniu w naszym kraju filii przedsiębiorstwa stworzonego w USA przez Douglas’a Hines’a. Jego wytwory prowadzić mogą bowiem do nieprzewidywalnych skutków nie tylko w sferze osobistych spraw Polaków, lecz także do fatalnych konsekwencji politycznych. Okazuje się oto, że super realistyczna kopia kobiety już w początkowym jej stadium potrafi od­powiadać na proste pytania […], prawić komplementy człowiekowi i zapewniać go o swo­jej miłości. To co będzie w stanie czynić po wielokrotnym  doskonaleniu ?

Wyobraźmy sobie skandaliczne wręcz możliwości fałszywego dokumentowania czynności uprawianych przez posłów i posłanki „Prawa i Sprawiedliwości”. Pojawia się na przykład film ukazujący posłankę PiS Krystynę Pawłowicz. Jakiś podły dywersant, finansowany oczywiście przez zagraniczne ośrodki, wpadł na pomysł, by stworzyć jej kopię w trakcie międlenia się na przykład z posłem Patrykiem Jakim. Niemożliwe ze względu na różnicę wieku obojga ? A jakie to ma znaczenie dla podłej images2

                                                                     A Jemu ?

propagandy ? Para, dzięki dopracowaniu szczegółów wynalazku, zostanie ukazana tak realistycznie, że wszyscy uwierzą w zaprezentowaną wersję podobnie, jak uwierzono w  smoleńską katastrofę w wersji Antoniego Macierewicza.

A tyle się mówi o seksualnych dewiacjach Wodza Narodu – Jarosława Kaczyńskiego. Wielu ludzi nie daje wiary tym pogłoskom, lecz mimo wszystko  wzbudzają one wątpliwości. I jest oto zaprezentowany film ukazujący jak pieści się prezes PiS z jakimś gachem z peerelowskiego Biura Ochrony Rządu, którego głowa i twarz ukazane zostają po korekcie sylwetki sztucznej kobiety. Ileż wątpliwości wzbudzi ten obraz.

Już nie chcę wspominać o możliwościach fałszowania wizerunku stosunków przedstawicieli politycznej opozycji wobec PiS, bodajby z prezydentem USA Donaldem Trumpem, który w sferze sexu nie znajduje sobie równego wśród prezydentów tego państwa w przeszłości.

Porażająca jest wizja przyszłości Polski, kształtowanej przez wynalazek Amerykanina, który urzeczywistniając go, myślał tylko o własnych korzyściach, bez najmniejszej refleksji na temat losów ludzkości, na które jego pomysł będzie miał wpływ. Już nie idzie mi tylko o perspektywę znacznego zmniejszenia przyrostu naturalnego, lecz o możliwość wykazania, że stosunki płciowe stanowią główny napęd rozwoju ludzkości. Tymczasem ludzie pobożni twierdzą, że siłą decydującą jest Wola Boża, a świeccy marksiści, że wola ludu pracującego miast i wsi.

________________

*) Artur Włodarski, „Kochanie, wymasuj mi tranzystory”, „Gazeta Wyborcza”-  sobota-niedziela 18-19 lutego 2017 r.

 

ŚWIETLANA WIZJA POLSKI

Polecany

Zbliża się koniec 16 miesiąca rządów ugrupowania, które bezapelacyjnie zwyciężyło w październikowych wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Partię „Prawo i Sprawiedliwość” najliczniej wsparli wyborcy z południowo-wschodniej Polski, tradycyjnie niedoceniani przez inteligencką kołtunerię Polski centralnej i zachodniej. Tymczasem to ów lekceważony elektorat najtrafniej pojął zapowiedzi rewolucyjnych dokonań Wodza Przodującej Partii Narodu, spośród których akt „Program 500+” stał się genialnym przedsięwzięciem, w warstwie symbolicznej porównywalnym  ze zburzeniem Bastylii w lipcu 1789 r. we Francji. Na to jednak wskazać trzeba, że zburzenie Bastylii było czynem niszczycielskim, „Program 500+” natomiast, to jeden z najważniejszych składowych elementów fundamentu, na którym wznoszony jest gmach nowej Polski.

^FA6FC643353BDDDA8325FABC06D3126D287E9D290D911C136A^pimgpsh_fullsize_distr

„Program 500+” jest aktem wiodącym pośród wielu innych przedsięwzięć zapowiadanych przez Wodza Przodującej Partii Narodu. Można mu przypisać znaczenie materiału wybuchowego, za pomocą którego dokonany zostanie wstrząs radykalnie odmieniający losy Narodu Polskiego.

 

O ŹRÓDŁACH INFORMACJI SŁUŻB SPECJALNYCH RAZ JESZCZE

Polecany

Wciąż trwa rozróba na temat współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Sprawę znam dość dokładnie, bo z obydwiema teczkami znalezionymi w domu gen. Kiszczaka po jego śmierci, starannie zapoznałem się  po przeniesieniu mnie z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Olsztynie w 1982 r. Tam też poznałem dokładną relację  oficera SB, który w roku 1971, wkrótce po wydarzeniach Grudnia 1970, dokonał pozyskania.*) Obie teczki były wtedy przechowywane w Wydziale C (archiwum) WUSW w Gdańsku. Wspominałem lekturę tych teczek w jednym z dawniejszych blogowych wpisów i nie traktowałem tego w kategoriach sensacji, sądziłem bowiem, że sprawa była dość znana. Tymczasem, na polecenie jednoosobowego kręgu kierowniczego rządzącej partii PiS rozdmuchana została ostatnio, jako odkryta dopiero po śmierci gen. Kiszczaka, który korzystając ze swych możliwości, gdy pełnił funkcję ministra spraw wewnętrznych, kazał obie teczki sprowadzić do siebie. Domyślam się dlaczego tak uczynił, nie chcę jednak prezentować tu swych domniemań, ani dość dokładnej wiedzy o całej  sprawie, oznaczałoby to bowiem włączenie się do  marnej gry uprawianej przez kręgi kierownicze PiS oraz uległe im media, na polecenie ścisłego, jednoosobowego kręgu zarządzającego partią.

Co by nie sądzić o Wałęsie, jest on niewątpliwym symbolem ustrojowej przemiany w Polsce, której entuzjastą nigdy nie byłem i nie jestem. Nie mogę wyjść zatem z podziwu, że liczne kręgi miłośników tzw. demokracji pozwalają mieszać sobie w głowach i bez oporów akceptują działania mające na celu pełną kompromitację tego człowieka, dzięki której na głównego sprawcę upadku tzw. komuny awansowałby Lech Kaczyński et consortes.

Podłe działania PiS w sprawie Wałęsy wzbudziły  niemałe reperkusje  nie tylko w  Polsce. W Miami na Florydzie odbywa się corocznie charytatywny polonijny bal, na który, jako honorowego gościa, zapraszała go wielokrotnie milionerka polskiego pochodzenia Blanka Rosenstiel. Tym razem gościnności poniechała, twierdząc, że powinien rozliczyć się ze swej przeszłości, co pozwoliłoby jej znów z nim zatańczyć..

Kornel Morawiecki – jedna z bardziej zabawnych postaci polskiego establishmentu, poszedł w ślady pomysłodawców pozbawienia resortowych emerytur byłych funkcjonariuszy SB i zasugerował, by Wałęsie także emeryturę zmniejszyć do ZUS-owskich rozmiarów, choć jako przyznana byłemu prezydentowi RP wynosi ok. 9 tys.  PLN i szczerze mówiąc swą wysokością bynajmniej nie szokuje. Przy okazji Morawiecki zgłosił pomysł, by dezubekizacyjną ustawą objąć także byłych tajnych współpracowników SB. Nie pamiętam Morawieckiego z czasów jego aktywności w antypeerelowskiej opozycji w latach 80. ub. wieku, lecz obecnie stara się, by jego działania były coraz zabawniejsze.

TECZKA

Sprawa Wałęsy jest jednym z przejawów tendencyjnego interpretowania przeszłości, co cechuje kręgi związane z władzą w III RP, a pod rządami PiS przyjmuje bardziej zaawansowaną w tym zakresie postać. W toku swej blisko trzydziestoletniej pracy w peerelowskiej SB dokonałem wielu pozyskań różnych osobowych źródeł informacji, w tym także zwanych „tajnymi współpracownikami”. Mając niezłą orientacje w tym przedmiocie, chcę wszystkim współczesnym, którzy myślą, że w przeszłości zdobyliby się na bohaterski akt odmowy współpracy uzmysłowić,  że się bohatersko mylą. Nie twierdzę, że dotyczy to wszystkich bez wyjątku, lecz zapewne znacznej, sporo przekraczającej 90% większości. Już kiedyś o tym pisałem, lecz w związku z gwałtownym wzrostem liczebności kandydatów na bohaterów w przeszłości, pozwolę sobie powtórzyć przedstawione wtedy argumenty.

Było kilka tzw. podstaw pozyskania. Była więc dobrowolność, także wzbudzona ofertą korzyści materialnych i sporo było pozyskań na tej właśnie podstawie. Drugą grupę stanowił przymus w postaci materiałów obciążających bądź kompromitujących. Materiałem obciążającym był jakiś bezprawny czyn, za popełnienie którego mogło być wszczęte postępowanie karne i groziła kara. Materiał kompromitujący natomiast stanowiły poczynione w toku rozpracowania ustalenia pewnych skłonności, nawyków i czynów, które mogły człowieka dotkliwie skompromitować w ważnych dla niego z różnych względów kręgach. Był nim, na przykład, udokumentowany homoseksualizm, do którego ćwierć wieku temu i wcześniej, nie odnoszono się z dzisiejszą, tak daleko posuniętą tolerancją. Zresztą i dzisiaj słabość ta nie cieszy się powszechną wyrozumiałością.

Jeśli sprawa prowadzona przez ówczesne służby specjalne (wywiad, kontrwywiad oraz inne formacje) była ważna ze względu na interes bądź bezpieczeństwo kraju lub z innych, równie istotnych powodów, wytypowany do pozyskania kandydat nie miał szans na odmowę współpracy, jest bowiem tak, że czysty jest człowiek w krótkim okresie niemowlęctwa, do pierwszego spaskudzenia się w pieluchę. Później czystym już zwykle nie bywa.

Przyznam, że funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa nierzadko dokonywali  w istocie niepotrzebnych dla prowadzonych spraw pozyskań osobowych źródeł informacji. W znacznym stopniu powodowane było to  tym, że ich liczba stanowiła jedną z głównych miar aktywności i umiejętności, a więc miała także wpływ na przyznawane  nagrody i wyróżnienia. Pozyskując do współpracy nie zawsze  zwracano zatem uwagę na rzeczywiste potrzeby operacyjne, często kierując się chęcią zyskania bardziej wymiernych korzyści..

Jestem pewien, że funkcjonujące dzisiaj służby specjalne stosują dość podobne metody, ponieważ informacja ma wciąż największe znaczenie dla realizacji ich zadań.  Jest zapewne także sporo różnic, wynikających choćby z rozwoju techniki i kontrola prowadzona za pomocą narzędzi technicznych może być stosowana w nieporównanie szerszym, niż przed laty zakresie. Za przykład niechaj posłużą możliwości kontroli komputerów czy komórkowych telefonów. Zajmujący się tym dzisiaj  funkcjonariusze wszelkich służb specjalnych  dysponują więc nieporównywalnym z niezbyt nieodległą przeszłością zakresem  technicznych możliwości, co może sprawiać zmniejszenie zapotrzebowania na osobowe źródła informacji. Mimo wszystko jednak wciąż mają one i mieć będą niezwykle istotne znaczenie.

Sugeruję więc węższym i szerszym kierowniczym kręgom PiS, rządzącym dzisiejszą Polską, by przestały się ośmieszać próbując wykazać, że ich partyjka, na skutek różnych dziwnych zbiegów okoliczności sprawująca władzę niemal totalną, składa się z ludzi czystych, a jej kierownictwo  wyłącznie z przeczystych. Szanowna Publiczność byłaby niejednokrotnie zszokowana, gdyby Instytut Pamięci Narodowej ogłosił informacje, zawarte w teczkach różnych osób z tego kierownictwa. Jeśli oczywiście ich zawartość  nie została  starannie skorygowana, czego nie uczynił Wałęsa, jako prezydent mając  nieograniczone możliwości w tym zakresie,

Bóg raczy wiedzieć jakby też było z losami Jarosława Kaczyńskiego, gdyby przed laty wystąpiła  potrzeba pozyskania go do współpracy. Najprawdopodobniej ze względu na charakter zebranych o nim informacji, nie odmówiłby zgody na tę propozycję. W tamtym czasie,  w kręgach ówczesnej opozycji nie był on jednak osobą aż tak znaczącą, by pozyskanie go do współpracy było warte zachodu. Kto wie czy istotnego znaczenia nie miała też osoba jego ojca, który w kierowniczych kręgach PRL był osobą bardzo szanowaną

____________
* W związku z wydarzeniami Grudnia’70 do Gdańska delegowano wielu funkcjonariuszy z pobliskich województw, by wspomagali gdańszczan.

POLSKI WKŁAD W TEORIĘ DEMOKRACJI

Polecany

Jeśli dobrze pamiętam, już wcześniej pisałem na temat niezwykle aktualny, mianowicie o demokracji. Owa nazwa jest tak często dzisiaj używana, że znów warto zastanowić się nad jej treścią. Dobrze pamiętam czasy PRL-u, gdy także często posługiwano się nazwą socjalizm, odnoszę jednak wrażenie, że nie ma ona szans w porównaniu z dzisiejszą częstotliwością użycia nazwy demokracja. Czym zatem różni się w istocie treść obu tych pojęć ?

Najogólniej rzecz biorąc socjalizm to nazwa ustroju społeczno-ekonomicznego, pojęcie demokracji natomiast jest co najmniej dwuznaczne. Oznacza przede wszystkim sposób wybierania władzy i jest w tym nawiązanie do  starożytnych Aten, gdy czyniono to w powszechnym głosowaniu, bezwzględną większością głosów. W rozważaniach na temat ateńskiej demokracji, jako wzorca dzisiejszej, pomijany jest jednak niezwykle ważny aspekt jej powszechności, prawa głosu nie miały bowiem kobiety i oczywiście niewolnicy płci obojga. Większość społeczności zamieszkującej ówczesne  Ateny nie miała więc żadnych praw publicznych, a niewolnika można było nawet zabić bez najmniejszej obawy o konsekwencje tego czynu.

Drugie znaczenie jest ściśle związane z pierwszym i oznacza władzę ludu sprawowaną przez jego przedstawicieli.

Z czasem pojawiały się bardzo różne określenia współczesnej demokracji. Poczynając od bezpośredniej czy uczestniczącej, poprzez pośrednią, parlamentarną, hierarchiczną, a nawet wojenną, kończąc na bardzo już nowoczesnych postaciach cyberdemokracji czy e-demokracji, co oznaczać ma elektroniczną jej postać. Nie można też nie wspomnieć, że także w PRL używano tej nazwy w znaczeniu najbliższym chyba pierwotnemu, była to bowiem „demokracja ludowa”.

Nie będę omawiał tych form i odmian, szkoda bowiem czasu i atłasu, skupię się natomiast na próbie sprecyzowania postaci demokracji, z jaką mamy do czynienia dzisiaj w Polsce.

Dość powszechne jest odczucie różnicy pomiędzy demokracją uprawianą przez różne rządy w latach 1989 – 2015, a tą jej postacią, jaką zaordynował nam szeregowy poseł Jarosław Kaczyński za pomocą kierowanej przez siebie niewielkiej, lecz sprawującej w istocie władzę politycznej partyjki, oznaczanej akronimem PiS.

Jest chyba sporo przesady w przypisywaniu ugrupowaniu  Kaczyńskiego skłonności wręcz faszystowskich, aczkolwiek tendencji do skracania uzdy, za pomocą której partia ta chce rządzić nie brakuje. Sądzę więc, że warto skoncentrować się na sformułoowaniu nazwy odmiany demokracji, z którą rzeczywiście mamy do czynienia dzisiaj w Polsce.

Na wzór starożytnych Aten nazwa ta winna zawierać dwa elementy:

- wspomniany akronim podmiotu w istocie władającego dzisiaj krajem, a więc PiS oraz

- główną jego rolę czyli sprawowanie władzy (kratos).

wyniki wyborów

              Im ciemniejszy kolor niebieski, tym silniejsza PiSdokracja  

Gdy przyjąć taką właśnie etymologię nazwy współczesnej polskiej formy demokracji, winna ona brzmieć PISDOKRACJA, ponieważ zawiera w sobie odniesienie do obydwu najistotniejszych składników realnie istniejącego w naszym kraju ustroju.

Na marginesie wspomnę o jednym jeszcze, niezwykle istotnym  aspekcie nazwy, tym mianowicie, że chyba po raz pierwszy w porównaniu z ostatnimi dziesięcioleciami historii Polski, a kto wie czy nie w dużo szerszym dziejowym jej wymiarze, niezwykle istotną rolę w sprawowaniu władzy odgrywają kobiety. Wystarczy wymienić panią Premier,  Szefową jej kancelarii oraz inne panie, kierujące resortami, że nie wspomnę już o jednej z najwybitniejszych  posłanek Prawa i Sprawiedliwości, którą jest niewątpliwie panna dr Krystyna Pawłowicz.

MINISTERSTWO OBRONY NARODOWEJ W BOŻYCH RĘKACH

Polecany

Nie mam telewizora, a w radio słucham zwykle muzyki. Chroni mnie to przed zalewem idiotyzmów, które zdominowały większość polskich mass mediów. Gdy informowano mnie ostatnio o publicznych popisach Antoniego Macierewicza w TV TRWAM i w RADIO MARYJA, nie mogłem uwierzyć, że do takich wygłupów jest zdolny szef jednego z najważniejszych resortów w kraju, jakim jest oczywiście obrona narodowa. Poszedłem do znajomych i poprosiłem o umożliwienie mi oglądu bodajby jednego jego występu. Włączono telewizor, wybrano TV TRWAM i po chwili ukazała się na ekranie dobrze znana twarz. NIECH BĘDZIE POCHWALONY JEZUS CHRYSTUS I MARYJA ZAWSZE DZIEWICA – powiedział na początek, i  dodał: „Witam państwa w cotygodniowym felietonie „Głos Polski”.

Gdyby Macierewicz wygłosił tę powitalną formułkę, a następnie opowiadał o swych religijnych zapatrywaniach i tęsknotach, poniechałbym słuchania i oglądania takiej audycji, jestem bowiem człowiekiem niereligijnym, lecz do głowy by mi nie przyszło dziwić się tego rodzaju występom. We właściwym miejscu i kontekście każdy ma prawo dawać wyraz swym przekonaniom, choć utarło się sądzić, że religia to sfera bardzo osobista i dyskretna. Czasy się jednak zmieniły, jak twierdzą przedstawiciele państwowych kręgów kierowniczych – panuje wolność i demokracja, a więc swoboda głoszenia poglądów. Niech tam ! Ale po świątobliwych formułkach powitania Macierewicz przeszedł do omawiania spraw zdecydowanie świeckich, związanych z problematyką resortu obrony narodowej, z jakiej więc racji brutalnie miesza obie te sfery ? Z jakiej racji, gdybym sądził, że warto poznać zapatrywania  ministra na temat kierowanego przez niego resortu, musiałbym najpierw wysłuchiwać paplaniny, z którą nie mam nic wspólnego ?

14691049_1134778049892561_3028140220514189657_n

Oczami swej wyobraźni widzę sytuację po upadku Prawa i Sprawiedliwości. Za różne dokonania i zaniechania kierownictwo partii siedzi w pewnym specjalnym zakładzie opieki medycznej. Pacjentom umożliwia się w nim oglądanie telewizji. W jednej sali polegują sobie na pryczach Jarosław Kaczyński oraz Antoni Macierewicz. Znudzeni szarą codziennością rzucą czasem okiem na ekran umieszczony nad drzwiami, a na nim nagle ukazuje się twarz Jerzego Urbana, który po robociarsku pozdrawia widzów wzniesioną pięścią i wypowiada sławetną formułę powitalną: PROLETARIUSZE WSZYSTKICH KRAJÓW ŁĄCZCIE SIĘ ! I co byś Pan sobie wtedy pomyślał, panie Macierewicz i jak skomentował świecki tym razem przejaw nabożności ?

Nie bawmy się w cytowanie. Ja też nie powtórzę co powiedziałem po usłyszeniu nabożnej formuły wygłoszonej przez Pana w TV TRWAM.

 

   

JAK KURDUPLEJE W POLSCE TAK ZWANA DEMOKRACJA

Polecany

                                                           Motto:

                                                                                 Pędzi pociąg historii,

                                                            błyska stulecie-semafor.

                                                             Polsce nie trzeba glorii,

                                                               nie trzeba szumnych metafor.

                                                                               Potrzebny jest Maszynista,

                                                                 którym jest On:

                                                                  zwykły poseł, lecz wódz.

                                                                  Jarosław – słowo jak dzwon!

 

Toczy się i nabiera tempa dyskusja na temat charakteru stosunków Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Instytut Pamięci Narodowej rozgłosił oficjalną już wersję swych ustaleń na ten temat.

Całą sprawę poznałem ze szczegółami w  1982 roku, wkrótce po objęciu funkcji zastępcy d/s Służby Bezpieczeństwa szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Olsztynie. Wracam do niej, wzbudza bowiem interesujące refleksje na temat tzw. prawdy w polityce. Tylko człowiek bardzo naiwny może sądzić, że stanowi ona w tej dziedzinie wartość samoistną i zmierzać trzeba do niej wszelkimi sposobami. W polityce prawda jest tylko instrumentem, który ma prowadzić do osiągania ważnych celów. Jest tyle samo warta co kłamstwo, jeśli umożliwia realizację korzystnych zamierzeń. Nie ma to oczywiście żadnego związku z moralnością, lecz polityka nigdy nie była dziedziną zajmującą się ocenami co jest dobre, a co złe. Podstawowe kryterium stanowiła zawsze skuteczność.

Gdy w październiku 2015 roku w wyborach parlamentarnych zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość, przywódca tej nie liczącej sobie nawet pół setki tysięcy członków partyjki, praktycznie stał się Naczelnikiem Polski. Wystarczyła obietnica marnych korzyści materialnych, które na średnio zamożnych wyborcach nie robią wrażenia, zdecydowała jednak znaczna liczebnie biedota z terenów południowo-wschodniej Polski. Cechą ludzi tej kategorii, którą zręcznie wykorzystał Kaczyński, jest pobożność zwykle tym silniejsza, im  bardziej dokucza bieda. W tym zakresie Prezes PiS posłużył się toruńskim redemptorystą Rydzykiem, ten natomiast na posługę przystał ochoczo, przyniosła mu bowiem wielorakie korzyści i obaj panowie wciąż współpracują z pożytkiem dla siebie.

                                      Zbawiciel 3

Między Wałęsą i bliźniętami Kaczyńskimi stosunki były dość skomplikowane. Na pewno lepsze relacje łączyły obu prezydentów także i z tej racji, że Lech Kaczyński był  bardziej tolerancyjny i wyrozumiały dla prostego człowieka. Jarosław Kaczyński jest osobą nieporównanie trudniejszą w obcowaniu z tym gatunkiem. Zaistniało zapewne także sporo innych okoliczności, które przyczyniły się do tego, że pod panowaniem nowego Naczelnika Polski, Wałęsa nie miał większych szans na spokojny żywot. Zwłaszcza, że nie potrafił się wyzbyć pamięci o czasach, gdy wydawało mu się, że rządzi Polską, a Jarosław Kaczyński był ledwie siódmą wodą po kisielu.

Wałęsa i Jarosław Kaczyński, to dwie niezwykle różniące się osobowości. Pod każdym względem ! Nigdy nie przyszło by mi do głowy, żeby któregoś z nich uczynić przywódcą państwa. Wałęsę dlatego, że choć mógł porwać prosty polski lud, nie był jednak w stanie wyznaczyć mu elementarnie sensownych celów.  Kaczyńskiego natomiast, ze względu na jego niezwykle pogmatwaną osobowość, na którą ogromny wpływ, o niedających przewidzieć się skutkach, ma śmierć  brata-bliźniaka. Przywódca państwa winien być człowiekiem realistycznie pojmującym sytuację swego kraju i wyzbytym najmniejszych skłonności łączenia jej z osobistymi doznaniami i potrzebami. Nie potrafię wyzbyć się wrażenia, że szereg żenujących wręcz poczynań politycznych obecnej władzy jest w istocie motywowanych kompletnie irracjonalną potrzebą rewanżu za skutki smoleńskiej katastrofy.

Wałęsa nie jest i nigdy nie był mym idolem. Jest jednak postacią, która wzbudziła dumę ze swej polskości u wielu Polaków. Nie mając na jego temat nadto pozytywnych zapatrywań, nie mogę jednak nie brać pod uwagę faktu, że diametralnie inaczej myśli znaczna liczba mych rodaków. Jest dla nich personifikacją siły, która przyniosła  dobrobyt i demokrację według funkcjonujących dzisiaj o niej wyobrażeń. Z dobrobytem jest jako tako, lecz z tą demokracją…?  Jarosław Kaczyński też podobno ją uprawia.

jaro

Ważnym celem uprawianej polityki jest kształtowanie sądu o Polsce i Polakach wśród innych narodów. Nie chodzi w tym o to, byśmy byli podziwiani, lecz o to, by  inni myśleli o nas z elementarnym szacunkiem. Myślę o Czechach, Francuzach, Bułgarach czy Grekach jak o ludziach, którzy mają poczucie swej normalności. Odnoszę tymczasem wrażenie, że Jarosław Kaczyński usiłuje lansować pogląd, że Polacy są nadzwyczajni. Gdy jako miernik potraktować jego partię, można mu przyznać rację. Tylko uzmysłowić sobie trzeba na czym ta nadzwyczajność polega.

Jednym z najważniejszych elementów  propagandy uprawianej przez „Solidarność” była obowiązująca wśród jej członków i sympatyków teza, że PRL jest bezwzględną dyktaturą. Upowszechnienie tego poglądu niezwykle ułatwił wprowadzony w grudniu 1981 r. stan wojenny, który na czas jego trwania eliminował praktycznie wszelkie symptomy demokracji. Był to jednak stan nadzwyczajny, a władze w takim stanie funkcjonujące zawsze stosują nadzwyczajne środki. Nie da się porównać reżimowości panującej w Polsce w latach stalinizmu z dolegliwością państwowego dyktatu w latach 70., lecz robotnikowi gdańskiej stoczni z łatwością można było wmówić jak wiele zyska na swobodzie wyrażania wielorakich swych zapatrywań i poglądów. Nie miał ich wiele, lecz obowiązująca w PRL ideologia marksistowsko-leninowska według XIX wiecznych wzorców demonizowała tę sferę. Czyniło to polską klasę robotniczą niezwykle podatną na potrzeby tego rodzaju i podnosiło niezwykle wyobrażenia tej klasy o sobie.

Nie twierdzę, że w 1956 czy 1970 roku nie istniała rzeczywista potrzeba poszerzenia zakresu swobód i praw człowieka w Polsce, lecz prostym ludziom nieporównanie bardziej niezbędna była poprawa sytuacji materialnej. Tymczasem nie bez zewnętrznych zapewne bodźców oraz podatności na  nie wśród inteligencji oraz innych warstw społecznych, mających się za wyższe, obu rewoltom nadano charakter walczących głównie o wolność i swobody polityczne. Pogmatwanie celów podejmowanej walki sprawiło, że i w jednej i w drugiej sferze osiągnięte efekty były dość skromne.

PiS_w_okregach_Barry_Kent1

Kolorem niebieskim zaznaczono teren, gdzie w wyborach zwyciężyło PiS

Dzisiaj w dalszym ciągu władza stara się zachować dla swego użytku wszelkie narzędzia wpływu na kształtowanie społecznych i politycznych zapatrywań Polaków. Jednym z najpodlejszych i drastycznie ogłupiających jest Instytut Pamięci Narodowej, który urządził ostatnio Wałęsę tak, że chłop może mieć spore kłopoty z wybronieniem się przed głoszonymi parszywymi zapatrywaniami na jego temat. Głównym decydentem w sprawie jest oczywiście jednoosobowo zarządzający państwem szeregowy poseł Jarosław Kaczyński i brzuch mnie już boli ze śmiechu wzbudzonego dowcipem o uprawianiu przez niego demokracji. Dostosował obowiązujący jej model do  swych wymiarów i potrzeb, no i póki co wszystko mu gra. Polak wiele potrafi, gdy mu każą. 

 

III RP – DEMOKRATYCZNA DYKTATURA

Polecany

                                  Motto:

                                               Wam kury szczać prowadzać,

                                                a nie politykę robić.

                                                                       Józef Piłsudski

Nie ma dnia, w którym media nie doniosłyby o jakichś państwowotwórczych dokonaniach Jarosława Kaczyńskiego. Poczynając od mianowania Andrzeja Dudy kandydatem na prezydenta RP, aż po ostatnią wiadomość na temat jego spotkania z przedstawicielami amerykańskiego koncernu, do którego należy TVN, w sprawie odkupienia TVN24 by uczynić z niej angielskojęzyczne narzędzie polskiej propagandy na wzór Al-Dżaziry albo Russia Tuday.

Jarosław Kaczyński jest twórcą oraz jednoosobowym organem naczelnym partii pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość. Jest to wiodące obecnie ugrupowanie polityczne, które wraz z koalicjantami dysponuje bezwzględną większością głosów w Sejmie VIII kadencji. Nie wiem jak teraz wygląda owa większość, lecz zaraz po wyborach jej liczebność, łącznie z koalicjantami z POLSKI RAZEM oraz SOLIDARNEJ POLSKI, po raz pierwszy od 1989 roku  wyniosła aż 238 mandatów.  Drugie co do wielkości ugrupowanie, którym jest PLATFORMA OBYWATELSKA, zyskało ledwie 138 sejmowych foteli. Nie wiadomo ile dokładnie wynosi liczebność PiS, lecz na podstawie internetowych danych należy uznać, że nie przekracza ona 40 tysięcy członków.

I o tym warto też wspomnieć, że praktycznie do pisowskich koalicjantów należy zaliczyć ugrupowanie Kukiz’15 oraz PSL, choć przedstawiciele tych partii nie mówią o tym głośno. Lecz panie czerpiące materialne korzyści z nierządu też się tym nie chwalą.

Według obowiązującej teorii, po solidarnościowym przewrocie w 1989 r., Polska stała się państwem demokratycznym. Wspomniałem w poprzednim wpisie, że nie wiadomo co dzisiaj dokładnie znaczy tzw. demokracja, wciąż jednak ta dość teatralna nazwa ustroju państwowego ma moc obowiązującą. Obecna polska jej postać polega na tym, że uprawia ją jednoosobowo przywódca niewielkiej partyjki, który swą władzę sprawuje za pomocą podległych mu takich organów, jak prezydent RP oraz premier rządu. Praktycznie zarządza on także parlamentem, mając w nim większość podległych sobie posłów. Na marginesie tych rozważań wspomnę tylko, że gdy w roku 1981 praktycznie padała Polska Rzeczpospolita Ludowa, wiodąca wówczas  Polska Zjednoczona Partia Robotnicza liczyła sobie Ponad 3 miliony członków. Lecz wraz z objęciem władzy przez PiS i jej prezesa, nastała moda na niewielkie rozmiary, w tym także na rządzenie państwem przez partyjne karykaturki.

w-nowej-polsce

Po drogach i bezdrożach propagandy w Polsce toczy się wartko sprawa Wałęsy i jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Znam ją dokładnie, a szczegóły poznałem jeszcze w latach 80. ubiegłego stulecia, gdy byłem jednym z dwóch wojewódzkich szefów SB w Olsztynie. Na światło dzienne wywleczona została ostatnio na partyjne polecenie szefa PiS, obaj uchodzący za polityków panowie nigdy bowiem nie byli i wciąż nie są przyjaciółmi. Za instrument rozprawy z Wałęsą służy jedna z najpodlejszych instytucji od uprawiania propagandy, jaką jest Instytut (tak zwanej) Pamięci Narodowej. Sprawa mnie ani ziębi, ani grzeje, chcę natomiast poczynić pewną uwagę na temat dzisiejszych sposobów uprawiania polityki, w tym także sposobów walki z polityczną konkurencją.

Służba Bezpieczeństwa PRL zajmowała się rozpracowywaniem ludzi aktywnie uczestniczących w politycznej opozycji, panującego wówczas  ustroju nie charakteryzowała bowiem tzw. liberalna demokracja, lecz był jedną z form dyktatury, z czym zresztą ówczesna władza się nie kryła, głosząc teorię dyktatury proletariatu. Wśród osób operacyjnie rozpracowywanych byli oczywiście obaj bracia Kaczyńscy, którzy uprawiali opozycję polegającą na walce z tzw. komuną – jak zwano ustrój i władzę ówczesnej Polski. Dzięki towarzyskim kontaktom, miałem okazję poznać sporo szczegółów z operacyjnego rozpracowania obu bliźniaków. Było wśród nich niemało zaskakujących, nierzadko obyczajowych ciekawostek i  nie sądzę, by Jarosław Kaczyński zgodził się na ich upowszechnianie, jak czyni to w przypadku Lecha Wałęsy. Gdyby Wałęsa był bardziej przewidujący, to sprawując urząd prezydenta nakazałby rozgłoszenie ustalonych w toku rozpracowania szczegółów dotyczących politycznego konkurenta i po Jarosławie Kaczyńskim na politycznej tapecie nie byłoby już śladu. Nie zwano by też demokratycznymi rządu i prezydentury nadzorowanych przez szeregowego posła, który założył partyjkę o nieporównywalnej z peerelowską PZPR liczebności jej członków, lecz kierując nią zyskał wpływy które można porównywać z kompetencjami jednostki czasów uprawianego jej kultu.

Kolejny przejaw wpływów i znaczenia szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, będziemy mieli sposobność obserwować w lutym, gdy wizytę w Polsce złoży kanclerz Niemiec – Angela Merkel. Prócz wizyt u prezydenta i pani premier rządu RP uda się ona do siedziby szeregowego posła PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie, czym przyda mu znaczenia i splendoru. A ponad 30 % elektoratu wciąż  udzielać mu będzie wsparcia choćby za ochłap w postaci „500+”, który wystarcza, by zdobyć serce Polaka.

JAK PiS DAJE SZCZĘŚCIE BEZ NIESTRAWNOŚCI

Polecany

Ostatni mój wpis to noworoczne życzenia, które przekazałem Państwu 2 stycznia. Wkrótce po tym zapoznałem się z drugą tzw. ustawą dezubekizacyjną i przyznam, że sporo czasu zajęło mi trawienie tego dość cuchnącego owocu prawniczych kwalifikacji polityków III RP, w ich PiS–uarnej odmianie. Żeby było dowcipnie, przewidzianą tym przepisem  redukcję świadczeń emerytalnych i rentowych nakazał zarządzający faktycznie państwem, uchodzący za doktora nauk prawnych Jarosław Kaczyński, a posłusznie ją zatwierdził partyjnie mu podległy także doktor prawa, półtoraprocentową  większością głosów wybrany prezydentem państwa.

Decyzję redukującą emerytury i renty takim jak ja, poprzedziła chamska wręcz propaganda głosząca, że przekraczają one nawet 20 tysięcy PLN miesięcznie. Nie ma świadczeń tej wysokości wypłacanych funkcjonariuszom służb specjalnych zatrudnionych  w nich wyłącznie w czasach PRL, lecz znaczna część polskiego społeczeństwa jest na tyle ogłupiona, że bez zastanowienia dała wiarę tym bredniom.

Posłużę się tu swoim przypadkiem, jako dość charakterystycznym. W Służbie Bezpieczeństwa PRL przepracowałem 28 lat i 2 miesiące. Gdy rozwiązywano tę formację w 1990 r.,  nie miałem najmniejszej ochoty na kolaborację z nową władzą, zwłaszcza że proces tzw. weryfikacji kadr, zarządzony Uchwałą nr 69 ówczesnej Rady Ministrów, w wielu jego aspektach był wręcz zabawny. Choćby ze względu na skład komisji weryfikujących. Przed odejściem zajmowałem dość wysokie stanowisko zastępcy szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych ds. Służby Bezpieczeństwa w Olsztynie.

Po pierwszej redukcji, na podstawie decyzji o waloryzacji mej emerytury z 26 lutego 2010 r. jej wysokość wyniosła 1494 zł. 42 gr., a do 27 lutego 2015 r. wzrosła do kwoty 2065 zł. 26 gr. (wraz z przyznanym mi z racji wieku dodatkiem pielęgnacyjnym). I tyle otrzymuję do dzisiaj ! Skąd zatem biorą się brednie o gigantycznych emeryturach funkcjonariuszy SB PRL ? Upowszechniał je polski kretyn ze sfer rządowych w przekonaniu, że nawet najbardziej załgany  komunikat  na ten temat, spotka się z pełna wiarą ogłupionego antykomunistyczną propagandą Polaka. 

W internetowej „Wikipedii” pod hasłem „ideologia” można znaleźć znamienne zdanie: „Mianem ideologii określa się każdy zbiór uporządkowanych poglądów – religijnych, politycznych, prawnych, przyrodniczych, artystycznych, filozoficznych – służących ludziom o tożsamych poglądach do objaśniania otaczającego ich świata.” Nawet wyspecjalizowani w naukach społecznych, utytułowani naukowcy nazywają panujący w PRL ustrój „komunizmem”. Zatrzymajmy się zatem przez chwilę nad tym osobliwym przejawem obowiązującego totalnie ogłupienia.

Komunizm to idealnie sprawiedliwy ustrój, w którym nie będzie społecznego ucisku i wyzysku, co miałaby gwarantować wspólna własność środków produkcji i równy podział wytwarzanych dóbr.

Mój ojciec, syn zesłańca, urodził się w 1917 roku w syberyjskim Irkucku. Do Polski wrócił wraz z rodzicami w 1923 roku. W latach hitlerowskiej okupacji działał w uznawanej dzisiaj za komunistyczną Armii Ludowej, a zaraz po wyzwoleniu Warszawy został pierwszym sekretarzem Komitetu Dzielnicowego Polskiej Partii Robotniczej na warszawskiej Woli. W czasach jego partyjnej aktywności oficjalnie obowiązywał pogląd, że w Polsce panuje ustrój socjalistyczny, a dopiero celem działalności partyjnej jest budowa państwa i społeczeństwa komunistycznego. Budowa, do cholery, a nie pielęgnowanie już istniejącego komunizmu ! Już wówczas zatem nie twierdzono, że Polska jest państwem komunistycznym.

W tej kwestii warto zwrócić uwagę również i na to, że w kilku ówczesnych krajach demokracji ludowej wiodącymi formacjami politycznymi były partie mające w nazwach przymiotnik „komunistyczna” I chyba tylko Polska stanowiła osobliwy wyjątek, bo rządzącą partią była najpierw wspomniana Polska Partia Robotnicza, która w grudniu 1948 r., po zjednoczeniu z Polską Partią Socjalistyczną, przekształciła się w Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą.  

Żyjemy ostatnio w bardzo osobliwych czasach. Panujący w Polsce system od wielu dziesięcioleci nazywany jest demokratycznym i ów przymiotnik  w nazwie Polski jest wciąż obowiązujący. Jak pamiętam zaczęło się od demokracji ludowej, która miała charakteryzować ustrój panujący w PRL. Później w rozmaitych debatach używano coraz większej liczby odmian owej demokracji, a to: uczestnicząca, pośrednia, bezpośrednia, parlamentarna, hierarchiczna, wojenna, płynna, aż wreszcie ostatnio e-demokracja – czyli demokracja elektroniczna (?). Nadmiar nazw służy zwykle kamuflowaniu istoty rzeczy, czyli, brutalnie rzecz traktując, ogłupianiu człowieka.

Przytoczyłem wyżej definicję ideologii, która obejmuje także religię. Najistotniejszym czynnikiem, sprawiającym potrzebę uprawiania religijnych kultów, jest ludzki lęk przed śmiercią. Realistyczne jej pojmowanie oznacza koniec istnienia, religia natomiast daje nadzieję na dalsze trwanie, aczkolwiek w odmienionej postaci. Zwalczani wszechstronnie przez rządzące dzisiaj Prawo i Sprawiedliwość tzw. komuniści, głosili doktrynę zawierającej obietnicę  doczesnej szczęśliwości człowieka. Konkurencyjną ofertę, w wiekuistym jej wymiarze, zawiera religia chrześcijańska. Istotą państwowej ideologii uprawianej w PRL była bliższa człowiekowi obietnica zbliżania się ku szczęściu w toku jego ziemskiego trwania. „Solidarność”  sprawiła, że Polacy poniechali tej nadziei. Wielka ideologiczna przemiana, którą zarządził ostatnio Jarosław Kaczyński i realizuje za pomocą podległej sobie partii, polega na przywróceniu wiekuistej szczęśliwości pośmiertnej.

Mam 79 lat, jestem kaleką, który z trudem porusza się o dwóch kulach i coraz mi bliżej do kresu doczesnego bytowania. Gdy się ono zakończy, zyskam sposobność sprawdzenia czy rację miał, poruszający się w obszarach ziemskiej doczesności Karol Marks, czy Jarosław Kaczyński, który wsparcie swych doczesnych zapatrywań oraz pośmiertnych korzyści czerpie z  Niebios i czyni z nich obietnicę wiekuistej szczęśliwości Polaka. Oczywiście pod warunkiem, że Polak pokocha PiS ! Póki co jednak trzeba być skończonym skurwysynem, by ludzi starych i często już kalekich,  z przyczyn ideologicznych pozbawiać emerytalnych świadczeń. Okazuje się, że wystarcza do tego pobożność.

___________________    

P.S. Wymienionym wyżej prawnikom z doktoratami z tej dziedziny nauki i wiedzy przypominam przy okazji, że od starożytności obowiązują zasady zakazujące działania prawa wstecz oraz odpowiedzialności zbiorowej. Jak hitlerowcy czynili Żydów zbiorowo odpowiedzialnymi za wszechzbrodnie popełnione w przeszłości, tak prawnicy z najwyższych szczebli III RP, w pisuarnej jej odmianie, zbiorowy udział w zbrodniach przypisują b. funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa PRL.   

ŻYCZENIA NOWOROCZNE

Polecany

Szanowni Państwo !

Jeszcze wczoraj była w mym blogu jakaś awaria i nie mogłem umieścić w nim żadnego wpisu, lecz na dobre życzenia zawsze jest czas. Proszę zatem przyjąć najlepsze - z okazji Nowego 2017 roku. Wszystkie marzenia rzadko się spełniają, życzę więc Państwu, by przynajmniej te najważniejsze ziściły się. A przede wszystkim  dobrego zdrowia życzę i duchowej odporności, bo wszystko wskazuje na to, że będzie ona nam bardzo potrzebna. Życie wymaga od nas  hartu ciała i ducha, życzmy sobie jednak, by  nowy 2017 rok nie przesadzał z wymaganiami w tym zakresie.

             DO SIEGO ROKU ! ! !   

DOWCIP ROKU

Polecany

KOMUNIKAT RZĄDOWY

(wersja oficjalna)

Prezydent Andrzej Duda spotka się dziś o godz. 13.00 z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim i   prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Celem rozmów polityków jest zażegnanie kryzysu parlamentarnego.

GODktkqTURBXy85OWI5YjM5ZTliZDZhYTI2ZDhkMTdkZDdhZjBlNGRiNy5qcGVnk5UDACfNAwDNAbCTBc0DFM0BvJUH2TIvcHVsc2Ntcy9NREFfLzE0MGIxY2ZlN2YwYWM1MmVkYzAxMGQ3MDk3OGU4NG

    Jarosław Kaczyński przekazujący nadzwyczajny komunikat mediom…

(wersja dla wtajemniczonych) 

Na godzinę 13 w poniedziałek 19 grudnia Prezes PiS Jarosław Kaczyński zwołał odprawę, w której wezmą udział  osoby zajmujące najwyższe stanowiska w państwie: prezydent RP Andrzej Duda oraz  marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Podczas odprawy Prezes PiS przekaże podwładnym polecenia mające na celu zażegnanie kryzysu parlamentarnego.

BEDktkqTURBXy80YTE4N2NlNzk3MDU2YmI1NDIwODc0NzkzNjVkMDFkNC5qcGVnkpUDAADNB3nNBDSTBc0DUs0B3g

                                                 i chwilę po przekazaniu komunikatu 

CZY MIŁOŚĆ JEST POLICZALNA ?

Polecany

13 grudnia, z okazji 35 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, sprawujący urząd Prezydenta RP Andrzej Duda, udekorował państwowymi orderami oraz innymi odznaczeniami 50 działaczek tzw. opozycji demokratycznej. W wygłoszonym z tej okazji przemówieniu ocenił ów stan mówiąc między innymi, że był to:

- brutalny akt zamordowania próby wzięcia oddechu wolności w państwie dławionym od 40 lat przez komunizm;

- akt antypolski, akt zdławienia tego, z czego dzisiaj jesteśmy dumni – Solidarności” oraz „akt bandycki, przeciwko społeczeństwu, które w zdecydowanej większości ucierpiało.

A. Duda wypowiedział sporo innych ocen przeszłości, szkoda jednak czasu i atłasu na cytowanie ich. Przytoczyłem dwie najjaskrawiej ukazujące intelektualny format człowieka pełniącego najwyższy urząd w państwie.

Podstawowym zadaniem prezydenta państwa jest konsolidowanie społeczeństwa, tymczasem Andrzej Duda dzieli je, jak tylko może. Czyni to za pomocą dwóch instrumentów. Pierwszym jest jego religijność oraz stosunek do wiary i Kościoła, drugim ocena 45 lecia PRL.

Nigdy nie komentuję światopoglądowych zapatrywań innych ludzi, ani wierzących, ani ateistów czy agnostyków, jest to bowiem sfera niezwykle osobista i nikt bez ich zgody nie ma prawa w nią się wtrącać. Tym bardziej brutalnym wręcz nadużyciem  jest upublicznianie ich w nadziei wzmocnienia instrumentarium sprawowanej władzy.

15094299_197025074087862_4711613370086935455_n

                                             Skutek lansowanych wyobrażeń …

Jedną z marniejszych, lecz zarazem dość powszechnych cech człowieka jest konformizm, czyli skłonność do rezygnacji z własnych poglądów pod wpływem rzeczywistych, a nawet tylko wyobrażonych zapatrywań innych ludzi. Przybiera to nierzadko  postać oportunizmu, oznaczającego skłonność do rezygnacji z zasad i przekonań moralnych, dla osiągnięcia doraźnych korzyści. Nie wolno zatem ludziom sprawujących ważne funkcje publiczne demonstrować swych religijnych zapatrywań, może to bowiem skłaniać innych do prezentowania dość podłych postaw w tym zakresie, w nadziei na rozmaite profity. Tymczasem Andrzej Duda, a w ślad za nim wiele innych osób z różnych szczebli władzy, urządzają publiczne spektakle mające ukazywać ich religijne zapatrywania. Ponieważ z religii katolickiej uczyniono coś w rodzaju obowiązującej doktryny państwowej, sprawujący władzę traktują te spektakle jako instrument ułatwiający sterowanie ludzkimi zbiorowościami.

Czynnikiem integralnie połączonym z religijnością Andrzeja Dudy i wielu innych ludzi aparatu władzy w dzisiejszej III RP, jest ich antykomunizm. Stanowi on jedną z podlejszych cech, której demonstrowanie daje im nadzieje na rozliczne korzyści. Osobliwym fenomenem jest to, że ludzie wykształceni, z doktoratami, habilitacjami i profesorskimi tytułami włącznie, nazywają ustrój panujący w PRL komunizmem. Najprawdopodobniej dzieje się tak dlatego, że pojęciu temu przypisano skrajnie pejoratywne znaczenie, zatem określanie tym mianem całego okresu PRL ma ukazywać przeczystość intencji i dokonań wszelkich wojowników z tamtą Polską.

Sumę dokonań każdego systemu społeczno – ekonomicznego tworzą działania funkcjonującej w nim władzy państwowej oraz efekty codziennej pracy szerokich rzesz społeczeństwa. Pracujący w latach 50. ub. wieku warszawski murarz, gdy zapisał się do działającej wówczas robotniczej partii, mógł zostać sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej, wciąż jednak budował domy i wyprowadzał miasto z bezmiaru zniszczeń wojennych. Można różnie oceniać jego partyjną działalność, lecz to, co stanowiło istotę jego życiowej aktywności, wciąż w realnym kształcie znaleźć można, na przykład, na warszawskim Muranowie. Nie zabraknie oczywiście wyrafinowanych smakoszy, którzy suchej cegły nie zostawią na ówczesnej architekturze, istota rzeczy polegała na tym jednak, że wkrótce po wojnie, na wielkiej ruinie warszawskiego getta powstało osiedle, gdzie dach nad głową zapewniono tysiącom warszawskich rodzin. Tymczasem dzisiaj, 72 lata po zakończeniu wojny, ludzie pokroju Andrzeja Dudy potępiają murarza, który wznosił nowe osiedle za to głównie, że jako sekretarz organizacji partyjnej nie zainteresował się kwestią praw własności terenu, na którym budował domy mieszkalne.

Naczelnik

                                                                … i rzeczywistość.

Swoistym znakiem czasu, a zarazem polskości jest skłonność upartyjniania się Polaków. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza w roku 1980 liczyła sobie nieco ponad 3 miliony członków. Powstała w tymże roku „Solidarność”, która dawała pozornie większe nadzieje wszechstronnych korzyści, liczyła wkrótce ok. 10 milionów miłośników. Nie mogę znaleźć konkretnych danych na temat liczebności partii „Prawo i Sprawiedliwość”. Jakieś przybliżone informacje mówią o ok. trzydziestu tysiącach członków. Dodajmy jej nawet dziesięć tysięcy, czy zdecydowanie na wyrost dwadzieścia, mimo to jednak do kolan nie sięga ona PZPR, a do pięt wałęsowskiej „Solidarności”. To również winno wzbudzać wielorakie refleksje u prezesa coraz bardziej totalizującego się PiS. Andrzeja Dudę natomiast, zwanego prezydentem wszystkich Polaków, czynić coraz bardziej ostrożnym w stosunkach z człowiekiem uchodzącym za jego szefa.

SKUTKI POBOŻNOŚCI W FUNKCJONOWANIU PAŃSTWA

Polecany

Pierwsze przebąkiwania o tegorocznym święcie Bożego Narodzenia zaczęły się pojawiać w rozmaitych radiowych stacjach w ostatniej dekadzie listopada. Mamy teraz połowę grudnia i włączam radio dopiero po godzinie 22, kiedy nadawanej muzyki nie przerywają już reklamy coraz bardziej przesycone bożonarodzeniowymi ofertami firm wszelkiego rodzaju. Polska jako kraj katolicki nie zalegalizowała prostytucji, w związku z czym brak jest reklam tej usługi i świadczących ją firm, a byłoby to zapewne spore urozmaicenie handlowej oferty.

Z religią rozstałem się już dawno, bardzo dawno temu, z sentymentem wspominam jednak wcześniejsze jeszcze lata, gdy nie było telewizji ani radia.  Były to lata hitlerowskiej okupacji. Z matką i rodzicami matki mieszkaliśmy w małej podwarszawskiej wiosce. Dziadek szedł wigilijnym rankiem z siekierą do lasu, z którego taszczył urąbaną choinkę. Mocował ją w pokoju do niewielkiego stołka, a matka zdobiła rozmaitymi świecidełkami, bombkami i łańcuchami wykonanymi z kolorowego papieru. Na czas tej dekoracji byłem z bratem wyrzucany z pokoju, by nie widzieć co też przyniósł nam i schował pod drzewkiem św. Mikołaj. Wyczekiwaliśmy więc obdarowania gwiazdkowymi prezentami  i wieczerzy wyczekiwaliśmy, bo mimo panującej biedy, stół zastawiony był nieporównanie obficiej, niż w dni powszednie.

W latach późniejszych ja i moja rodzina nie byliśmy związani z religią, nie chodziliśmy do kościołów, lecz w II połowie lat 40., w latach 50.,  60. i później grudniowe święto traktowaliśmy z radością, głównie jako okazję do spotkania z rodziną, zwłaszcza tą rzadziej widywaną.

Aż nastały lata 90. ub. wieku i czas późniejszy, gdy za pomocą radia i telewizji przestrzeń publiczna była coraz bardziej zawłaszczana przez nową klasę panującą, a trzy czy nawet cztery tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia był to czas coraz trudniejszy do zniesienia i skutecznie do tych świąt zniechęcający. W tym roku doszedł dodatkowy element w postaci demonstrowanej pobożności władzy, wysługującej się nie tyle Panu Bogu i Trójcy Przenajświętszej, co ojcu Rydzykowi i rozmaitym biskupom, nie wyłączając patologicznego przypadku ostatnio mianowanego pasterza krakowiaków i górali.

                                               Kolejny kandydat do degradacji

Innym, po nasilającej się pobożności zjawiskiem w życiu publicznym w Polsce, są coraz paskudniejsze rozprawy  z ludźmi odsuniętymi od władzy. Już nie tylko o tzw. „komunę” idzie. Znany na świecie poprzednik Jarosława Kaczyńskiego, ma spore powody do obaw, bo gdy tylko straci swe zagraniczne stanowisko, a wraz z nim przysługujący mu immunitet i wróci do kraju, musi się liczyć z tym, że na polecenie Naczelnika Państwa zostanie przez kompetentny organ zamknięty w areszcie  śledczym.

Donald Tusk jest jednak człowiekiem wciąż żyjącym, będzie mógł zatem jakoś się bronić przed bezsensownymi zarzutami. W dużo gorszej sytuacji są osoby zmarłe. Za przyzwoleniem Naczelnika Państwa minister Antoni Macierewicz ogłosił ostatnio, że  wszczęta będzie procedura pośmiertnego pozbawienia stopni generalskich Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka. Jest to zapowiedź nowego zwyczaju polskich patriotów. Dotąd obowiązywało obrzucanie błotem, a nawet fekaliami żyjących jeszcze ludzi z ekip poprzednio rządzących krajem. Teraz do grona tak zapaskudzanych włączeni zostaną nieboszczycy. Mając na myśli inicjację tego nowego polskiego obyczaju, pragnę sformułować pewną historyczną sugestię pod adresem Mariusza Błaszczaka – magistra historii, który w rządzie obecnego Naczelnika Państwa sprawuje funkcję ministra spraw wewnętrznych. Otóż, jak głosi oficjalna propaganda, obaj przeznaczeni do degradacji generałowie mają na sumieniu około setki śmiertelnych ofiar stanu wojennego. Jeśli chcemy raz na zawsze uporządkować nasz stosunek do tego rodzaju zdarzeń, sugeruję listę skazańców rozszerzyć o postać bardziej znaczącą w historii Polski, którą jest Józef Piłsudski. Jak głoszą źródła historyczne podczas majowego zamachu stanu spowodował on śmierć co najmniej 164 cywilów oraz 215 żołnierzy Wojska Polskiego. Zdarzały się też przypadki niezwykłe. Jednym z nich było samobójstwo płk. Stanisława Więckowskiego, który zastrzelił się 13 maja 1926 roku.  To samo chciał uczynić gen. Kazimierz Sosabowski, lecz przestrzelił sobie tylko prawe płuco i został uratowany.

Pomysł przedstawiony przez Antoniego Macierewicza jest marny, bo dotyczy zaledwie generałów. Natomiast poprzednik Jarosława Kaczyńskiego na stanowisku Naczelnika Państwa był marszałkiem, co nieporównanie zwiększy chwałę inicjatora degradacji.

 

NIEOGRANICZONE MOŻLIWOŚCI GRZESZENIA

Polecany

Powiedziane jest w Mat.19,4 i w Mar.10,6: I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich.

I dalej w  I Mojż. 5, 1 – 2: I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmna­żajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyń­cie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem nie­bios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi!

Mając na uwadze to Wielkie Dzieło Stworzenia, tak mówił Henryk Franciszek Hoser – arcybiskup ad personam, od 2008 r.  biskup diecezjalny warszawsko – praski, na temat damsko – męskich relacji: Mąż powinien zawsze cieszyć się zaufaniem swej żony i z tego zaufania powinna wypływać jej postawa uległości wobec męża.

Innym razem zapewniał mężczyzn: Jeśli na wzór Chrystusa będziecie starać się miłować swoje żony, możecie być pewni, że one odpłacą wam tak wielką miłością, do jakiej tylko kobieta jest zdolna. I dodał na koniec, żeżona powinna ufać swojemu mężowi i prezentować względem niego postawę uległości.

obraz piekła

I nie chcę palcami wytykać kobiet, które tych nauk nie słuchając, nie uległy mężczyźnie, by znaleźć w nim męża i rozradzając się, i rozmnażając, ziemię napełniać. A są wśród nich posłanki do polskiego Sejmu, brnące w grzeszną pychę po same uszy, lecz  innych pouczające, by   czynić ich poddanymi równie bezżennością grzeszącego posła, który uwiódł  był wielu swym gadaniem po próżnicy, a później jął kobiety bałamucić obietnicą płacenia im za powicie dzieciątek z chęci zysku spłodzonych.   

 

 

 

 

 

CHWAŁA NA WYSOKOŚCI !

Polecany

JAK NIE CENIMY  WŁASNEJ WIELKOŚCI

                                                                      Motto:

                                                                           Pędzi pociąg historii,

                                                                   błyska stulecie-semafor.

                                                                 Rewolucji nie trzeba glorii,

                                                               nie trzeba szumnych metafor.

                                                                  Potrzebny jest Maszynista,

                                                                          którym jest On:

                                                                 towarzysz, wódz, komunista -

                                                                    Stalin – słowo jak dzwon!

                                        Władysław   Broniewski,

                                           „Słowo o Stalinie”

TO JEDEN WIELKI SKANDAL ! We wrześniu bieżącego roku olsztyński działacz PiS, politolog, pisarz, publicysta i nauczyciel akademicki, działacz społeczności tatarskiej, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego - Selim Chazbijewicz na swej facebookowej stronie opublikował ODĘ DO JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO, napisaną przed rokiem w natchnieniu wzbudzonym ubiegłorocznymi wyborami. Tymczasem szeroka publiczność  dopiero teraz dowiaduje się o tym wybitnym utworze. Inspiracją do wyboru przez poetę tej formy czci dla Wielkiego Polaka była napisana po łacinie w 1854 roku przez wieszcza narodu polskiego Adama Mickiewicza oda na cześć cesarza Francuzów Karola Ludwika Napoleona Bonapartego, znanego jako Napoleon III, zatytułowana AD NAPOLEONEM III CAESAREM AUGUSTUM. ODE IN BOMERSURDUM CAP TUM.

imagesSZ3OT2NU

Powiadam raz jeszcze – TO SKADAL, że przemilcza się utwór dowodnie świadczący o wielkości Wodza  Narodu Polskiego, który niesie twórcze natchnienie poetom. Chcę to nadrobić i poniżej zamieszczam tekst ODY DO JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO, pióra Selima Chazbijewicza.

Niby zwycięski Chrobry wzmacniasz państwo nasze,
Ty , który od nowa polską godność wskrzeszasz,
Jak orzeł ponad skałą wzlatujesz i zawsze,
To Ty masz rację, Ty na pomoc spieszysz.

Tyle dróg przejść musiałeś, wodzu nasz zwycięski,
Tyle klęsk przejść musiałeś by podnieść się z klęski,
Tyle lat musiałeś czekać by teraz już w chwale,
Rządzić Polską, by zmieniać nasz kraj stale

W kierunku mocarstwa od morza do morza,
By wszystkie narody od Bałkanów po Bałtyk
A nawet ptaki co krążą w przestworzach,
Wielbiły Polskę i wielbiły jej wodza.

O Jarosławie Wielki, władco dusz Polaków,
Który nasz naród wyprowadzisz z klęski,
Który zdobędziesz imperium Lechitów,
I znów odrodzisz Warszawę i Kraków.

Niech będzie pamięć Twego brata Lecha
Na zawsze w kraju świętego Wojciecha
Łączyć a nie dzielić naród nasz wybrany.

JAK PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ UBOGACA OJCZYSTĄ MOWĘ

Polecany

Nie było jeszcze w Polsce partii, która tak, jak Prawo i Sprawiedliwość  urozmaicała by życie polityczne kraju, a literowiec jej nazwy (PiS) tak wzbogacał słownik języka polskiego. Platforma Obywatelska (literowiec PO) też miała pewne osiągnięcia na tym polu, były one jednak nader skromne w porównaniu z tym, co sprawiła Polakom wiodąca dzisiaj partia narodu. Zajmę się tu wpływem nazwy oraz aktywności ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego na nasze słownictwo i pojęciową aparaturę, co polega głównie na tym, że dzięki zastosowaniu   literowca PiS tworzone są nowe wyrazy, często używane w naszej mowie potocznej. Powstają też skojarzenia, które wciąż przypominają kto personalnie i jaka siła polityczna przewodzi narodowi.

Zaprezentuję kilka słów i zwrotów, powstałych dzięki niezwykłej pomysłowości twórcy i założyciela partii, który nadając jej nazwę „Prawo i Sprawiedliwość” sprawił, że te słowa i zwroty pozostawią trwały ślad w codziennym naszym języku. Uczynię to nie tylko po to, by przedstawić stan faktyczny, lecz także w nadziei na zainspirowanie mych Szanownych Czytelników do przemyśleń i wszczęcia starań o wzbogacenie naszego języka przez  częstsze stosowanie tej twórczej metody 

Ma to jeden jeszcze ważny aspekt. Obserwujemy nieustanne zapaskudzanie polszczyzny anglicyzmami, co przybiera niekiedy takie rozmiary, że ludzie starzy, a także dzieci, które nie podjęły jeszcze nauki języka angielskiego, przestają rozumieć naszą mowę. Tymczasem okazuje się, że wystarczy użycie literowców choćby w funkcji przyimków, by niezwykle wzbogacić polszczyznę.

Wspomnę z przeszłości przypadek podobnego wzbogacenia polszczyzny z wykorzystaniem krótkiego nazwiska znanego przed laty dziennikarza Tadeusza Kura. Ponieważ był on niezwykle aktywny politycznie i nie szczędził swych ocen w tym zakresie, powstał zwrot Kur wie lepiej, który miał niezwykle bogate znaczenie. I to właśnie zainspirowało mnie do próby ukazania jak bez porównania aktywniej podobną rolę spełnia literowiec nazwy wiodącej partii III RP.

                           Krycha 6

Niejednoznaczność słów, zwrotów, a nawet gestów prowadzić może do kłopotliwych nieporozumień

Wiele, wiele lat temu zakotwiczyło się w języku polskim słowo spółdzielnia, które jest nazwą podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą i dzielącego korzyści wśród  dobrowolnie zrzeszonych w nim osób. Partia „Prawo i Sprawiedliwość” jest wrażliwa na potrzeby ludzi i tworzy podobnie aktywne podmioty. Dlaczego ma więc niknąć w niezwykle wieloznacznej nazwie, nawiązującej do szeroko rozumianej wspólnotowości (spół…), zajmującej się podziałem korzyści (…dzielnia) i pomijającej dzisiaj działający, niezwykle aktywny politycznie podmiot, którym jest ta partia ? Rosnąca wśród szerokich rzesz Polaków jej popularność sugeruje, by podobne spółdzielniom podmioty gospodarcze, powstające z inicjatywy Prawa i Sprawiedliwości nazywać pisdzielniami, co będzie znacznie bliższe rzeczywistości.

A jak nazwać człowieka, który funkcjonując w tej instytucji, zajmuje się sprawiedliwym podziałem korzyści wypracowanych przez ludzi zatrudnionych w pisdzielniach ? Jest to człowiek, którego  z racji zatrudnienia w instytucji o tej nazwie nie godzi się inaczej nazwać, niż pisdzielcem, nazwa ta bowiem precyzyjnie wskazuje na charakter prowadzonej przez niego działalności (dzielenie dóbr), jak również instytucję jej patronującą.

Nie tylko gospodarka jest w omawianej tu terminologii ważna. Zaszły i wciąż zachodzą znaczące zmiany w nazewnictwie placów, skwerów i ulic miast. Usuwa się   przestarzałe nazwy geograficzne i nadaje nowe. Działania tego rodzaju są coraz bardziej racjonalne, co przejawia się choćby w skracaniu nazw właśnie. Kiedyś, w czasach nieokiełznanego kultywowania postaci i zdarzeń, różne obiekty nazywano niezwykle rozwlekle. Na przykład: Ulica I Armii Wojska Polskiego w Warszawie  albo Dolina Pięciu Stawów  Polskich w Tatrach Wysokich. Teraz jest nadzieja, że polscy patrioci zaproponują zmianę nazwy jakiejś rozwlekle utytułowanej doliny w Tatrach, na przykład, na PiSdolinę. Krótko, jasno i wiadomo o co chodzi.

Przyznam, że użycie literowca PiS sprawia nierzadko wzrost wieloznaczności niektórych słów i zwrotów. Mówiąc do Prezesa PiS, na przykład: Prezesie PiS dobijesz opozycję należy bardzo starannie stosować przerwy między wyrazami, by było jasne czy stawiamy tylko zarzut Prezesowi, czy stawiając ów zarzut używamy także jego pseudonimu. Podobnie jest z innymi zwrotami, na przykład: partia Jarosława Kaczyńskiego PiS dzielną partią jest; PiS dzielny plan działania ma; prezes PiS dzielnie przemawiał w Sejmie czy wreszcie w PiS debaty są bolesne. Wszystkie te zwroty, a zapewne sporo innych, wymagają od stosujących je mówców niezwykle starannej dykcji.

Wymóg szczególnej staranności odnosi się osobliwie do zwrotów krótkich, używamy ich bowiem nierzadko w toku sporów, gdy wzbudzane emocje sprzyjają zakłóceniom dykcji właśnie. Ot choćby PiS da czy PiS daje. Zetknąłem się też ostatnio z nazwą tańca dedykowanego partii PiS: PiS dana dana i okazuje się, że niestarannie ją wypowiadając, możemy nadać jej trzy różne znaczenia.

Po raz pierwszy w naszej historii mamy do czynienia z partią, która tak znacząco ubogaca nasz język. Podkreślić jednak trzeba, że czyniąc to sprawia zarazem niezwykły wzrost wymagań odnoszących się do jego użytkowania, w przypadku zaniedbań bowiem, wiele zwrotów powstałych przez twórcze zastosowanie literowca nazwy partii staje się wieloznacznymi, a to prowadzić może do nieporozumień, które w polityce mogą miewać kłopotliwe konsekwencje.

 

TOTALITARNA DEMOKRACJA III RP

Polecany

Człowiek żyje i funkcjonuje w zbiorowościach, na które wpływ może mieć niepoliczalna liczba różnych czynników, od sił przyrody poczynając, na działaniach jednostek kończąc. Pełne uniezależnienie się od nich nie jest możliwe, stanowi natomiast cel, ku któremu winniśmy zmierzać, choć ze świadomością niemożności osiągnięcia go w pełni. Sprawą niezwykle istotną jest pewien niezbędny dystans w ocenach rzeczywistości, a zwłaszcza działań innych ludzi, nierzadko bowiem ich ambicje prowadzą do karykaturalnych wręcz poczynań. Ich przejawem był przed laty kult jednostki. Antytezą rządów opartych na tym kulcie miała być demokracja. Za PRL-u była to „demokracja ludowa”, dzisiaj ma to być demokracja bez przymiotnika, co ma zapewne znaczyć, że nie jest ona taka czy inna, lecz po prostu prawdziwa. Czy taką była albo jest ? Wolne żarty!  Przypisywanie sobie jej umiłowania przez przywódców różnych barw i wywodzących się z różnych politycznych formacji, służy w istocie zdobywaniu przez nich władzy w jak najszerszym zakresie. To dlatego tzw. demokracje czasów Gomułki, Gierka, przedkaczyńskiej III RP i w kaczyńskiej jej mutacji, są właściwie siebie warte, choć przyznać trzeba, że różnie wyglądały. Zapewne nie trafię do przekonania, zwłaszcza ludziom młodym, lecz twierdzę z całym przekonaniem, że najpożyteczniej dla ogółu państwo polskie funkcjonowało w tzw. dekadzie Gierka (1970 – 1980), choć rozumiem, że inni z różnych względów mogą mieć inne zdanie

13599904_319740271691544_4308550106087941960_n

Mam spory dystans wobec wszelkich ocen przeszłości człowieka.  Wymagają one znajomości motywów jego postępowania, te natomiast są tak zmienne, że wręcz niepoznawalne. Pół biedy jeśli oceny te służą luźnym dywagacjom, niedopuszczalne są natomiast jako kryterium konkretnych wobec niego działań, podejmowanych w teraźniejszości. To dlatego na gruncie prawa wymyślono przed wiekami takie zasady jak zakaz jego działania wstecz czy niedopuszczalność odpowiedzialności zbiorowej. Obowiązują one zwłaszcza na gruncie prawa karnego, które zajmuje się nie tylko oceną konkretnych czynów, lecz także wymiarem kary za nie, jeśli stanowiły naruszenie obowiązujących przepisów. Powinny  jednak mieć moc obowiązującą we wszelkich ocenach poczynań, gdy te prowadzą do dotkliwych skutków.

W kolejnej mutacji tzw. demokracji, tym razem pod kierownictwem prezesa PiS, wymyślono aby na podstawie jej reguł ocenić przeszłość kilkudziesięciu tysięcy byłych funkcjonariuszy cywilnych i mundurowych służb specjalnych PRL oraz pociągnąć ich do odpowiedzialności, której skutkiem będzie odebranie znacznej części środków utrzymania. Są to ludzie już starzy, często schorowani, niesprawni, pozbawieni zatem wszelkich możliwości samodzielnego wybrnięcia z gotowanej im trudnej sytuacji. Nie przewiduje się udowadniania im naruszeń prawa, wystarczy ich funkcjonowanie w instytucjach, które polski dureń uznał za zbrodnicze.  Przy dzisiejszych możliwościach oddziaływania na człowieka i dość dowolnego kształtowania jego poglądów, potrzeb oraz oczekiwań, można osiągnąć co się chce. Winny być  zatem  określone normy, których żadnej większości nie wolno naruszyć i dopiero to, co jest poza nimi może być przedmiotem powszechnej debaty, kształtowania i uzgodnień. Tymczasem żałosna dyktatura PiS, funkcjonująca w dzisiejszej Polsce, może zrobić co tylko się jej spodoba; wystarczy że zakwalifikuje to jako przejaw tzw. demokracji.

PiS_w_okregach_Barry_Kent1

          Oto gdzie PiS zwyciężył w wyborach. A ważne jest to, że spośród   

30 534  48 uprawnionych ,na   kandydatów tej partii oddało swe głosy zaledwie 5 711 687   wyborców

Formalnie rzecz biorąc autorem podłego pomysłu kolejnego ograniczenia uprawnień emerytalnych funkcjonariuszy rozmaitych służb specjalnych PRL, jest minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak – z wykształcenia historyk, a więc mający prawo być dyletantem w dziedzinie prawa. Lecz funkcjonuje on pod nadzorem swego politycznego szefa, który nie tylko ukończył studia prawnicze, lecz zwieńczył je także doktoratem. I co z tego, skoro znajomość prawa służy mu wyłącznie do wynajdowania sposobów jego łamania, a działania tego typu mają zaspokajać wybujałe potrzeby i ambicje tego człowieka.

Wspominałem już wcześniej, że po smoleńskiej katastrofie nie wolno było Jarosławowi Kaczyńskiemu powierzyć jakiejkolwiek funkcji kierowniczej w państwie, bo trauma, jakiej zaznał po niewyobrażalnie bolesnej stracie brata bliźniaka, jest czynnikiem paraliżującym jego możność zobiektywizowanej oceny rzeczywistości i samooceny. I wprawdzie nie powierzono mu żadnej znaczącej funkcji, lecz zaakceptowano go w roli totalnego dyktatora. Wystarczyło, że rzucił ludziom ochłap w postaci 500 + i zaczął demonstrować swą pobożność.  Jestem pewien, że upłynie stosunkowo krótki okres czasu, gdy społeczeństwu dziać się będzie coraz gorzej, zaakceptuje więc obalenie PiS, jednak szkody, jakie zostaną do tego czasu wyrządzone, będą niewyobrażalne.

Całe 45-lecie PRL wciąż nazywane jest „komuną”. Nazwy tej używa zarówno pierwszy lepszy prostak, jak również politolog – profesor wyższej uczelni.  Nikt nie zważa na to, że w istocie ówczesne polskie państwo miało z komuną tyle samo wspólnego, co dzisiejsza Polska z demokracją.  I na tak kształtowanych ocenach minionej rzeczywistości opiera się formowanie tej dzisiejszej. Nie wykluczam, że mogło dochodzić do różnych nieprawidłowości w ustalaniu wysokości świadczeń emerytalnych funkcjonariuszy służb specjalnych i sił policyjnych PRL. Były to jednak przypadki, które poddać należy ocenie i naprawie na podstawie obowiązującego wówczas prawa. Natomiast drastyczne redukowanie świadczeń emerytalnych wszystkim, tylko  na podstawie wyobrażeń obecnego szefa III RP oraz podległych mu i uległych ludzi, to przejaw podłego totalitaryzmu w nowoczesnej, nieco barwniejszej niż w przeszłości postaci.

OD KISZCZAKA DO BŁASZCZAKA.

Polecany

Jak zmienia się Polska

 

                                                               Kto nie był socjalistą za młodu,

                                                               na starość będzie skurwysynem.

                                                                                     Józef Piłsudski

Proszę mi wybaczyć, że dość obszernie zajmę się kolejnym kretyńskim pomysłem aktualnej władzy III RP, który w sposób podły kształtować będzie moją i mnie podobnych przyszłość. Przykro mi więc, że będę Państwu głowę zawracał swymi osobistymi sprawami, lecz metody stosowane przez obecną władzę, świadczą o miernym jej charakterze i formacie, co nie wiadomo kiedy i jak dotknąć może także innych.

Za niespełna półtora miesiąca rozpocznę 79 rok swego życia, a zbliżając się do jego kresu dorobiłem się kalectwa określanego w przyznanej mi legitymacji osoby niepełnosprawnej jako „znaczny stopień niepełnosprawności”. Nie mam więc najmniejszych szans na poprawę swej materialnej sytuacji w drodze własnych starań, co aktualni władcy  Polski postanowili wykorzystać by kolejny raz zemścić się na funkcjonariuszu aparatu bezpieczeństwa PRL.

W toku przygotowań jest zmiana ustawy „o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin”. Nie chodzi o wszystkich funkcjonariuszy tych służb, lecz o tych tylko, którzy choćby jeden dzień pracowali w analogicznych formacjach PRL.

Obecna władza nie cieszy się popularnością i uznaniem większości społeczeństwa, stosuje więc metodę wypracowaną przed wieloma laty, która w założeniu nieść ma wzrost akceptacji. Metoda  polega na zaczernianiu obrazu i dokonań poprzednika. PiS używa więc ciemnych i najciemniejszych barw do malowania dokonań Platformy Obywatelskiej. I jedna jest różnica  w tym traktowaniu przeszłości – idzie oczywiście o 45 – lecie PRL. W tym przypadku artystów wszelkich partyjnych odmian ukształtowanych po 1989 r. obowiązuje używanie farb sporządzonych wyłącznie z  gówna dowolnego pochodzenia.

Urzędujący w dzisiejszej Polsce rząd, to twór bardzo osobliwy. Najważniejsze urzędy i  resorty powierzono ludziom o dość miernej osobowości, co pozwala nieformalnemu naczelnikowi państwa, będącemu tylko szeregowym posłem na Sejm,  na skumulowanie w swym ręku praktycznie pełni władzy. Przy nim nawet prezydent państwa i szefowa rządu to osoby niższego sortu. Czy tak stanowi Konstytucja, będąca teoretycznie demokratycznym wyrazem woli większości narodu ? A skądże znowu ! No to niechaj ktoś podskoczy i zażąda zmiany tej sytuacji ! Pojawił się tzw. Komitet Obrony Demokracji, który chciał ją zmieniać.  Ulicznych demonstracji oraz publicznej zabawy było po uszy  i na tym, póki co, się skończyło.

Bezprecedensowe kretyństwo wspomnianego projektu ustawy objawia się bogato. Wspomnę tylko przejawy najważniejsze. Cały okres mej pracy w tzw. służbach specjalnych PRL został nazwany „służbą na rzecz totalitarnego państwa”. Nie ma to nic wspólnego z prawniczym językiem, który powinien obowiązywać w aktach prawnych. Nazwa ta pomija ponadto wszelkie przemiany, które dokonywały się w PRL na przestrzeni 45 lat jej istnienia, a trzeba być skończonym kretynem, by nie widzieć różnicy na przykład pomiędzy pięcioleciem 1949 – 1954, a czasami Gomułki czy Gierka.  Czego jednak można oczekiwać od ministra Błaszczaka, który jest magistrem historii, a nie jest to przecież dziedzina wymagająca tak precyzyjnego myślenia i wyrażania myśli, jak prawo.

11709696_1653148824919139_5909691318305965618_n

Projekt ustawy przypisuje szczególną rolę Instytutowi Pamięci Narodowej, który upoważniony zostaje do wydawania ocen przeszłości funkcjonariuszy służb specjalnych PRL. Z jakiej racji ?  Toż IPN jest instytucją w znacznej mierze zajmującą się propagandą i na podstawie tego rodzaju przesłanek oceniającą ludzi. Jedynym racjonalnym układem odniesienia jest prawo obowiązujące w państwie i tylko naruszenie jego norm może stać się przyczyną rozmaitych restrykcji. Należałoby zatem ustalić czy naruszyłem kiedyś obowiązujące jego normy, czy nie i na tej podstawie dokonywać ocen mej przeszłości oraz emerytalnych uprawnień. Tymczasem  ich podstawę mogą, jak się okazuje, stanowić gusta i oceny osób zatrudnionych w IPN. Równie dobrze władza III RP mogłaby zwrócić się do jakiegoś organu kościelnego o ocenę mych zapatrywań na siłę wyższą i dokonań w zakresie jej czczenia.

Pozytywnie zweryfikowani funkcjonariusze służb specjalnych PRL znaleźli w 1990 roku zatrudnienie w powstałych w III RP organach tego rodzaju. Tymczasem według żenującego pomysłu Błaszczaka  każdy, kto chociaż jeden dzień przepracował w strukturach tzw. komunistycznego aparatu przymusu, traci prawo do świadczeń emerytalnych przysługujących „demokratycznym” policjantom i funkcjonariuszom służb. Czy może być coś podlejszego ? Dlaczego jednak minister Błaszczak nie może postępować podle ? Toż mamy wolność i demokrację !

Czy Błaszczakowi et consortes idzie tylko o funkcjonariuszy służb specjalnych PRL, a w tym zwłaszcza o tych z SB ?  A skądże ! Pan Błaszczak w pomysłach na oceny ludzi jest niewyczerpany. Ostatnio podległy mu i uległy wiceminister Jarosław Zieliński zapowiedział, że do końca roku ok. 500, zajmujących kierownicze stanowiska wszelkich szczebli, funkcjonariuszy policji, którzy swą policyjną służbę zaczynali w MO, straci te etaty. Ludzie nie cierpiący na zaburzenia myślenia mogliby zadać pytanie o prawną podstawę takiej decyzji. Pan wiceminister uprzedził więc tego rodzaju wątpliwości i aby odstawianemu przez siebie spektaklowi nadać już zupełnie już komediowy charakter oświadczył, że decyzja ta to przejaw „sprawiedliwości społecznej”.

I tak podleje nasza codzienność. Być może Kowalski albo Malinowski, którzy w PRL czuli się przymuszani do świętowania 1 Maja czy 22 Lipca cierpieli okrutnie, toteż w ich imieniu minister Błaszczak tamtą Polskę kwalifikuje jako totalitarną. A jaka jest dzisiejsza Polska, której władza nakazuje czcić zbrojne podziemie, dokonujące licznych napadów i brutalnych morderstw w pierwszych latach po wojnie ? Mam w swej bibliotece nieco opisów tych czynów i są one porażające. Mimo to jednak właśnie owi bandyci są wynoszeni dzisiaj do rangi narodowych bohaterów i nie przywiązuje się większej wagi do mordów dokonywanych przez nich na ludziach starych, kobietach i dzieciach. Najpotworniejszy bandytyzm dokonywany w imię tzw. patriotyzmu zyskuje pozytywną ocenę.

Ostatnio zdrajca i szpieg, jakim był Ryszard Kukliński został pośmiertnie awansowany do stopnia generała. Trudno wyobrazić sobie podlejsze dokonanie    władz polskiego państwa. Można prywatnie i na własny użytek wielbić tego rodzaju osobnika, nie wolno jednak tworzyć jego kultu, stanowi to bowiem zachętę by lada kto formułował własne kryteria wierności Ojczyźnie. Dzisiaj jednak żałosne demonstracje tzw. patriotyzmu są więcej warte, niż przejawy wyzbytego teatralności, lecz rzeczywistego przywiązania do kraju, jego tradycji i kultury.

Nikt nie wybiera sobie czasu swych narodzin i przeżywanego okresu kilku dziesiątków lat, na które przypada jego życie. Rzeczywistość, w której żyjemy nie jest dana raz na zawsze i w jednakowym kształcie dla wszystkich. Ulega  nieustannej zmianie, która jest procesem kształtującym się ewolucyjnie, co pozwala człowiekowi stopniowo dostosowywać się do niej i znajdować właściwe dla siebie miejsce. Zdarzają się jednak niekiedy okresy gwałtownych zmian, tą gwałtownością właśnie dzielące ludzi. Po niezwykłej traumie II wojny światowej, niemieckiej okupacji, i przez kilka lat po wyzwoleniu trwającym okresie stalinizmu, nasza rzeczywistość zmieniała się mniej lub bardziej gwałtownie, niosąc z sobą wydarzenia, których charakter jeszcze dzisiaj jest dość trudno jednoznacznie kwalifikować. Los człowieka w znacznym stopniu zależy od nich, nie znaczy to jednak, że jednostka ma prawo dokonywać ocen, które decydować mogą o tym losie. Są normy, które niezależnie od zapatrywań i gustów jednostek, tworzą podstawowe kryteria oceny człowieka. Zbiór tych norm stanowi obowiązujące prawo. To one winny być decydujące, a nie indywidualne wyobrażenia ministra Błaszczaka czy jego przełożonych. Bo albo normalizujemy tę naszą rzeczywistość, albo pozostawiamy ją w podobnym jak w przeszłości kształcie, zmieniając tylko jej barwy.  

 

 

CIĄG DALSZY USTROJOWYCH PRZEMIAN W POLSCE

Polecany

Listopad to w naszym kraju czas wzmożenia uczuć patriotycznych z racji obchodzonego  11 dnia tego miesiąca Święta Narodowego. W tym roku świętowano jednak głównie XIV Rocznicę powołania Lecha Kaczyńskiego na urząd Prezydenta Warszawy oraz  wydarzenie równie doniosłe, jakim było ogłoszenie Chrystusa Królem Polski.

18 listopada 14. Rocznica zaprzysiężena Kaczńskiego na prezydenta W-wy

             Jedna z dwóch najważniejszych uroczystości Listopada A.D. 2016 w Warszawie

Chcę skoncentrować się na bezprecedensowym fakcie, jakim była owa Intronizacja, akt ten sprawia bowiem sporo problemów natury ustrojowej, którym wiele uwagi poświęcić będą musieli nie tylko specjaliści z dziedziny prawa państwowego czy konstytucyjnego, funkcjonujący w licznych uczelniach wyższych III RP, lecz także biskupi diecezji Katolickiego Kościoła z obecnym Prymasem Polski – abp. Wojciechem Polakiem na czele.

Znaczny problem wynika z niefortunnego być może sformułowania, zawartego w Akcie Intronizacyjnym, ogłoszonym urbi et orbi w sobotę 19 listopada w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. Powiedziano w nim oto: Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo(…). I przez to właśnie mogą wystąpić znaczne powikłania w międzynarodowych stosunkach Polski, bo cóż ma znaczyć inwokacja zawierająca apel, by królował Chrystus nie tylko w naszej Ojczyźnie , lecz także w każdym innym narodzie ? Niefortunny ów zwrot może wzbudzać posądzenia o imperialne i odwetowe skłonności Polaków, zwłaszcza, że w dalszej części owej Inwokacji zawierza się Chrystusowi nie tylko wszystko, co Polskę stanowi, lecz wszystkie narody świata a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża.

1050 rocznica Chrztu

                  Zmiana ustroju w Polsce z republikańskiego na monarchiczny była wyrazem

                                                                  woli polskiego  narodu

Sformułowania zawarte w Akcie Intronizacyjnym nie tylko mogą prowadzić do komplikacji w stosunkach międzynarodowych, lecz także wzbudzać niepokoje wewnętrzne. Powiedziane jest oto: Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw. Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa. Organy upoważnione do wprowadzania regulacji prawnych w Królestwie Polskim muszą jednoznacznie zinterpretować ów fragment i wyjaśnić czy odnosi się on tylko do poddanych nowemu władcy Polski z własnej ich woli, czy aktem poddaństwa objęci zostają także ateiści, wyznawcy judaizmu, mahometanizmu oraz wszelkich innych religii, których w naszym kraju nie brakuje.

Wspomniałem wyżej o podstawowych kwestiach ustrojowych, które trzeba będzie wyjaśnić i uregulować w najbliższym czasie, lecz nie mniej ważne  będzie ustalenie struktury władzy w Królestwie Polskim i określenie relacji pomiędzy powołanym właśnie Królem Polski, a prezydentem Andrzejem Dudą, dotychczasowym rządem RP, że o nieformalnym urzędzie Naczelnika Polski nie wspomnę.  Obawiam się, że inicjatorzy zamiany republikańskiego ustroju na królestwo nie zdawali sobie w pełni sprawy z prawnych komplikacji, które zmiana ta wywoła, niezbędnym zatem będzie rychłe uchwalenie nowej Konstytucji, by akt ten prowadził do ustrojowej stabilizacji.

        Grunt dla zmiany ustroju był starannie przygotowywany wkrótce po objęciu władzy    

                                            przez koalicję PiS z ugrupowaniem Kukiza

Znaczny wzrost niepokojów wśród obywateli  III RP, zanim ogłoszeni zostali poddanymi nowego Władcy Polski, wywołała wypowiedź posłanki PiS Beaty Mateusiak – Pieluchy, która wiedząc zapewne wcześniej o planowanych zmianach ustrojowych i pisząc o obowiązkach ateistów oraz ludzi innych wyznań zamieszkałych w Polsce, postulowała na stronie portalu „wPolityce.pl”:  Ale także, powinniśmy wymagać od ateistów, prawosławnych czy muzułmanów oświadczeń, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne. Niespełnianie tych wymogów powinno być jednoznacznym powodem do deportacji.

Pogląd wyrażony przez reprezentantkę rządzącej póki co partii, to zaledwie wierzchołek góry lodowej problemów organizacyjnych państwa, po ogłoszeniu intronizacji Króla Polski. Niemniej doniosłym będzie ustalenie zakresu  kompetencji naczelnika państwa – Jarosława Kaczyńskiego, można bowiem mieć nadzieję, że prezydent Andrzej Duda w całej rozciągłości i bez oporów podporządkuje się nowemu władcy.

Sygnalizuję tu niewielki ledwie fragment problemów, które sprawia zmiana ustroju. Chyba że uroczystość w Łagiewnikach miała tylko teatralny charakter i była jednym ze  spektakli, które w  listopadzie zwyczajowo są prezentowane na narodowych deskach polskiego teatru. Czy wypada jednak w głównej roli tego mimo wszystko przedstawienia obsadzać Boga wszystkich Chrześcijan,  bez zgody innych wielbiących Go nacji ? Równie pobożni Włosi czy Hiszpanie bardzo boleśnie mogą odczuć takie zawłaszczenie.

NEC HERCULES CONTRA PLURES

Polecany

Oto list, który napisałbym i wysłał do Naczelnika Państwa, gdybym znał Jego adres:

Panie Kaczyński !

Tak zwyczajnie, po ludzku, chcę pana przestrzec przed kłopotami w przyszłości. Może się zdarzyć, że władzę w Polsce znów obejmie ugrupowanie kierowane przez jakiegoś skurwysyna, który dla zyskania poklasku poleci zmniejszenie przyznanych wcześniej emerytur. Weźmiesz pan jakiś kredyt, będziesz pan chciał pomóc najbliższym, a tu nagle, z inicjatywy owego gnojka, pańska emerytura ulegnie znacznej redukcji, na przykład o połowę. A będziesz pan już staruchem sporo po 70-ce, mającym  takie same możliwości zyskania dodatkowego dochodu, jak panienka w podobnym wieku z oferowania usług seksualnych.

Panie Kaczyński, znam to z autopsji. Miałem tej emerytury cztery razy mniej, niż ta, jaką panu obiecują, lecz postanowiłem pomóc najbliższym, bo na moje potrzeby wystarczała niewielka część tej kwoty. Toż byłem już sporo po 60-ce ! I wtedy pojawił się w życiu publicznym gnojek, który ogłosił listę zatytułowaną jego nazwiskiem, zawierającą wykazy ludzi do wyklęcia w nowej rzeczywistości. I w ramach tego wyklinania zredukowano mi emeryturę o połowę. A miałem już wcześniej podjęte zobowiązania, które wciąż muszę spłacać. Dzisiaj więc, podchodząc pod 80-kę, mam do dyspozycji niewielki fragment pierwotnej kwoty. A mówią, panie Kaczyński, że zamierzasz pan od nowego roku takim jak ja, znów trzepnąć po poborach.

Panie Kaczyński, powszechnie wiadomo,  że masz pan doktorat z prawa. Znaczyłoby to, że znasz taką na przykład starożytną paremię, która brzmi: lex retro non agit (prawo nie działa wstecz). Już nie wspominam o elementarnym zakazie odpowiedzialności zbiorowej, która pod makijażem tzw. demokracji uprawiana jest dzisiaj nagminnie, choćby za pomocą żałosnej instytucji pod pełną kabotyńskiej pretensjonalności nazwą Instytutu Pamięci Narodowej.  Mało tego, wziąłeś pan sobie do pomocy prezydenta, który także jako doktor prawa powinien pilnować jego przestrzegania w państwie. A tymczasem zajmuje się on na przykład szerzeniem kultu tzw. żołnierzy wyklętych, którzy w swej większości byli w istocie pospolitymi bandytami. Mam już swoje lata, panie Kaczyński, znam więc wiele przypadków ich dokonań w takich właśnie rolach, także na moich bliskich.

Dlaczego to wszystko piszę ? No bo zwyczajnie, tak po ludzku, chcę pana przestrzec przed skutkami tak wysokiej emerytury, jaką podlegli i ulegli funkcjonariusze różnych służb zechcą panu przyznać albo już przyznali. Przez kilka miesięcy, a nawet lat, będziesz pan ją pobierał w takiej wysokości,  aż tu nagle, dzięki cudowi tzw. demokracji,  władzę w garść weźmie kolejny kretyn, który popularność, a nawet umiłowanie wyborców, zyska gnojąc swych poprzedników. Nie cierpię, panie Kaczyński, na żadne narodowe kulty, toteż domyślam się tylko jaką część polskich wyborców stanowią durnie, dla osłonięcia tej cechy zwący się pobożnymi patriotami. Co ja zresztą będę panu tłumaczył – sam pan dobrze to wiesz, boś korzystał nie raz ze wsparcia redemptorysty Rydzyka.

15078578_1874702179430468_6672569431947951782_n

Nie należę, panie Kaczyński do pańskich zwolenników, żywię więc przekonanie, że narobiłeś pan w toku sprawowania władzy sporo głupstw, choć niewykluczone, że intencje miałeś Pan przyzwoite. Zdarzały się więc próby sensownych dokonań, do których należy na przykład sprawa własności warszawskich nieruchomości. Urodziłem się panie Kaczyński przed wojną w Warszawie i mieszkam w niej od urodzenia, toteż doskonale pamiętam widok tego miasta tuż po jego wyzwoleniu w styczniu 1945 r. Jedna wielka ruina !  Gdyby nie „dekret Bieruta” z października 1945 r. i przejecie przez państwo dzieła odbudowy miasta, narazilibyśmy się na niebotyczne kłopoty. Być może był inny, lepszy sposób rozwiązania tych problemów, lecz w istniejących wówczas warunkach wybrano ten i przyniósł on wiele pożytku. Tymczasem niebaczna na wspólne dobro hołota, która w ostatnich latach dorwała się do mlekodajnych cycków władzy, postanowiła zawrócić historię i dobra te zawłaszczyć. Chwałę niesie panu przeciwstawienie się takim dokonaniom, lecz od ponad dwóch dziesięcioleci funkcjonują w Polsce mechanizmy preferujące prywatę i nie wróżę panu wielkich sukcesów w dziele obrony dobra wspólnego. Szczerze mówiąc kierowana przez pana ekipa także głupstw już nawyprawiała nie mało, choćby w obszarze narodowej obrony, spraw zagranicznych czy wymiaru sprawiedliwości.  Poniechajmy wszakże rozrachunków.

Ze względu na wiek oraz zaawansowane inwalidztwo, nie mam już tak licznych i częstych jak niegdyś kontaktów z ludźmi. Docierają jednak wieści, że podległa ekipa zamierza usatysfakcjonować pana wysoką emeryturą, takich jak ja natomiast, mnie podobnych oraz wielu innych, nieskażonych nawet idiotycznym zarzutem „komunistycznej przeszłości”, znów oskubać. A w lansowaniu takich zamysłów całe zastępy polskiego kretyna niosą nieocenioną pomoc. Przed dwoma chyba miesiącami czytałem w jednym z wielkonakładowych  szmatławców, że emerytury takich jak ja sięgają nawet 21 tysięcy PLN miesięcznie i zapewne podatna na takie wieści biedota skwapliwie w to uwierzyła.

Mam przed sobą dokument – decyzję o ostatniej waloryzacji mej emerytury.  W 1989 r. odchodziłem w stan spoczynku z dość wysokiego stanowiska zastępcy szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych do spraw SB w stopniu pułkownika. Po wielokrotnych wikłaniach i zmianach wysokości tego świadczenia, obecnie wynosi ono 2065,26 zł., w czym zawarty jest przyznawany z racji ukończenia 75 lat dodatek pielęgnacyjny w wysokości 208, 17 zł. Nie wspominam o potrąceniach, których dokonuje komornik na rzecz spłaty zobowiązań podjętych w czasie, gdy moje pobory były około dwukrotnie wyższe, dzięki czemu ich dzisiejszy stan byłby dawno zerowy.

I to byłoby na tyle refleksji człowieka, który znalazł się na jednym z najniższych szczebli społecznej drabiny już to z racji wieku i kalectwa, już to z tytułu swej przeszłości, w której nie ma żadnych naruszeń powszechnie obowiązującego prawa, ani przypadków nadużyć mających nieść nieuprawnione korzyści. Cóż jednak poradzić na trafność reguły zawartej w łacińskim tytule niniejszego felietonu, który w tłumaczeniu na polski brzmi: I HERKULES DUPA, KIEDY LUDZI KUPA.       

CO NAS POŁĄCZY ?

Polecany

Co to jest ustrój państwa ? Pytanie jest nieprecyzyjne, nie wiadomo bowiem czy idzie o ustrój polityczny, czy o ekonomiczno-społeczny.

Dzisiaj obowiązuje pogląd, że panującym utrojem w Polsce jest tzw. demokracja. A cóż to takiego ? Otwieram II tom Ecyklopedii Popularnej PWN, wydanej przez  Świat Książki w 1997 roku i na stronach 336 – 337 znajduję 11 definicji tego pojęcia; pierwsze, najogólniejsze mówi o demokracji bez przymiotników, a pozostałe 10 to alfabetycznie rzecz ujmując: antyczna, bezpośrednia, burżuazyjna, kierowana, ludowa, pośrednia, socjalistyczna, szlachecka, wewnątrzpartyjna, wojenna. Uffff!

Samo pojęcie, bez przymiotników, też ma trzy znaczenia:

- władza ludu, społeczeństwa;

- forma ustroju państwa, w którym oficjalnie uznaje się wolę większości obywateli jako źródło władzy i przyznaje się wszystkim obywatelom swobody i prawa polityczne zapewniające im udział w sprawowaniu władzy;

- synonim samych tylko swobód i  praw obywatelskich.

Sprawa okazuje się być dość znacznie pogmatwana, ujmijmy ją zatem w historycznym aspekcie. Za wynalazcę demokracji uchodzi żyjący w VI – V wieku p.n. e. ateński polityk Klejstenes. Na czas życia jego kuzyna – Peryklesa (ok. 500-429 p.n.e)  – przypada rozwój i rozkwit systemu. Ówczesne Ateny to miasto-państwo liczące sobie ok. 120 tys. mieszkańców z kobietami, dziećmi oraz niewolnikami włącznie. Pełnoprawni obywatele, posiadający prawo głosu stanowili 30 – 40 tys. mieszkańców, nie wszyscy jednak musieli być miłośnikami władzy ludu, zdarzało się bowiem, że zwłaszcza po śmierci Peryklesa, nazywano ją ochlokracją, a ochlos to tłum i motłoch. Zatem ustrój z czasem zmarniał.

Podstawę ateńskiej demokracji stanowiły: rządy większości, rotacyjność urzędów oraz masowy udział w sprawowaniu władzy poprzez uczestnictwo obywateli w Zgromadzeniu Ludowym. Czy jednak zapał do brania udziału w obradach tego gremium był powszechny ?  Perykles jako mecenas sztuki oraz protektor wielu wybitnych artystów (np. Fidiasza, Anaksagorasa czy Sofoklesa) zaordynował wprowadzenie zasiłku teatralnego, by ubożsi obywatele mogli uczestniczyć w teatralnych przedstawieniach, nie da się jednak dzisiaj ustalić czy uczynił to z potrzeby serca, czy chciał w ten sposób zyskać popularność. Nie ma możliwości, by w tym zakresie dokonać sensownych porównań, bo jeśli, na przykład, Jarosław Kaczyński na miesiąc przed następnymi wyborami wykupi dla PiS-owskich wyborców, ich rodzin oraz sąsiadów darmowe bilety do kin i do cyrków, to czy jego popularność wzrośnie ? Trudno przewidzieć.

090915_soccer_donald_trump_pi_ch_vresize_1200_675_high_97_45682700

Przed kilkoma dniami w prezydenckiej kampanii w Stanach Zjednoczonych zwyciężył  Donald John Trump. Wprawdzie decydujące głosowanie elektorskie odbędzie się 19 grudnia, trudno jednak sobie wyobrazić, by nie został on zaakceptowany przez reprezentantów swej partii. Pragnę wszakże zwrócić uwagę na pewien osobliwy i szerzej nieznany symptom więzów amerykańskiego prezydenta-elekta z Polską. Póki co niekwestionowanym wodzem naszego kraju i części narodu jest Jarosław Kaczyński. Jak wiadomo urodził się on 18 czerwca  1949 roku, co znaczy że na świat przyszedł pod znakiem Bliźniąt. I trzeba trafu, że pod tym samym znakiem, aczkolwiek ledwie trzy lata i cztery dni wcześniej – 14 czerwca 1946 r. – przyszedł na świat prezydent największego mocarstwa na świecie.

Niezbadane są wyroki Opatrzności i nie odgadniesz człowieku, co je zapowiada. Czy bliskość daty narodzin owych dwóch wybitnych mężów stanu oraz umiłowanie żywione przez nich dla demokracji zapowiadają nieograniczone jej trwanie ? Przed wieloma laty naród polski dał się zwieść i rzeczywistość zgotowała nam wielki zawód. Dlatego od nowa odczytywane hasło: przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi, przykład Stanów Zjednoczonych, pomoc Stanów Zjednoczonych, oto źródło naszych zwycięstw – będzie nam nieodłącznie towarzyszyć w naszych poczynaniach. Wspólny Znak Zodiaku przywódców naszych państw zacieśni łączące nas więzy.  

JAK SIĘ ODLEWICOWUJE LEWICOWĄ PRL

Polecany

                                                           Mając takich przyjaciół,

                                                           nie potrzebujemy już wrogów

                                                                                              Winston Churchill

Znajduję w Internecie informację, że współprzewodniczącą centrolewicowego ugrupowania o profilu socjalliberalnym i antyklerykalnym, funkcjonującego pod nazwą TWÓJ RUCH, jest Barbara Nowacka. Drugim współprzewodniczącym jest Janusz Palikot.

 Pogrzebałem w Internecie i okazało się, że Barbara Nowacka była także liderką ZJEDNOCZONEJ LEWICY  –  koalicji wyborczej zawiązanej na wybory parlamentarne w 2015 przez Sojusz Lewicy Demokratycznej, Twój Ruch, Polską Partię Socjalistyczną, Unię Pracy i Partię Zieloni. W wyniku wyborów ugrupowanie nie zdołało przeforsować żadnej kandydatki ani kandydata do parlamentu.

Chcąc mimo to dać Polakom nadzieję na lepszą przyszłość, w lutym bieżącego roku pani Barbara założyła stowarzyszenie INICJATYWA POLSKA, tak uzasadniając decyzję w tym przedmiocie:  Nie próbujemy zjednoczyć żadnych partii, nie szykujemy się dziś do żadnych wyborów, szykujemy merytorycznie i programowo propozycję dla Polek i Polaków, by mieli nadzieję, że Polska może być państwem postępowym i nowoczesnym.(…) „Inicjatywa Polska” ma zajmować się polityką mieszkaniową, rodzinną, kulturalną i gospodarczą . 

Ostatnio Barbara Nowacka udzieliła wywiadu dziennikarce GAZETY WYBORCZEJ *), która zapytała ją także o to, dlaczego różniące się między sobą lewicowe partyjki nie mogą się połączyć i zbudować silnej lewicy ? A dlaczego różniąc się, mamy się teraz łączyć ? – odpowiedziała także pytaniem.

 Sytuacja po lewej stronie polskiej sceny politycznej jest tak niezwykle złożona, że niekiedy wręcz zabawna. Publiczność już w ubiegłym roku  była znużona trwającym spektaklem, toteż Szef SLD Leszek Miller  postanowił dostarczyć jej nieco rozrywki i w wyborach prezydenckich wylansował Magdalenę Ogórek na kandydatkę swego ugrupowania. Zdobyła 2,38 % głosów ważnych i ubaw był po pachy. I tak oto prezentuje się polska lewica, co znakomicie wyraża stare polskie porzekadło ni pies to, ni wydra, coś na kształt świdra.

                             1444122471_3qgc4z_600

We wspomnianym wyżej wywiadzie dla GAZETY WYBORCZEJ został poruszony także problem sytuacji kobiet w PRL. Tak ją charakteryzuje Barbara Nowacka: W PRL przecież kobiety też były ofiarami patriarchatu, przemocy i miały zniko­me szanse na awans, bo rozbijały głowy o szkla­ny sufit. Presja wywierana na nas w sprawach cie­lesności była olbrzymia. Opowiadanie o życiu prywatnym służyło do sekowania i zastraszania kobiet, w czym wyspecjalizowała się SB. I tu ubaw się kończy.

Barbara Nowacka urodziła się 10 maja 1975 r., zatem w ostatnim roku istnienia PRL miała ledwie 14 lat. Co za zboczeniec wywierał wówczas na nią  olbrzymią  presję  w sprawach cielesności ? Należałoby podać jego imię i nazwisko, by prokurator mógł dobrać się mu do tyłka mimo przedawnienia! Gdy jednak pada pomówienie, że  to Służba Bezpieczeństwa w czasach PRL specjalizowała się w sekowaniu i zastraszaniu kobiet na podstawie opowiadań o ich życiu prywatnym, żarty się kończą. To już jest zwykłe draństwo. Korzysta pani Nowacka z tego, że w istniejącej dzisiaj sytuacji lada komu wolno na temat PRL, a zwłaszcza funkcjonującej wówczas Służby Bezpieczeństwa, głosić najbardziej krańcowe idiotyzmy ?

I co, pani Barbaro, tego rodzaju pomysły mamy kojarzyć z lewicowością ? 

___________

*) Patriarchat skona – z Barbarą Nowacką rozmawia Dorota Wodecka; „Gazeta Wyborcza – Magazyn Świąteczny” – 29-30 października 2016.

 

 

 

TRADYCJE BUDOWNICZYCH OJCZYSTEGO GMACHU

Polecany

17 października „Wiadomości” TVP1 we właściwy sobie sposób uczciły 70-te urodziny       Adama Michnika. Wypomniano mu poparcie dla środowisk postkomunistycznych, sprzeciw wobec lustracji, udział w aferze Rywina oraz uczestnictwo w demonstracjach Komitetu Obrony Demokracji. Nie pominięto oczywiście najbardziej obciążającego faktu, tego mianowicie, że przyrodnim jego bratem jest Stefan Michnik, w okresie stalinowskim wydający wyroki śmierci na tzw. polskich patriotów, za co nie poniósł kary, bo mieszka w Szwecji, której władze odmówiły jego ekstradycji. Jednym słowem potraktowano Adama Michnika tak, jak „Gazeta Wyborcza” niejednokrotnie traktowała i wciąż niekiedy traktuje PRL oraz osoby identyfikowane z tamtym systemem.

Trzeba przyznać, że w konkurencji szczucia na PRL i wszelką tzw. komunę dziennik kierowany przez Adama Michnika spadł z dość wysokiej niegdyś pozycji, dając się wyprzedzić rozmaitym gazetom o profilu narodowo-patriotycznym.

Wbrew nadziejom miłośników różnych ustrojów społeczno-ekonomicznych, a choćby tylko politycznych – żaden z tych systemów nie jest wieczny i zdolny trwać niezmiennie. Kiedyś, ponad dwieście czy trzysta lat temu, zmian ustrojowych w Anglii i we Francji trzeba było dokonywać w drodze krwawych rewolucji. Jeszcze bardziej okrutna była radziecka w Rosji w 1917 – 1918 roku. W przeciwieństwie do  nich wręcz bezboleśnie dokonano  ustrojowej przemiany w Polsce w 1989 r. co wskazuje, że możliwe są w tym zakresie przeobrażenia ewolucyjne.

 Pojawiło się wszakże i wciąż daje o sobie znać pewne kuriozum, które sprawia wrażenie osobliwie polskiego. Chodzi mi o nieustannie praktykowane szczucie ludzi na siebie, wzbudzanie uprzedzeń i wręcz nienawiści. Zaznałem tego niejednokrotnie jako czynny, a później już tylko były oficer peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa. Było to zjawisko przywodzące na myśl odpowiedzialność zbiorową. Bo ja, a także  większość mych przyjaciół i znajomych  z ulicy Rakowieckiej w Warszawie, nie popełniliśmy żadnego czynu prawem zabronionego, praktycznie jednak zaczęto nas karać na różne sposoby, ze znaczną obniżką emerytur włącznie. Pojawili się wpływowi durnie, głoszący potrzebę rozliczeń, weryfikacji i lustracji, wykazujący w tych poczynaniach sporą pomysłowość. Nikomu jednak nie wpadł do głowy pomysł zastosowania ewolucyjnej formuły: no dobra, zrobiono wiele, lecz potrzebne są dalsze zmiany, a tych nie dokona dotychczasowa ekipa. Toż byłoby to niezgodne z powstaniową tradycją Polaków ! I tak oto doszło do burzenia wszystkiego, by na gruzach tzw. komuny budować nową Polskę: pobożną, patriotyczną i wierną mocarstwowej tradycji.

Zamiłowanie do budowania na zgliszczach sprawiło, że zadecydowano rujnować coraz to nowsze budowle, przystąpiono zatem do burzenia gmachu wzniesionego przez Platformę Obywatelską et consortes. Mamy więc nowe rumowisko, a  na nim a to aferę reprywatyzacyjną w Warszawie, a to głupawe potyczki o model oświaty, to znów awanturę w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, że o żałosnych wygłupach wokół lotniczej katastrofy pod Smoleńskiem czy próbach kompromitacji pierwszego w historii Polaka, któremu powierzono funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej nie wspomnę.

W klubie 70-cio letnich zgredów funkcjonuję od ośmiu lat. Nie mając żadnego wpływu na to, co dzieje się wokół, z rosnącym rozbawieniem przyglądam się końcówce politycznej aktywności nowego członka klubu – Adama Michnika. Uczynił sporo, by w perzynę obrócić PRL, założył także temu służącą gazetę, która z czasem stała się jednym z najlepszych polskich dzienników. A teraz miłośnikom polskości i budowniczym nowego gmachu zaprojektowanego przez architektów z PiS, zaczyna służyć do tego, do czego redaktorom Gazety Wyborczej w przeszłości służyłem ja i mnie podobni. I jeśli istnieje jakaś nadprzyrodzona opatrzność, to będę ją prosił, by dała mi doczekać czasu, gdy zgodnie z polską tradycją nowi kandydaci na zbawców ojczyzny spod nieznanego jeszcze znaku, dobiorą się do tyłków budowniczym z firmy Prawo i Sprawiedliwość z tyłkiem jej prezesa na czele.

 

NOSIŁ WILK RAZY KILKA, NIOSĄ TERAZ WILKA

Polecany

Na Facebooku znalazłem fotografię tajnych niegdyś dokumentów, mających świadczyć o rzekomej współpracy ojca braci Kaczyńskich  ze służbami specjalnymi PRL. Nie  dziwi ta publikacja, bo kretynów jest ci u nas dostatek, a przyrost naturalny ludzi tego gatunku jest tak znaczny, że coraz częściej jego przedstawiciele mianowani bywają na ważne w państwie stanowiska. Nie o to jednak idzie. Dokumenty zostały udostępnione jakiemuś durniowi przez tzw. Instytut Pamięci Narodowej – instytucję  hojnie finansowaną z państwowego budżetu i mającą za te pieniądze stanowić najważniejszy instrument państwowej propagandy. I tu zaczyna się problem. Ponieważ w Polsce od circa dwóch setek lat panuje moda na dość osobliwie pojmowany  patriotyzm, uchodząca za naukową instytucja zajmuje się jego upowszechnianiem w formule Bóg, honor, ojczyzna. Jednym z  najważniejszych jej elementów jest antykomunizm.

Komunizmu w rzeczywistej jego postaci nigdy w Polsce nie było, a  partia polityczna, w nazwie określana mianem komunistycznej, funkcjonowała tylko w międzywojennym dwudziestoleciu.*)  Po powstaniu PRL pod tym mianem nie odrodziła się. Można sobie dowolnie dywagować na temat Polskiej Partii Robotniczej oraz powstałej w 1948 roku Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, lecz obydwa te polityczne ugrupowania miały z komunizmem w przybliżeniu tyle samo wspólnego, co obecna Polska z tzw. demokracją wynalezioną i uprawianą w starożytnych Atenach.

Oto jeden z żałośniejszych przejawów wolności

                     w dzisiejszej Polsce

Intensywnie szerzona w III RP propaganda sprawiła, że nazwa „komunizm” (ze wszystkimi jej pochodnymi) nabrała zdecydowanie pejoratywnego znaczenia i z reguły używana jest teraz jako epitet, a nie miano mające oddawać rzeczywisty charakter politycznego ugrupowania, a tym bardziej państwa. Z dawnych czasów wyniosłem szacunek dla ludzi nauki, toteż ze sporym zakłopotaniem odnotowuję używanie tego określenia w takim właśnie znaczeniu, przez wielu profesorów renomowanych uczelni humanistycznych.

Wróćmy wszakże do wspomnianego wyżej Instytutu Pamięci Narodowej. W 2004 roku, a może nawet wcześniej, częstym jego bywalcem musiał bywać Bronisław Wildstein, skoro na początku 2005 roku zdołał opublikować w Internecie listę 80 458 osób, mających być tzw. osobowymi źródłami informacji służb specjalnych PRL. Zwykle aktywność tego rodzaju służb stanowi państwową tajemnicę, co zapewne sprzyja demonizowaniu ich działań. Okazało się jednak, że wszelkie rekordy w tym zakresie pobiło dopiero ujawnienie efektów ich funkcjonowania. 

Nie ulega wątpliwości, że istnieje bezpośredni związek między przejawami okrucieństwa funkcjonariuszy powojennego resortu bezpieczeństwa publicznego z działalnością i dokonaniami ówczesnego zbrojnego podziemia, lecz od tego jest propaganda, by zależność tę zatrzeć. W efekcie mamy zatem wizerunki szlachetnych i Bogu ducha winnych patriotów zwanych „żołnierzami wyklętymi” oraz funkcjonariuszy ówczesnej bezpieki bezprzyczynnie znęcającymi się nad nimi.

Trudno wyliczyć choćby część żałosnych konsekwencji sprawianych  udostępnianiem wszelkiej publice dokumentacji funkcjonowania służb specjalnych PRL. Bezpodstawna jest nadzieja, że przyczyniło się to do sporządzenia rzeczywistego obrazu ich funkcjonowania. Wprost przeciwnie ! Dostarczyło raczej bodźca i narzędzia dla formułowania dowolnych ocen ludzi ówczesnej Polski. Jak się okazuje także tych, którzy są przodkami twórców III RP w dzisiejszym jej kształcie.

________________

*) Komunistyczna Partia Polski – powstała w grudniu 1918 roku z połączenia SDKPiL oraz PPS-Lewicy. Funkcjonowała do sierpnia 1938 r.

 

 

MEANDRY ŚWIETLANEJ PRZYSZŁOŚCI

Polecany

 

                                            Motto:

                                                       Lubię świnie.

                                                       Psy patrzą na nas z podziwem,

                                                        koty patrzą na nas z góry,

                                                        a świnie traktują nas jak równych sobie.

                                                                                         Winston Churchill

 

Bardzo niedawno, bo 19 września obecny minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak skończył 47 lat i wykonał tym samym kolejny krok na drodze zyskiwania kompetencji do uprawiania polityki. Wprawdzie ministrami w różnych rządach zostają nawet ludzie znacznie młodsi, lecz są oni tylko instrumentami, na których  potrzebne sobie melodyjki wygrywają bardziej doświadczeni. Mistrzowsko posługiwał się taką polityczną smarkaterią minister Macierewicz, lecz nawet on wpakował się w kłopoty z Francuzami w sprawie helikopterów i nie ma na kogo zwalić teraz winy. Tymczasem Mariusz Błaszczak dobrze wie jak się zabezpieczyć przed taką wpadką.

Pierwszą jego decyzją, którą był podjął jeszcze przed oficjalnym objęciem urzędu ministra spraw wewnętrznych i administracji w rządzie nadzorowanym przez prezesa wiodącej partii narodu, było przywołanie do gmachu na Rakowieckiej 2 w Warszawie doświadczonego egzorcysty z duchownego stanu katolickiego Kościoła. Trzeba mieć inteligencję tego znacznie młodszego od Macierewicza aktywisty PiS, by zdać sobie sprawę z tego, co Szatan musiał pozostawić w gmachu wybudowanym w Warszawie w II połowie lat 50. ub. wieku, który stał się siedzibą najbardziej bezbożnej instytucji komuny. I można machnąć ręką na to, co działo się w nim w tamtym czasie, lecz tego, że nawet absolwentka studiów teologicznych Teresa Piotrowska, która kierowała tym resortem pod rządami Ewy Kopacz, nie pomyślała, by Złemu uniemożliwić wpływ na niezwykle ważną dziedzinę polityki polskiego państwa, minister Błaszczak nie był w stanie pojąć. Toteż zarządzone przez niego egzorcyzmy ukazują jak prawdziwa jest jego troska o właściwe funkcjonowanie ważnej dla państwa instytucji.

09a32f31b26b5efce854c454e33418eb8727f290Niezwykle cenną cechą Mariusza Błaszczaka jako strażnika wewnętrznego bezpieczeństwa Polski i Polaków, jest zdolność dostrzegania zagrożeń tam, gdzie praktycznie nikt dostrzec ich nie jest w stanie. Przypomnę znamienne zdarzenie, o którym dość szybko zapomnieliśmy. Przed kilkoma miesiącami, 14 lipca w Nicei, późnym wieczorem, 31-letni obywatel Tunezji, posiadający kartę stałego pobytu i pozwolenie na pracę we Francji, prowadzonym przez siebie ciężarowym samochodem wjechał w tłum zgromadzony na jednej z ulic miasta z okazji obchodzonego Dnia Bastylii. Różne były pomysły na wyjaśnienia przyczyn tego zamachu, lecz generalnie postrzegany on był w kontekście działań arabskich terrorystów. I tylko minister Błaszczak zwrócił uwagę na rysowane kredkami na chodnikach miasta kolorowe, w bogatych barwach tęczy kwiatki, będące wyraźnym nawiązaniem do kultury LGBT oraz królującej na Zachodzie ideologii multi- kulti, która przynosi takie właśnie, tragiczne rezultaty. Świadczy to także o wielkiej odwadze pana Ministra, bo w tym przedmiocie jego najwyższy przełożony może mieć dość odmienne zapatrywania.

Minister Błaszczak doskonale rozumie, że Polska zaczyna się od PiS i wszystko, co było wcześniej, należy bezwzględnie usunąć. Ostatnio kierownictwo resortu SW podjęło znamienną decyzję, mającą na celu ostateczne oczyszczenie tej niegdysiejszej stajni Augiasza z pozostałości dawno minionych czasów. Z początkiem nowego roku stracą zatem stanowiska komendantów wszelkich szczebli, ich zastępców oraz naczelników wydziałów wszyscy funkcjonariusze policji, którzy służbę w rozpoczęli jeszcze w MO przed 1989 rokiem. Będzie to zapewne kilkaset osób. Kierownictwo resortu ma obecnie pewne trudności ze znalezieniem podstawy prawnej dla dokonania tej personalnej czystki, lecz nie takie trudności potrafiło ono pokonać.

O tym się nie mówi, lecz logika dotychczasowych działań przodującej partii polskiego narodu zdaje się wskazywać główny cel, ku któremu ona zmierza. Nie ulega wątpliwości, że czasy PRL naznaczone były brakiem bożej akceptacji i trudno dzisiaj ustalić czy stygmatem tym napiętnowani zostali wszyscy, którzy na świat przyszli między 1945 i 1989 rokiem, czy tylko ponad 3 milionowa rzesza członków PZPR, a w tym zwłaszcza byli funkcjonariusze SB i MO. Podejmowane są zatem działania na rzecz obniżenia wieku emerytalnego, których celem jest w istocie oczyszczenie Polski z wpływów ludzi tamtego czasu. Trwają też intensywne prace nad metodologią badań wnętrza człowieka, które miałyby umożliwić bezbłędną ocenę jego rzeczywistych zapatrywań i celów działania. Hipotetycznie przyjęto, że niepokalany w tym zakresie jest prezes PiS oraz najbliżsi jego współpracownicy, istnieje jednak potrzeba bezwzględnego uwiarygodnienia tej diagnozy oraz poszerzenia bazy ludzi pewnych, na których można polegać w procesie budowy nowego państwa.

kaczynski-jestem-taki-samotny-no-nawet-hitler-mial-dziewczyne-blaszczakA jest to dziedzina niezwykle delikatna i podatna na działania wroga. Za przykład niechaj posłuży skuteczność wprowadzenia w błąd prezesa PiS, który w kwietniu 1998 r., a więc jeszcze przed powołaniem do życia partii, w wywiadzie udzielonym „Gazecie Polskiej” mówił o Radiu Maryja: Po naszej stronie działają aktywnie rosyjskie służby specjalne. Radio Maryja jest dziś głęboko antyzachodnie, niechętnie nastawione do hierarchii kościelnej, prorosyjskie, wcale nie nieżyczliwe PRL, ma nadajniki na Uralu. W Rosji panuje wprawdzie bałagan, ale niektórych rzeczy pilnują tam jednak dość dobrze. Upłynąć musiało sporo czasu zanim prezes naprawił swój błąd i podjął pełną współpracę z ojcem Rydzykiem, która wytycza szlaki korzystnego rozwoju kraju i panujących w nim stosunków. Należy mieć nadzieję, że dopiero teraz spełni się zapowiedź świetlanej przyszłości, której wzór wypracowany był jeszcze w czasach PRL i zawarty w znanym haśle, które dzisiaj, po niezbędnej  korekcie będzie brzmiało: PRZYKŁAD RADIA MARYJA, POMOC RADIA MARYJA, PRZYJAŹŃ Z OJCEM RYDZYKIEM, OTO ŹRÓDŁO NASZYCH ZWYCIĘSTW.

SMUTNY TEATR NA WESOŁO

Polecany

Rozgorzał w Polsce spór o prawo skrobankowe. Teoretycznie można by zaufać  paniom ze sfer rządowych i parlamentarnych, które utraciły zdolność rozmnażania się, a wraz z nią ograniczającą umysłowo podatność na erotyczne podniety, na przeszkodzie stanął wszakże pewien szkopuł. Okazało się mianowicie, że parlamentarni reprezentanci wiodącej siły narodu, niezależnie od zaaplikowanej im w toku poczęcia płci, są niezwykle religijni, a zatem bezgranicznie posłuszni dyrektywom kręgów kierowniczych  Kościoła katolickiego w Polsce. Ponieważ religijna wiara i ślepe posłuszeństwo są czynnikami wyłączającymi, a przynajmniej znacznie ograniczającymi myślenie, prezes wiodącej w Sejmie partii narodu zaczął bywać u ojca Rydzyka i modlić się publicznie, by pozyskać umiłowanie religijnego  elektoratu. I nastał dzień 25 miesiąca października Roku Pańskiego 2015, i 50,91% polskiego elektoratu ruszyło do wyborczych urn, i stało się – zapewne nie bez wpływu Siły Wyższej, że 37,58 procentów spośród tych, co ruszyli, zagłosowało na PiS – partię kierowaną przez oberpremiera i nadprezydenta Polski.

Intuicja pozwala mi sądzić, że wódz PiS nie jest człowiekiem przesadnie nabożnym, co ułatwia mu zapewne racjonalne pojmowanie przydatności religii w toczących się sporach politycznych. Ideologia kierowanej przez niego partii jest nader skromna, a zatem mało przydatna jako instrument kierowania masą członkowską i elektoratem, toteż sensownie uznał, że oddziaływająca głównie na emocje religia, połączona z silnie eksponowanymi wątkami patriotyczno-narodowymi, procesy te znacznie uprości, przydając im skuteczności. Jak to zwykle bywa redukcja myślenia zarówno w skromnych rzeszach członków partii, jak również wśród wyborców znacznie ułatwiła ich zdyscyplinowanie. Reszty dopełniły obietnice w rodzaju 500 plus !

Interesujące, choć nienapawające optymizmem refleksje wzbudza społeczno-polityczna sytuacja w dzisiejszej w Polsce. Jest ona oczywiście skutkiem rewolty zapoczątkowanej w sierpniu 1980 r. przez tzw. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Był to teoretycznie związek zawodowy, a w rzeczywistości ruch społeczny niemający żadnego realistycznego planu korzystnych zmian dla Polski. Istota jego programu sprowadzała się do „obalenia komuny”, bo przecież sławetne 21 postulatów ogłoszonych 17 sierpnia 1980 r. przez Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Gdańsku,  był to tylko pierwszy skuteczny krok na drodze ku zdezorientowaniu społeczeństwa. „Obalenie komuny” stało się z czasem głównym hasłem „Solidarności”, nigdzie jednak nie wspominano o tym, co tę „komunę” miało zastąpić. Bo gdyby ogłoszono, że idzie o zainstalowanie ustroju kapitalistycznego, ku czemu rzeczywiste kręgi kierownicze solidaruchów od początku zmierzały, mogłoby to sprawić znaczny spadek społecznego poparcia. Głównym hasłem stała się zatem demokracja, której uznanie za główny cel dążeń społeczeństwa, było zarazem przejawem skrajnego jego ogłupienia. Demokracja jest bowiem teoretycznie systemem rządów i formą sprawowania władzy, a w istocie tylko sposobem wyrażania woli większości obywateli w trakcie odbywających się raz na kilka lat wyborów parlamentarnych lub samorządowych.  W nazwie tej nie ma wskazówki odnoszącej się do tego jaka grupa społeczna  sprawuje w państwie władzę i w czyim interesie jest to czynione. Gdy w komputerze wpisuję hasło ustrój państwa, uzyskuję taką jego definicję:  struktura organizacyjna, kompetencje i określone prawem wzajemne zależności organów państwa. W innym ujęciu określenie dla dowolnej formy sprawowania władzy publicznej; zespół zasad dotyczących tej władzy w państwie, a także metod jej wykonywania.  Ani słowa o wiodącej sile społecznej w państwie, której interesom jest ono podporządkowane. Tym zajmował się marksizm, a wraz z wyklęciem komuny, został on również unieważniony.

kaczynski-na-urodzinach-radia-maryja_21520397

Co zatem jest grane ?  Na polskiej politycznej scenie, wbrew jej przeznaczeniu,  prezentowane są spektakle, tak mające chłonąć uwagę zgromadzonej na widowni publiki, by ta nie spostrzegła nawet, że to co rzeczywiście powinno być jej ukazywane, grane jest za kulisami dla niewielkiej grupy widzów, których spora część to jednocześnie aktorzy. Wszelkiej gawiedzi  natomiast udostępniane są przedstawienia w rodzaju granego od kilku lat dreszczowca pt. Smoleńska katastrofa, ze względu na zmieniającą się obsadę aktorską coraz częściej zawierającego wątki komediowe. Także coraz bardziej zabawne jest erotyczne widowisko na temat zapładniania kobiet; jego twórcy sprawstwo tego aktu przypisują Sile Wyższej, która w tej czynności posługuje się męsko-damskimi narządami o wielorakim przeznaczeniu.

Skoro już weszliśmy na ścieżkę, którą okupuje polskie duchowieństwo, nie mogę nie podjąć wątku, który zapewne porusza niejedną Polkę i niejednego Polaka. Idzie mianowicie o przejęcie przez kler prawa do wyłącznej decyzji o losach ciąży, w jaką w rozmaitych, nie zawsze normalnych okolicznościach zachodzi kobieta. Jest to niezwykle znaczący sygnał, że polski Kościół staje się w istocie totalitarną instytucją, która zmierza do przejęcia coraz pełniejszej kontroli nad społeczeństwem w wielu aspektach życia publicznego i prywatnego.

Któregoś dnia jednego z pierwszych miesięcy 1938 roku, wkrótce po urodzeniu, zostałem ochrzczony w jednym z warszawskich kościołów. Nikt mnie nie pytał o zgodę i nic dziwnego, bo jako niemowlak pojęcia przecież nie miałem o co w tym wszystkim idzie. Obecnie coraz częściej znajduję w mediach informację, że w Polsce jest ok. 99 % katolików, co jest oczywiście informacją skrajnie nieprawdziwą. Do tego grona zaliczany zapewne jestem także ja, bo nie spełniłem formalności określonych w stosownej instrukcji watykańskiej dla aktu apostazji. Instrukcja ta nakłada na apostatę kilka obowiązków, a wśród nich:

- pobrania w parafii i wypełnienia dwóch egzemplarzy stosownych druków;

- osobistego oddania jednego z wypełnionych druków wraz załączonym odpisem świadectwa chrztu, w parafii miejsca zamieszkania, czego musiałbym dokonać w obecności dwóch świadków;

- poproszenia o pisemne umieszczenie na świadectwie chrztu odpowiedniej adnotacji potwierdzającej formalny akt wystąpienia z Kościoła.

Lecz to nie wszystko. Instrukcja stanowi dalej: Proboszcz potwierdza dokument swoim podpisem i pieczęcią parafialną, umieszczając datę. Uwierzytelnioną kopię tego dokumentu proboszcz przesyła do kurii swojej diecezji. Kuria diecezjalna, jeśli nie stwierdzi nowych okoliczności, poleca proboszczowi parafii chrztu dokonanie stosownego wpisu do parafialnej księgi ochrzczonych.  I dopiero wtedy petent wychodzi ze społeczności katolickiego Kościoła, lecz nie wiadomo, czy tym samym przechodzi we władanie Szatana, czy pozostaje jednak w gorszym wprawdzie, lecz wciąż znajdującym się pod bożą pieczą kręgu kacerzy. Procedura jest zatem dość skomplikowana i czasochłonna, dlaczego więc miałbym ją podejmować, gdy w sytuacji, z której pozwala mi ona wyjść znalazłem się bez najmniejszego udziału mej woli i świadomości ?

I tak oto pogmatwała się polska rzeczywistość, i gmatwa się coraz bardziej, a wyjścia z tego stanu nie widać, musiałaby bowiem pojawić się jakaś siła zdolna zintegrować znaczą część społeczeństwa wokół racjonalnie sformułowanych celów. Obawiam się jednak, że na normalnej, w miarę bezpiecznej drodze jest to niemożliwe. W naszej historii tak to wszystko zwykle się gmatwało, że rozsądek wracał Polakom dopiero po bolesnych, a nierzadko nader tragiczcznych doznaniach.   

JAK MARNIEJE NAJWYŻSZY URZĄD W PAŃSTWIE

Polecany

Podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych Andrzej Duda, zgodnie z uświęconym w sobie zwyczajem, oddał hołd Maryi Pannie Zawsze Dziewicy w jej Narodowym Sanktuarium w Doylestown i korzystając z tej nabożnej okazji odsłonił na tamtejszym cmentarzu pomnik upamiętniający „żołnierzy wyklętych”, zasłużonych w bojach o wymyślony przez ich wodzów model Polski. 

Historia formacji, które tworzyli tak nazywani wojacy jest niezwykle pogmatwana. Ich zbrojne poczynania wymierzone były w Polskę jeszcze wyzwalaną spod hitlerowskiej okupacji, a później, choć już wyzwoloną, to jednak dopiero formującą swój państwowy organizm.

z19907946Q,Jaroslaw-Kaczynski-i-Andrzej-DudaJuż dawno można było obserwować zmianę stosunku najwyższego organu w państwie do nieco już przestarzałej  funkcji prezydenta…

Wstępna decyzja o kształcie powojennej Polski zapadła w listopadzie 1943 r. na Konferencji Wielkiej Trójki (USA, Wielka Brytania, ZSRR) w Teheranie, kształtowana była następnie podczas spotkania tejże trójki w Jałcie na Krymie w dniach 4 -11 lutego 1945r., aż  ostateczny kształt przybrała na konferencji odbywanej wciąż w tym samym składzie, tym razem w Poczdamie między 17 lipca i 2 sierpnia 1945 r. W trakcie trwania wszystkich tych konferencji o swym istnieniu i zapatrywaniach na temat przyszłej Polski dawał znać tzw. Rząd Londyński, jednak ani F. D. Roosevelt, ani Winston Churchill, nie mówiąc już o Józefie Stalinie, nie zająknęli się nawet w sprawie uprawnień tego organu do reprezentowania Polski i Polaków. Ta okoliczność w sposób jednoznaczny świadczy o charakterze formacji zbrojnego podziemia, które tworzyli owi „wyklęci”: były to zbrojne bandy, które terrorem i brutalną przemocą usiłowały zawrócić koło historii.  Ocenia się, że łączna liczba ofiar ich działań  przekroczyła 25 tysięcy (z „wyklętymi” włącznie). Osobliwym dokonaniem było uśmiercenie 5043 bezbronnych cywilów, w tym 2655 rolników i 691 gospodyń domowych oraz 187 dzieci do lat 14.

Andrzej Duda w przemówieniu wygłoszonym na cmentarzu w Doylestown  docenił jednak bandytów ze zbrojnego podziemia. Honorując i czcząc Żołnierzy Wyklętych Polska odzyskuje godność - oświadczył na początek, a później na całej swej długości pogrążał się w komplementach:  Żołnierze Wyklęci byli pięknymi ludźmi, wychowanymi w patriotycznej tradycji, w głębokim poczuciu, wartości jaką jest ojczyzna. Nie było dla nich nic bardziej strasznego od tego, żeby nie było wolnej ojczyzny a uważali, że jej nie było, mimo że skończyła się druga wojna światowa, że niemiecki okupant został przegnany. Oni widzieli, że wolnej Polski nie ma, że się tylko zmieniło jarzmo. Nie godzili się na udawaną wolną Polskę. Dał wreszcie wyraz kompletnemu pomieszaniu wyobrażeń i pojęć tak mówiąc o mordercach tysięcy cywilów, a w ich liczbie kobiet i dzieci: Oni nigdy nie stracili godności, nawet wtedy, kiedy byli najbardziej pobici i zmiażdżeni, nawet wtedy, kiedy leżeli w bezimiennych grobach, bo tacy ludzie zachowują godność na zawsze i ona jest nieśmiertelna tak, jak nieśmiertelne są ich dusze. A gdy na koniec oświadczył, że poprzez to, że Żołnierze Wyklęci są dziś czczeni Polska odzyskuje godność, bo nie ma godności państwo, która nie czci swoich bohaterów, ochotę na komentowanie wypowiedzi człowieka uchodzącego za prezydenta mego kraju, zastąpiły mniej stosowne pomysły, o których nawet tu nie wspomnę, bo wstyd.

                    …i kształtowanie się nowej koncepcji w tym przedmiocie

Główna rola prezydenta kraju polega na integrowaniu społeczeństwa, na eksponowaniu tego co ludzi łączy oraz wyjaśnianiu nierzadko bezsensownych okoliczności dzielących ich. Bezmyślna chwalba bandytów, poprzez przypisywanie ich czynom patriotycznych pobudek sprawia, że podziały pogłębiają się i utrwalają, a ogłupianie młodego pokolenia może mieć w przyszłości konsekwencje w postaci bezmyślnego naśladowania tego rodzaju uczynków. Nie mogę wyjść z podziwu nad niezdolnością do autorefleksji w tym przedmiocie u człowieka sprawującego najwyższy urząd w państwie. Choć i to warto sobie uzmysłowić, że tradycyjne wyobrażenia o tym urzędzie, jako najwyższym w państwie, wypierane są przez nową, nieformalną jeszcze instancję oberpremiera i nadprezydenta, którą sprawuje przez siebie do tego powołany szef partii, będącej podobno przodującą siłą narodu.

ROZLICZEŃ UROK I CZAR

Polecany

Wolną Polskę obronimy, a Was wszystkich rozliczymy – tak brzmiało główne hasło manifestacji, którą w ostatnią niedzielę zorganizował w Gdańsku Komitet Obrony Demokracji. Uzmysławia ono jak w Polsce wciąż daleko jest do normalizacji stosunków międzyludzkich, a nawet że wręcz jest ona niemożliwa.

Wszystko z tego zakresu ma odległą w czasie genezę, zacznijmy wszakże od  działań zbrojnego podziemia zapoczątkowanych w połowie lat 40 ub. wieku, gdy po obu stronach uruchomiony został mechanizm wzajemnej nienawiści wciąż napędzany dokonaniami tzw. żołnierzy wyklętych oraz funkcjonariuszy ówczesnych organów bezpieczeństwa państwa. W mniej skomplikowanych sytuacjach można próbować ustalić przyczynę i przebieg międzyludzkich sporów, w przypadku większych społeczności natomiast nie jest to możliwe, zawsze bowiem wystąpić mogą nowe okoliczności uzasadniające takie, a nie inne stanowisko jednej ze stron oraz nieustanną zmienność zapatrywań. Przyczyną, a zarazem skutkiem tego stanu rzeczy jest niemożność zdefiniowania polskiego patriotyzmu; to co dla jednych jest jego wyrazem, dla innych stanowi wręcz przejaw narodowej zdrady. Owa dwoistość znajduje swój wyraz nawet w nazwie „żołnierze wyklęci”, która wbrew zdawałoby się oczywistej swej treści, stanowi dzisiaj tytuł do chwały dla oznaczanych nią wojaków. Innym przejawem takiej dychotomii jest Powstanie Warszawskie, wciąż dla jednych będące wyrazem bohaterstwa i patriotyzmu, przez innych natomiast traktowane jako symptom  skrajnej głupoty, a nawet zbrodnia.

W stosunku Polaków do państwa przejawia się nieustannie dość wyrazisty kontrast pomiędzy pozytywizmem i romantyzmem. Pozytywistyczne nastawienia, wzbudzone choćby Powstaniem Listopadowym, zostały przekreślone romantyczną głupotą Powstania Styczniowego, toteż rychło po jego upadku notowaliśmy w swej historii ożywione przejawy nawrotu nastawień pozytywistycznych, co znajdowało swój wyraz choćby w twórczości Orzeszkowej, Konopnickiej, Sienkiewicza czy Żeromskiego.

Mniej romantyzmu więcej natomiast czystej kalkulacji było też w wyprawie Piłsudskiego na Kijów w kwietniu 1920 r., zwieńczonej  Bitwą Warszawską, która miała miejsce między 13 i 15 sierpnia tegoż roku. Konsekwencje tamtych zdarzeń można zapewne odnaleźć we wrześniu 1939 r., natomiast rozkaz wzniecenia Powstania Warszawskiego w niespełna 5 lat później był przejawem bezmyślnego romantyzmu, prowadzącego wręcz do zbrodni.

A później poszło już jak z górki. Dokonujący niepoliczalnych krwawych zbrodni, przewrotnie dzisiaj hołdowani mianem wyklętych tzw. żołnierze powojennego zbrojnego podziemia,  z okrutną bezwzględnością traktowani byli przez powojenne organy bezpieczeństwa. Ich funkcjonariusze także nierzadko dopuszczali się drastycznych naruszeń prawa, a ponieważ czynów tego rodzaju nigdy niepodobna wystarczająco pomścić, proces rozliczeń trwa nieustannie i głoszony jako narodowy obowiązek zemsty na „komunie” tak pomieszał mścicielom w głowach, że już między sobą jęli skakać sobie do gardeł i nawet Donald Tusk może czuć się zagrożony przedłużającym się dzierżeniem władzy przez PiS.

7f03f0eb5b3cfe980a8ec480e8d94a50W polskiej rzeczywistości od wieków niezwykłą rolę odgrywa ideologia. Od religijnej jej postaci poczynając, która służyła utrzymywaniu w posłuszeństwie szerokich rzesz społeczeństwa za pomocą wyspecjalizowanego w tym kleru, na odżywającym dzisiaj polskim nacjonalizmie kończąc. Po drodze był socjalizm w różnych jego odmianach, włącznie z tzw. komunizmem, który z istotą tego ustroju miał tyle mniej więcej wspólnego, co dzisiejsza tzw. demokracja ze starogreckim jej modelem. Podstawowa rola ustroju państwa polega na usprawnianiu, a wręcz umożliwianiu kierowania nim i społeczeństwem w sposób zapewniający maksymalne powodzenie w istniejących warunkach. Okazało się tymczasem że jego istotę trafnie ujął Karol Marks twierdząc, że służy on interesom klasy panującej w państwie, które są główną wytyczną w formułowaniu celów i zadań państwa. W krajach rozwiniętych, o wielowiekowej tradycji usprawniania mechanizmów ich funkcjonowania, podział korzyści jest choćby w przybliżeniu sprawiedliwy, co zapewnia w miarę bezkolizyjne istnienie różnych klas i warstw społecznych (np. Niemcy czy kraje skandynawskie). W innych natomiast rzeczywistość społeczna jest bardziej złożona i co za tym idzie zamożność społeczeństwa znacznie mniejsza. Do kategorii tej zaliczyć należy także Polskę, co sprawiła nie tylko dość nagła zmiana ustroju, lecz w porównywalnym stopniu historyczne doświadczenia oraz wielorakie zakłócenia i wstrząsy. Rządząca dzisiaj partia podjęła się tego trudu bez pozyskania wsparcia rzeczywiście liczących się grup społecznych, a będący w istocie żałosnym ochłapem program 500+ i podobne obietnice, nie wsparte znaczącymi zmianami ekonomicznymi, już wkrótce obnażą dość komediową w istocie rolę odgrywaną przez PiS w reżyserii Jarosława Kaczyńskiego.

Co jednak stanowić będzie jeden z najfatalniejszych skutków tego przedstawienia ? Będzie nim utrwalanie metody rozliczeń, a w konsekwencji wzbudzanie i pogłębianie społecznych konfliktów, jako głównego instrumentu doskonalenia państwa. Tak, metoda ta będzie sprzyjać ujawnianiu wszelkich nieprawidłowości i nadużyć, lecz na doskonalenie struktur i mechanizmów funkcjonowania państwa będzie miała podobny wpływ, jak stosowanie przemocy fizycznej na zapewnienie zgodnego funkcjonowania małżeńskiego stadła. A w tej materii zarządzający państwem nadprezydent i oberpremier Jarosław Kaczyński ma powszechnie znane doświadczenia.          

                                       *                                                   *

                                                                   *

Proszę wybaczyć sporą przerwę we wpisach w mym blogu, lecz w sobotę 27 sierpnia, gdy przechodziłem przez jezdnię, walnął mnie samochód powodując, że pękło mi aż sześć żeber i zostałem poturbowany także w innych miejscach, do utraty przytomności włącznie. Nie pamiętam tego zdarzenia, utraciłem bowiem świadomość, lecz nie było ono skutkiem gwałtownego wtargnięcia na jezdnię, poruszam się bowiem z pomocą dwóch kul, a w przypadku człowieka przekształcenie się z dwunoga w czworonoga, nie usprawnia poruszania się, mimo zwiększenia się liczby kończyn. Ponieważ było to pierwsze  takie zdarzenie w mym wydłużającym się wciąż życiu, zostałem nim tak oszołomiony, że dopiero dzisiaj zdołałem zabrać się do kolejnego tekstu.

JAK TO NA WOJENCE ŁADNIE

Polecany

Nawiążę raz jeszcze do obchodzonych w poniedziałek 15 sierpnia dwóch narodowych świąt: Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz Święta Wojska Polskiego, które w III RP przypada w rocznicę bitwy z Armią Czerwoną, rozpoczętej 15 sierpnia 1920 roku na przedpolach Warszawy. To drugie święto zostało zaordynowane Polakom na podstawie ustawy Sejmu z dn. 30 lipca 1992 r., która weszła w życie 13 sierpnia tegoż roku, co  umożliwiło natychmiastowe obchody wojskowego święta po nowemu.

Z okazji drugiego z tych świąt Andrzej Duda odsłonił na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie tablicę ku czci tzw. żołnierzy wyklętych, mających z  wojną bolszewicką tyle wspólnego, co z bitwą pod Grunwaldem, lecz rządząca dzisiaj partia podjęła trud pisania historii Polski od nowa.

Nazwanie kogoś wyklętym oznacza potępienie go, a szczególne zasługi w upowszechnieniu tej nazwy ma zapewne Kościół katolicki, który za pomocą ekskomuniki wyklinał czyli wykluczał heretyków lub innych wiarołomców z pobożnej społeczności, co w dawnych czasach oznaczało zwykle śmierć przez spalenie na stosie. Jednak opatrzenie pejoratywną nazwą „wyklętych” tych wszystkich, którzy podjęli walkę z władzą Polski kształtującą się w wyniku II wojny światowej, jest nieco przewrotne, a nawet kokieteryjne, bo ówcześni bandyci, zwani dzisiaj żołnierzami, zostali wyklęci przez  władze PRL, zatem podtrzymanie tej nazwy ma ukazywać jak biedacy cierpieli mimo swych zasług. I o tych zasługach chcę tu pisać właśnie.

9366757-andrzej-duda-podczas-uroczystosci-1125-1500                                                 Duda czczący

Na pierwszej linii do wytępienia przez zbrojne podziemie znaleźli się oczywiście funkcjonariusze resortu Bezpieczeństwa Publicznego, powołanego do życia 21 lipca 1944 roku oraz Milicji Obywatelskiej, utworzonej na mocy dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z 7 października 1944 r. A oto garść patriotycznych dokonań w tym zakresie.  

28 czerwca 1946 r. bojówka Narodowych Sił Zbrojnych dowodzona przez „Jodłę” (nie znam personaliów tego „bohatera”) w miejscowości Przytyk pow. Radom schwytała  Edwarda BUBAKIEWICZA -18-to letniego funkcjonariusza Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Radomiu, b. partyzanta Armii Ludowej, który został oddelegowany do ochrony Obwodowej Komisji Wyborczej nr 415/59 do spraw Referendum Ludowego w Przytyku właśnie. Po schwytaniu wykręcono mu dłonie, poła­mano ręce, żebra i  kości twarzy, a skórę pocięto nożami.

W nocy z 1 na 2 czerwca 1945 r. poakowka  bojówka dowodzona przez „Jastrzębia” napadła na posterunek MO w Sosnowicy. Podczas obrony ranny został Jan CHILIMONIUK, urodzony 11 05 1920 r., który był funkcjonariuszem PUBP w Sosnowicy. Podwładni „Jastrzębia”  rannego ujęli, a następnie wrzucili do płonącego budynku milicyjnej komendy.

Wieczorem 10-go października  1944 r. na ulicy w Chełmie Lubelskim NSZ-owska bojówka postrzeliła Aleksego DEMCZUKA (ur. w 1917 r.), ciężko go raniąc. W czasie okupacji był partyzantem AL, a po wyzwoleniu mianowany został zastępcą komendanta PUBP w Chełmie Lubelskim właśnie. Ciężko rannego przewieziono do miejscowego szpitala. Tydzień później (17 10 1944) pojawili się tam bojowcy NSZ. Najpierw  zastrzelili rannego, a zaraz po tym jego żonę, która niefortunnie odwiedziła męża w szpitalu.

Więcej fantazji mieli bandyci bojówki WiN (Wolność i Niezawisłość),  dowodzonej przez czczonego dzisiaj jako bohatera Józefa Kurasia ps.”Ogień”. 25 czerwca 1946 r. w położonej w małopolskim województwie Limanowej, schwytali b. żołnierza AL, referenta tamtejszego PUBP – 23 letniego Czesława HORAWCA, przetransportowali go do dostępnego sobie lokalu, gdzie był bestialsko torturowany, a następnie został uwiązany za nogi do drzwi i ich futryny, po czym rozerwany na dwie połowy.

Pomysł by z grobów położonych w ważniejszych nekropoliach usuwać trupy zasłużonych dla PRL, nie pojawił się w czasach III RP. W 1946 r. jedną z bojówek  WiN na Lubelszczyźnie dowodził Marian Bernacik ps. „Orlik”. Jego wojacy 2 kwietnia 1946 r. zastrzelili komendanta posterunku MO w Rykach Zenona KISIELEWSKIEGO, który pochowany został na miejscowym cmentarzu. Po kilkunastu dniach od pogrzebu grób został zniszczony, zwłoki wykradzione a  pozostawiona tam kartka głosiła: „Wyżej wymieniony nie ma prawa spoczywać na cmentarzu katolickim”. Przytaczam wspomnienie tego wydarzenia po to, by uzmysłowić funkcjonariuszom Instytutu Pamięci Narodowej, że nie są wynalazcami tej metody czyszczenia cmentarzy. Podobni im pojawili się w Polsce już 70 lat temu. Czy kierownictwo IPN odda im należny hołd ? 

Zabijanie ludzi jest zapewne czynnością przyprawiającą sprawców o silny stres, toteż zdarzało się, że niektórzy z nich starali się o jakąś formę odprężenia po  dokonaniu mordów. 25 marca 1945 r. wojownicy z poakowskich bojówek „Podkowy”, „Pingwina” i „Urszuli” napadli na dom 22 letniego Alfreda KLISZCZA – b. żołnierza AL, funkcjonariusza posterunku MO w Skierbieszowie pow. Zamość. Podczas napadu został on zastrzelony, a po zajęciu mieszkania sprawcy napadu znaleźli w nim będącą w 9 miesiącu ciąży żonę Kliszcza oraz 4 letnią Lucynkę – córkę jego kuzynki. Kliszczową przed zastrzeleniem zgwałcili i wraz nią zabili także dziewczynkę.

Podobnej okazji dostarczyło bojownikom jednego z oddziałów WiN spotkanie z 20 letnim Jerzym WRÓBLEM – komendantem posterunku MO w Kazaniowe pow. Zwoleń.  W czwartek 16 maja 1946 r., został on zatrzymany w lesie koło wsi Struga między Ciepielowem a Kaza­nowem, gdy wraz z z będącą w zaawansowanej ciąży żoną Jadwigą wracał z odwiedzin u rodziny. Wróbel został najpierw dotkliwie pobity, zmuszony do zjedzenia służbowej legitymacji, a następnie przywiązany do drzewa, żeby mógł przyglądać się dalszym poczynaniom wojaków. Na jego oczach jego żonę zgwałcili, po zaspokojeniu swych potrzeb połamali jej ręce i nogi, a następnie ostrym narzędziem rozpruli brzuch i wydobyli stamtąd płód. Kiedy nie dawała już znaku życia, zastrzelono także jej męża.

Dowódcą jednego z NSZ-towskich oddziałów działających na Dolnym Śląsku  był Franciszek Olszówka (1924 – 1946), który sam mianował się porucznikiem i przybrał pseudonim „Otto”. Jest on dzisiaj jedną z bardziej hołubionych przez wrocławski IPN postaci powojennego zbrojnego podziemia. 7 lutego 1946 r. dowodzona przez niego bojówka w zorganizowanej zasadzce pod wsią Wioska, położoną w powiecie Syców, raniła i schwytała 23 letniego Stefana WŁODARCZYKA –  b. żołnierza AL, referenta sycowskiego  PUBP. Po schwytaniu poddano  go torturom łamiąc mu ręce, nogi i żebra, ostrym narzędziem ponacinano skórę na plecach, zmiażdżono twarz. Po tych torturach „Otto” postanowił zrobić frajdę łączniczce, a zarazem swej kochance, noszącej pseudonim „Jadzia” i pozwolił jej dobić Włodarczyka strzałami z pistoletu.

Nie upłynęło wiele czasu i takiej samej frajdy zaznała „Jadzia” w kwietniu 1946 r. Tym razem, także w zasadzce, został schwytany Zygmunt PAŁCZYŃSKI ur. 24 sierpnia 1915 r. żołnierz kampanii wrześniowej, partyzant AK i AL, uczestnik Powstania Warszawskiego, referent PUBP w Sycowie. Poddano go podobnym torturom, jak schwytanego w kwietniu Włodarczyka, a gdy zmarniał już do cna, „Jadzia” strzałem z pistoletu przerwała jego męki.

NSZ                                                 Żołnierze dzisiaj umiłowani..  

Lecz nie tylko milicjanci i funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa byli poddawani potwornym represjom. Podobnie odnoszono się do b. partyzantów Gwardii Ludowej i Armii Ludowej – formacji uznawanych za komunistyczne.

30 maja 1945 r. banda NSZ„Tarzana” napadła na gospodarstwo GARDIASÓW we wsi Leśniowice – Kolonia w powiecie Chełm Lubelski. Zamordowana została 55-cio letnia Anna Gardias – b. żołnierz GL-AL, jej mąż, dwie córki i syn.

20 sierpnia 1945 r. z domu w Wólce Okopskiej pow. Chełm Lubelski, banda NSZ uprowadziła rolnika, b. żołnierza AL. – 51 letniego Piotra LITWINIUKA wraz żoną Walerią i córką Heleną. Wszyscy zostali zamordowani w pobliskim lesie.

1 listopada 1945 r. we własnym mieszkaniu  w Czechowicach-Dziedzicach pow. Bielsko-Biała, został bestialsko zamordowany przez bandę NSZ „Bartka” Józef SZCZOTKA ur. 24 lutego 1900 r., b. żołnierz AL, górnik, przewod­niczący Rady Zakładowej Kopalni „Silesia” w Czechowicach, delegat na I Zjazd PPR. Wraz z nim zginęła także jego żona Maria.

W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia w 1945 r. bandyci jednej z bojówek NSZ przebrali się za kolędników i nawiedzili w Wieluniu mieszkanie Wiktora SIENKIEWICZA – w okresie okupacji żołnierza AL, po wyzwoleniu wiceprezesa Zarządu Powiatowego Stronnictwa Ludowego i starostę powiatowego w Wieluniu. Gdy gospodarz otworzył im drzwi, jeden z nich wyciągnął pistolet i ugodził go śmiertelnie czterema pociskami .

13 grudnia 1946 r. na szosie pomiędzy Mińskiem Mazowieckim a Sokołowem Podlaskim banda WiN dowodzona przez „Bartosza”, uprowadziła Tadeusza FORTUNĘ , b. partyzanta AL, robotnika Fabryki Sztucznego Jedwabiu w Chodakowie, który w pobliskim Kamieńczyku został zarąbany siekierą.

23 stycznia 1947 r. bojówka NSZ „Szarego”  zamordowała b. żołnierza AL, rolnika ze wsi Grądy w powiecie Lubartów – 37-mio letniego Kazimierza DEJKO. Wraz z nim bandyci zabili jego żonę Jadwigę oraz dwójkę dzieci: 5-cioletniego Ryszarda i 7-mio letnią Zenobię. 1)

comment_7at6NqTbKAeI7kJxrlyJYiYhF0xPZquB,w400                                               … oraz ich następcy

Uffff !  Mam nadzieję, że nie zamęczyłem mych Szanownych Czytelników opisami tych  kilkunastu patriotycznych czynów tzw. żołnierzy wyklętych. Wiele podobnych i okrutniejszych nawet, mam w posiadanych publikacjach z lat dawno minionych. Bo w tych nowszych coraz trudniej je znaleźć.

Na koniec pozwolę sobie poruszyć jeden jeszcze aspekt omawianego zagadnienia. Chodzi mi o stosunek niemieckiego okupanta do różnych organizacji zbrojnego podziemia lat 40. ub. wieku.

14 grudnia 1943 r. dowódca grupy operacyjnej hitlerowskiej policji bezpieczeństwa (Supo) w Krakowie, SS-brigadefuhrer Walter Bierkamp pisał w jednym ze swych meldunków: Policja bezpieczeństwa zrozumiała, że sama ze swymi minimal­nymi siłami nie zdoła rozgromić band. Dlatego szukało się innych dróg i zdecydowano, że najlepiej jest pozwolić Polakom zwalczać się wzajemnie. Nie zawsze bowiem dokonuje się zamachu na Polaka dlatego, że pracuje on dla Niemiec, ale bardzo często dlatego, że reprezentuje on inny kierunek polityczny. Ten stan rzeczy wyzyskuje strona niemiecka i w ten sposób oszczędza się niemiecką krew. Band używa się do walki przeciwko bandom.

16 lutego 1944 r. podobnymi refleksjami dzielił się mjr Ernst Kundt, w latach 1941–1945 gubernator dystryktu radomskiego:  …narodowe bandy używane są przeciw komunistycznym. (…) Kierowani przez wszystkie rodzaje policji konfidenci sprawiają iż bandy narodowe oddają się do dyspozycji w zakresie zwalczania komunistów.2)

I cóż tu komentować ! Tamtych zdarzeń sprzed dziesięcioleci nie ma sensu, bo nie da się już ich odmienić. Można jednak odnieść wrażenie nasilania się pewnych podobieństw do nich w dniu dzisiejszym. Osobliwym tego symbolem było odsłonięcie tablicy ku czci bandytów, umieszczonej na Grobie Nieznanego Żołnierza. Czyżby miała to być zachęta do powtórki ? Kto wie czy symboliczny gest człowieka pełniącego funkcję prezydenta państwa, nie zostanie przez wielu tak właśnie odczytany. Dzielenie społeczeństwa jest jedną z najpodlejszych metod ułatwiających rządzenie nim, lecz jest to metoda łatwa i skuteczna. Kierownictwo dzierżącego dzisiaj władzę w Polsce ugrupowania nie sprawia wrażenia nadto wybrednego w kształtowaniu strategii swego działania.

____________________

1), 2) Pragnę uprzejmie poinformować pion śledczy IPN, że nie mam w domu żadnych dokumentów, ani ich kopii, odnoszących się do czynów tzw. żołnierzy wyklętych, dokonywanych na funkcjonariuszach UB i MO w latach 40. ub. wieku.  Nie mam też kopii  opinii funkcjonariuszy hitlerowskich służb specjalnych. Przytoczone opisy i opinie pochodzą z książki „Żołnierze Armii Ludowej polegli i zamordowani przez podziemie zbrojne po wyzwoleniu kraju”, wydanej w 1997 r. przez Radę Krajową Żołnierzy Armii Ludowej przy Zarządzie Głównym Związku Kombatantów RP i b. Więźniów Politycznych.  

Z CZYM NIEKTÓRYM SIĘ KOJARZY USTRÓJ POLSKI

Polecany

                                          Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.

                                                                                               Józef PIŁSUDSKI

Gdy zwyciężyła w Polsce  „Solidarność” i pojawiły się tzw. wolne media, obowiązującą normą w ocenach dopiero co upadłej rzeczywistości było ukazywanie jej jako leżącej na łące, którą dopiero co opuściły pasące się na niej stada i w znacznym stopniu pokrytej tym, co stada po sobie zostawiają. Zadaniem piszących o PRL było wdeptywanie jej w tak nawiezioną glebę. Z czasem zapał deptaczy słabł, nowe ideały coraz częściej ukazywały swe marnie przypudrowane albo wręcz bez makijażu oblicza i wkrótce po zwycięstwie demokracji modelowanej przez PiS, normą stało się okazywanie rozczarowania kształtującą się rzeczywistością. Wśród tych, którzy tak ją postrzegają pozostał wszakże ślad dawniejszych przekonań. Można więc i wręcz należy pisać o niej krytycznie, jednak od czasu do czasu należy w pisanym tekście przyflekować peerelowi raz czy drugi. Jak gdyby od niechcenia, zapewne w nadziei, że ludzie pomyślą lub powiedzą: o Boże, jaki on (a) mądry (a), wie  wszystko, a nawet więcej!

Regularnie kupowałem i kupuje dwa tygodniki: PRZEGLĄD i POLITYKĘ. Od ponad miesiąca doszedł trzeci – TYGODNIK FAKTYCZNIE, wyrosły z pnia FAKTÓW I MITÓW. Cenię sobie w tych pismach rozsądny dystans do dziejącej się rzeczywistości. Raz czy dwa kupiłem DO RZECZY oraz UWAŻAM RZE i nigdy więcej nie kupię ani nie zajrzę do tej makulatury. Lecz  także POLITYKA wykazuje niekiedy zaskakujące inklinacje.

W ostatnim jej numerze (nr 33; 10 – 16 08 2016)  naczelny redaktor Jerzy  Baczyński swój cotygodniowy felieton poświęcił próbie puczu (to jego nazwa) w państwowej telewizji, w wykonaniu Rady Mediów Narodowych, która chciała odwołania Jacka Kurskiego. Wspomniawszy to zdarzenie, jął dopatrywać się daleko posuniętych analogii pomiędzy dzisiejszą Polską rządzoną przez PiS  oraz PRL. I zdawać by się mogło, że poprzestanie na przyflekowaniu tamtej Polsce, lecz tak się w tym zapamiętał, że wywlókł z ziemi wdeptanego w nią nieboszczyka i  wziął go pod obcasy. Pisał więc: Państwo zrasta się z partią, ma być jej ramieniem, strukturą chroniącą interesy partyjnej nomenklatury i zapewniającą utrzymanie się jej przy władzy. To jest, co wciąż war­to przypominać, dokładne odwzorowanie modelu PRL, reaktywu­jące wszystkie stare obśmiane formułki: „partia kieruje, a rząd rzą­dzi”, ”program partii – programem narodu” itd. Trudno się dziwić, że w tej strukturze, gdzie partia jest wobec aparatu państwa tworem nadrzędnym, premier Szydło ma tyle realnej władzy, co premier Edward Babiuch przy Edwardzie Gierku, prezydent Duda jest mło­dym wcieleniem Henryka Jabłońskiego, ówczesnej głowy państwa, a Rada Mediów Narodowych klonem dawnego Radiokomitetu.

PiS_w_okregach_Barry_Kent1Najciemniejsze fragmenty mapy, to domeny PiS. Zaciemnienie oddaje charakter regionów Polski

Jaki jest efekt tej porównawczej analizy III RP model PiS z PRL ?  Ano taki, że wdeptane w ziemię truchło ożyło nagle i tarzając się po trawie, zaśmiewało się donośnie z nomen omen dowcipu, który Naczelny POLITYKI wypisał na łamach swego tygodnika. Nie, nieboszczyk nie ożył po to, by pozostać przy życiu, lecz po to tylko, by pośmiać się, bo zgodnie z chrześcijańską normą na tamtym świecie obowiązuje powaga. A tu żyjący wymyślą niekiedy coś tak wesołego,  że umrzyk nawet tarza się ze śmiechu.

Wróćmy jednak do spraw poważnych. Świętą zasadą jest, że nie wolno rozpatrywać zagadnień społecznych w oderwaniu od aktualnego kształtu rzeczywistości. Rzućmy zatem okiem na sprawę dość symptomatyczną, jaką jest liczebność członków partii politycznych w powojennej Polsce.

Polska Zjednoczona Partia Robotnicza w grudniu 1948 r., gdy powstała w wyniku zjednoczenia Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Partii Socjalistycznej, liczyła 1,537 miliona członków. W sierpniu 1980 r., a więc wtedy, gdy gromkim głosem ozwała się konkurencyjna siła polityczna, liczebność członków PZPR wynosiła ok. 3,1. miliona. Nie, nie było przymusu by wstępować do partii, istniały natomiast różne, zwykle wymierne zachęty. A gdy traciła PZPR zdolność zachęcania nimi, radykalnie traciła  na znaczeniu. Jej liczebność malała i malała, aż padła komenda „sztandar wyprowadzić” !

Powstała w 2001 r. Platforma Obywatelska w 2007 r. liczyła sobie ok. 28 tys. członków, by w 2010 r. przekroczyć stan 50 tysięcy. A później (w związku z katastrofą smoleńską ?) odnotowywano już ciągły spadek (np. w 2013 r. ok. 34 tys.).

Także w 2001 r. swą partię założył Jarosław Kaczyński i w czerwcu tego roku zarejestrował ją sądownie pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość. W następnym po założeniu roku liczyła ona  nieco ponad 2,5 tys. członków, by w 2010 r. (znów zapewne nie bez wpływu smoleńskiej katastrofy) zwiększyć swe szeregi do 22 tysięcy, a w 2015 (wybory) do 30 tysięcy. Jej obecny stan, który zawsze się zwiększa, gdy partia obejmuje władzę i może zapewnić ludziom wymierne korzyści, nie jest mi znany, lecz zapewne ze stanem PZPR z dowolnego okresu jej istnienia, w żaden sposób porównać się nie da.

Niechaj zatem dane odnoszące się do liczebności politycznych partii ukażą istotę dowcipu zaprezentowanego przez naczelnego POLITYKI, w którym PZPR przyrównał do PiS. Bo szkoda czasu i atłasu na to, by uzmysławiać mu gigantyczny wysiłek dźwigania kraju z ruin, które sprawiła wojna, a w Warszawie zbrodniczy pomysł  powstania. To już także nie dowcip, lecz typowy polski obłęd, gdy wspomnieć żałosne przywracanie czci bandytom nazwanym żołnierzami wyklętymi.

Co więc w istocie porównuje Naczelny POLITYKI ? Jak zdołałem się zorientować (ten wścibski Internet niczego nam nie oszczędzi) red. Baczyński powinien jako tako znać się na wadach i zaletach pań, które limitowane są wiekiem. Wiele z tych młodszych, w wieku użytkowym, gdy się obnaży, normalnego faceta przyprawia o zawrót głowy. Panie po 80-ce mają taką samą budowę i atrybuty kobiecości. Czy obie te generacje pan Redaktor jest skłonny przyrównać ? Jeśli jest aż takim wyznawcą równokształtności, niechaj dogodzi jakiejś osiemdziesiątce i wspomni czego doznawał od dwudziestki. Po takim doświadczeniu może uzmysłowi sobie różnicę między III RP A.D.2016 i PRL !

 

ŻAŁOBNE JĘKI I SPRAWIANE PRZEZ NIE MĘKI

Polecany

Ludzie, którym przydarzyło się jakieś nieszczęście, zasługują na współczucie i pomoc. Wielkim nieszczęściem jest śmierć osób bliskich i najbliższych. Trudny do wyobrażenia dramat to zgon jednego z bliźniąt, więzy w takim rodzeństwie są bowiem szczególnie silne. Wszystko ma jednak swą miarę i granice. Już nie raz traciłem osoby bliskie i bardzo bliskie, jednak doznawany w takich przypadkach ból mimo wszystko nie stanowił tytułu do oczekiwań by w tym samym stopniu odczuwali go inni i w nieskończoność okazywali współczucie. Gdyby przyszło mi do głowy domagać się tego obawiałbym się, że wywołam zniecierpliwienie i narastającą niechęć. Do mnie przede wszystkim, lecz także do osoby, którą utraciłem. Nie mogę pojąć dlaczego tego rodzaju refleksje nie pojawiają się u Jarosława Kaczyńskiego.

13880302_1188579907850675_3283141227685057290_n

W Internecie znalazłem informację o kolejnym jego żałobnym występie, jaki dał 10 sierpnia w TVN24 w związku z zamiarem  stołecznego konserwatora zabytków usunięcia tablic smoleńskich sprzed Pałacu Prezydenckiego oraz Ratusza. Prezes PiS nazwał tego urzędnika oraz innych o podobnych zapatrywaniach…ludźmi spoza sfery wspólnoty kulturowej, która jest właściwa dla każdego narodu. I dalej plótł w tej samej tonacji: Ludzie są różni, mają różne poglądy, można być lewicowcem, nawet skrajnym, można być prawicowcem, nawet skrajnym, ale jest pewna łączność, jeżeli chodzi o pewne reguły nie odnoszące się do polityki. A reguła odnosząca się do szacunku dla zmarłych powinna być wspólna. Tu znalazł okazję, by utrwalonym swym zwyczajem przyflekować PO:…ci, którzy byli u władzy nie uznają tych zasad… Po tragedii smoleńskiej to zostało pokazane w sposób zupełnie niesłychany. To jest po prostu formacja polityczna, która chce dokonać bardzo głębokiej weryfikacji naszej świadomości narodowej. To było do tej pory charakterystyczne dla różnego rodzaju najeźdźców.

Nie chcę  precyzować swego sądu o prezesie PiS, nie jest to bowiem stosowna okazja, trudno jednak powstrzymać się od zasygnalizowania coraz częściej pojawiającego się zniecierpliwienia trwającymi od ponad sześciu lat lamentami. Zmierzając do zaspokojenia swych potrzeb i oczekiwań w tej materii sprawia Kaczyński, że coraz więcej ludzi ma tego dość, a jednym z najmniej zapewne oczekiwanych przez niego efektów takich poczynań jest nasilający się pogląd, że jest to wszystko tylko instrumentem mającym mu ułatwić realizację obłędnych politycznych zamysłów. Zarządzona przez niego jako obowiązująca kretyńska interpretacja smoleńskiej katastrofy, prowadzi do fatalnego zaostrzania stosunków z sąsiadującym z Polską mocarstwem i sprawić może nieprzewidywalne skutki w zakresie bezpieczeństwa naszego kraju.

JAK KRETYN STAJE SIĘ BOHATEREM. NOWE TENDENCJE W DZIAŁANIACH ORGANÓW PAŃSTWOWYCH

Polecany

W niedzielę 1 sierpnia, zapewne dla uczczenia 72 rocznicy Powstania Warszawskiego, dwóch patriotów model PiS’2016 pomazało czerwoną farbą grobowiec Bolesława Bieruta na warszawskich wojskowych Powązkach. Nie byli to małoletni gówniarze, o których da się sądzić, że nie wiedzą co czynią, bo jeden miał 49 lat drugi 24. Nie zadziwia  ich czyn, bo w żadnym społeczeństwie nie brakuje kretynów, niezwykła natomiast jest reakcja czynników oficjalnych z ministrem sprawiedliwości i generalnym prokuratorem na czele. Pan Ziobro uznał zatrzymanie podejrzanych na zwyczajowe 48 godzin za nieuzasadnione i nakazał ich wypuścić, dając tym samym sygnał, że są jego protegowanymi. Zapewne także z jego inicjatywy kierownictwo Komendy Stołecznej Policji nakazało wszczęcie postępowania wyjaśniającego w sprawie działań funkcjonariuszy Komendy Rejonowej na Bielanach, którzy nie dość że dokonali bezmyślnego aresztowania to zamierzali jeszcze dokonać rewizji w  mieszkaniach sprawców, w poszukiwaniu dowodów ich czynu. Zdołali uczynić to tylko u młodszego, starszego natomiast zdążył uratować min. Ziobro swą bezprecedensową decyzją podjętą w obronie bohaterskich patriotów.

Jeszcze bardziej zaangażowała się w ich obronę posłanka PiS Małgorzata Gosiewska. Poznawszy dossier zatrzymanych, kilka godzin spędziła na komisariacie, gdzie przebywali,  odbyła tam dłuższą rozmowę z zastępcą komendanta, w której pouczyła go, że nie byli karani, są łagodni jak baranki i tym się tylko różnią od tych bydlątek, że mają patriotyczne przekonania. Te zapewnienia były jak gadanie do ściany – powiedziała w rozmowie z dziennikarzem TVP Info i podzieliła się ogólniejszymi refleksjami o potrzebie głębokich zmian w policji, które nie powinny się ograniczać do wymiany jej szefostwa, lecz objąć także edukację funkcjonariuszy. Na czym te szkoleniowe zmiany miałyby polegać nie mówiła, znając jednak głębokie przekonania pani posłanki można się domyślać, że szło jej o kształtowanie postaw patriotycznych i religijnej wrażliwości policjantów, którzy winni brać pod uwagę ideowe zapatrywania zatrzymanego.

grób BierutaInicjatywy i działania ministra Ziobro oraz posłanki Małgorzaty Gosiewskiej są bezprecedensowe i wieloaspektowe, wymagają zatem doprecyzowania będącej ich przedmiotem materii, wzbudzają bowiem wiele pytań, z których kilka najważniejszych pozwolę sobie tu przedstawić.

Najbardziej podstawowe dotyczą systematyki zmarłych i możliwości interpretowania ich życiowych dokonań za pomocą napisów na grobowcach. Czy wolno zatem będzie tylko ich krytykować, czy także wyrażać pełną aprobatę ? Jeśli swoboda wyrażania ocen i opinii zostanie tak rozszerzona, zaistnieje konieczność sporządzenia i opublikowania wykazów zmarłych, których wolno krytykować, jak również tych, którzy zasługują na wysokie i najwyższe oceny. Wykazy te winny być podane do publicznej wiadomości w miarę szybko, ponieważ dwaj autorzy krytycznej oceny Bolesława Bieruta dokonali precedensu, który rozbudzi i upowszechni potrzebę wyrażania zapatrywań tym sposobem.

Niemniej ważne jest ustalenie historycznego zakresu uprawnionych ocen tego rodzaju. Konkretnie idzie o to czy wolno będzie wykonywać napisy na wszystkich grobowcach, bez względu na miejsce, gdzie się znajdują i datę śmierci osób w nich pochowanych, czy dotyczyć to będzie współczesności i wyznaczonych tylko cmentarzysk. Najprawdopodobniej inicjatorzy prawnych regulacji w tym zakresie postulować będą, by obejmowały one tylko zmarłych w latach 1944 – 1989, a także monumenty w rodzaju pomników poświęconych żołnierzom radzieckim, poległym w II wojnie światowej na terenach Polski. Pojawią się też zapewne sporne tematy odnoszące się do innych formacji funkcjonujących w czasie jej trwania, a nawet później (np.UPA lub ukraińskie formacje SS-Galizien). Ze względu na potrzebę zacieśniania więzów przyjaźni łączących III RP i Ukrainę groby bohaterów tych ugrupowań trzeba będzie poddać szczególnej ochronie, wyłączając je z wykazów obiektów, na których wolno będzie dokonywać indywidualnych ocen i kwalifikacji.

Problematyką powyższą zająć się winien Instytut Pamięci Narodowej. Dokonane ostatnio zmiany jego kierownictwa pociągną za sobą zapewne przeobrażenia organizacyjne, dotyczące zwłaszcza nowych zadań, które sformułuje polityczne kierownictwo wiodącej partii narodu polskiego.

EMERYTURY B. FUNKCJONARIUSZY S.B.

Polecany

Poniższy tekst zamieściłem dzisiaj na Facebooku, ponieważ jednak dotyczy sprawy niezwykle newralgicznej i kontrowersyjnej, pozwalam sobie zaprezentować go także na blogu

Co jakiś czas wraca w mediach sprawa emerytur b. funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa PRL. Znalazłem na Facebooku fragment „Faktów” TVN poświęcony temu tematowi. Przytoczono w nim wypowiedź ministra Błaszczaka, który mówi o planowanych cięciach tych emerytur, a komentujący to dziennikarze TVN bredzą, że sięgają one, a nawet przekraczają kwotę 20 tys. zł. Jeśli informacje te pochodzą od ministra Błaszczaka, to pragnę oświadczyć, że PAN MINISTER KŁAMIE !!! Nie ma funkcjonariusza SB, który z racji pracy w tej formacji otrzymał świadczenie emerytalne stanowiące choćby połowę owej kwoty. Bez względu na stanowisko.

12 lipca sprawa emerytur funkcjonariuszy SB była przedmiotem obrad Sejmu, a następnego dnia wszelkie szmatławe dzienniki ruszyły do ataku. Jeden z nich, nieostrożnie zapewne, przytoczył informację o emeryturze 92 letniego dzisiaj b. wiceministra spraw wewnętrznych i szefa SB, która wynosi 8 tys. zł. Jakże to zatem panie Błaszczak – szef służby ma tylko tyle, a jacyś podlegli mu funkcjonariusze mieliby dostawać po 20 tys. zł. ?!

Jaki jest cel tego łgarstwa ? W 1990 r. wraz z rozwiązaniem Służby Bezpieczeństwa byli jej funkcjonariusze poddani zostali weryfikacji i ci, którzy przeszli ją pomyślnie, znaleźli zatrudnienie w nowych służbach specjalnych. Płace w nich były nieporównywalnie wyższe od tych z czasów PRL. Nieporównywalnie wyższe były zatem emerytury. NIE BYŁY TO JEDNAK EMERYTURY FUNKCJONARIUSZY BYŁEJ S. B., LECZ SŁUŻB SPECJALNYCH III RP. I wtedy specjaliści od propagandy wpadli na pomysł, by opinii publicznej zaprezentować ich jako byłych „esbeków”, co gwarantowało skrajnie negatywne potraktowanie przez większość Polaków i przełożenie takich ocen na byłą PRL.

Porażające jest to, że brutalne łgarstwo stało się jednym z narzędzi polityki władz państwa. Przecież minister Błaszczak doskonale wie, że kłamał powołując się na gigantyczne emerytury b. esbeków. W pewnym stopniu można usprawiedliwić kłamiące na ten temat media, bo pismacy mieli prawo szefa resortu uznać za wiarygodne źródło informacji. A poza tym spora część dzisiejszego pismactwa uznaje łgarstwo za jedną z technik kształtowania zapatrywań społeczeństwa.

Post scriptum: Byli funkcjonariusze S.B. to ludzie już starzy, sporo po 70-ce, często po 80-ce. Nierzadko ze znacznym stopniem niepełnosprawności, a więc niemający już żadnej możliwości znalezienia sobie choćby najmarniejszego sposobu na jakiś dodatkowy zarobek. Nie jestem człowiekiem pobożnym i już nim nie będę, bo mógłbym się zarazić odmianą pobożności pana ministra Błaszczaka albo podobnych mu wyznawców katolickiej etyki.

JAK PARTIA I RZĄD PRZYGOTOWUJĄ SIĘ DO TEGO, CO NAS CZEKA.

Polecany

CIĘŻKIE JEST ŻYCIE DOSTOJNIKA (…CZKI)

Ruszyła fala krytyki i pretensji z tytułu podwyżek płac sfery rządzącej w Polsce. Prócz sporego wzrostu dochodów pary prezydenckiej, wyżej będą wynagradzani: posłowie i senatorowie (o 2,7 tys. zł. miesięcznie); wicepremierzy, ministrowie, wiceministrowie oraz wojewodowie (o 4 – 5 tys. zł.). Wielki skok finansowy zapewniono p. premier Szydło, bo aż o 7400 (dotychczas 16700 zł, po podwyżce 24100 zł.), choć daleko jej do Szanownej Małżonki p. Prezydenta, która dotąd z tytułu pełnienia tej zaszczytnej funkcji nie dostawała nic, teraz natomiast dostanie sporo więcej, niż wyniesie wzrost pensji pani premier.

para prezydencka                                                        Stale na posterunku

W sferach dobrze poinformowanych mówi się, że tak znaczną podwyżkę gaży premiera należy łączyć z przewidywaną w niedalekiej przyszłości dymisją p.Beaty Szydło i zastąpieniem jej przez Jarosława Kaczyńskiego. Wprawdzie prezes PiS pełni dzisiaj znacznie wyższe funkcje oberpremiera i nadprezydenta RP, nie znajduje to jednak sensownego odbicia w poborach, które nie wyróżniają go w gronie pozostałych parlamentarzystów. Lecz Jarosław Kaczyński nie jest człowiekiem pazernym na pieniądze, na utrzymaniu ma stosunkowo mało wymagającego kota i ewentualnie sypnie czasem groszem by pomóc ukochanej córce brata, należy zatem powątpiewać, by dla marnych kilku tysięcy chciał rezygnować z zarządzania państwem, degradując się do kierowania zaledwie rządem.

Para prezydenzka 1                            Jak nie podejmujesz gości, to musisz w goście jechać

Najbardziej niebotyczny skok finansowy czeka jednak p. Prezydentową. Z racji funkcji swego męża i przeprowadzki z Krakowa do Warszawy utraciła nie najlepiej wprawdzie płatną pracę nauczycielki języka niemieckiego w II Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Jana Sobieskiego w Krakowie, lecz praca była stała i wynagrodzenie też. Objąwszy zaszczytna funkcję małżonki prezydenta musiała obejść się dumą tylko z racji tak wysokiej jego pozycji. A rzeczywistość skrzeczała ! Towarzysząc mu przy różnych ważnych okazjach musiała wyglądać elegancko, tymczasem stroje, w których rozsmakowana jest p. Agata Kornhauser-Duda, miewają nierzadko niebotyczne ceny. I żyj tu człowieku w takiej sytuacji z jednej pensji, czując się także w obowiązku, by pomagać materialnie wciąż studiującej córce.

Znów pojawili się złośliwcy, którzy wygadują bzdury, przypisując duży skok w wynagradzaniu osoby zajmującej etat małżonki prezydenta RP inicjatywie Jarosława Kaczyńskiego. Są to bzdury wręcz niebotyczne, bo jeśli nawet miałby on ochotę dla wypoczynku objąć w przyszłości jedną tylko funkcję prezydenta RP, to przecież z tej okazji nie będzie się żenił, by zapewnić duży wzrost dochodów w rodzinie.

Para prezydencka 3                               I przysłowiowe pierdnięcie trudno z siebie wydać,

                                         bo stale BOR ma cię na oku i uchu

Znaczny skok wynagrodzeń sfer rządzących Polską łączyć należy ze zbliżającym się wielkim wzrostem ich aktywności po zakończeniu kaniukuły, w trakcie której jedynym znaczącym wydarzeniem będą Światowe Dni Młodzieży oraz związana z nimi wizyta papieża Franciszka. Wraz z nadejściem jesieni ciemnymi chmurami okryje się firmament wszelkiej dotychczasowej opozycji i szerokich kręgów wyznawców innych wartości, niż głoszone przez przodującą partię narodu polskiego, której 19 procentowa miernota spośród uprawnionych do głosowania powierzyła władanie krajem.

POBORY

MASKULINIZACJA ZAWODU KURWY

Polecany

Ja wiem, użyte w tytule słowo jest wulgarne, lecz nie ma innego, równie trafnie charakteryzującego nie tylko jednostki lecz także spore grupy społeczne. Czy tylko w Polsce ? Nie wiem ! Bardzo rzadko i krótko bywałem za granicą, nie poznałem więc żadnego innego kraju. Polskę znam, a jacy są Polacy  – każdy widzi.

Widniejąca w tytule nazwa wywodzi się z łaciny, w której przymiotnik rodzaju żeńskiego curva znaczy krzywa. Użyto go do nazwania pań mniej lub bardziej aktywnie uprawiających nierząd, który był efektem zejścia z prostej drogi cnoty na pokrzywione szlaki obyczajowej swawoli.  

Tenże przymiotnik w rodzaju męskim brzmi curvus czyli krzywy. Nie wiem jak wiele miał podobnych damskim desygnatów wśród mężczyzn, lecz wraz z upływem czasu, jak niegdyś w obszarze nierządu, znalazł szerokie zastosowanie w sferze polityki i tu liczebność kurwiących się mężczyzn pobiła wszelkie rekordy.  

Kurewstwo (dość powszechnie stosowana nazwa kurestwo jest gramatycznie niepoprawna) w Polsce ma spore tradycje. Czynnikiem wzbudzającym osobliwe zainteresowanie tą profesją są korzyści materialne. W drugiej połowie lat 50. i w latach 60. ub. wieku (nie wiem, może wcześniej i później też) królową kurew w Warszawie była niebrzydka dama, znana pod pseudonimem „Iza”, której powodziło się znakomicie. Nieźle płacili jej klienci, lecz ówczesne organy ścigania, które opiekowały się nią, także zapewniały jej intratę.

Gdy zorientowano się, że kurewstwo przynosi znaczne korzyści, stawało się dziedziną zyskującą coraz większą popularność. Już w latach międzywojennego dwudziestolecia niebywały wzrost zjawiska sprawił, że marszałek Józef Piłsudski podzielił się z Polakami swą refleksją na ich temat. Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy - powiedział i była to niezwykle trafna diagnoza. Miejsca nie starczy na prezentację dziedzin, do których się ona odnosi, przejdźmy zatem do realiów dnia dzisiejszego, który nieustannie dostarcza  argumentów ukazujących głębię myśli Marszałka.

Głośna stała się ostatnio sprawa kolejnego obniżenia emerytur byłym funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa PRL. Następnego dnia po tym, jak rozpatrywał ją Sejm, kupiłem pięć różnych gazet a w tym:

- trzy szmatłwce: GAZETĘ POLSKĄ,  SUPER EXPRESS i FAKT;

- jedną kościelną, zatytułowaną NASZ DZIENNIK, której redaktorzy są ambitni i starają się dorównać szmatławcom, oraz

-  TRYBUNĘ, która jest staromodnym dziennikiem i w żaden sposób z nowoczesnymi szmatławcami nie da się jej porównać.

Co to są szmatławce ? Jest to nowoczesna kategoria gazet, powstałych w III RP, nawiązująca do polskiej tradycji narodowej. Pojawiła się także nowa specjalność medialna – pismactwo. Tworzą ją pismacy zatrudniani w szmatławcach.  Głównie wyróżnia ich język. Powszechnie używana przez nich nazwa byłych funkcjonariuszy wywiadu, kontrwywiadu oraz służby wewnętrznej PRL to „esbek” i  jest ona obowiązująca wśród pismaków. Bardziej wykształceni historycznie używają nazwy „ubek”, nawiązującej do Urzędów Bezpieczeństwa istniejących do 1955 r.

imageKolejnym znaczącym wyróżnikiem nowoczesnego polskiego pismactwa jest stosunek do prawdy. Prawda, uchodząca niegdyś za wartość samoistną, traktowana jest przez nie jako narzędzie osiągania celów wyższych i najwyższych, dozwolone stało się zatem instrumentalne jej przekształcanie. To dlatego władze III RP wydały poufną dyrektywę nakazującą wszechstronne pogrążanie PRL dla radykalnej poprawy swego wizerunku. I tak dwoje, czy też dwóch (podpisali się inicjałami, nie zaznaczając płci) pismaków z SUPER EXPRESSU informuje, że esbecy  średnio dostają 3200 zł. emerytury, jednak na konto rekordzistów co miesiąc wpada 10 tys., 18 tys., a nawet 20 tys. zł. Pismaczka GAZETY POLSKIEJ przytacza nieco inne dane:  Obecnie przeciętne świadczenie dla byłych esbeków to 4 – 6 tys. zł. Najwyższe emerytury sięgają nawet 21 tys. zł.. Natomiast wierny prawdzie i tylko prawdzie pismak z rydzykowego NASZEGO DZIENNIKA doniósł, że   Mimo tych obniżek (w 2009 r. – przyp.W.P.), według danych MON z 2014 r., średnia wysokość emerytury funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL wynosiła nadal 4143 zł. brutto.

I jeszcze jeden przejaw twórczego podejścia do prawdy, obowiązującego w profesji pismaków nowoczesnych szmatławców. Głoszą oni, że najwyższa emerytura esbeka wynosi 21 tys. zł, a nie brakuje otrzymujących po 18 i 20 tys. zł. miesięcznie.  Zgodnie z klasycznymi kryteriami prawdy nie ma takich emerytur. Owszem, pobierają je byli funkcjonariusze SB, którzy w 1990 r. pomyślnie przeszli weryfikację, udało się im znaleźć etaty w nowych formacjach służb specjalnych i dotrwali w nich do emerytury. Zarobki w tych formacjach są nieporównywalnie wyższe do tych z czasów PRL i także z ich uwzględnieniem naliczane są kwoty emerytalnych świadczeń. Oczywiście ich składnik pochodzący z PRL-u zostanie zmniejszony, lecz to co dała im III RP nie ulegnie zmianie. Bieda ich zatem nie dotknie ! I tak oto twórcze podejście do prawdy staje się instrumentem unaocznienia kryształowej rzeczywistości dobrej zmiany dokonywanej przez PiS oraz nędzy „komuny”. A że metoda podła?! Nieważne, cel uświęca środki !

Dziennikiem starej daty, niezwykle zacofanym w porównaniu choćby z wymienionymi nowoczesnymi szmatławcami, jest ukazująca się niecodziennie  TRYBUNA. W jej 138-139 numerze z 13 – 14 lipca br. naczelny redaktor Marek Barański zamieścił swój artykuł także poświęcony emeryturom b. funkcjonariuszy SB. Tekst jest kompletnie nienowoczesny, napisany staromodnie, bez chamskich nazw i porównań. Panie Barański, gdy upadnie TRYBUNA, nie znajdziesz pan zatrudnienia w nowoczesnych szmatławcach !  Nie o to jednak mi idzie.  Znalazłem tam osobliwy fragment, który przytoczę tu in extenso: No, tak. Dziś jednak jest, jak jest. I samo to się nie stało. Wyglądający dziś trwożnie pomocy i ratunku emeryci służb specjalnych PRL, niestety zbierają po trosze to, co sami zasiali. O nie ma co mieć pretensji do SLD. To nie SLD funkcjonariuszom, tylko funkcjonariusze SLD wykręcili „aferę Olina”, to oni ostentacyjnie głosowali na PO, a w ostatnich wyborach w lwiej części na PiS. I to są skutki – „swoich” pomogli zdławić, a „obcy” i tak mają ich za nic.

A więc zjawisko skurwiania się jest wśród Polaków dość powszechne. I niezależne od wieku, wykształcenia, płci, stanu cywilnego i profesji. Najistotniejszym czynnikiem są oczekiwane korzyści.  Chłopaki ze starej SB (panie były też ?) przystąpili do procederu  podczas wyborów w 2015 r. Dali du… przepraszam – swe głosy zwycięskiemu  PiS-owi, lecz to on teraz chce by  zapłacili mu za przyjemność. Kurewstwo a rebours ! A kolejka po kasę za podobne usługi jest spora. Prezes PiS musi zatem postępować racjonalnie i oszczędnie. Szczęście, że ma w swym otoczeniu sporo pań, które są profesjonalistkami w tej dość skomplikowanej dziedzinie. Oby zmiany w oświacie i szkolnictwie przybliżyły przeciętnemu Polakowi szerszą w niej orientację.

 

 

MÓJ LIST DO KRÓLOWEJ POLSKI

Polecany

Szanowni Państwo!

Czesław Ryszka – senator PiS z 68 okręgu wyborczego, obejmującego także Częstochowę, wystąpił z inicjatywą, by rok 2017 stał się Rokiem Koronacji Matki Bożej Częstochowskiej, Królowej Korony Polskiej.  Pod projektem, poza Czesławem Ryszką, podpisało się 21 senatorów.

Zafascynowany Najświętszą Maryją Panną – Królową Polski senator Ryszka nie liczy się jednak z realiami, które mogłyby narazić tę Świętą Kobietę na nieprzewidywalne doznania, prezes PiS bowiem chciałby zapewne wykorzystać Ją do wzmocnienia roli swej partii, zapewniając sobie i swemu ugrupowaniu wiekuiste władanie krajem. Ponadto sprawowanie patronatu przez cały rok wymagałoby od Maryi częstego bywania w Polsce, co mogłoby narazić Ją na trudne do przewidzenia i nie zawsze najlepsze doznania.

Chcąc przestrzec Ją zatem przed wszelkimi kłopotami, które sprawić by mogły częstsze, w związku z powierzonym patronatem, wizyty w Polsce, napisałem do tej Świętej Kobiety list. Jego kopię przedstawiam Państwu poniżej.

100par000_01_big[1]Święta Maryjo, Matko Boża !

Nie jestem ateistą, będąc nim bowiem byłbym jednak wierzącym, tyle tylko, że na opak: wierzyłbym  że Boga nie ma. Jestem więc agnostykiem toteż nie wiem czy On jest, czy Go nie ma i temat ten mnie nie zajmuje. Do Ciebie natomiast, Święta Maryjo, piszę jako do kobiety, bo ludzie z rządzącego Polską PiS chcą Twą Osobę wykorzystać w sposób niegodny i narazić na zetknięcie się z polską rzeczywistością, co może przyprawić Cię o zawał serca albo nawet jaką gorszą przypadłość. To, co teraz wyprawiają Polacy nie da się w żadnym stopniu porównać z rzeczywistością znanej Ci Judei, a zwłaszcza Betlejem, uświęconego narodzinami Twego Syna.

Mało komu znany senator PiS – Czesław Ryszka, wybrany w 68 Okręgu Wyborczym RP, który obejmuje także Częstochowę, chce byś przyszły – 2017 rok objęła swym patronatem, co ma skłonić Cię do częstszego bywania w Polsce. I nie tylko na Jasnej Górze, przed wiekami przydzielonej Ci na siedzibę, gdzie ludzie zachowują się nie zawsze mądrze, lecz przynajmniej nie grzeszą nieobyczajnie. Patronując przez 12 miesięcy Polsce, musiałabyś Maryjo bywać w różnych miastach i wioskach, a podczas każdej z tych wizyt byłabyś oficjalnie witana przez władze państwowe z prezesem Kaczyńskim, prezydentem Dudą i premier Szydło na czele. Co oni by wyprawiali na Twój widok Święta Maryjo, aż trudno sobie wyobrazić.

A co najważniejsze, Matko Boża, prezes PiS Twe wizyty wykorzystałby zapewne do przekonania ludzi, że jego partia jest pod szczególną Twą opieką. Ponieważ w Polsce wierzy w Ciebie znaczna większość narodu, zapewniłby sobie i swej partii sukces wyborczy na nieprzewidywalnie długi czas. I tylko emigranci z krajów arabskich mogliby to zmienić, bo nie masz Maryjo najlepszych układów z Allachem. I stałoby się tak, że zamieniłby stryjek siekierkę na kijek, i jakiś święty arabski byłby zapraszany do patronowania kolejnym latom w Polsce.

Proszę Cię zatem Maryjo, nie przyjmuj zaproszenia senatora Ryszki i nie obejmuj swym patronatem przyszłego roku w Polsce, bo zupełnie niechcący możesz spowodować niewyobrażalne zamieszanie w polskiej polityce. I nie tylko wewnętrznej, lecz co gorsza w zagranicznej, prezes PiS bowiem mógłby nabrać przekonania o mocarstwowym potencjale Polski, nakazać ministrowi Macierewiczowi wyprawę na Moskwę i aneksję Rosji.

Pozdrawiam Cię serdecznie Maryjo

                                                         Wiesław Poczmański

                                                                  agnostyk

Warszawa 5 lipca 2016 r.

JAK ROZPRAW[N]ICZAJĄ SIĘ PIS-UARNI PRAWNICY

Polecany

                                          Jest taki rodzaj intelektualizmu,

                                      który przeradza się w kretynizm.

                                                             Ludwig Erhard – kanclerz RFN (1963 – 1966)

Zabierałem się do pisania II części BIBLIJNEGO RODOWODU ZŁA GNĘBIĄCEGO POLAKÓW, zacząłem przeglądać różne materiały i trafiłem na artykuł Marcina Kosa zamieszczony w tegorocznym 4 numerze tygodnika FAKTY I MITY z przełomu stycznia i lutego, zatytułowany SMAK ZEMSTY. Był to jeden z tekstów omawiających przygotowania do kolejnej redukcji emerytur funkcjonariuszy organów ścigania i służb specjalnych PRL, zapowiadanej przez PiS. Przeczytałem go po raz kolejny i póki co pożegnałem się z zamiarem kontynuowania poprzedniego wpisu na blogu.

Autor artykułu przytoczył między innymi wypowiedzi pisowskiego posła – absolwenta studiów prawniczych Stanisława Pięty oraz posłanki spod tego samego partyjnego znaku  i także prawniczki – Krystyny Pawłowicz. Są  p o r a ż a j ą c e !  Stanisław Pięta mówił: Trud­no, żeby niepodległe państwo polskie wypłacało emerytury ko­laborantom i komunistycznym  zbrodniarzom. Oni w ogóle powin­ni być pozbawieni jakichkolwiek świadczeń emerytalnych, a ich rosz­czenia powinny być kierowane do pana Putina, bo to Rosja jest spad­kobiercą Związku Sowieckiego. Ci kolaboranci komunistyczni powin­ni nie tylko być pozbawieni świad­czeń, ale także ich majątki powin­ny zostać skonfiskowane. Zasada sprawiedliwości, szacunku dla dzie­siątków tysięcy żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego, żołnierzy wyklętych, wymaga, by ich opraw­cy byli pozbawieni jakichkolwiek świadczeń ze strony niepodległego polskiego państwa.

Poseł Stanisław Pięta (rocznik 1971) de nomine jest prawnikiem, lecz nie tylko. Ukończył Zasadniczą Szkołę Zawodową przy Zakładach Wytwórczych Sprzętu Sieciowego „Belos” w Bielsku Białej oraz tamtejsze Technikum Energetyczne. Nauki techniczne niezbyt go musiały pociągać, wstąpił więc na Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, który ukończył w 2003 r. Zafascynowany humanistyką  na tejże uczelni ukończył też Studium Pedagogiczne. Ów brak zdecydowania w wyborze interesującej go dziedziny wiedzy jakoś tam tłumaczy cytowane wyżej brednie, które wygadywał, lecz do licha, Pięta jest posłem i jego skłonność do głupawego myślenia i gadania grozi trudnymi do przewidzenia konsekwencjami !

Pięta 1Dokonania posła Pięty póki co zostały właściwie ocenione przez społeczność miasta, z którego pochodzi. Jaki będzie koszt jego zasług dla kraju ?

No dobra, odpuśćmy sobie posła Piętę – ni to technika, ni prawnika i wejdźmy w łono intelektu starszej od niego o niemal 20 lat prof. nadzw. dr hab. Krystyny Pawłowicz. Jest ona tylko, lecz wysokiego szczebla prawniczką, wyspecjalizowaną w prawie publicznym i gospodarczym. Ukończywszy  w 1976 r. Wydział Prawa i Administracji w Uniwersytecie Warszawskim podjęła służbę „komunie”, pozostając w nim w roli asystenta. W 1979 roku, wciąż w toku tej służby, ukończyła aplikację sędziowską, krótko pracowała w Zakładzie Prawa Rolnego, a później, przez ponad 30 lat była pracownikiem naukowo-dydaktycznym w Zakładzie Prawa Gospodarczego i Bankowego. W międzyczasie uzyskała stopień doktora nauk prawnych w dziedzinie prawa administracyjnego, a w 2005 r. habilitowała się.  W 2007 r. jęła wykładać publiczne prawo gospodarcze w Wyższej Szkole Administracji Publicznej w Ostrołęce i w tymże też roku została Sędzią Trybunału Stanu, sędziując w nim do 20011 r., po czym, do 2012 r. funkcjonowała jako profesor nadzwyczajny w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie; pełniła tam funkcję  kierownika Katedry Publicznego Prawa Gospodarczego na Wydziale Prawa i Administracji.

W 2011 r. prof. Krystyna Pawłowicz wybrana została posłanką Sejmu VII kadencji z okręgu siedleckiego, co zostało powtórzone w r. 2015, podczas wyborów do Sejmu VIII kadencji. I tak wygasała jej naukowa działalność na rzecz aktywności parlamentarnej.

Tak się złożyło, że Krystyna Pawłowicz nie była i nie jest mężatką, nie ma też potomstwa, co sprzyjało jej naukowej, a później politycznej i parlamentarnej aktywności.  Była i wciąż jest kobietą o osobliwym uroku, co zapewne  sprzyja znakomitym relacjom z jej partyjnym przełożonym – Jarosławem Kaczyńskim, który jednak nie używa pań zgodnie z ich przeznaczeniem. Nie tylko zresztą wzbudza sympatię wśród mężczyzn. Niedawno była posłanka Anna Grodzka zwierzyła się dziennikarzowi: – Nasze relacje nie były jakieś cukierkowe, ale brakuje mi jej. Tęsknię za nią.

Krycha 9 uroczaCzy można się dziwić, że za tę urodę

 nawet kobiety pos. Pawłowicz kochają?

Wróćmy wszakże do parlamentarnej aktywności pos. Krystyny Pawłowicz. Wspomniany wyżej dziennikarz FAKTÓW I MITÓW – Marcin Kos przytacza w cytowanym artykule osobliwe zapatrywania posłanki PiS – doktora habilitowanego i nadzwyczajnego profesora prawa: Trzymanie się takiej pozytywistycznej teorii prawa dura lex sed lex, że zrobimy tylko to, na co przepisik pozwoli, bez patrzenia na system wartości, jest właściwy dla systemów nazistowskich, faszystowskich, dyktatur wszelkiego rodzaju. Polska jest państwem demokratycznym, ale ma urzeczywistniać zasady sprawiedliwości społecznej. Oczywiście byłabym za tym, o czym mówił pan poseł Pięta, że powinni się ci ludzie [„komunistyczni kolaboranci” – przyp. W.P.] wynieść. I za utratę ciężkiej pracy przecież nie dla Polski, tylko przeciwko Polsce, powinni pobierać opłaty gdzie indziej. Ale ponieważ są tutaj, to jako chrześcijanie nie będziemy ich zabijać, natomiast trzeba odpowiednio do zasług potraktować. Sprowadzić ich absolutnie jak najniżej można, żeby minimalnie odczuli, że są oprawcami. Nie może być tak, że ci, którzy byli ich ofiarami, dzisiaj muszą składać wnioski o renty specjalne, bo nie mają z czego żyć, a esbecy żyją w sposób niesprawiedliwy, czym naruszają konstytucję.

nowa-jeszcze-lepsza-twarz-pis_19383281Pani posłanka ma misję, którą powierzyła jej do spełnienia najwyższa instancja i nie będzie sobie głowy zawracać miłostkami. Inaczej traktuje tylko swego ziemskiego idola, lecz czyni to na polecenie Niebios

Prawniczy dyletantyzm choćby z litości można wybaczyć posłowi Pięcie, bo nie upowszechnia swych pomysłów w młodszych pokoleniach, pos. Krystyna Pawłowicz natomiast ma za sobą wieloletnie kształtowanie zapatrywań studentów w uczelniach, w których prowadziła działalność dydaktyczną i naukową. Jeśli upowszechniała wśród nich takie poglądy, jak te przytoczone przez Marcina Kosa i jeśli choćby tylko część słuchających ją żaków poważnie potraktowała głoszone przez nią androny, to porażająca jest obawa, że mogą one się stawać dla tych młodych ludzi obowiązującą normą.

Nie da się dyskutować z posłanką Pawłowicz na temat prawa. Bo skoro  respektowanie starożytnej rzymskiej paremii dura lex, sed lex (twarde prawo, ale prawo)  uznaje ona za właściwość systemów nazistowskich, faszystowskich, dyktatur wszelkiego rodzaju, skoro norm nadrzędnych poszukiwać nakazuje w systemie wartości, to rozpacz ogarnia normalnego człowieka. W jakim systemie wartości, szanowna profesorko ? Chrześcijańskich ? A co ja mam do tego i z jakiej racji mam ten system uznawać za nadrzędny ? Wielką mi łaskę pani profesorka wyświadcza obiecując , że z racji bycia chrześcijanką nie zabije mnie, lecz gotowa jest do głodowego minimum zredukować moją emeryturę, bo według uznawanej przez nią oceny dokonanej przez posła Piętę, jestem „komunistycznym kolaborantem”, którego zaleca sprowadzić absolutnie jak najniżej można.

Gdyby dało się posłankę Pawłowicz jako prawniczkę i wykładowcę prawa traktować poważnie, to należało by ją zapytać:

- a co z działaniem prawa wstecz (kolejna rzymska paremia lex retro non agit ) ?

- co z zakazem odpowiedzialności zbiorowej i nakazem indywidualizacji winy i kary, bo ja i większość funkcjonariuszy resortu spraw wewnętrznych czasów PRL żadnych naruszeń prawa nie dopuściliśmy się;

- co z zasadą nullum crimen, nulla poena sine lege  (nie ma przestępstwa, nie ma kary bez ustawy);

- co z kolejną elementarną normą – nulla poena sine pulpa (nie ma kary bez winy) ?

jaroIdol pos. Pawłowicz uczyni wszystko by zyskać wieczystą wdzięczność Polaków

Porażająca jest fala nienawiści wzbudzanej przez PiS i jego wyznawców. Zaczęło się od PRL i da się to jeszcze jakoś rozumieć, bo w istocie ówczesna władza nie godząc się na zmianę ustroju, wprowadziła stan wojenny, który dał się we znaki opozycji. Dlaczego jednak patron PiS-owskiej demokracji piętnuje i chce posadzić wywodzącego się z tego samego co on pnia Donalda Tuska, któremu zapewne trzęsą się ze strachu spodnie na myśl o powrocie do Polski, gdy zakończy przewodniczenie Radzie Europejskiej ? Dlaczego wśród rzeszy miłośników PiS nie znajdzie się ktoś, kto odważnie wytknie bossowi tej partii, że w istocie szkodzi Polsce, ze wzbudzania nienawiści czyniąc podstawę swej strategii ? A może takiemu wytknięciu sprzeciwia się poczucie realizmu, bo skoro profesorka prawa, habilitowana doktorka w tej dziedzinie twierdzi, że pozytywistyczna teoria dura lex sed lex jest właściwa dla systemów nazistowskich, faszystowskich, dyktatur wszelkiego rodzaju, to równie dobrze może ogłosić, że prowadzone przez nią badania wiodą do odkrycia, że warunkiem wielkości człowieka jest wzrost 1 metr 67 centymetrów, który po wielu latach starań osiągnął jej idol. O czym tu więc dyskutować !

_____________

Post scriptum: Wielkie zasługi dla pomyślności strategii PiS i wodza partii ma podsekretarz stanu w resorcie spraw wewnętrznych  Jarosław Zieliński, który dla wsparcia zamysłu swego politycznego szefa, by kwotą 500 PLN miesięcznie zachęcać Polaków do rozmnażania się, znalazł b. funkcjonariusza SB PRL wciąż pobierającego emeryturę w wysokości 21 000 PLN, też miesięcznie. Nikt wymiernego pożytku z likwidacji tej kwoty miał nie będzie, bo taka emerytura nie istnieje, lecz elektorat PiS zyskał argument do rozprawy z „komuną”, nie da się bowiem wykluczyć, że istnieć mogła albo ktoś chciał, by istniała.

BIBLIJNY RODOWÓD ZŁA GNĘBIĄCEGO POLAKÓW

Polecany

                                                                 I.

Jak zwykle będę pisał o polityce, najpierw jednak poruszę temat ważniejszy. Przez okno mego pokoju usytuowanego na 7 piętrze dziesięciokondygnacyjnego bloku, widać wierzchołki wielu drzew posadzonych od północno-wschodniej strony blisko pół wieku temu. Sięgają piątego piętra. W kwietniu, u wierzchołka buka para srok zaczęła wić gniazdo. Trwało to ze dwa tygodnie, może nawet dłużej, a gdy było gotowe, jęła przesiadywać w nim samiczka. Zapewne siedziała na zniesionych tam jajkach, bo niemal nie opuszczała lęgowiska. Pewnego dnia usłyszałem ptasie wrzaski. Wyjrzałem przez okno i ujrzałem bójkę: dwie sroki broniły się przed brutalnym atakiem znacznie od nich większej szarej wrony. Nie wiem jak i czym zakończyła się ta awantura. Jeszcze przez kilka następnych dni widywałem siedzącą srokę, lecz już wkrótce gniazdo opustoszało. Małych sroczek nie widziałem.

Przed godziną niebo nad Warszawą pociemniało, zerwał się wiatr, który gałęzie drzew tak szarpał i giął, aż zdawało się, że zaraz je połamie. Przez otwarte okno obserwowałem wierzchołek buka i szarzejące na zielonym tle liści gniazdo srok. Było oczywiście puste. Oczekiwałem, że gwałtowna wichura wyszarpie je spomiędzy trzech gałęzi, do których było umocowane. Lecz próżno wiatr się wysilał. Nawet jednej gałązki, będącej budulcem ptasiego domu, nie zdołał wyrwać.

I pomyślałm sobie: skąd taka wiedza u ptaków, które nie dość,  że  w lada zawodówce nie poznawały tajników budowy swych domów, to nawet czytanie i pisanie jest im obce. A człowiek kształci się, uczy i, jak głosi popularne porzekadło, mimo że kształcony i uczony, to nierzadko wciąż gamoń. Wróćmy wszakże do polityki.

31 maja internetowa witryna „wyborcza.pl”  zaprezentowała rozmowę z filozofem i historykiem religii, profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN – Zbigniewem Mikołejką. Już na początku formułuje on tezę o sojuszu Jarosława Kaczyńskiego zawartym z Edkiem – symboliczną postacią z TANGA Sławomira Mrożka – który nie szanuje drugiego człowieka, zagarnia jego wolność i jest uosobieniem chamstwa.

Sobotnio-niedzielna „Gazeta Wyborcza” z 25 – 26 czerwca zamieściła  niezwykle interesujący wywiad też z prof. Mikołejką,  poświęcony najważniejszym wydarzeniom w polskiej polityce ostatnich kilku miesięcy. Na wstępie rozmowy precyzuje on znaczenie terminu „cham”, użytego w poprzednim wywiadzie, a pochodzącego od pisanego z dużej litery imienia biblijnego Chama – jednego z trzech synów Noego. Mówi więc profesor, że Do chamów nie należą ci, którzy poparli Jarosława Kaczyńskiego z powodu poczucia krzywdy, tej prawdziwej. Ludzie, których za poprzednich rządów nie chciano słuchać i widzieć – rozczarowani, bo odrzuceni przez elity zarówno lewicowe, jak i liberalne.(…) Cham natomiast to człowiek bez właściwości. Nie ma narodowości, , ani rasy, ani płci, ani wieku. Może być mężczyzną lub kobietą, robotnikiem po zawodówce albo profesorem czy menedżerem, młodziakiem albo starcem nad grobem. I niezależnie od statusu rządzi nim ta sama brutalność, pazerność, nieliczenie się z wrażliwością innego..

Zanim przejdę do fragmentu majowego wywiadu z prof. Mikołejką , będącego kanwą niniejszego wpisu, pozwolę sobie zaprezentować nieco więcej szczegółów, na temat biblijnego rodowodu chamstwa, umiłowanego przez wielu prawdziwych Polaków, bo prawdziwy Polak pobożnym człowiekiem jest !

Giovanni Bellini Pijaństwo Noego ur. ok. 1427-1430 - zm. 29 listopada 1516                                 Pijaństwo Noego   

                        Giovanni-Bellini ( ur. ok.1427-1430, zm. 29 listopada-1516)

Noe jako rolnik bardzo się zainteresował  uprawą winorośli i przyswoił sobie sztukę produkowania z niej wina. Nie podejrzewając zdradzieckiej mocy tego napoju uraczył się pierwszą jego partią,  upił się i leżał odkryty w namiocie swoim (Rdz.1.21). I tu mamy początek wielu kolejnych, bardzo ciekawych zdarzeń opisanych w Księdze Rodzaju Starego Testamentu, które sprowadziły na człowieka  fatalne w skutkach nawyki i słabości.

Wróćmy więc do biblijnego namiotu, w którym leżał na golasa, winem urżnięty Noe. Jako pierwszy nakrył go tam jego syn Cham, o czym tak informuje Biblia: A Cham, ojciec Kanaana, zobaczył nagość ojca swego i opowiedział o tym poza namiotem obu swoim braciom (Rdz.1.22). Czyżby tylko tyle ?

Stary Testament jest wspólną księgą religii pobożnych Żydów i także uprawiających pobożność, choć w innym wydaniu – Chrześcijan. Zdarzyli się więc podobno żydowscy komentatorzy „Tory” – najważniejszego z objawionych tekstów judaizmu, zawierającego pięć ksiąg skopiowanych później w chrześcijańskim Starym Testamencie, którzy bezwstydnie twierdzili, że Cham zoczywszy leżącego w namiocie gołego swego ojca, przeleciał go od tyłu, inaugurując rażąco odmienny od naturalnego sposób na zaspokojenie ludzkiej chuci. Podstawą tych seksualnych dywagacji ma być ten oto fragment wspólnej księgi żydów i chrześcijan: A gdy Noe obudził się po upiciu się winem i dowiedział się, co mu uczynił jego najmłodszy syn, (Rdz.1. 24) rzekł: Niech będzie przeklęty Kanaan, niech będzie najniższym sługą braci swoich ! (Rdz.1. 25). Kilka ledwie zdań, a tyle informacji o praźródłach  różnych ludzkich ciągotek i popędów. Bo oto za czyn nierządny dokonany na sobie Noe nie przeklina rzeczywistego sprawcy, czyli swego syna Chama, lecz winnym czyni  Bogu ducha winnego wnuka. Czyżby  tak się spił produktem pochodzącym ze swych rolnych upraw, że aż wszystko mu się w głowie pomieszało ? Mamy więc homoseksualizm, mamy kazirodztwo, czyli stosunek z krewnym w linii prostej, a tłem tego wszystkiego jest pijaństwo ofiary, które umożliwia te fatalne draństwa. Ale to nie wszystko.

Noe nie przeprowadza dokładnego śledztwa w celu ustalenia sprawcy dokonanego na sobie czynu nierządnego, lecz winę przypisuje pierwszemu lepszemu z członków swej rodziny, bo dostęp do namiotu mieli tylko jego najbliżsi. Mamy więc coś na kształt odpowiedzialności zbiorowej: teoretycznie mógł go wydupczyć każdy z trzech synów, mogli to uczynić inni wnukowie. Nieważne! Być może wnuk Kanaan, jak to zdarza się gówniarzom, naraził się mu wcześniej i ubzdryngolony dziadek wskazał na niego, by odpłacić pięknym za nadobne. Możliwe !

Prof. Mikołejko we wspomnianym wywiadzie publikowanym na łamach „Gazety Wyborczej” z 25-26 czerwca, przytacza stek komentarzy „prawdziwych Polaków”, którzy wypominają mu brak umiłowania polskości zaprezentowany w rozmowie publikowanej w portalu „wyborcza.pl” 31 maja b.r.: Tępy, obleśny chuj z jeszcze obleśniejszym wąsem i żółtymi zębami, zza których sączy się jad. Wypierdalaj dziadzie – pisze jakaś kobieta. Ciekawe, ile dostał do łapy za znieważanie nas. Takie czasy, że nas Polaków mieszają z błotem nie tylko już za granicą tylko sami Polacy – dodaje męż­czyzna. Jaki to intelektualista, wykształcenie za świninę i jajka. Sorry, ale to jest kurwa eks­pert od czego? Z wyglądu to jakiś alkocholik – przez ch pisane – z zapuchniętymi oczami. Ale jeszcze coś: On wygląda jak menel, a nie profesor. Umyj zęby brudasie, bo capi z py­ska kreaturo żydowska. I najlepsze. Trzy­dziestoletni z wyglądu ojciec trójki miłych dzie­ci: Odpierdol się chuju od Polaków, bo cię po­wiesimy szmato.

I to tyle na dzisiaj, niejako tytułem wstępu. Zło należy tępić ! Co wszakże jest złem ? – wypada zapytać.  Czyżby umiłowanie polskości prezentowane przez patriotów niemogących  znieść umniejszania roli  narodowego bohatera, który wielu z nich dał po 500 zł. na drugie i kolejne dziecko oraz złożył inne, równie ważkie  obietnice ? Tym bardziej nie jest złem wzruszające komplementowanie „prawdziwych Polaków”,  grożących  szubienicą tym, co tę polskość na różne sposoby sponiewierali, a nawet zdradzili. Ot, choćby Żydom, ubekom oraz innym komunistom.

                                                                  c.d.n.   

 

MOJA POETYCKA DEDYKACJA DLA WIODĄCEJ PARTII NARODU

Polecany

Czym jest w istocie dziennik GAZETA POLSKA ? Trudno ustalić ! Tej proweniencji media, które funkcjonowały w czasach PRL, nazywane są teraz reżimowymi, bo służyły panującej władzy. Nie popełnię zatem błędu, gdy GAZETĘ POLSKĄ także opatrzę tym podtytułem.

Nie kupuję i nie czytuję tego rodzaju nowoczesnych szmatławców, lecz z rana zadzwonił do mnie znajomy informując, że owa reżimówka doniosła o projekcie kolejnej obniżki emerytur takim, jak ja – byłym funkcjonariuszom SB. Uczyniłem więc wyjątek i kupiłem piśmidełko, bo jako organ quasi rządowy, na temat takich dokonań władzy ma  informacje z pierwszej ręki. Na pierwszej stronie znalazłem fotomontaż z jakiejś akcji dawnego ZOMO, a na tym tle figurujący tytuł:  ESBEKOM OBETNĄ EMERYTURY. Zapowiedź jest prawdziwa, jej treść natomiast załgana do cna, lecz reżimówka łże jak władza każe, bo od tego jest.

Będąc w przeszłości funkcjonariuszem SB sprawowałem dość znaczące funkcje. Jeśli idzie o partyjne, to w sierpniu 1980 roku, w ówczesnym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, wybrano mnie pierwszym sekretarzem Komitetu Zakładowego PZPR, a gdy w 1981 r. szefem MSW został gen. Czesław Kiszczak, spuścił mnie z centrali do Olsztyna na wysoką w województwie funkcję zastępcy Komendanta Wojewódzkiego MO ds. SB. Jeśli idzie o znaczenie oczywiście zmarniałem, lecz finansowego uszczerbku nie poniosłem. Gdy w sierpniu 1990 r., nie godząc się na służenie nowemu dysponentowi Polski, przeszedłem na emeryturę, jej wysokość netto (po wszelkich potrąceniach) wyniosła 2384,87 zł.

Mam pełną dokumentację mych emerytalnych świadczeń, nie chce mi się jednak tego wszystkiego studiować, przytoczę więc treść zawiadomienia z  września 1998 r. informującego mnie, że moja emerytura wraz z przysługującymi dodatkami i zasiłkami wynosi 2034,54 zł. Później świadczenie ulegało korzystnym dla mnie zmianom i w lutym 2009 r. wyniosło 3974,07 zł.

I pławiłem się w tych luksusach, i chwaliłem polską demokrację, aż nastał czas jej skurduplenia, gdy na fotelu premiera zasiadł Jarosław Kaczyński. Pismem z  20 października 2009 r. dyrektor Zakładu Emerytalno -  Rentowego MSW poinformował mnie, że z poprzedniej wyżyny poleciałem na łeb, na szyję w dół, do kwoty 1714, 66 zł. Miałem wtedy 71 lat, byłem po kilku operacjach stawów biodrowych, uznałem więc, że takiej ludzkiej ruinie starczy by przetrwać z miesiąca na miesiąc, aż do samej śmierci. Ta jednak wypięła się na mnie albo coś pogmatwało się jej w kwitach i do dzisiaj mnie nie nachodzi. Pamięta o mnie jednak dzisiejszy władca Polski, jej Oberpremier i Nadprezydent, który zlecił podległym sobie służbom, by znów dobrały się mi do tyłka.

jaroslaw-kaczynski-satyraPrzed kilkoma dniami Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA poinformował mnie, że po wszelkich regulacjach i podwyżkach moja emerytura wynosi dzisiaj 2070, 21 zł. Mam już jednak 78 lat, w trakcie ostatniej operacji usunięto mi staw biodrowy, co sprawiło, że lewa noga jest o ok. 5 cm krótsza od prawej, w związku z czym 25 maja otrzymałem orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności. Jest to wydarzenie w mym życiu bez precedensu, bo jeszcze nigdy nie byłem kaleką, czuję się więc zaskoczony tym, że demokratyczna władza III RP w PiS-owskiej jej odmianie, postanowiła to uczcić i już wkrótce Sejm rozpatrywać będzie projekt ustawy autorstwa MSWiA dotyczący mych emerytalnych świadczeń.

Wspomniana na wstępie GAZETA POLSKA informuje: Teraz średnia wysokość emerytur i rent b. funkcjonariusza SB to 3200 zł., a więc posłusznie łże jak najęta, bo do specjalnych poruczeń najęła ją władza dowodzona przez  Oberpremiera i Nadprezydenta PiS-owskiej mutacji III RP. Nie wiem na ile jest prawdziwa informacja wiceszefa resortu SWiA  Jarosława Zielińskiego, że obniżka emerytur odblo­kuje w budżecie państwa ćwierć miliarda złotych rocz­nie, lecz wszelkie dalsze doniesienia GP to stek brutalnych łgarstw. I tak przytacza ona informację tego wiceministra, że najwyż­sza emerytura esbecka wynosi 21 tys. zł. Drukuje dalej dramatyczną ocenę społecznej rzeczywistości  PO-wskiej odmiany III RP jakiegoś Tadeusza Wołyńca – absolwenta z 1976 r. Zasadniczej Szkoły Zawodowej przy Fabryce Maszyn Budowlanych „Bumar” w Koszalinie, który twierdzi:  Nasi oprawcy żyją w przepychu. Nawet w cza­sach PRL-u tak dobrze nie mieli, jak teraz. Pani Kiszczakowa chciała 9 tys. zł za papiery „Bolka”, bo nie ma za co żyć. A co ja mam po­wiedzieć? Nie mam nawet prawa do zasiłku. Mam le­gitymację działacza opozycji antykomunistycznej i mogę sobie to co najwyżej w ram­kę oprawić. Nie mam żad­nych uprawnień. I takich jak ja jest tysiące w tym kraju. Zostaliśmy na lodzie.  To już ponad 26 lat polski resorto­wej. Wystarczy!

Najpodlejszą cechą rządów i formacji tworzących je w III RP, jest dzielenie Polaków i szczucie tak podzielonych na siebie. Gdy jeszcze da się pojąć obrzucanie fekaliami PRL, przez niedouków zwaną „komuną”, to nie jestem w stanie pojąć powodów zagrożenia losów byłego premiera Donalda Tuska, od półtora roku przewodniczącego Rady Europejskiej, a więc wyniesionego na szczyty, na których od wieków nie bywał Polak. To co mówią o nim PiS-owcy może sprawić, że będzie się bał wrócić do Polski, gdy nie zostanie mu wyświadczona łaska ponownego wyboru. Co jeszcze wymyślą pisowskie dupowłazy ? Strach pomyśleć ! Podobno złożony jest wniosek o przyznanie tytułu „błogosławionego” Lechowi Kaczyńskiemu. O tempora, o mores !

Jako wyznawca marksizmu-leninizmu zaczynam mieć wątpliwości co do nieomylności mych mentorów. Jak mogli tak wybitni znawcy systemów i stosunków społecznych nie przewidzieć, że będzie w Europie kraj, w którym zapanuje niepodzielnie przywódca formatu Jarosława Kaczyńskiego ! I karty będzie rozdawać partia będąca reprezentacją klasy nabożnych patriotów, którzy skrajną głupotę uczynią kompasem narodowych dążeń.

W pokornym poczuciu swej marności, doceniając format i znaczenie ludzi władających dzisiaj Polską, pragnę zadedykować im strofy utworu mego ulubionego poety – Juliana Tuwima:

Absztyfikanci Grubej Berty

I katowickie węglokopy,

I borysławskie naftowierty,

I lodzermensche, bycze chłopy.

Warszawskie bubki, żygolaki

Z szajką wytwornych pind na kupę,

Rębajły, franty, zabijaki,

Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Socjały nudne i ponure,

Pedeki, neokatoliki,

Podskakiwacze pod kulturę,

Czciciele radia i fizyki,

Uczone małpy, ścisłowiedy,

Co oglądacie świat przez lupę

I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,

Całujcie mnie wszyscy w dupę.


I ty fortuny skurwysynu,

Gówniarzu uperfumowany,

Co splendor oraz spleen Londynu

Nosisz na gębie zakazanej,

I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,

A srać chodziłeś pod chałupę,

Ty, wypasiony na Ikacu,

Całujcie mnie wszyscy w dupę.


Item ględziarze i bajdury,

Ciągnący z nieba grubą rętę,

O, łapiduchy z Jasnej Góry,

Z Góry Kalwarii parchy święte,

I ty, księżuniu, co kutasa

Zawiązanego masz na supeł,

Żeby ci czasem nie pohasał,

Całujcie mnie wszyscy w dupę.


I wy, o których zapomniałem,

Lub pominąłem was przez litość,

Albo dlatego, że się bałem,

Albo, że taka was obfitość,

I ty, cenzorze, co za wiersz ten

Zapewne skarzesz mnie na ciupę,

Iżem się stał świntuchów hersztem,

Całujcie mnie wszyscy w dupę !…

 B U Z I A K I !!!

 

      

POLSKIE PRAGNIENIA

Polecany

Cesare Beccaria (1738 – 1794) włoski prawnik i pisarz polityczny, przedstawiciel humanitaryzmu prawniczego, w swym najważniejszym dziele prawniczym O PRZESTĘPSTWACH I KARACH (1764) pisał: Kara, aby nie była gwałtem jednej lub kilku osób przeciwko obywatelowi, po­winna być publiczna, prędka, potrzebna, najmniejsza ile być może, proporcjonalna zbrodni i przepisana prawem.[…] Cel kar jest ten, aby winowajcy zagrodzić drogę do szkodzenia więcej społecz­ności, a ziomków jego odrazić od podobnych zbrodni. Aby więc tego dostąpić celu, potrzeba takowych używać kar, które by będąc podług zbrodni wymiarkowane naj­dzielniejszy i najtrwalszy na umysłach ludzkich czyniły wyraz, a oraz jak najmniej nad ciałem winowajcy pastwiły się. [podkr. moje – W.P.]

dobra-zmiana-1-1Tak pisał Beccaria w XVIII wieku. A czas biegł i biegł, i nastały w Polsce rządy PRAWA i SPRAWIEDLIWOŚCI,  i ministrem sprawiedliwości oraz  generalnym prokuratorem został Zbigniew Ziobro. Kilka dni temu wstecz powiedział był podczas konferencji prasowej: Będę przedkładał Radzie Ministrów projekt zmian w obszarze kodeksu karnego. (…)  Dzisiaj za brutalne przestępstwo, gwałt zbiorowy, grozi kara od trzech do 15 lat pozbawienia wolności. Jeśli moje propozycje zostaną przyjęte, będzie to kara od ośmiu do 25 lat więzienia. Za przestępstwo, za gwałt ze szczególnym okrucieństwem grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności. Jeśli moje propozycje zostaną przyjęte, będzie to kara od 10 do 35 lat więzienia. Wprowadzimy drakońskie zaostrzenie kar. Nie będzie taryfy ulgowej.

Beccaria, zgodnie z ideami oświecenia krytykował prawo karne epoki feudalnej opowiadając się za jego humanitaryzacją.  Nie odwet miał być według niego celem kary, lecz pozyskanie przestępcy dla społeczeństwa. Inny jej podstawowy cel to prewencja, czyli szeroko pojmowana profilaktyka i zapobieganie. A to wymagało zdania sobie sprawy z przyczyn przestępczości, których upatrywał w nędzy, kryminogennych stosunkach społecznych i wadliwym nierzadko ustawodawstwie.

W Internecie znalazłem dość optymistyczne dane na temat stanu przestępczości w Polsce. W 2014 roku odnotowano 915 081 czynów kryminalnych, a w 2015 roku  833 281, co oznacza dziewięcioprocentowy spadek. Nie dało się natomiast znaleźć informacji o ich wykrywalności. Są tylko sygnały o postępującym biurokratyzowaniu pracy policji, co sprawia także komplikowanie procedur i wzrost kosztów funkcjonowania, a są to czynniki oczywiście ujemnie rzutujące na wykrywalność.

Niezależnie od oświeceniowych i późniejszych tendencji do humanitaryzacji prawa karnego, w świadomości przeciętnego Polaka istnieje przekonanie, że zaostrzenie sankcji jest najważniejszym  czynnikiem odstraszającym przestępcę, a więc prowadzącym do spadku przestępczości. Rzeczywistość jest jednak niepomiernie bardziej skomplikowana i nie raz bywało, że eskalacja penalizacji, której nie towarzyszyły inne działania sprzyjające ograniczeniu motywacji do popełniania czynów karalnych, prowadziła do wzrostu przestępczości.

ZiobroZarówno minister Ziobro, jak również jego partyjny przełożony są wykształconymi prawnikami, mimo to jednak zdają się pokładać nadmierne nadzieje w zaostrzeniu sankcji za popełnienie czynów karalnych. A może idzie im tylko o zyskanie akceptacji przeciętnego Polaka, który w ostatnich wyborach uwierzył w zbawcze ich możliwości ? Wiara nie raz czyniła cuda i osobliwym zjawiskiem tego typu było wyborcze zwycięstwo PiS. Coraz trudniej wszakże oprzeć się wrażeniu, że Opatrzność postanowiła poprzestać na tym tylko cudzie, resztę pozostawiając brutalnej rzeczywistości. 

 

IPN NIE SCHODZI NA PSY. PIES TO SZLACHETNE STWORZENIE

Polecany

Co to jest solidarność ?  Najkrótsza definicja głosi, że jest to wspólnota działania, podyktowana wspólnotą interesów. Są także inne określenia tego pojęcia, by sprawy jednak nie komplikować, poprzestańmy na tym. Co do wspólnoty działania – zgoda, problemy pojawiają się przy wspólnocie interesów, a więc tym, co ludzi ma łączyć. Kto tę wspólnotę formułuje i dyktuje ? Tu zaczynają się bardzo strome schody.

Najprostszy sposób na wzbudzenie solidarności w jakiejś grupie ludzi, to uzmysłowienie jej członkom zagrożenia elementarnych ich interesów, takich jak zdrowie i życie czy podstawy bytowania. Im dalej od tych rudymentów – tym trudniej o wspólnotę zapatrywań, bo ludzkie interesy są bardzo zróżnicowane.

Niezwykle interesującą sprawą jest wyrafinowana taktyka strategów polskiej „Solidarności” A.D. 1980 – 81. Starannie kryli się w cieniu ówczesnych wydarzeń, natomiast 10-cio milionowej masie członków związku jako jego przywódców ukazywano osoby formatu Lecha Wałęsy czy Anny Walentynowicz. Fenomen całego tricku polegał na tym, że Polacy, bez względu na wykształcenie i wiedzę, w legendarność tych bohaterów uwierzyli.  Umożliwiły to dwa podstawowe mity oszałamiające: o zbrodniczej dyktaturze komuny, zadręczającej ludzi często na śmierć oraz jutrzence demokracji, która miała sprowadzić powszechną szczęśliwość.

Organem wciąż zajmującym się upowszechnianiem mitu o zbrodniczej dyktaturze komuny jest Instytut Pamięci Narodowej. Przyznam, że jakiś czas po jego powołaniu naiwnie sądziłem, że będzie to instytucja naukowa, zajmująca się gromadzeniem i badaniem materiałów odnoszących się do najnowszej historii Polski i zmierzająca do ukazywania zobiektywizowanego wizerunku naszej niedawnej przeszłości. Zaczynało się dość obiecująco, a wyszło jak zwykle i stał się IPN podłym narzędziem antypeerelowskiej propagandy, nieprzebierającej w sposobach zaczerniania obrazu Polski lat 1944 – 1989. Swoisty rekord świata pobito przedstawiając bandyckie formacje powojennego zbrojnego podziemia jako konfraternie polskich patriotów, walczące z kolejnym okupantem o wolną Polskę. Inny rekord to liczebność tych, którzy bezkrytycznie uwierzyli w te brednie.

W internetowej Wirtualnej Polsce znalazłem niedawno dwa znamienne wypracowania profesora nadzwyczajnego Patryka Pleskota – historyka, pracownika Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie, a zarazem profesora Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Oświęcimiu oraz wykładowcy historii XIX i XX wieku w Szkole Wyższej Przymierza Rodzin im. błogosławionego Edmunda Bojanowskiego, także w Warszawie. Patryk Pleskot pisze o dwóch do dzisiaj niewyjaśnionych zabójstwach dokonanych w Warszawie.

Pierwsze miało miejsce 9 maja (w peerelowskie Święto Zwycięstwa) 1985 r., a jego ofiarą była tłumaczka literatury angielskiej Małgorzata Targowska-Grabińska. Uchodzący za naukowca Patryk Pleskot sugeruje, że było to pomyłkowe zabójstwo dokonane przez peerelowską SB, bo ofiara tak samo się nazywała, jak synowa prawnika Andrzeja Grabińskiego, który był jednym z posiłkowych oskarżycieli zabójców ks. Jerzego Popiełuszki. A w dodatku mieszkała niedaleko, także na Saskiej Kępie w Warszawie.

4157923-Drugiego zabójstwa, zdaniem Patryka Pleskota, dopuściła się SB ponad 4 lata później, także kierując się chęcią odwetu za skazanie morderców ks. Popiełuszki. Tym razem dokonano go na 80 letniej Anieli Piesiewicz – matce innego oskarżyciela w tym samym procesie – Krzysztofa Piesiewicza – w dniu 22 lipca 1989 r., a więc (to znów sugestia Pleskota) dla uczczenia peerelowskiego Święta Odrodzenia. Jedną z głównych poszlak uzasadniających przypisanie zbrodni funkcjonariuszom SB miał być fakt, że ofiarę skrępowano podobnie, jak kilka lat wcześniej Jerzego Popiełuszkę.

Nędza IPN stąd się bierze, między innymi, że autorami inkryminacji PRL i jej funkcjonariuszy (nie tylko z SB czy milicji) są zwykle wykształceni historycy. A panują bardzo zróżnicowane opinie na temat poprawności oraz ścisłości rozumowania specjalistów tej dziedziny. Nawet średnio inteligentny prawnik wie, że po to, by oskarżyć kogoś o przestępstwo (zwłaszcza o zbrodnię) trzeba dysponować przynajmniej wiarygodnymi poszlakami, choć zdarzyło się nie raz (nie tylko w Polsce), że poszlakowe procesy kończyły się nieuzasadnionymi wyrokami. Historia natomiast jest dziedziną, pozwalającą na dość swobodne formułowanie rozmaitych hipotez, także odnoszących się do przyczyn rozmaitych zdarzeń i zjawisk. Jednak nawet historyk powinien wiedzieć, że owa swoboda nie może odnosić do oskarżeń o czyny kryminalne, w tej dziedzinie bowiem obowiązuje ścisłe myślenie w kategoriach prawniczych. Gdyby chciało mi się poznać przeszłość Patryka Pleskota, miałbym zapewne możność przypisania mu rozmaitych, mniej lub bardziej kompromitujących czynów i nie wybroniłby się od tego rodzaju supozycji. Cywilizowane normy sprawiają jednak, że fałszywe oskarżenie jest przestępstwem określonym w art. 234 kodeksu karnego, a jego sprawcy grozi odpowiedzialność karna.

Nędza IPN na tym polega między innymi, że jego niewykształconym prawniczo funkcjonariuszom – historykom na przykład – na temat PRL i w odniesieniu do jej funkcjonariuszy wolno głosić dowolne brednie bez obawy o skutki karnej odpowiedzialności. Bo jak, na przykład, oskarżyć Pleskota o zniesławienie Służby Bezpieczeństwa poprzez przypisywanie jej funkcjonariuszom morderstw dokonanych dla uczczenia ważnych w historii PRL rocznic ? Retoryczne pytanie !

HUGO WIE, JAK OGŁUPIA SIĘ DZISIAJ LUDZI

Polecany

Przed kilkunastoma dniami popełniłem wielki błąd. Wpuściłem do swego mieszkania pismaka z „Gazety Wyborczej” Jacka Hugo-Badera. Mało, że wpuściłem. Rozmawiałem z nim ze dwie godziny. Dlaczego to zrobiłem ? Był to skutek mych licznych kontaktów z dziennikarzami, gdy pracowałem w Służbie Bezpieczeństwa i w kręgu mych służbowych zainteresowań były także media. Pozostały mi z tamtych czasów nie tylko sympatia i szacunek dla ludzi tej profesji, lecz także zaufanie i brak obaw, że rozmowa może być wykorzystana dla jakiegoś podłego celu. Okazało się jednak, że czasy się zmieniły, często podlejąc. Podobnej przemianie ulegały także media, skoro jedna z najbardziej popularnych gazet zatrudniła w charakterze publicysty Hugo-Badera.

Wlazł więc do mojego mieszkania, rozmawiał ze mną, a później swą pisaninę rozpoczął od spostrzeżenia: Na ścianie portret Lenina zamiast świętego obrazka. Przeczytawszy to zdanie już wiedziałem, że reszta tekstu będzie jedną wielką kupą gówna, którym będzie starał się mnie obrzucić. Bo na  żadnej ścianie mego pokoju nie ma żadnych portretów. Nie dlatego bym żywił awersję do osoby Włodzimierza Lenina. Po prostu nie zwykłem kultywować religijnego zwyczaju obwieszania ścian świętymi obrazkami.

Próbując scharakteryzować byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, Hugo-Bader wspina się na szczyty swych możliwości pisząc: Kim są dzisiaj funkcjo­nariusze Służby Bezpieczeństwa z czasów Polski Ludowej, co robią, jak im się wiedzie, z czego żyją, co my­ślą? Przecież nie odlecieli na Marsa, ciągle tu są, cho­dzą po ulicach mojego miasta, do mojego kina, osie­dlowego sklepu, w knajpie używam łyżki, którą przed chwilą oni trzymali w pysku, w kościele stoją tuż obok i przekazują mi znak pokoju Ściskają za łapę.

Czując niedosyt bredni pisanych, uzupełnia je fotografią przedstawiającą pierwszomajową trybunę, na której stoją członkowie kierownictwa partii i rządu PRL, pod trybuną natomiast funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu. Lecz Hugo-Bader opisuje zdjęcie po swojemu: Trybuna pierw­szomajowa, połowa lat 70., na górze komunistyczni notable, na dole oni ( funkcjonariusze SB oczywiście).

Ponieważ poinformowałem go, że pracując w MSW miałem liczne kontakty z dziennikarzami oraz filmowcami, formułuje to w sposób zgodny ze swymi wyobrażeniami, przypisując mi wypowiedź tej treści:  - Tak. Ja zajmowałem się filmowcami i dzien­nikarzami z różnych gazet i Polskiej Agencji Pra­sowej. Miałem liczne kontakty, odbyłem setki niezwykłych rozmów, które kończyły się podpi­saniem zobowiązania do współpracy. Nie powiedziałem mu oczywiście o podpisywaniu zobowiązań do współpracy po rozmowach z dziennikarzami, bo przecież nie miało to miejsca. Pismakowi formatu Hugo-Badera podobne drobiazgi jednak nie przeszkadzają, jest bowiem pewien, że o funkcjonariuszach SB wolno dzisiaj napisać każdą brednię, bo za dowolne bredzenie mogą mu oni co najwyżej naskoczyć.

WańtuchOto przeobrażenia półkul mózgowych odbiorców dzisiejszych  mediów,oczekiwane przez niektórych zatrudnionych w nich dziennikarzy

Wreszcie, by jego gustom i potrzebom stało się zadość, składa do dzisiejszej władzy donos na temat mej emerytury: Więc odpalam w komputerze kalkulator i li­czę: od czerwca 1989 roku, kiedy 51-letni Wie­sław Poczmański idzie na emeryturę, do czasu gdy mu ją zmniejszają w styczniu 2010 roku, mi­ja ponad 20 lat, 246 miesięcy. Mnożę to przez 3900 złotych i wychodzi mi 954 tysięcy złotych, do których dodaję 77 miesięcy od 2010 roku do teraz przemnożonych przez 2400 złotych obec­nej emerytury, co daje ogólną kwotę 1 miliona 139 tysięcy złotych, które wolna Polska wydała na człowieka, który w swoim życiu nie zrobił dla niej niczego dobrego. NICZEGO. Szkodził jej ca­łym sercem swoim, całą duszą swoją, całym umysłem i całą mocą swoją.

To jednak nie wszystko. W sobotnio-niedzielnej „Wyborczej” jest wywiad z Hugo-Baderem, w którym, nawiązując do swego czwartkowego artykułu, mówi: Jeden gość, który pracował w III departamencie SB, tym od inteligencji, dziennikarzy i filmowców, który niczego dobrego w tym kraju nie zrobił. odszedł w 1989 roku na emeryturę i do 2009 roku dostawał miesięcznie od wolnej Polski 4300 złotych. To znów o mnie. Łże oczywiście Hugo-Bader jak najęty, bo nigdy emerytury w tej wysokości nie otrzymywałem. Co jednak dla pismaczyny tego autoramentu znaczy zełgać, gdy daje mu to nadzieję korzyści z tytułu uprawiania antykomunistycznego bełkotu ?  

I to tyle cytatów. Nie spisałem ich więcej, musiałbym bowiem przeczytać cały hugo-baderowy artykuł, zajmujący aż trzy strony formatu zbliżonego do a-5. Być może są ludzie, których stać na podobny wysiłek, takim gierojem to ja jednak nie jestem. Po przebrnięciu mniej – więcej połowy tej pisaniny, poniechałem dalszej lektury, a i tak wciąż nie mogę wywietrzyć paskudnej woni, którą pozostawił ów tekst.

Obowiązuje moda na jak najgorsze pisanie o czasach PRL i zadość temu trendowi czyni większość ukazującej się dzisiaj prasy. Gdy porównywało się to, co pisały gazety w czasach stalinizmu z prasą lat 70. ubiegłego stulecia, widać było ogromny postęp w powściąganiu zakresu wpływów cenzury. Nastał wprawdzie stan wojenny,  gdy wrócono do znacznych ograniczeń, jednak tendencja do ich pokonywania wciąż się utrzymywała. Głównym wyznacznikiem obowiązującej dzisiaj ideologii jest antykomunizm. Pejoratywna nazwa „komuna”, mająca dosadnie charakteryzować rzeczywistość  PRL, jest oczywiście równie trafna, jak „demokracja”, za pomocą której wciąż komplementowana jest dzisiejsza Polska. Jednak nawet marna propaganda okazuje się być wystarczającym sposobem kształtowania zapatrywań i wyobrażeń  szerokich rzesz społeczeństwa. Jednym z najważniejszych jej instrumentów są media, a w nich dziennikarze, nierzadko znakomicie wyspecjalizowani w metodologii ogłupiania innych. Nie ulega wątpliwości, że jednym z klasyków tego rodzaju twórczości jest pismak Jacek Aleksander Hugo-Bader, od 1990 roku zwany dziennikarzem i reportażystą „Gazety Wyborczej”.

WDZIĘCZNA PAMIĘĆ POLAKÓW

Polecany

Chcę się z Państwem podzielić historyczną ciekawostką na temat dokonań Polaków w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu, gdy dla tzw. patriotów głównym symbolem umiłowania ojczyzny stało się zbrojne podziemie. Jednym z  bardziej znanych jego tworów były Narodowe Siły Zbrojne (NSZ) – skrajnie nacjonalistyczna, militarna formacja obozu narodowego, powstała w roku 1942 i działająca przez 5 lat. Była to organizacja antykomunistyczna, która w latach niemieckiej okupacji nie wahała się przed współdziałaniem z hitlerowcami w zwalczaniu Gwardii Ludowej i Armii Ludowej oraz działającej w granicach przedwojennej Polski partyzantki radzieckiej. Po zakończeniu wojny była jedną z większych (ok.75 tys. członków) band zbrojnego podziemia.

NSZ                         Seniorzy polskiego patriotyzmu…

14 grudnia 1944 r. dowództwo NSZ ustanowiło Krzyż Narodowego Czynu Zbrojnego jako odznaczenie  dla osób, które w szeregach Narodowych Sił Zbrojnych położyły swą ideową postawą organizacyjną wybitne zasługi dla Narodu i Państwa Polskiego, względnie wykazały się w boju wybitnymi czynami męstwa i odwagi, albo dowodzenia. W czasach PRL nie był oczywiście uznawany, lecz już 16 października 1992 r., w drodze ustawy o orderach i odznaczeniach, uchylającej przepisy o tytułach honorowych oraz zmieniającej niektóre normy regulujące tę problematykę (Dz.U. Nr 90, poz. 451), został przywrócony i uznany za polskie państwowe odznaczenie, nadawane za zasługi w latach 1939 – 1945.

Nie są mi znane okoliczności i powody dla których w maju 1999 r. poniechano nadawania tego orderu (w tym samym czasie, na mocy tej samej decyzji, podobny los spotkał Krzyż Armii Krajowej oraz Krzyż Batalionów Chłopskich). Według różnych źródeł łącznie nadano od 2651 do 2724 Krzyży Narodowego Czynu Zbrojnego i zdarzyły się tylko dwa przypadki odmowy przyjęcia odznaczenia. Miało to miejsce w roku 1997 r., gdy przyznano je mieszkającemu we Francji b. dowódcy Batalionu Osłonowego Dowództwa NSZ Mieczysławowi Dukalskiemu oraz jego żonie. W liście skierowanym do Ambasadora RP we Francji wyjaśnili, że osoba aktualnego Prezydenta Polski Pana Aleksandra Kwaśniewskiego jest jedynym powodem do odmowy.

Nie odmówił przyjęcia odznaczenia Mieczysław Pazderski ps. Szary” – dowódca antykomunistycznego zgrupowania Pogotowia Akcji Specjalnej NSZ. Głównym powodem braku odmowy było udekorowanie go wiele lat po śmierci (zginął w czerwcu 1946 r.). Jednym ze spektakularnych sukcesów tego bandyty była masowa zbrodnia w Wierzchowinach. 6 czerwca 1945 r. dowodzony przez Pazderskiego oddział wszedł do tej lubelskiej wioski i dokonał masowego mordu na jej mieszkańcach, w większości  narodowości ukraińskiej. Zabito wówczas 196 osób, w tym 65 dzieci poniżej 11 roku życia. Najstarsza ofiara miała 92 lata, najmłodsza 2 tygodnie.

Także za ten czyn Pazderski odznaczony został przez prezydenta III RP Lecha Wałęsę reaktywowanym przez niego Krzyżem Narodowego Czynu Wojskowego oraz Krzyżem Partyzanckim, a w kościele p.w. św. Eliasza w Lublinie umieszczono czczącą jego pamięć tablicę.

                            …i czcząca ich tradycje polska młodzież

Nie komentuję tych zdarzeń,  mogłoby mi się wyrwać bowiem jakieś nieostrożne określenie, które uznałby ktoś za przejaw braku patriotyzmu. Toż 9 listopada 2012 r., w 70 Rocznicę powstania NSZ, Sejm III RP przyjął patriotyczną uchwałę oddającą hołd tej formacji. A zatem bez komentarza !   

OBLICZA POLSKIEGO PATRIOTYZMU

Polecany

                                   Motto:

                                   Ponieważ Bóg najwidoczniej zakreślił granice ludzkiej mądrości,

                                    to jest rzeczą niesprawiedliwą, że nie uczynił tego samego

                                    w odniesieniu do głupoty.

                                                                                          Arthur Schlesinger

                                                                                           polityk amerykański

Znajomy polecił mi do obejrzenia stronę z portalu „wPolityce.pl”, znajdującą się w dziale „Historia”.  Znaleziona tam publikacja ma dość rozbudowany tytuł: Człowiek taki jak Generał Jaruzelski nie powinien być przedstawiamy jako bohater! Młodzi i nie tylko młodzi Polacy mają innych bohaterów niż moskiewski namiestnik!

Wpis na stronie dokonany został dość dawno, lecz wciąż jest prezentowany. Nad pierwszą zamieszczoną na niej fotografią znajduje się wypisana maczkiem informacja: opublikowano 31 maja 2014, poniżej natomiast jest fragment wypowiedzi Macieja Skotnickiego – wiceprezesa stowarzyszenia STUDENCI DLA RZECZYPOSPOLITEJ: Jako młodemu obywatelowi Polski i patriocie jest mi niezwykle przykro z powodu słów wypowiedzianych dziś przez byłego Prezydenta. Jesteśmy przekonani, że człowiek taki jak Generał Jaruzelski nie powinien być przedstawiamy jako bohater. Dlatego postanowiliśmy podjąć się akcji Alternatywa – chcemy pokazać, że młodzi i nie tylko młodzi Polacy mają innych bohaterów niż moskiewski namiestnik. A więc jednak chodzi o rok 2014, bo gen. Jaruzelski zmarł 25 maja tegoż właśnie roku. Mniejsza zresztą o szczegóły.

Akcja ALTERNATYWA była autorskim projektem studenckiego stowarzyszenia pod nazwą STUDENCI DLA RZECZYPOSPOLITEJ: na mailową skrzynkę alternatywa@studencidlarp wysyłano zdjęcia, stanowiące deklarację, że dla uczestnika akcji prawdziwymi bohaterami są tzw. żołnierze wyklęci, a nie gen. Jaruzelski. Miała to być zachęta do poznania sylwetek bandytów nabożnie przechrzczonych na narodowych bohaterów.

Aktualnie napłynęło do nas kilkadziesiąt zdjęć ale liczba ciągnie rośnie! mówiła Krystyna Żołnierczyk – inicjatorka akcji i członek oddziału łódzkiego Stowarzyszenia. - To niebywały wynik biorąc pod uwagę fakt, że akcja trwa dopiero dwa dni. Dziś wieczór planujemy opublikować na stronie organizacji wszystkie fotografie. W ten sposób pokażemy, że młodzi Polacy mają innych bohaterów niż ci lansowani przez mainstreamowe media i polityków.

Przejdźmy zatem do tych słitfoci.

198389Gdyby to urocze dziewczę wiedziało ile jej podobnych a nawet brzydszych panienek i mężatek, żołnierze Franczaka „Lalka” zgwałcili, a po użyciu zabili, nie wypisywałaby podobnych bzdur i nie prezentowała ich zdobiąc swą urodą.

10409218_10203181838440186_5921230017768820680_nTemu młodzieńcowi się nie dziwię. Cierpi ! To widać po twarzy. Być może przydybał właśnie swą dziewczynę, gdy rozbierała się dla innego, ale facet wyglądał na dużo silniejszego, nic zatem dziwnego, że pojawiło się nagłe pragnienie przynależności do formacji, która umożliwia załatwienie takich porachunków. Polscy patrioci podpowiedzieli mu jak to kiedyś można było zrobić i dał się przekonać.

10434351_521854804603888_8412814723687247517_nDanuta Siedzikówna – „Inka”, to niezwykle tragiczna postać powojennego zbrojnego podziemia. Hitlerowcy, za współpracę z podziemiem, zamordowali w 1943 r. jej matkę. Ojciec wywieziony został przez Rosjan na Syberię i w 1941 r., wstąpiwszy do armii Andersa, zmarł w czerwcu 1943 r. w Teheranie. Jako nieletnia, wraz ze swą siostrą Wiesławą wstąpiła  do AK i tak oto, po ukończeniu kursu pielęgniarskiego, jako sanitariuszka znalazła się w V Brygadzie AK  Zygmunta Szendzielarza -”Łupaszki”.

1 stycznia 1945 Komendant Główny generał Okulicki wydał rozkaz o rozwiązaniu AK, jednak Szendzielarz postanowił kontynuować walkę, tym razem z polskim państwem, uznanym także przez ówczesne mocarstwa. W lutym 1946 r., kiedy major „Łupaszko” zaczął odbudowywać V Brygadę, świadomie rzuciła normalne życie i powróciła służyć dowódcy. Nie pracowała już tylko jako sanitariuszka, co najmniej kilka razy wykonywała zadania jako łączniczka. Jako pielęgniarka uratowała zapewne niejedno życie, lecz ogłupiona wyobrażeniami „Łupaszki” o patriotyzmie, miała także na sumieniu okrutne zabójstwa.  Podobnie jak jej dowódca, z którym łączyły ją intymne związki, została zatem skazana na karę śmierci.

Po upływie 70 lat od zakończenia wojny oraz niewiele mniej od poniechania zbrodniczych działań zbrojnego podziemia i brutalnych często rozpraw z nim , trudno pojąć ówczesną sytuację i zrozumieć, że działania jednej strony budziły wściekłość i potrzebę odwetu u drugiej. Żyjąc od lat w pokoju i nie doznając motywacji do odpłaty, nie jesteśmy w stanie pojąć brutalnej często rzeczywistości tamtych lat. Nic dziwnego zatem, że młodzi ludzie, których wiedza historyczna jest dość skromna i życiowe doświadczenie na podobnym poziomie, oszołomieni głupotami wygadywanymi i wypisywanymi przez rozmaitego autoramentu „autorytety”, ulegają im i powtarzają rozmaite brednie a to pod wpływem motywacji religijnej, to znów patriotyczno-narodowej.  I już nie o to idzie, że rzeczywistość jest prezentowana tylko w ogłupiającej czerni i bieli, lecz pojawiają się normy i nakazy, by ci którzy mają się za białych (przeczystych ?), nie odpuszczali „czarnym” i eliminowali ich.

10376079_231349617075677_3384798815257534875_nJedną z miar postępującego kretynienia pewnych kręgów polskich patriotów, jest powyższa fotografia. Mamy na niej dziecko, któremu jakiś głupek dał do ręki papier z idiotycznym napisem, starając się udowodnić, że tzw. patriotyzm wchłaniamy z mlekiem matki i od dzieciństwa jesteśmy jego nosicielami. Otóż polski patriotyczny kretynie, postępujesz w tym przypadku jak z psiakiem,  którego tresuje się od szczeniaka, bo możliwości intelektualnej percepcji dziecka w tym wieku, zwłaszcza w tematyce historycznej, są niemal żadne.

Ogłupiona młodzieżNic zatem dziwnego, że w polskiej rzeczywistości coraz częściej pojawiają poglądy dostosowane do umysłowości nastolatków. I nie byłoby w tym nic osobliwego, gdyby nie to, że mamy coraz więcej politycznych przywódców, którzy bazują na popularności w tak mentalnie tresowanych kręgach społecznych .

Polskie powojenne podziemie zbrojne, to temat niezwykle złożony i choćby dlatego nie wolno go traktować jako argumentu wspierającego jakieś ideologie, z tzw. patriotyzmem włącznie. Trudno nie uznać, że w PRL było ukazywane jednostronnie i bezwzględnie potępiane, jednak bandyckie dokonania wszystkich niemal jego formacji uzasadniały takie podejście. Dzisiaj teoretycznie istnieją warunki do ukazania jego działań w sposób zobiektywizowany, lecz znów uniemożliwia to narodowa ideologia silnie zabarwiona antykomunizmem.

Ukazania prawdziwego obrazu dokonań „żołnierzy wyklętych” mógłby się podjąć Instytut Pamięci Narodowej, stał się on jednak dość podłym narzędziem służącym aktualnej władzy, ta natomiast tytuł do jej sprawowania czerpie w znacznej mierze  z nachalnego zaczerniania obrazu 45-cio lecia PRL. A przecież, są zapewne archiwalne zapisy z sądowej rozprawy Danuty Siedzikównej i można by ukazać choćby przedstawione jej zarzuty oraz ich dowody i dyskutować z tego rodzaju konkretami. Dużo łatwiej jednak i patriotyczniej jest ukazać ją jako niczemu niewinną ofiarę komuny, zamordowaną przez UB. Działania takich instytucji, jak wspomniane stowarzyszenie STUDENCI DLA RZECZYPOSPOLITEJ skutecznie służą podatnemu na patriotyczno-narodowe ogłupienie młodemu pokoleniu, bez oszczędzania tych zabiegów nawet dzieciom.

 

 

CZY WARTO UMIERAĆ ZA OJCZYZNĘ ?

Polecany

Dzisiaj, w Teatrze Polskim w Warszawie ma się odbyć organizowana przez ONET debata, której temat został sformułowany dość prowokacyjnie, lecz inspirująco zarazem: NIE WARTO UMIERAĆ ZA OJCZYZNĘ. Ponieważ nie mogę uczestniczyć w spotkaniu, tutaj postaram się zaprezentować swój pogląd w sprawie odnoszącej się do podstawowej wartości Polaka, którą jest Ojczyzna.

Można ją potraktować dogłębnie i naukowo, ukazując wszelkie jej elementy w dialektycznym związku, lecz jest to sposób na zagmatwanie istoty rzeczy. Odnieśmy się zatem do niej z pewnym dystansem, zwłaszcza w aspekcie po polsku pojmowanego patriotyzmu, który każe ojczyznę kochać i być gotowym oddać za nią życie, gdy grozić jej będzie niebezpieczeństwo.

Otóż po pierwsze: JA OJCZYZNY NIE KOCHAM ! Zalegające mą duszę pokłady uczuć zwanych miłością (czy też kochaniem) wyczerpałem w licznych w przeszłości relacjach z paniami i raz zakochałem się nawet do tego stopnia, że się ożeniłem. Do ojczyzny natomiast czuję sentyment wzbudzany przez polski język i krajobraz, które znam i lubię oraz dość liczne grono znanych mi, sympatycznych ludzi, jak ja będących Polakami.

Gdybym tak dobrze, jak język polski, znał hiszpański czy francuski – lubiłbym je tak samo, jak mój język ojczysty, bo jednym z warunków lubienia jest dobra znajomość. Bardzo bym zatem polubił francuski czy hiszpański, których warstwa brzmieniowa bardzo mi odpowiada, ponoszę niestety konsekwencje szumnej młodości, latania za spódnicami i potrzeby zaznawania różnych, także z tym związanych wrażeń, co nie pozwalało skupić się na sprawach nieporównanie pożyteczniejszych.

antoni-macierewicz_21819394                         Czasy PRL. Facet wygląda na całkiem normalnego.

Podobnie jest z krajobrazem. Lubię ten polski, bo go znam. Niestety, nie postarałem się w minionych latach o możność podróżowania po świecie i poznania go, co pozbawiło mnie równie cudownych widoków jak te, które ze wzruszeniem oglądałem w polskich Tatrach, na Mazurach czy Kurpiach. Gdybym miał możność poznania krajobrazów Alp, Fińskiego Pojezierza albo  pustynnej Sahary, wspominałbym je zapewne z podobnym wzruszeniem, jak te rodzime.

Podsumowując zatem: ja Polskę – swą ojczyznę lubię, bardzo lubię, bo najlepiej ją znam spośród innych krajów. I dlatego dobrze mi w niej. Gdybym równie dobrze poznał inny kraj i go polubił, byłoby mi w nim równie dobrze. Nie przesadzajmy zatem z miłością do ojczyzny, bo to czysta egzaltacja, a więc przejaskrawienie w okazywaniu uczuć i wyrażaniu myśli.

A co do umierania za ojczyznę – jest to jeszcze bardziej złożony problem. Przed 1939 rokiem Polska, nie bez własnych zawinień, znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Motywowana historycznie, choć nie tylko, antyradziecka polityka władz II RP sprawiła, że dorobiliśmy się dwóch wrogów – przy zachodniej i wschodniej granicy. Najazd hitlerowski i okropności okupacji są nieporównywalne z radziecką agresją 17 września 1939 r., lecz żerująca na ogłupianiu Polaków propaganda władz III RP, zwłaszcza tych spod znaku PiS, za głównego wroga uznaje Rosję. Nędzne kretyństwo decyzji o likwidacji wszelkich radzieckich pomników żołnierzy poległych w Polsce jest miarą umysłowości tych, którzy rządzą dzisiaj Polską. Ministrowie najbardziej odpowiedzialnych za bezpieczeństwo Polski resortów – obrony narodowej i spraw zagranicznych – nie szczędzą prowokacji wobec naszego wschodniego sąsiada.

Pamiętam z lat 50. ubiegłego stulecia, gdy uczęszczałem do szkoły średniej, osobliwe przejawy zdominowania Polski przez Związek Radziecki. Uległość temu trendowi części Polaków przejawiała się, między innymi, przesyceniem ówczesnego języka rusycyzmami, których używanie traktowane było nie tylko przez tzw. patriotów, lecz głównie przez ludzi rozsądnych, za przejaw marnej, psiej uległości. A co mamy dzisiaj z anglicyzmami ? Codzienny język w dzisiejszej Polsce przesycony jest angielskim bełkotem w stopniu nieporównywalnym do zrusyfikowania go w czasach stalinizmu. Tyle tylko, że w październiku 1956 r. pojawił się Gomułka, nastąpiła odnowa i wciąż pozostając w bloku państw socjalistycznych, odzyskaliśmy poczucie godności.

antoni-macierewicz-wiceprezes-pis_449737                            A później przyszła III RP i został ministrem…

Dzisiaj na to się nie zanosi. Nikt i nic nas do uległości wobec USA nie zmusza. Nie ma też symptomów realnego zagrożenia bezpieczeństwa Polski przez Rosję. Jak to jednak wytłumaczyć Antoniemu Macierewiczowi, który w dzieciństwie ukochał zabawy w żołnierzyków i wojenki, a ponieważ trudno mu zapomnieć zaznawane wówczas przyjemności, stara się kontynuować zabawy, pełniąc funkcję ministra obrony narodowej. Jak to wytłumaczyć wodzowi Polski – Jarosławowi Kaczyńskiemu, który nie mogąc uwolnić się od skutków wielkiej traumy spowodowanej utratą brata-bliźniaka, musi znaleźć winnego jego śmierci i czyni to nie zważając na interes kraju, za którego reprezentanta z najwyższej półki uchodzi. Mam więc umierać  za ojczyznę, czy za wyobrażenia o niej i jej interesach, które z powodzeniem lansują przywódcy PiS w mało intelektualnie wybrednych, choć dość licznych, kręgach tzw. patriotów ?

W dzisiejszej debacie na temat sensu umierania za Ojczyznę uczestniczyć będzie pani Joanna Szczepkowska – jedna z mych ulubionych aktorek, która jest zwolenniczką patriotycznej motywacji w poszukiwaniu śmierci.

- Debata wydaje mi się wyznacznikiem tego wszystkiego, co dzisiaj może myśleć każdy współczesny Europejczyk. Każdy z nas ma potrzebę uporządkowania wartości, wobec których chce żyć – powiedziała na temat zapowiadanej dysputy.

Godzę się z tym poglądem, lecz proponuję większą wybredność w wynajdowaniu ekspertów od tych wartości. Jeśli za jednego z nich uchodzić ma Antoni Macierewicz, to sugeruję przydzielenie mu kuratora, który będzie starannie pilnował, by de nomine minister obrony narodowej nie przekraczał granic dziecięcej zabawy.

NIEZBADANE MEANDRY CHUTLIWEJ MIŁOŚCI.

Polecany

                                                         JA TYLKO PYTAM, PANIE PREZESIE 

Stosunek płciowy przynosi poczucie rozkoszy obojgu partnerom i jest ona zachętą do rozmnażania się. Dostarcza jednak ludziom takiej frajdy, że od niepamiętnych czasów jęli kochać się dla przyjemności, a nie tylko po to, by spłodzić potomka. Ponieważ człowiek prócz kochania się z partnerem, kocha odkrywać nowe, odkrył zatem co najmniej setkę, jeśli nie więcej, recept na doznawanie tej frajdy, od stosunku z dziurą w płocie poczynając. Sposobem nieporównanie bardziej finezyjnym jest obcowanie z partnerem tej samej płci, który też ma różne otwory.

Nie jestem homoseksualistą, nie odpowiada mi ta orientacja, nie potępiam jednak jej zwolenników. Wachlarz sposobów zaspakajania seksualnego popędu jest, jak wspomniałem, bogaty. Niektóre z nich (np. zoofilia, zwana zastępczo sodomią) są ewidentnymi zboczeniami, nie stanowią jednak przestępstwa. Inne natomiast (np. pedofilia, zdefiniowana w art.200 k.k.) są czynami zabronionymi, za których popełnienie grozi odpowiedzialność karna.

Dlaczego poruszam ten s’erdco i duposzczypatielnyj wątek ? 30 lat pracowałem w służbach specjalnych, dla których człowiek jest tylko jednym z podstawowych narzędzi ich funkcjonowania; zarówno jako źródło informacji, jak również instrument oddziaływania na innych. Nie mam żadnych informacji o metodologii działania tych służb w dzisiejszej Polsce, jestem jednak pewien że ta jego rola wciąż jest taka sama, niezależnie od zmian ustrojowych.  Wąż służący Szatanowi do gmatwania losów Adama i Ewy wykonywał tylko zlecone mu zadania operacyjne i stał się pierwowzorem tajnego współpracownika wszelkich służb specjalnych na świecie.

Dowiedziałem się niedawno, że swą witrynę w Internecie ma Zbigniew Stonoga, znany z różnych przygód w stosunkach z władzami III RP. Przed kilkoma dniami znalazłem tam list anonimowego oficera wojskowych służb specjalnych, w którym zwarte są rewelacyjne informacje na temat seksualnych preferencji Jarosława Kaczyńskiego *). Już przed laty, pracując w MSW na Rakowieckiej, wielokrotnie słyszałem o tych jego skłonnościach, nie wspominałem jednak o tym w swym blogu, bo wszelka dokumentacja wytworzona przez funkcjonariuszy SB jest w dyspozycji Instytutu Pamięci Narodowej, a narodowa pamięć, jak wiadomo, zawodna jest, zwłaszcza kiedy trzeba, toteż mógłbym ponieść srogą karę za przypisywanie grzesznych chuci Pierwszemu Obywatelowi III RP A.D. 2016.

TekstPragnę podkreślić, że orientacja seksualna nie jest dla mnie żadnym powodem do oceny człowieka, oczywiście pod warunkiem, że nie prowadzi do drastycznych naruszeń norm społecznych i prawnych. Jednak dokument zamieszczony w witrynie Zbigniewa Stonogi ukazuje seksualne kontakty Jarosława Kaczyńskiego z oficerem wojskowych służb specjalnych. Znając z wieloletniej praktyki specyfikę funkcjonowania tego typu instytucji wiem, że wszelkie niemal  działania ich funkcjonariuszy, nawet jeśli może się wydawać, że są tylko skutkiem ludzkich słabości, mają zwykle podtekst związany z wykonywaną profesją. Żona miewała do mnie pretensje o nadużywanie alkoholu, tymczasem, jako funkcjonariusz SB, mając liczne kontakty z przedstawicielami tzw. inteligencji twórczej (m. in. z filmowcami czy dziennikarzami), traktowałem go jako środek ułatwiający nawiązywanie znajomości i uzyskiwanie informacji podczas spotkań z ludźmi tych profesji.

Dlaczego o tym piszę ? Nie słyszałem by Jarosław Kaczyński wspominał publicznie o swych seksualnych preferencjach. Prezydent Słupska Robert Biedroń nie ukrywa ich i w żadnej mierze nie rzutuje to na jego popularność i szacunek, żywiony przez mieszkańców tego miasta. Oceniany jest za to, co czyni dla nich i jakie są tego skutki, a nie na podstawie swych intymnych skłonności. Dlaczego więc Jarosław Kaczyński je ukrywa i wciąż czyni z nich sferę zakazaną dla wglądu ? Czyżby istniał jakiś osobliwy podtekst wynikający z tego, że na początku lat 90. uprawiał seks z funkcjonariuszem wojskowych służb specjalnych? Nie wiem jak jest teraz, lecz w tamtym czasie homoseksualizm uznawano powszechnie zboczeniem, był zatem czynnikiem kompromitującym, umożliwiającym służbom specjalnym skłanianie ludzi praktykujących go do działań, których by nie podjęli bez tego rodzaju środka przymusu.   

Wspomniałem już, że Jarosław Kaczyński, w przeciwieństwie do Roberta Biedronia, z wielką dyskrecją traktował swe intymne inklinacje. Czyżby chodziło o to, by nie stracić głosów religijnych wyborców zaludniających  pobożne Prawo i Sprawiedliwość ? Choć nie brakuje księży i zakonników, którzy kochając się między sobą  przekraczają biblijne normy miłości bliźniego, homoseksualizm – zarówno w jego damskiej jak i męskiej odmianie – jest jednak grzechem, nie służy bowiem rozmnażaniu się. A wyłącznie prokreację miał na myśli  Stwórca, wyposażając Adama i Ewę w służące jej oprzyrządowanie.

635718046814851812                            Pobożni Polacy wciąż zachowują dystans

                   wobec bardziej wyszukanych form uprawiania miłości

Zapoznawszy się z tekstem listu opublikowanego przez Zbigniewa Stonogę, mam prawo zapytać czy zawarta w nim informacja o homoseksualnych skłonnościach prezesa PiS odpowiada prawdzie czy nie ? Pytam o to nie tylko dlatego, że taką możliwość daje mi pełna swobód i wolności demokracja zaimportowana do Polski 27 lat temu. I nie tylko dlatego, że wyborca ma prawo do pełnej informacji o istotnych cechach osobowości kandydatów na ważne państwowe funkcje. Jarosław Kaczyński zaaplikował Polakom przodującą partię narodu w wydaniu mikro, która sprawuje władzę w kraju. Jako prezes tej partii ponosi tylko polityczną odpowiedzialność za wszelkie swe decyzje, ich wykonawcy natomiast podlegają ocenom prawnym, które pociągać mogą za sobą surowe konsekwencje. Człowiek podejmuje decyzje pod wpływem przeróżnych czynników. Wśród nich mogą się znaleźć osobliwości z kategorii środków przymusu. Wolałbym mieć pewność, że główny decydent polityczny w Polsce był i jest wolny od tego rodzaju presji.

____________

*)„Operacja BUŚ-prawda o Jarosławie Kaczyńskim”, 30 04 2016
http://zbigniewstonoga.eu/2016/04/operacja-bus-prawda-o-jaroslawie-kaczynskim/

OBY 1 MAJA STAŁ SIĘ DNIEM SPRZYJAJĄCYM MYŚLENIU

Polecany

Nastał oto 1 Maja – w 1889 roku ustanowiony przez II Międzynarodówkę świętem klasy  robotniczej.  Klasa ta w przedwojennej II RP stanowiła wyrazisty byt społeczny, skutecznie walczący o respektowanie podstawowych interesów tworzącej go grupy. W PRL, z dużym wysiłkiem wprawdzie, powodowanym potwornymi zniszczeniami wojennymi, zbrodniczymi działaniami band, których członkom w III RP nadano miano „żołnierzy wyklętych”, a także rozmaitymi, nierzadko mało racjonalnymi poczynaniami władz, podstawowe interesy robotników i znacznie szerzej – ludzi pracy, były jednak respektowane. Wszelkie nieporozumienia i zakłócenia w tym zakresie, sensownie rzecz traktując, należało usuwać w drodze rozsądnej ewolucji, której przykładem był choćby sławetny „październik ‘56”, gdy zlikwidowano w Polsce pozostałości kultu jednostki. Jednak presja obozu państw kapitalistycznych, która szczególnej skuteczności nabrała w toku realizacji „doktryny Reagana” i nie bez pomocy Karola Wojtyły, wybranego w tym politycznym kontekście papieżem sprawiła, że pod pozorem zmian ewolucyjnych, realizowanych przez NSZZ „Solidarność”, dokonano w istocie rewolty, radykalnie zmieniającej ustrój społeczno-ekonomiczny państwa.

Osobliwym paradoksem było to, że działania wymierzone w podstawowe interesy polskiej klasy robotniczej realizowane były rękami jej przedstawicieli, którzy wchodzili w skład władz „Solidarności”. Ludzie ci sprawnie wykonywali polecenia nieafiszujacych się publicznie mocodawców, wykorzystujących ich kompletną ignorancje w podstawowych kwestiach politycznych i społecznych. Wystarczy retorycznie zapytać jakie szanse w dyskusjach z prof. Bronisławem Geremkiem miał absolwent zawodówki Lech Wałęsa ?

Dzisiaj robotnicy w Polsce, obiektywnie rzecz biorąc, stanowią wprawdzie klasę społeczną, jest ona wszakże pozbawiona racjonalnej wizji swych klasowych interesów oraz elementarnej organizacji szeregów, co czyni z niej bezwolną grupę społeczną, podatną na podłe nierzadko działania specjalistów, na przykład z grona  funkcjonariuszy Instytutu Pamięci Narodowej.

Polscy robotnicy stanowią obecnie typową ”klasę w sobie”, która choćby z tytułu braku elementarnego poczucia klasowej solidarności, nie jest w stanie podjąć skutecznej walki o swe interesy.  Nawet nazwa tych więzów społecznych – SOLIDARNOŚĆ – została skutecznie skompromitowana w toku sierpniowej rewolty 1980 roku.

Kolejnym krokiem w tym zakresie jest ogłupienie tej „klasy w sobie” z pomocą zaaplikowanego Polakom głównego tematu ich walk społecznych, którym ma być „ustrój demokratyczny”. DEMOKRACJA nie jest określeniem ustroju ekonomiczno-społecznego, lecz tylko nazwą formy sprawowania władzy, jednak znów, podobnie jak SOLIDARNOŚĆ, została skutecznie wykorzystana do ogłupienia szerokich rzesz polskiego społeczeństwa.

                                 Róże  

Z okazji 1 Maja – Święta Pracy – życzę mym Szanownym Czytelnikom wszelkiej pomyślności i choćby powstania szansy na skuteczną realizację podstawowych interesów ludzi pracy w Polsce. A polskiej klasie robotniczej – póki co będącej „klasą w sobie” – życzę, by stała sie „klasą dla siebie”, której prawdziwym świętem stanie się wtedy ten dzień !

OD REALIZMU DO PATRIOTYZMU

Polecany

                                                    Motto:

                                                                Na ślepym torze historii

                                                                 często panuje największy ruch

                                                                                         Arnold Toynbee 

                                                                                      angielski historiozof

 

Za WIKIPEDIĄ cytuję definicję patriotyzmu: Patriotyzm (łac. patria,-ae = ojczyzna, gr. patriotes) – postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar; pełna gotowość do jej obrony, w każdej chwili. Charakteryzuje się też przedkładaniem celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, a także gotowością do pracy dla jej dobra i w razie potrzeby poświęcenia dla niej własnego zdrowia lub życia. Patriotyzm to również umiłowanie i pielęgnowanie narodowej tradycji, kultury czy języka. Patriotyzm oparty jest na poczuciu więzi społecznej, wspólnoty kulturowej oraz solidarności z własnym narodem i społecznością.

Zgodnie z polską tradycją definicja jest egzaltowana, by nie powiedzieć dęta i nie tyle preferuje rzeczywisty interes ojczyzny, co wyobrażenia o nim, funkcjonujące wśród tradycyjnych polskich tzw. patriotów.

W latach 1950 – 1956, a więc także w szczytowym okresie zimnej wojny, premierem Finlandii był Urho Kaleva Kekkonen – jeden z autorów polityki „finlandyzacji”, której najistotniejszy element stanowiło dążenie do równowagi pomiędzy interesami jego kraju, Skandynawii do której Finlandia należy i ogólniej całej Europy Zachodniej, oraz potężnego sąsiada Finlandii, którym był wówczas Związek Radziecki. Jednym z głównych założeń tej polityki było poniechanie wszelkich ocen ustroju ZSRR jako wytycznej dla kształtowania wzajemnych stosunków. Polityka Kekkonena musiała być niezwykle korzystna dla Finlandii, skoro od 1956  aż do 1981 roku obywatele tego demokratycznego kraju, w powszechnych wyborach kilkakrotnie powierzali mu urząd prezydenta.

W polityce nie zdarzają się sytuacje identyczne, ani mi w głowie zatem sugerować naśladowanie przez dzisiejszą Polskę polityki Finlandii lat minionych. Są jednak zasady, których nieprzestrzeganie komplikuje i poważnie naraża na szwank interesy kraju. Jedną z nich, elementarną, jest realizm. Władze Polski od dłuższego już czasu wykazują osobliwą odporność na respektowanie go w kształtowaniu i ocenach swych działań.

Kto zwyciężył w wyborach (Sokzburaka)Już wódz przedwojennej Polski – Józef Piłsudski prowadził ryzykowną politykę wobec najbliższego sąsiada, natomiast przyjaciół poszukiwał dość daleko, wciąż jednak na europejskim kontynencie. Dzisiaj wszelkie jego rekordy bije współczesna III RP, zarządzana przez wodza jednej trzeciej narodu – Jarosława Kaczyńskiego. Najbardziej poczesne miejsce wśród wyznaczników jego ideologii zajmują antykomunizm i rusofobia – dwa najgłupsze z możliwych czynniki, które prowadzą do radykalnych zadrażnień z naszym najbliższym wschodnim sąsiadem i przekreślają dorobek 45 lat powojennej historii polskiego społeczeństwa. Obok tych dwóch negatywnych elementów współtworzących państwową ideologię, rolę pozytywnego spełniać ma głoszona przez Kościół religia, która w zamyśle Prezesa PiS ma być w istocie instrumentem pacyfikacji nieprawomyślnych zapatrywań i podporządkowania  społeczeństwa  władzy.

Wielką osobliwość strategicznych zamysłów Jarosława Kaczyńskiego stanowią relacje Polski z konkurencyjnym wobec Rosji mocarstwem, którym są Stany Zjednoczone. Według zapatrywań wodza 1/3 Polaków ich istota sprowadza się do powierzenia USA i NATO roli głównego obrońcy wschodniej flanki Polski, a co za tym idzie – Europy, wszakże bez zobowiązań, których spełnienia tradycyjnie oczekuje mocarstwo od podporządkowanych sobie państw. Tak urzeczywistniać się ma wyobrażenie o suwerenności Polski.

Władzę w Polsce obejmują dzisiaj  przedstawiciele powojennego pokolenia, które nie doświadczyło okropności II wojny światowej i hitlerowskiej okupacji, zgodnie jednak z polską tradycją musi sobie znaleźć temat do cierpienia. Jest nim komuna i okupacja wschodniej Europy, w tym Polski, przez Związek Sowiecki. Znalazł się więc temat dla martyrologii, którą uosabiają choćby bandyci, zwani „żołnierzami wyklętymi”. Zgodnie z polską tradycją musimy cierpieć. Nawet jeśli sprawcą męki jest Donald Tusk – człowiek poczęty i zrodzony na tej samej gałęzi drzewa, co dzisiejszy wódz 1/3 polskiego narodu. Awersja, a wręcz nienawiść staje się siłą napędową polskiej polityki. 

KTO ZARZĄDZA DZISIAJ POLSKĄ I PO CO

Polecany

     W niedzielę 24 kwietnia Andrzej Duda, pełniący funkcję prezydenta III RP, uczestniczył  na warszawskich wojskowych Powązkach w pochówku  resztek prochów majora A.K., w III RP pośmiertnie awansowanego do stopnia pułkownika – Zygmunta Szendzielarza, który dowodząc bandyckim oddziałem tzw. „żołnierzy wyklętych” posługiwał się pseudonimem „Łupaszka”.

     Za kilka dni opublikuję na swym blogu pełniejsze informacje o zbrodniach, których dopuścili się „żołnierze” tego ugrupowania. Nie gromadziłem ich wcześniej, ponieważ przez myśl mi nie przeszło, że człowiek pełniący funkcję prezydenta państwa może czcić bandytę.

     Zanim przedstawię pełniejszy obraz dokonań „Łupaszki”, zasygnalizuję niektóre tylko dokonania dowodzonych przez niego wojaków, którzy, na przykład, 23 czerwca 1944 roku, „bohatersko” zdobyli litewską wioskę Dubinki i zastrzelili w niej między innymi:

- Edwarda Rymkiewicza, jego żonę Michalinę, jej brata Stefana Kerulę oraz ich synów: rocznego Franka i dwumiesięcznego Rimuka;

- 60-letnią Szuminiowę ze wsi Bołosza;

- Jurgisa Wajdukiewicza, jego żonę Justynę oraz czwórkę ich dzieci;

- staruszkę Girciuwę (bliższych danych brak);

- Józefa Leśniakauskasa z żoną;

- Annę Górską z trzyletnim synem Witkiem;

- Bolesława Strumiłłę;

- Konstancję Wylenię, jej cztery córki: Jadzię, Teklę, Żywilę i Genowefę oraz syna Witka.

     Staram się rozumieć specyfikę powojennej sytuacji, gdy na ziemiach Polski funkcjonowały różne zbrojne formacje, walczące o władzę dla swych politycznych mocodawców. Jeśli jednak nie można sobie wyobrazić  akceptacji zbrodni dokonywanych przez funkcjonariuszy powojennego Urzędu Bezpieczeństwa, to jego najpodlejsze nawet dokonania, w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwiają podobnych czynów formacji tzw. patriotów. A trzeba podkreślić, że na Szendzielarza „Łupaszkę” legalny sąd,  legalnego państwa, w dniu 2 listopada 1950 r. wydał prawem przewidziany wyrok za niezliczone morderstwa dokonane z jego rozkazu, przez dowodzony przez niego oddział bandytów zwanych dzisiaj „żołnierzami wyklętymi”.

     Andrzej Duda, zwany prezydentem III RP, wszelkimi sposobami stara się zyskać względy faktycznie dzisiaj rządzącego Polską Jarosława Kaczyńskiego. Jest to jednak kwestia osobliwych relacji między tymi osobistościami. Nie widzę żadnego powodu, bym jako obywatel Polski był wikłany w te marne układy.

 

MIŁOŚĆ I POLITYKA

Polecany

                                Motto:

                                                 Dawniej mężczyźni szukali sobie żon.

                                                Teraz wyszukują sobie teściów.

                                                Z miłością jest jak z elektrycznością:

                                                najpierw wysokie napięcie, potem prąd stały,

                                                a w końcu – prąd zmienny.

Od dość dawna odnosiło się wrażenie zaistnienia niesnasek w małżeństwie pana Prezydenta; małżonkę rzadziej widywało się w jego towarzystwie, lecz jej  umiarkowane i eleganckie postępowanie nie pozwalało na bardziej jednoznaczne diagnozy. Ostatnio można było także obserwować przejawy znacznego ochłodzenia stosunków pomiędzy prezydentem Andrzejem Dudą i jego partyjnym przełożonym Jarosławem Kaczyńskim. Jednak pożycie małżeńskie i personalne relacje na najwyższych szczeblach władzy to dziedziny bardzo odległe, nic zatem dziwnego, że nie łączono ich i nie wyciągano żadnych wniosków z wzajemnych ich powiązań. Przyznam, że mało tym wszystkim interesowałem się. Dopiero ostatnio znalazłem w Internecie serię zdjęć pana Prezydenta oraz bratanicy Jarosława Kaczyńskiego i odniosłem wrażenie, że odkryłem klucz do rozumienia przyczyny ochłodzenia stosunków Andrzeja Dudy z żoną oraz jego przełożonym. Podkreślam: odniosłem tylko wrażenie, nie twierdzę więc, że tak jest rzeczywiście. Bo sfera stosunków międzyludzkich jest tak wieloaspektowa i delikatna, że na kategoryczne wnioski mało jest w niej miejsca. Zaprezentuję więc odkrytą przez siebie serię zdjęć, by moi Szanowni Czytelnicy mieli możność zweryfikować moje zapatrywania.

1                                Najpierw jak zwykle – nagłe olśnienie.

2                                Następnie kurtuazyjne przywitanie.4                                 Lecz fascynacja szybko dała o sobie znać

5                         A po chwili okazało się, że oczarowanie było obustronne

6                                          I dalej znów poszło jak zwykle.

Pan Prezydent jest człowiekiem niezwykle pobożnym. Religia zawsze nakazywała przestrzeganie małżeńskiej wierności, lecz wszelkie podstawowe normy religijne były formułowane przed ponad dwoma dziesiątkami wieków, a więc w warunkach tak niezwykle odmiennych od dzisiejszych, że nie może dziwić odchodzenie od ich coraz mniej realnych nakazów. Nawet księża, ba – biskupi także z coraz większym trudem je respektują.

Prezes Jarosław Kaczyński dał niedawno wyraz nagłemu ochłodzeniu swego stosunku do pana Prezydenta, którego przed kilkoma zaledwie miesiącami sam wyznaczył do pełnienia wysokiego w państwie urzędu.

571481a93f6d6_o,size,969x565,crop,0.0000x0.0176x0.9960x0.8514,q,71,h,64cb1f                              To ochłodzenie tylko czy wręcz mroźny powiew ?

Czy jest to przejaw trwałej już zmiany zapatrywań na protegowanego, czy idzie  tylko o kwestie natury obyczajowej i brak akceptacji dla przejawów lekceważenia małżeńskiej przysięgi ? A może mamy do czynienia z przejawem serdecznej troski o bratanicę, bo przecież trudno by mogła ona liczyć na trwały związek z nowym partnerem. Bądźmy wszakże cierpliwi – czas to wszystko wyjaśni. I to także czy Andrzej Duda zachowa swą funkcję, czy zostanie odwołany przez  zwierzchnika.

KTO CZYTA CYTATY Z TACYTA

Polecany

                                       (T E K S T  D O Z W O L O N Y  OD 18 L A T)                        

                            Motto:Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością.

                                                                                Publius Cornelius Tacitus

                                                                                (ok. 55120 n.e.) – historyk rzymski

Nawet tak wielkie rewolucje, jak francuska czy angielska trwały stosunkowo krótko, a najważniejsze przemiany, które z sobą niosły, dokonywały się w ciągu kilku ledwie lat od ich wybuchu. Podobnie w tym aspekcie ocenić  można Rewolucję Październikową w Rosji. Także demokratyczna rewolucja w Polsce, która wybuchła w 1980 r., przemian natury politycznej, społecznej i ekonomicznej dokonała  stosunkowo szybko, jednak wciąż dają o sobie znać kolejne, równie ważne w istotnych dla życia publicznego dziedzinach. Jedną z nich jest język.

Wulgaryzmy w języku polskim pojawiały się od niepamiętnych czasów, sporo jednak upłynęło lat, zanim znalazły dla siebie miejsce w literaturze. Przed wojną Julian Tuwim napisał wiersz, którego tytuł i każda z 10-ciu zwrotek zawierały znamienną propozycję: CAŁUJCIE MNIE WSZYSCY W DUPĘ. Było w tym utworze sporo innych jeszcze słów uchodzących za zakazane i przytoczę choćby dwie zwrotki, w których one występują:

                   I ty fortuny skurwysynu,
                   Gówniarzu uperfumowany,
                   Co splendor oraz spleen Londynu
                   Nosisz na gębie zakazanej,
                   I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
                  A srać chodziłeś pod chałupę,
                  Ty, wypasiony na Ikacu,
                  Całujcie mnie wszyscy w dupę.

                  Item ględziarze i bajdury,
                  Ciągnący z nieba grubą rentę,
                  O, łapiduchy z Jasnej Góry,
                  Z Góry Kalwarii parchy święte,
                  I ty, księżuniu, co kutasa
                  Zawiązanego masz na supeł,
                  Żeby ci czasem nie pohasał,
                  Całujcie mnie wszyscy w dupę.

W II Rzeczypospolitej język miał charakter klasowy i wyższe warstwy społeczne posługiwały się nieporównanie wytworniejszą jego odmianą, niż proletariat i małorolne chłopstwo. Julian Tuwim był jednak żydowskiego pochodzenia, a jak można się dowiedzieć z dzieł współczesnych polskich historyków, liczne przed wojną w Polsce żydostwo konsekwentnie brukało język naszych przodków.

Po wojnie, wraz ze wspieranym przez obce siły zwycięstwem niższych warstw społecznych, ich język  zyskał pełnię praw, lecz pojawiła się zarazem cenzura, która bezlitośnie eliminowała z publikowanych tekstów najbardziej charakterystyczne jego słowa i zwroty. I tylko wozacy, wożący na ciąganych przez konie platformach węgiel, upowszechniali go rozmawiając z sobą tak głośno, że rozmów tych nie zagłuszał nawet hałas panujący na ulicach polskich miast.

Oto druga wersja rebusu. W pierwszej, na miejscu fotografii Donalda.Tuska figurował Jarosław Kaczyński, na miejscu Elżbiety Bieńkowskiej był wizerunek damskiej dupci odzianej w kuse majtki, a kamienie były takie same.  

Skutki charakterystycznych dla PRL ograniczeń krępujących rozwój języka, dawały o sobie znać wiele jeszcze lat po zwycięstwie wolności i demokracji, toteż dopiero w ostatnich latach częściej pojawiają się efekty akceptacji swobód w tej dziedzinie. Podam kilka spektakularnych przykładów dokonujących się w niej przeobrażeń.

24 października 2012 roku odbywała się w Sejmie debata nad projektem ustawy autorstwa Solidarnej Polski, mającej drastycznie ograniczać prawo do aborcji. Gdy jeden z posłów SLD w swym przemówieniu przywołał przykłady biskupów rozbijających po pijanemu samochody i wspomniał o tysiącach rodzin skazanych na podstawie zaostrzonych antyskrobankowych przepisów „na dożywocie w biedzie”, posłanka PiS, prof. Krystyna Pawłowicz miała rzucić w jego kierunku słówko zakazane w PRL, zwłaszcza w debatach parlamentarnych: SPIERDALAJ !

Zostało ono odnotowane w stenogramie obrad, lecz pani Profesor uznała, że było to kłamstwo i w kwietniu 2013 roku złożyła w prokuraturze doniesienie o popełnieniu przez niezidentyfikowanego sprawcę przestępstwa, polegającego na fałszowaniu sejmowego stenogramu. Dała w nim wyraz znakomitej swej wiedzy prawniczej pisząc: Ekspresyjny ruch warg, któremu towarzyszyło przyłożenie obu dłoni do ust, o czym jest mowa w zeznaniu pani stenografistki, był w istocie zachowaniem niewerbalnym, mającym charakter wyrazistego gestu, a przetransponowanie go na inkryminowany zapis w stenogramie jest równoznaczne z nadinterpretacją. Niestety, po dłuższym czasie sąd odrzucił skargę posłanki Krystyny Pawłowicz, lecz przypisywane jej słowo zyskało prawo żywota w języku parlamentarnym.

W lipcu 2014 roku toczyła się w Sejmie debata na temat konstruktywnego wotum nieufności dla rządu premiera Tuska. Gdy premier, polemizując z sejmowej trybuny z Jarosławem Kaczyńskim, wyrażał pogląd, że skoro moralne zarzuty mają dyskwalifikować jego rząd, to prezes PiS musi zacząć te rozliczenia od siebie, nagle i niespodziewanie prof. Krystyna Pawłowicz miała zakrzyknąć: CHUJ, DUPA I KAMIENI KUPA !

Zamieszczam w tym wpisie rebus, którego rozwiązaniem jest fraza  wykrzyczana przez prof. Krystynę Pawłowicz. Być może podczas sejmowych obrad pracowała nad rozwiązaniem zagadki i pobudzona intelektualnie odkrytą właśnie treścią,  wykrzyczała ją pod wpływem emocji. A teraz przypisuje się jej, że dała tym okrzykiem wyraz swym  politycznym zapatrywaniom.

Ledwie przed kilkoma dniami, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości, toczyła się ożywiona dyskusja na temat kandydatury Zbigniewa Jędrzejowskiego na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W jej trakcie pos. Krystyna Pawłowicz dała wyraz swej głębokiej wiedzy językowej głosząc, że opozycja gotowa jest atakować rząd USQUAM AT MORTEM DEFECATUM, co w języku polskim znaczy DO USRANEJ ŚMIERCI, lecz mało kto z posłów dorównuje intelektem prof. Pawłowicz, niewielu zatem pojęło treść tej sentencji.

Tylko tak pobożni ludzie, jak posłanka Krystyna Pawłowicz mogą liczyć na korzystny dla siebie wyrok Sądu Ostatecznego, zapewniający  wiekuisty pobyt w Niebiosach. Jednak jej wielki temperament może i tam sprawić, że  w rozmowie ze Stwórcą, jakimś aniołem, albo świętym straci cierpliwość i użyje stosowanego na ziemskim padole, na przykład podczas sejmowych obrad, sformułowania. I co wtedy ? Nie jestem znawcą religii, toteż nie wiem czy możliwe jest strącenie z Niebios w piekielne czeluście duszy człowieka, która paskudnie zgrzeszy w krainie wiekuistego zbawienia.  Tak czy inaczej pragnę  przestrzec panią Posłankę przed skutkami utrwalania grzesznych nawyków, mogą one bowiem postawić Stwórcę w głupiej sytuacji, gdy będzie zmuszony powiększyć zastępy dusz, którymi w piekielnych ostępach włada Szatan.

Wróćmy wszakże na ziemski padół. „Solidarność” ma nieocenione zasługi w walce o prawa i wolności jednostki. Także na polu językowym. Zapewne zachęcony dokonaniami prof. Pawłowicz szef sejmowego ugrupowania Paweł Kukiz, podczas posiedzenia jego klubu w dniu 14 kwietnia br. w sprawie głosowania na dwie ręce, w które zamieszany był ojciec wicepremiera Mateusza Morawieckiego – Kornel Morawiecki, zakrzyknął: PIERDOL SIĘ KORNEL. ZALEŻY CI TYLKO NA KARIERZE SYNA ! Wypowiedź prezesa klubu in extenso przytoczył „Super Express” z 16-17 kwietnia i jedna tylko pozostaje wątpliwość: czy Paweł Kukiz wypowiedział imię Marszałka-Seniora używając w końcówce double”l”, jak odnotowano to w  dzienniku, czy pojedynczej litery, jak nakazuje Słownik Języka Polskiego, choć imię wywodzi się od nazwiska rzymskiego rodu Cornelli, w którego nazwie „l” występuje podwójnie.

Dość jednak tych językowych dywagacji ! Obowiązująca w PRL ideologiczna hipokryzja sprawiała, że największym sukcesem tamtego ustroju okrzyknięto zrównanie w ekonomicznych oraz politycznych prawach wszystkich klas i warstw społecznych, a także upowszechnienie tych uprawnień choćby w dziedzinie kultury i oświaty, ochrony zdrowia, że nie wspomnę o zrealizowanym powszechnym prawie do pracy. Dopiero rewolucja, której przewodził wybitny przedstawiciel klasy robotniczej i demokrata – Lech Wałęsa, wprowadziła wymarzoną przez  masy demokrację, zlikwidowała cenzurę i dała wreszcie Polakom wyczekiwaną od pokoleń swobodę wyrażania myśli i poglądów. Dla prawdziwych polskich patriotów jest to ważniejsze, niż wszelkie,  zdobycze socjalne i materialne PRL.

ACHILLESOWA PIĘTA POSŁA PIĘTY

Polecany

W niedzielę 3 kwietnia duchowny czytający z ambony w kościele św. Anny w Warszawie list episkopatu „w obronie życia poczętego” i zaostrzenia prawa aborcyjnego, doprowadził do zakłócenia porządku w świątyni i kto wie czy nie naraził się Duchowi Świętemu, powinien bowiem był przewidzieć, że wygadywanie głupstw w takim miejscu może być uznane za świętokradztwo i spotkać się z nieprzychylną reakcją wiernych. Tym razem oburzona płynącymi z ambony bzdurami spora grupa zgromadzonych na nabożeństwie kobiet opuściła świątynię, co sprawiło niejakie zamieszanie, ponieważ w niektórych kręgach ludzi pobożnych uznaje się, że księdza słuchać należy z pokorą, bez względu na to, co mówi.

Zachowanie tych kobiet wzbudziło nie tylko oburzenie pozostałych, mniej wrażliwych na głupoty wiernych, uczestniczących w nabożeństwie, lecz także nieobecnego w kościele posła PiS Stanisława Pięty, który doniósł do prokuratury na niepanujące nad nerwami panie, naruszające jego zdaniem art.195 kodeksu karnego, zakazujący przeszkadzania publicznemu wykonywaniu aktu religijnego. Jeśli prokuratura potraktuje poważnie denuncjację posła Pięty, wysoki sąd będzie musiał ustalić, czy głoszenie z ambony bzdur jest aktem religijnym, czy także prowokowaniem do  protestów ludzi poważnie traktujących wiarę, co nie powinno oczywiście podlegać karze. Lecz nie o to mi idzie. 

Donos posła Pięty wzbudził we mnie sentymentalne wspomnienia czasów mej młodości, gdy pracowałem w Służbie Bezpieczeństwa PRL. Jednym z najważniejszych elementów pracy funkcjonariusza tej służby było pozyskiwanie osobowych źródeł informacji, które przez wszelkiego autoramentu złośliwców zwane były szpiclami, donosicielami albo bardziej prostacko kablami. Instrukcja o pracy operacyjnej SB przewidywała kilka podstaw pozyskiwania takich źródeł, wśród których najważniejszą kategorię stanowili tajni współpracownicy. Było więc pozyskanie na zasadzie dobrowolności, gdy jednak nie dawało się  liczyć na dobrą wolę, można było wykorzystać materiały obciążające, dotyczące ewidentnych naruszeń przepisów prawa albo kompromitujące, gdy kandydat do pozyskania, którym był na przykład ksiądz, korzystał z wdzięków pań mniej lub bardziej religijnie motywowanych do świadczenia seksualnej posługi duchownym.

 Pięta 1

Pozyskanie kandydata na tajnego współpracownika poprzedzało jego opracowanie, polegające na rozpoznaniu wszelkich uczynków w przeszłości. W całej 30-to letniej karierze nie zdarzył mi się przypadek, by starannie rozpoznany człowiek odmówił współpracy.

Gdyby tak wypadło, że niezbędnym do pomocy w jakiejś sprawie okazał się Stanisław Pięta, w toku rozpoznawania jego przeszłości ustaliłbym zapewne, że włamywał się do samochodów  stojących pod komisariatami milicji i kradł znalezione w nich dokumenty i pieniądze. Na przykład w 1989 roku został przyłapany w Bielsku Białej na włamaniu do fiata 126p, z którego zwędził portfel, a w nim 5500 zł., kartki żywnościowe oraz kartę paliwową. Teraz tłumaczy, że był to jeden z jego aktów sprzeciwu wobec panującego w ówczesnej Polsce reżimu, a włamując się liczył na znalezienie w stojącym pod komisariatem milicji samochodzie  służbowej broni jakiegoś gliniarza, za pomocą której mógłby walczyć o wolną i demokratyczną Polskę. Oczywiście nie uwierzyłbym w takie jego opowieści i zakomunikował mu, że albo podpisuje zobowiązanie do współpracy, albo idzie do pudła i miałbym ze Stanisława Pięty tajnego współpracownika, przez wszelkiego autoramentu złośliwców zwanego, jak wspomniałem, szpiclem, donosicielem albo bardziej prostacko kablem.

I to jeszcze jest ważne, że brutalnie zmuszając Stanisława Piętę do współpracy z bezpieką  na podstawie ujawnionego czynu kryminalnego, wyświadczyłbym mu wielką przysługę, bo kto wie czy w wolnej i demokratycznej Polsce zostałby tylko posłem na Sejm. Być może powierzono by mu znacznie wyższe stanowisko za prześladowania doznane w PRL i zasługi poniesione w walce o wolność i demokrację.

PRAWDA UMIŁOWANA PRZEZ PiS

Polecany

                                                Motto:

                                                   Dawniej mawialiśmy, że dzieje się źle,

                                                    zanim będzie się działo lepiej.

                                                    Dziś zgadzamy się, że dzieje się źle,

                                                     zanim będzie działo się gorzej.

                                                                           Robert Triffis – amerykański naukowiec.

Przykro mi, że przez miesiąc nie pojawiłem się na łamach swego bloga, gdy jednak na postępujące nieustannie marnienie żywota starego zgreda nałożą się zakłócenia wywołane wiosennym przesileniem, zupełnie traci na znaczeniu hasło ludzi szczęśliwych: żyć, nie umierać ! Umierać wprawdzie strach, lecz by żyć także coraz większej trzeba determinacji. Władająca Polską polityczna partia o chrześcijańskim rodowodzie, konsekwentnie motywuje staruchów do poniechania żywota.

Ale dość postękiwań i narzekań ! Te indywidualne, na tle całodziennego jęku, który pod batutą najwyższych organów państwa przetoczył się przez kraj w niedzielę 10 kwietnia, w szóstą rocznicę smoleńskiej katastrofy, przypominają kwilenie nieletniej myszy. U ludzi tych organów wręcz szokuje brak refleksji  nad prawidłowością głoszącą, że jednym z przejawów nadmiaru jest niestrawność mogąca się objawiać mało sympatycznymi odruchami ludzkiego organizmu. Jak długo można bowiem wysłuchiwać żałobnych pień, modłów i  kolejnych teorii mających objaśnić tło i przebieg zdarzenia ? Zaczęło się od Putina, który miał maczać paluchy w jego przygotowaniu i przebiegu. Później dodano mu do towarzystwa byłego premiera Tuska nie bacząc, że pełni niezwykle ważną funkcję w Unii Europejskiej, jakiej nikomu przy zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy powierzyć osobie pokroju nadprezydenta i oberpremiera Jarosława Kaczyńskiego. Czy wobec grożącego mu Trybunału Stanu Tusk odważy się przybyć do kraju po zakończeniu sprawowania funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej ? Ciekawe !

                                               Zbawiciel 3

                                                            Teraz…   

Wróćmy jednak do Smoleńska. Najpierw była mowa o zamachu, które to określenie brzmi niewinnie w porównaniu z użytą ostatnio przez Antoniego Macierewicza dosadną nazwą „zbrodnia”. Później złagodzono wprawdzie nazewnictwo, lecz ożywiono historyczny kontekst uporczywie eksponując zbrodnię katyńską, co miało utwierdzić Polaków w poglądzie, że skoro Ruskich stać było na wielotysięczny Katyń, to bez mrugnięcia okiem wykonali wyrok na 92 osobach. Wyborcy PiS, którzy stanowią mało wybredny politycznie elektorat,  każdą teorię autorstwa swego wodza gotowi są potraktować jako objawienie, przejawiając tym zbiorowe posłuszeństwo znamienne dla kultu jednostki.

Zaczynają pojawiać się pomysły by umiędzynarodowić smoleńską katastrofę poprzez stworzenie międzynarodowej komisji, która zbada i ustali prawdziwy jej przebieg. Na razie jest to inicjatywa jednostkowa, jednak im głupszy pomysł w tym temacie, tym większą ma szansę na realizację.  Prezydent Duda przemawiając w niedzielę przed prezydenckim pałacem z okazji  odsłonięcia na jego murze tablicy czczącej Lecha Kaczyńskiego, mówił o bylejakości polskiego państwa, której przejawem była katastrofa, jakże więc organy bylejakiego państwa mogą ustalić prawdę, która według recepty sformułowanej wczoraj przez Antoniego Macierewicza przed mikrofonem Telewizji Republika, „musi przyjść najpierw”. Teoria prawdy przewiduje przejawianie się jej w trzech postaciach: prawdy obiektywnej, subiektywnej oraz gówno prawdy i wszystko wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość preferuję trzecią jej odmianę.  

Szczerze współczuję Jarosławowi Kaczyńskiemu w związku z tragiczną śmiercią jego brata – bliźniaka. Jak wiadomo bliźniacze więzy mają szczególną moc, toteż strata bezwzględnie najbliższej osoby sprawia w sercu człowieka nie dającą się zabliźnić ranę. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi spotykałem się wielokrotnie z poglądami ludzi rozsądnych, że bardzo niepożądane jest zwycięstwo partii kierowanej przez Jarosława Kaczyńskiego słusznie przewidywano bowiem, że w jego myśleniu i postępowaniu dominować będą niezwykle bolesne doznania spowodowane niewyobrażalnie dotkliwą traumą. Kto wie czy okoliczność ta nie sprawiła jego rezygnacji z objęcia konkretnej państwowej funkcji wysokiego szczebla i poprzestania na roli nieformalnego, lecz rzeczywistego szefa państwa oraz jego rządu. Ważną zapewne przesłankę podjęcia tej osobliwej decyzji stanowił brak jakiejkolwiek odpowiedzialności  za poczynania najwyższej władzy, bo Jarosław Kaczyński wciąż pozostaje tylko posłem, który odpowiada za działania przewidziane w rozdziale 4 Regulaminu Sejmu, formułującym zasady  odpowiedzialności parlamentarzystów. Niezwykle dogodny układ: rządzić rządem i decydować o sprawach dla państwa najważniejszych, a odpowiadać za nader skromny w porównaniu z nimi zakres uprawnień jednego z 460 – ciu członków parlamentu.

                                 Stan wojenny 1

                                                           …i wkrótce

Pozwolę sobie sformułować tezę o podziale polskiego społeczeństwa według kryterium jego wiedzy o mechanizmach sprawowania władzy w państwie. Pierwszą grupę stanowią mniej lub bardziej bezmyślni zwolennicy formacji, która zwycięża w wyborach. Drugą, zapewne najliczniejszą, tworzą oportuniści miewający niekiedy racjonalne poglądy, lecz dla własnej korzyści dostosowujący się do zaistniałej sytuacji. Trzecia – najmniejsza, to ludzie mający swe zdanie, wyrażający je i zgodnie z nim postępujący. Polskim fenomenem jest to, że na PiS głosowało 37,58 % uczestniczących w wyborach, a więc zaledwie 18,5 % uprawnionych do głosowania, lecz partia ta i jej przywódca postępują jak reprezentanci bezwzględnej większości nie tylko wyborców, lecz całego narodu, co brzmi dumnie i daje dyktatorskie wręcz uprawnienia. Poczynając od 1990 roku frekwencja w wyborach wykazuje praktycznie tendencję marniejącą, lecz rosną zarazem władcze poczynania zwycięzcy. Ciekawe kiedy przebudzi się większość polskich wyborców z przykrością konstatując, że przysnęli z ręką w nocniku.

Post scriptum:  

W najbliższych tygodniach powołamy komitet budowy pomników: smoleńskiego i prezydenta Lecha Kaczyńskiego - zapowiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński. Dodał, że przebaczenie jest potrzebne, ale po przyznaniu się do winy i po wymierzeniu odpowiedniej kary. Zaznaczył ponadto, że tragedia smoleńska nie była przypadkiem.

- Naszą pamięć chciano zabić, chciano zabić tą pamięć, bo jej się bano, bo za tą tragedię, niezależnie od tego, jakie były jej przyczyny, ktoś odpowiada, przynajmniej moralnie. I odpowiadał za to poprzedni rząd - mówił Kaczyński. - Nie ten oczywiście, pani Kopacz, tylko ten – Donalda Tuska - dodał.

Przeczytałem to i  zapłakałem nad swym rażącym brakiem zdolności przewidywania skutków wywoływanych lekturami przemówień prezesa PiS. Nie mam nawet grama alkoholu !          

DAŁ NAM PRZYKŁAD BONAPARTE…

Polecany

Ciekawym zagadnieniem jest związek wzrostu człowieka z jego usposobieniem. Czy taka zależność w jakiejś mierze istnieje ? Nie słyszałem by temat ten podejmowali naukowcy, może zatem żadnych powiązań między obydwoma czynnikami nie ma.  Być może, skoro nauka się tym nie zajmuje. Z drugiej jednak strony każdy ma jakieś swoje doświadczenia i nierzadko spotykany jest  pogląd, że ludzie małego wzrostu są apodyktyczni i skłonni do rządzenia innymi.

Obecnie, zwłaszcza w krajach rozwijających się, notowane jest zwiększanie się średniej wzrostu o 0,5 – 2 cm. w ciągu dekady. Zwrócić uwagę wypada także na czynnik klasowy objawiający się zależnością wzrostu od materialnych warunków panujących w rodzinie, w której wzrasta człowiek. W Polsce odnotowano, że młody, lecz dorosły potomek przedsiębiorców, a więc ludzi zamożnych, liczy sobie średnio 181 cm. wysokości, choć i to jest ważne, że wielkość ta rano i wieczorem może się różnić o 2 – 3 cm.   To tyle o miarach, a teraz o hipotezach i zapatrywaniach.

W Internecie znalazłem taki oto sąd na temat zależności cech człowieka od jego wzrostu: Najmniej rosną cholerycy. Choleryk jest dynamiczny, zadaniowy i szybko działający. Błyskawicznie podejmują decyzję i raczej jej nie zmieniają. Ich temperament dosłownie ich spala. Przypominają roślinę rosnącą na ziemi spalonej słońcem. Silna, z ostro zakończonymi liśćmi i niska. Niestety, nie zapisałem adresu, pod którym znalazłem ów fragment. Sąd w nim zawarty pokrywa się jednak z dość rozpowszechnionym poglądem na ten temat. Często czynnik wzrostu przywódców państw traktowany jest jako decydujący o ich zapatrywaniach i uczynkach.

Jarosław KACZYŃSKI w Kijowie

                                          Jarosław KACZYŃSKI w Kijowie

Napoleonowi Bonapartemu przypisywany jest wzrost sięgający 160 cm. i stąd jego despotyczne skłonności. Francuski malarz i grafik Toulouse-Lautrec mierzył sobie ponoć półtora metra, Immanuel Kant ledwie 2 cm więcej, a pisarz Honore de Balzak 157 cm., lecz nie słyszałem o ich władczych zapędach i apodyktycznych skłonnościach. Może to sfera polityki wzbudza więc w człowieku dyktatorskie skłonności.  Fizyczną wielkość Józefa Stalina wyliczano na 162 – 164 cm. był zatem kurduplem i stąd może jego ambicje i poczynania. Podobny mu dyktator wszechczasów Adolf Hitler czubkiem głowy sięgał 165 cm., a zaprzyjaźniony z nim Benito Mussolini był o 5 cm. krótszy.

Przejdźmy na grunt polski. Marszałka Piłsudskiego wymierzono na 175 cm., a  jego polityczny konkurent Roman Dmowski przerósł go o 4 cm. Aż tyle sobie mierzyli, bo zapewne przed wojną w ich domach powodziło się nieźle, wzrost bowiem, jak to już sygnalizowałem, zależny jest od dostatku i wyżywienia.

Polska po wojnie była skrajnie wyniszczona i materialne warunki życia w II poł. lat 40. XX wieku niezwykle trudne, nic zatem dziwnego, że urodzony w 1949 r. Jarosław Kaczyński wyceniany jest na 167 cm. długości. 

Przyznam, że do poruszenia kwestii wzrostu polityków i jego wpływu na ich poczynania sprowokowało mnie dość gwałtowne wystąpienie prezesa PiS na wiecu w Łomży, zwołanym na niedzielę 6 marca, dla uczczenia wyboru senatorką tylko nazwiskiem związanej z Polską Anny Marii Anders.

W latach prosperity Polska Zjednoczona Partia Robotnicza liczyła sobie ok. 3 mln. członków. W końcu 2015 r. wielkość PiS obliczano na ok. 30 tys. osób, lecz po zdobyciu władzy w grudniowych wyborach jej jednoosobowe kierownictwo jęło postępować coraz bardziej stanowczo, by nie powiedzieć dyktatorsko. Sądzę, że ambicje jednoosobowego kierownictwa PiS rosną w postępie geometrycznym i wiosna br. będzie jednym z najbogatszych w wydarzenia okresem we współczesnej historii Polski. Toż dał nam przykład krótki Bonaparte, jak zwyciężać mamy.   

RADOSNE PRZYGODY STARUCHA W III RP

Polecany

                                                    Wrogi ich wabią z dala jak grabarze,

                                                     Gdy w niebie nawet nadziei nie widzą -

                                                     Nie dziw, że ludzi, świat, sobie ohydzą,

                                                     Że utraciwszy rozum w mękach długich,

                                                     Plwają na siebie i żrą jedni drugich!

                                                                           A. Mickiewicz

                                                                                   fragment Epilogu Pana Tadeusza

 

Zamierzałem pisać na inny temat, lecz otrzymałem inspirujący komentarz do ostatniego mego wpisu, a właściwie do zamieszczonego pod nim krótkiego przypisu dotyczącego emerytur b. funkcjonariuszy SB oraz pozostałych służb cywilnych i mundurowych PRL. Mój Szanowny Komentator, podpisujący się pseudonimem karachan.org, tak skomentował sprawę tych świadczeń: Dlaczego te emerytury i renty miałyby rosnąć? Obecni ich beneficjenci zostawili w 1989r kraj na poziomie rozwoju obecnej Ukrainy i na takie standardy sobie przez swoje życie zapracowali. Dlaczego młodzi mieliby dopłacać jeszcze więcej do nielicznych pozostałości po skansenie PRLu?

Nie będę odnosił się do żałosnego porównania PRL z dzisiejszą Ukrainą  i określania tamtej Polski mianem skansenu, domyślam się bowiem, że autor jest młodym człowiekiem z umysłem otwartym wyłącznie na uprawianą dzisiaj propagandę, spróbuję natomiast wyjaśnić mu sprawę brutalnego oszustwa, aplikowanego ludziom ostatnio przez PiS, jak też wcześniej przez PO, w sprawie wysokości emerytur funkcjonariuszy SB.

Kilka dni wcześniej – 26 lutego br. w popularnej gazecie FAKT znalazłem obietnicę, że Rząd obetnie esbekom emerytury i takie jej uszczegółowienie z udziałem wiceministra resortu spraw wewnętrznych i administracji: W ciągu 2 miesięcy powstanie pro­jekt obniżenia esbeckich emerytur – za­powiedział w RMF FM wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński (56 L). Potwierdziły się tym samym doniesienia Faktu, któ­ry jako pierwszy pisał, że resort wziął pod lupę świadczenia byłych funkcjo­nariuszy służb PRL. Obecnie wydajemy na nie około 8 miliardów złotych rocz­nie. Przeciętna esbecka emerytura to 4-6 tys. zł miesięcznie. Minister tłuma­czy, że trzeba ją obniżyć przynajmniej do wysokości średniej emerytury wy­płacanej z ZUS, czyli ok. 1660 zł na rękę. Był też pomysł, żeby obniżyć do najniższej – dodaje Zieliński. Wynosi ona 757 na rękę.

smietnik01

                                     POLSKA   A.D. 2016

W kontekście tej informacji podam swój przykład. Przez 30 lat byłem funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa i dosłużyłem się stopnia pułkownika. Pracę rozpocząłem w 1962 r. w Komendzie Stołecznej MO, po kilku latach przeniesiony zostałem do MSW, z którego min. Kiszczak w końcu maja 1981 r. przeniósł mnie do Olsztyna na dość wysokie w służbowej hierarchii stanowisko zastępcy wojewódzkiego szefa MO ds. Służby Bezpieczeństwa. Ponieważ po upadku PRL w 1989 r. nie wyobrażałem sobie możliwości kolaborowania z nową władzą spod znaku wałęsowej „Solidarności”, w 1990 r. przeszedłem na emeryturę. Po ostatecznym ustabilizowaniu się złotego, jej wysokość w maju 1996 r. wynosiła netto 2683 zł. 73 gr. W wyniku kilkakrotnych podwyżek w lutym 2009 r. sięgnęła kwoty 3974 zł 07 gr. (także netto), by po sławetnej awanturze wywołanej przez Wildsteina,  z początkiem 2010 ulec obniżeniu do 1714 zł. 66 gr. Z upływem czasu znów jednak nieco rosła i obecnie, jak zostałem poinformowany pismem z Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA które otrzymałem wczoraj, wynosi 2065zł 26 gr. miesięcznie.

W dzienniku FAKT z 4 lutego b.r. można było znaleźć informację, że najwyższa emerytura b. funkcjonariusza SB sięga 22 tysięcy zł., a świadczenia te, wypłacane pozostałym, są nawet 20 razy wyższe od tych, jakie dostają ich ofiary. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji mówi dość ! I szykuje cięcia wypłat dla byłych esbeków – kończy przedstawiciel nowego gatunku dziennikarzy swą informację.

I o czym tu dumać na warszawskim bruku ? – pozostaje zapytać  trawestując  wieszcza. O tym, że system panujący w państwie jest ludzkim tworem ? To oczywiste ! Dlaczego jednak rozmiary umysłowości tworzących go ludzi są coraz podlejsze ? W 2010 r. obniżono mi znacznie emeryturę, bo jakiś Wildstein naopowiadał wcześniej stek bzdur na temat służb specjalnych PRL.  Ta moja emerytura jednak to drobiazg w porównaniu z innymi zdarzeniami z najwyższych szczebli władzy. Jak choćby kradzież cennych dóbr z prezydenckiego pałacu w wykonaniu Bronisława Komorowskiego, którą rozgłoszono szeroko dla uczczenia prezydenckiego sukcesu Andrzeja Dudy. Teraz szykuje się afera z b. premierem  Donaldem Tuskiem, którego chroni póki co sprawowana funkcja Przewodniczącego Rady Europejskiej. Ale niech no tylko wróci do Polski…

Kretyni z polskich sfer rządowych sprawili, że normą stało się obrzucanie nieczystościami ustępujących prezydentów i rządów. Tym sposobem następcy odnoszą znaczne wyborcze sukcesy. I chwała im za to, bo na takim tle zapowiedź ponownego odebrania mi, 78 letniemu, niezdolnemu już do niczego  staruchowi, kolejnej sporej kwoty z miesięcznej emerytury, to doprawdy drobiazg. Wyobrażam sobie co zostanie wymyślone z okazji coraz głośniej zapowiadanej dymisji pani premier Szydło. O końcu kariery Jarosława Kaczyńskiego aż strach myśleć. Jest krótkiego wzrostu, toteż zapewne na jej zakończenie błyskawicznie zostanie zasypany wszelkim śmieciem aż do czubka łysiny na głowie. Czy zdoła pod tym ciężarem pomyśleć, że ma w ubogacaniu tego rodzaju metod znaczące zasługi ?

 

ALBOŚMY TO JACY TACY …

Polecany

                                                           Motto:   

                                                              A zagrajcież mi od ucha,
                                                              Niech wyhula się dziewucha,
                                                              A jak się wzbogace,
                                                              Jutro wam zapłace,
                                                               Danaż moja dana,
                                                               dziewczyno kochana.

                                                                             (Piąta zwrotka znanej polskiej piosnki)

Jestem zażenowany tym, co dzieje się w Polsce w związku z kolejną odmianą afery teczkowej. Poraża to, że rząd powołany przez nadprezydenta i oberpremiera Jarosława Kaczyńskiego, bez najmniejszej skłonności do refleksji nad wielorakimi skutkami swych poczynań, zezwolił magazynierom narodowej pamięci na wykorzystanie pretekstu dostarczonego przez politycznego analfabetę, 26 lat temu wybranego prezydentem państwa, który podjął kolejną  próbę zatarcia niektórych śladów swej przeszłości. Mało, jest teoria, że nadprezydent i oberpremier wydał na to zezwolenie pragnąc, by na miejsce wycieranego z narodowej pamięci Wałęsy, wpisać swego tragicznie zmarłego brata-bliźniaka, który też pełnił tę marniejącą ostatnio funkcję.

Nie tylko jednak rząd się wygłupia. Czyni to także, aczkolwiek bardziej demokratycznymi sposobami, opozycja, która stara się przekonać ogłupiałą opinię publiczną, że starej, ponad 70-cio letniej babinie da się reaktywować do cna sperforowaną cnotę, za pomocą rozmaitych kosmetyków przywracając dziewiczy wygląd twarzyczki.

Dzięki tym usiłowaniom Polska coraz energiczniej sięga po tytuł najbardziej zabawnego clowna Europy. Uprawiana błazenada wzbudza chichot obserwującej spektakl zagranicznej publiki, rozsiadłej w lożach rozmieszczonych w bezpiecznej odległości od cyrkowej areny. Krajowi widzowie natomiast, zasiadający w jej pobliżu, powodów do wesołości nie mają. Wprost przeciwnie, choć wielu nie zdaje sobie z tego sprawy i bezmyślnie chichocze.

Premier w piekarni

                         Premier Beata Szydło przemawia w kroczewskiej piekarni

W internetowym tygodniku KULTURA LIBERALNA (nr 6 z 9 lutego 2016 r.) znaleźć można wywiad ze znanym brytyjskim historykiem, od lat zajmującym się powojenną historią Europy – Timothy’m Garton’em Ash’em, który w związku z rozmaitymi pogłoskami na temat przyszłości Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej mówi: Byłem ostatnio na pewnym francusko-brytyjskim spotkaniu. Rozmawiano najpierw o Wielkiej Brytanii i możliwości Brexitu. Zastanawialiśmy się, jaka byłaby to Zjednoczona Europa bez Zjednoczonego Królestwa, za to z kłopotami ze strefą euro i do tego coraz bardziej sceptyczną wobec projektu integracji Europą Wschodnią. Wtedy koledzy znad Sekwany powiedzieli wprost: w takiej sytuacji my zwrócimy się do Niemców, zbudujemy nową UE wokół strefy euro z Republiką Federalną, Francją, krajami Beneluksu. Powstanie swoista „Europa Karola Wielkiego”. Bez trudnych Anglików i trudnych Polaków. Dla was to oznaczałoby, że Polska znów znajdzie się w Europie B. Tak jak przed II wojną światową. Słowa te wypowiedziane zostały sporo przed  wybuchem ostatniej afery teczkowej.

T. G. Ash niedwuznacznie charakteryzuje też partię używaną dla swych celów przez Jarosława Kaczyńskiego: PiS ma w swoim programie elementy bardziej prawicowe i bardziej lewicowe. A przy tym jest antysystemowy, antyeuropejski i antyliberalny – mówi w tym samym wywiadzie.

Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że PiS wygrało grudniowe w ubiegłym roku wybory marną mniejszością 18,5 % uprawnionych do głosowania dzięki indolencji tych, którzy do wyborczych urn nie pofatygowali się. Lecz władzę tę sprawuje tak, jakby było trzymilionowym PZPR-em wybieranym przez większość dorosłych Polaków.  

Porażający jest  stan świadomości znacznej części polskiego społeczeństwa. W toku wyborczej kampanii dało sobie ono zawrócić głowę obietnicą „+500” nie bacząc, że jest to zapowiedź przemieszczenia wciąż tych samych pieniędzy  z jednej kieszeni do innej 1). Bezmyślnie zrujnowany, państwowy niegdyś przemysł, mimo różnych ocen jego efektywności zapewniający miejsca pracy znacznej części ludzi w wieku produkcyjnym, który nie był bynajmniej tworem „komuny”, lecz wspaniałym efektem powojennego wysiłku całego społeczeństwa, nie wytwarza już mnożącej pieniądze wartości dodatkowej. Spektakularnym przykładem zbrodni dokonanej na tym dorobku przez władzę powołaną rzekomo za zgodą robotników zrzeszonych w wałęsowej „Solidarności”, była likwidacja Zakładów Radiowych im. M. Kasprzaka w Warszawie, zatrudniających w czasach PRL kilka tysięcy ludzi. Stało się  tak na żądanie Niemców czyniących wszystko, by ich firmy nie traciły pozycji co najmniej europejskiego monopolisty w tej branży.

W sytuacji, gdy marnieje rodzimy przemysł, nadzieje wzbudza obietnica premier Beaty Szydło, która w 100 dni po powierzeniu władzy jej rządowi, objeżdżając uprzemysławianą po nowemu Polskę, wsparła właścicieli i załogę zatrudniającej ok. 40 osób piekarni w Kroczewie (pow. Płońsk), należącej, nomen omen, do państwa Piekarczyków: Na takie firmy stawiamy (…) Warto na takie firmy stawiać, które dają pracę lokalnym społecznościom – oświadczyła wygłaszając okolicznościowe przemówienie w tym przyszłościowym zakładzie.

Trudno pozbyć się wrażenia, że polityczna aktywność polskiego społeczeństwa uległa spodleniu, nie jest bowiem podporządkowana pielęgnacji i pomnażaniu wspólnych dóbr, lecz interesom partii i ugrupowań politycznych, a nierzadko służy jednostkom instrumentalizującym owe partie dla osiągania różnego rodzaju własnych korzyści. Czy wrażenie to tylko ?

_______________

*) Na pokrycie tej ogłupiającej obietnicy złożą się też pieniądze ze zmniejszanych już po raz drugi w ostatnich latach emerytur b. funkcjonariuszy SB, a tym razem także innych podobnych służb cywilnych i mundurowych PRL, co nie zostało wprawdzie oficjalnie ogłoszone, lecz jest przygotowywane. Zmniejszone zostaną również nieruszane poprzednio renty. 

NAUKOWE AUTORYTETY INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ

Polecany

W Instytucie Pamięci Narodowej za najwybitniejszego specjalistę od peerelowskich generałów – Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka,  uchodzi płk dr Lech Kowalski.  Jego wojskowa kariera zaczęła się w czasach PRL i zapowiadała się niezwykle obiecująco. Ukończył polityczną szkołę oficerską, zdobytą tam wiedzę pogłębiał w Wojskowej Akademii Politycznej, do PZPR wstąpił w 1973 roku, a przestał być jej członkiem wraz z wyprowadzeniu partyjnego sztandaru na zakończenie XI Zjazdu w styczniu  1990 r. W międzyczasie wielokrotnie był odznaczany oraz awansowany na kolejne stopnie wojskowe i gdy wszystko zdawało się grać jak dęta orkiestra, Wałęsa w 1980 r., na polecenie różnych ośrodków krajowych i zagranicznych, wszczął solidarnościową rewoltę, która po dekadzie doprowadziła do upadku PRL. Ponieważ w rewolcie tej uczestniczyły całe stada kretynów, wkrótce po powstaniu III Rzeczypospolitej Polskiej przystąpiono do likwidacji państwowego przemysłu i rolnictwa jako reliktów tzw. komuny, a  funkcjonariuszy wszelkich służb zarówno cywilnych, jak również wojskowych poddano bezwzględnej lustracji. Kariera podpułkownika Kowalskiego jęła zdychać.

Nie chcę demonizować wpływu wzrostu człowieka na jego charakter i działalność, lecz historia odnotowała wiele przykładów ludzi krótkich wzrostem, lecz przekonanych o wielkości swego ducha i płk Lech Kowalski zdaje się do kategorii tej należeć jak najbardziej. Gdy w styczniu 1999 roku powstała naukowo śledcza hybryda w postaci  Instytutu Pamięci Narodowej, uznał że jest to instytucja jak najbardziej stosowna dla jego rozmiarów i postanowił zaoferować jej swą wiedzę oraz usługi.

Pewną osobliwością osobowości Kowalskiego jest jego dyskrecja na swój temat. Gdy zachce mi się dokładniej poznać na przykład prezesa IPN, wystarczy że wpiszę jego imię i nazwisko do dowolnej wyszukiwarki i na ekranie komputera, prócz wielu różnych informacji ukaże się folder Wikipedii, zawierający podstawowe dane o człowieku. Nie z pułkownikiem Kowalskim takie numery ! O nim nie ma nic. Być może liczy na to, że gdy wymrze pamiętające dawne lata moje pokolenie, będzie mógł wpisać do informacji o sobie, że był żołnierzem AK albo innego NSZ-tu i od urodzenia walczył z komuną. Kto wie ?

Nie wiem ile dokładnie książek napisał płk Lech Kowalski, lecz najbardziej chyba zasłynął biografiami Wojciecha Jaruzelskiego („Jaruzelski – generał ze skazą”) oraz Czesława Kiszczaka („Cze. Kiszczak”). Każda z nich to licząca sobie ponad 700 stron cegła, a pisane są takim językiem, że po przeczytaniu 40 stron opisu żywota drugiego generała uznałem, że dalsze brnięcie w tę parszywą lekturę jest po prostu hołdowaniem człowiekowi, który literackich umiejętności nabierał wypisując rozmaite sentencje na drzwiach i ścianach koszarowych latryn. Na 38 stronie biografii Czesława Kiszczaka znalazłem taki oto opis  okoliczności jego wstąpienia do Oficerskiej Szkoły Polityczno-Wychowawczej w Łodzi: Analiza programów tej „uczyliszcze” nie ma sensu. Od razu przyjęto stuprocentowy próg zdawalności na egzaminach końcowych. Aby taki wynik osiągnąć, oddział personalny szkoły i wydział propagandy podzielił przybyłych osiłków bolszewickich na tzw. pisatych i czytatych oraz na tych, którym szło to opornie. Od podobnych wykwitów literackiej wyobraźni i naukowej weny Kowalskiego na tych kilku pierwszych dziesiątkach stron jego dzieła aż się roiło, uznałem więc, że wystarczy.

Lech Kowalski

Znamienne są zapatrywania tego zdyscyplinowanego niegdyś oficera Ludowego Wojska Polskiego na jego ówczesnych przełożonych najwyższego szczebla, które głosił  prezentującym je chętnie mediom, gdy radykalnie zmieniły mu się poglądy po znalezieniu dobrze płatnej pracy w IPN. Na temat pogrzebu prezydenta Polski gen. Wojciecha Jaruzelskiego oświadczył: Państwo nie powinno w tym brać absolutnie żadnego udziału. Niech pani Monika [córka zmarłego – przyp. W.P.] chowa sobie tatę, niech nawet będzie ta msza, ale to powinna być sprawa tej rodziny i nikogo więcej, a rzeczą niezrozumiałą jest, że państwo to afirmuje. I dalej, już przy innej okazji, na temat obu generałów: Jest też kwestia, podobnie jak w przypadku Jaruzelskiego, pośmiertnej degradacji Kiszczaka do stopnia szeregowca. Realne ? - pyta przy innej okazji dziennikarz. I pada znamienna odpowiedź:  Konieczne. I Jaruzelskiego, i Kiszczaka dla oczyszczenia atmosfery, ku refleksji i przestrodze należałoby zdegradować do szeregowców i odebrać im wszystkie odznaczenia. Co więcej, powinno się też im odebrać prawa do emerytur dla uprzywilejowanych, które dziedziczą pani Kiszczakowa i pani Jaruzelska. Nie ma powodu, by rodziny takich ludzi cieszyły się przywilejami. Procesy i ewentualne wyroki nie robiły na nich wrażenia, bo wszyscy wiedzieli, że do więzienia nigdy nie pójdą. To byłoby jakieś zadośćuczynienie.

Prof. Paweł Piotr Wieczorkiewicz (1948 – 2009) – polski historyk i sowietolog, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego i wykładowca w Akademii Humanistycznej w Pułtusku, tak recenzował biografię Jaruzelskiego pióra Lecha Kowalskiego: Książka nie odpowiada standardom naukowym, jest wadliwie skonstruowana, fatalnie poniżej dopuszczalnego poziomu napisana, a przy tym tendencyjna, do poziomu pamfletu.

Podobnie wypowiadał się prof.  Wojciech Stanisław Wrzesiński (1934 – 2013) – historyk, nauczyciel akademicki związany z Uniwersytetem Wrocławskim i rektor tej uczelni w latach 1990–1995: Książka w obecnej formie stała się publicystycznym paszkwilem. (…) Generalnie oceny są prowadzone tak, jakby autor nie chciał rozumieć istoty stosunków panujących w obozie sowieckim, nie rozumiał, na czym polega dominacja Związku Radzieckiego i na czym opierał się układ międzynarodowy w okresie powojennym.

Najdosadniej jednak wypowiedział się o Kowalskim w 1997 r.  prof. Andrzej Ajnenkiel (1931 – 2015) – także historyk, specjalista w zakresie historii najnowszej oraz historii państwa i prawa, dyrektor Wojskowego Instytutu Historycznego w latach 1993 – 2002: Dotychczasowa postawa ppłk. dr. Lecha Kowalskiego charakteryzuje się brakiem rzetelności badawczej. W polemice z adwersarzami ucieka się do oszczerstw i pomówień, które godzą nie tylko w dobre imię przełożonych i kolegów, ale przede wszystkim zakłócają atmosferę pracy i służby w Instytucie… Nie mogę nie zauważyć, iż ppłk Kowalski nie przebierając w środkach, brnie w kłamstwie, w swoim irracjonalnym i groteskowym zachowaniu. Postawa etyczna ppłk. Kowalskiego jako pracownika naukowego i oficera daleko odbiega od kanonów szczerości, lojalności czy sprawiedliwości.

I to tyle o przeszłości i teraźniejszości pułkownika Lecha Kowalskiego. Ma on już jednak swoje lata i nieuchronnie zbliża się konieczność podsumowania  życia i naukowego dorobku. Zanim przystąpi do pracy nad swą biografią, proponuję mu opracować filologiczno-historyczne studium słowa kurwa. Wbrew pozorom temat jest bogaty i niezwykle interesujący. Słowo wywodzi się najprawdopodobniej z łaciny, w języku polskim zapisane zostało po raz pierwszy w 1415 roku i później często było używane w dawnych aktach sądowych, a nawet w prawnych kodeksach. Wspomina o nim w swym „Słowniku etymologicznym” (w wydaniu z roku 1957 na stronie 686) wybitny polski slawista, historyk literatury i kultury polskiej – Aleksander Brückner: prasłowo; wszędzie tak samo, tylko na Rusi, zamiast tego cerkiewne blad’ (por. bledzin syn)”.

Gdy pan płk Lech Kowalski zagłębi się w naukową dokumentację tego terminu, łatwiej mu będzie interpretować wiele swych dokonań w przeszłości.

 

 

 

TEATR TO CZY MARNY CYRK ?

Polecany

                                                      Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.

                                                                                            Józef PIŁSUDSKI

Od kilku dni trwa nieprzerwanie nikczemny spektakl reżyserowany przez Instytut Pamięci Narodowej, na temat współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL oraz rzekomej oferty sprzedaży za drogie pieniądze dokumentacji tego zdarzenia, złożonej  przez wdowę po generale Kiszczaku. Jednym z głównych bohaterów przedstawienia jest sam prezes IPN, który bohatersko oparł się 82 letniej kobiecie i zarządziwszy przeprowadzenie u niej rewizji, za darmo uzyskał to, co  chciała mu tak drogo sprzedać.

Trwający spektakl nie jest sztuką dla sztuki i jeśli nawet dostarcza publice rozrywki, nie czyni tego bezinteresownie. Służąc celowi sprowadzającemu się do możności manipulowania intelektem oraz emocjami jednostek i nie zawracając sobie głowy etycznymi aspektami tego rodzaju działań, staje się po prostu instrumentem podłej indoktrynacji. Jednak cel uświęca środki, nic dziwnego zatem, że termin „propaganda” po raz pierwszy znalazł szersze zastosowanie w poczynaniach katolickiego Kościoła, gdy w 1622 roku papież Grzegorz XV powołał do życia Kongregację Propagandy Wiary, mającą przeciwdziałać rozszerzaniu się wpływów konkurencyjnego protestantyzmu. I tak już zostało na wieki wieków.

knl-nierzad

Podstawowym zadaniem propagandy moszczącej lokum dla nowego systemu  powstałego w Polsce w wyniku solidarnościowej rewolty, było usilne wynajdywanie w peerelowskiej przeszłości wyłącznie zdarzeń mogących ukazać ją w jak najgorszym świetle i kompromitujących ówczesne władze poprzez skrajnie jednostronne eksponowanie wszelkich nieprawości. Polak miał nabrać przekonania, że po 44 lata trwającej nocy tzw. komuny, nastał oto poranek – dzień siódmy, który trwać będzie już wiecznie w blasku słońca demokracji i wolności. Ponieważ nowy system przywracał jednak stary kapitalizm z bezrobociem i wyzyskiem pracy, wydłużonej ponad dawno osiągnięty przez klasę robotniczą ośmiogodzinny jej wymiar, rujnując i likwidując także to, co było niewątpliwym sukcesem powojennej Polski, niezbędnym się stało nieustanne odwracanie uwagi od dość podłej rzeczywistości, głównie poprzez eksponowanie  wzbudzających wielorakie emocje sensacji. Temu celowi służyć miał powołany w 1999 roku Instytut Pamięci Narodowej specjalizujący się w uprawianiu ogłupiającej polityki historycznej.

Nowy rozdział tego typu działań jęła pisać zwycięska w ostatnich w wyborach parlamentarnych partia Prawo i Sprawiedliwość, głównie z pomocą sposobnego narzędzia, którym jest właśnie IPN. Jego prezes z uwagą śledził zapewne rujnowanie karier ludziom zajmującym stanowiska należne jak psu buda zwycięzcy albo mogącym być podejrzewanymi o przelotną choćby myśl o nielojalności wobec wiodącej partii narodu, toteż postanowił wykazać, że nikt inny sprawniej polityki historycznej, służącej doraźnym partyjnym celom PiS, uprawiać nie jest w stanie. Ów długotrwały zapewne proces zapoczątkowały niewybredne działania podjęte wobec kobiety, która także z racji zaawansowanego wieku nie zdoła się już otrząsnąć z traumy spowodowanej śmiercią człowieka, z którym przez 57 lat pozostawała w małżeńskim związku.

W miarę poznawania istoty propagandy i sposobów jej uprawiania przez zajmujące się nią instytucje, nabierałem coraz większego dystansu wobec tej podłej i wciąż podlejącej dziedziny aktywności człowieka. Nieźle pamiętam jej przejawy w pierwszej połowie lat 50. ubiegłego wieku, a więc w czasach panowania w Polsce stalinizmu. Też nie przebierano wtedy w środkach, lecz środki te były  dość brutalne i prymitywne, a efekty ich stosowania widoczne z daleka i bez wysiłku. Dzisiaj, zapewne z racji sporej opłacalności zajmowania się tą profesją, podjęli i podejmują się jej uprawiania ludzie z najwyższymi tytułami naukowymi. I nie wiem, czy dlatego, że marnieje poziom ogólnej wiedzy i  świadomości szerokich rzesz społeczeństwa, czy też dzięki znacznie wyższemu stopniowi wykształcenia ludzi zajmujących się tą specjalnością, skutki uprawiania propagandy są dzisiaj nieporównywalnie skuteczniejsze, niż w dawno minionym czasie. Wciąż jednak istota rzeczy jest niezmiennie podła i wciąż podlejąca. Poseł PO Rafał Grupiński, komentując ostatnio powracającą burzę wokół agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy trafnie zauważył, że zmniejszenie jego roli i znaczenia jest obsesją Jarosława Kaczyńskiego. I zapewne tego rodzaju gustom i potrzebom pierwszego sekretarza wiodącej dzisiaj w Polsce partii, z pełnym rozumieniem płynących z tego korzyści, podporządkowuje się prezes IPN.  Z pełną pogardą traktuję więc  ostatnie wygłupy wokół współpracy Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL i dokumentacji tego zdarzenia znalezionej rzekomo w domu 82 letniej wdowy po Czesławie Kiszczaku. Nie wyobrażam sobie możności współdziałania w najmniejszym nawet zakresie z instytucją, która stała się w istocie ekspozyturą partii, dla której nie żywię najmniejszego uznania.

JAK I CO KRACZE WRONA W IPN ZATRUDNIONA

Polecany

Pisałem już o tym nie raz, lecz osobliwa sytuacja, jaka kształtuje się po zawłaszczeniu władzy w państwie  przez PiS sprawia, że muszę do tej starej sprawy wrócić ponownie. Zwłaszcza, że tzw. Instytut Pamięci Narodowej nakręcił gigantyczną aferę związaną z kontaktami Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL oraz rzekomą próbą wdowy po gen. Kiszczaku wyłudzenia od tego instytutu  pieniędzy, za mającą o tym świadczyć dokumentację. Do afery przyczynił się oczywiście sam Wałęsa, występując wcześniej z idiotyczną inicjatywą jakiegoś spotkania czy konferencji w IPN, mającej sprawić, że przestanie być uznawany tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Bolek, którym był w istocie przez rok z kawałkiem na początku lat 70 ub. wieku. Nie z IPeeNem takie numery, panie Wałęsa. Jest to instytucja podległa aktualnym władcom Polski i z byłymi się nie liczy.

Zwykle nieskuteczne bywają próby dokonania korekty naszej przeszłości. Oczywiście co do przeczenia kłamliwie przypisywanym nam faktom oraz interpretacji tych, które miały miejsce, można i należy to czynić, lecz nie mają sensu wszelkie wysiłki, by zaistniałe w przeszłości zdarzenia z niej wymazać.

Ważną okoliczność w praktyce pozyskiwania i rzeczywistej wartości  osobowych źródeł informacji, stanowiło to, że ilość dokonanych pozyskań decydowała o ocenie umiejętności, sprawności i przydatności funkcjonariusza. Dla zyskania dobrej noty pozyskiwano więc nierzadko lada kogo i tylko dlatego, że nie wymagał taki ktoś większego wysiłku, by uzyskać jego zgodę na współpracę.  W takich to okolicznościach doszło do pozyskania Wałęsy.  I to jeszcze było ważne, że w przypadku wrogiej działalności wobec państwa liczono na to, że pozyskany do współpracy tajny współpracownik nie podejmie jej, a o znanych sobie przypadkach uprawiania takich działań, poinformuje prowadzącego go funkcjonariusza. Rachuby te w przypadku Wałęsy okazały się złudne. Współpracował niewiele ponad rok, wartość jego donosów była stosowna do zdolności rozpoznania sytuacji, w której tkwił, a gdy pojawiła się nowa, bardziej korzystna możliwość działania, porzucił współpracę z SB i przeszedł do opozycji.

Symbol Polski

Warto sobie uzmysłowić motywację Wałęsy zarówno w przypadku jego niewiele wartej współpracy z SB, jak również, po mianowaniu go przywódcą „Solidarności”, gdy uchodząc za uosobienie klasy robotniczej i pod pozorem troski o nią zgodził się przewodniczyć ruchowi, którego celem było w istocie przywrócenie panowania wyzyskującej proletariat klasy kapitalistów. I w jednym i w drugim przypadku kierował się wyłącznie interesem własnym, co w przypadku współpracy z SB przyniosło mu marne ok. 20 tys. zł. wynagrodzeń, natomiast po objęciu przywództwa „Solidarności” i w konsekwencji objęcia funkcji prezydenta państwa, znaczenie i profity wzrosły nieporównywalnie.  Gra okazała się wartą świeczki.

Wkrótce po zakwaterowaniu się w prezydenckim pałacu w Warszawie  Wałęsa zażądał dostarczenia mu pełnej dokumentacji świadczącej o rzekomej, według niego, współpracy z SB. W czasach PRL dokumentacja ta znajdowała się w zbiorach Wydziału „C” Komendy Wojewódzkiej MO w Gdańsku i zapewne wciąż tam pozostawała po rozwiązaniu organów ścigania PRL, aż do 1999 r., gdy powstał Instytut Pamięci Narodowej, który przejął wszelkie tego rodzaju archiwalia i wciąż nimi dysponuję według własnych potrzeb i wyobrażeń.

Oczywiście niezwłocznie dostarczono panu Prezydentowi całą dokumentację zawartą w dwóch odrębnych zbiorach. Pierwszy z nich to „teczka personalna”, która zawierała dokumentację w miarę pełnego rozpracowania kandydata na t.w. i na koniec napisane przez niego zobowiązanie do współpracy.  Drugim była „teczka pracy”, zawierająca informacje przekazywane przez t.w. bądź w postaci pisanych przez niego ręcznie tzw. doniesień, bądź omówień ustnych relacji tajnego współpracownika, sporządzanych przez funkcjonariusza służby w dokumencie tytułowanym:” Informacja ze słów t.w….” (tu wymieniano pseudonim).

Wałęsa oba zbiory dokumentów trzymał u siebie dość długo. Gdy zwrócił je wreszcie okazało się, że brakowało w nich najistotniejszych kwitów, a wśród nich zobowiązania do współpracy oraz pokwitowań odbieranych kwot wynagrodzeń. Swego czasu było o tym dość głośno, a nawet pisywały na ten temat mniej przychylne Wałęsie media. Potwierdzenie tych sensacji sprzed lat znaleźć można w aktualnej (z 17 lutego) informacji, którą zamieścił na swej stronie portal MSN pod znamiennym tytułem: TW „Bolek”. Co wiadomo o jego tajnej działalności [DOKUMENTY SB]. Jest w niej taki oto fragment: Sławomir Cenckiewicz dalsze ślady działalności tajnego współpracownika odnalazł w dokumentach MSW i Urzędu Ochrony Państwa sporządzonych po 1989 roku. Wynika z nich między innymi, że archiwa MSW/UOP zawierały ponad 30 dokumentów dotyczących działalności agenta o pseudonimie Bolek. Łącznie około 80 stron, które zaginęły na początku lat 90. w tajemniczych okolicznościach.

I wszystko byłoby proste i jasne, tymczasem niezawodny Instytut Pamięci Narodowej zgotował sensację na własną miarę. Także 17 lutego, wśród wielu internetowych informacji na temat rewizji przeprowadzonej w willi należącej do wdowy po b. ministrze spraw wewnętrznych PRL Czesławie Kiszczaku, znajduję tytuł: Prezes IPN ujawnia: w dokumentach Kiszczaka była teczka personalna i teczka pracy TW Bolek, a pod nim sensację: Prezes IPN Łukasz Kamiński ujawnił, że wśród materiałów znalezionych w domu Czesława Kiszczaka znaleziono m.in. teczkę personalną oraz teczkę pracy Lecha Wałęsy jako tajnego współpracownika SB „Bolek”. Według opinii archiwisty IPN dokumenty są autentyczne.

Ręce opadają ! Prawdą jest, że sytuacja niepodzielnie rządzącej krajem partii, która w wyborach zyskała ledwie 37,56% głosów ważnych, oddanych przez niewiele ponad połowę uprawnionych do głosowania, jest trudna. W takiej sytuacji nie przebiera się w sposobach rozwiązywania pojawiających się problemów, lecz powinny być w tym przestrzegane miary elementarnej przyzwoitości. Jakże to zatem jest z tymi teczkami ?

Ja rozumiem wielkie znaczenie i wpływ wszelkich metod odwracania uwagi od rzeczywistej sytuacji kraju i społeczeństwa, lecz nie da się tego czynić w pierwszy lepszy sposób, który  wpadnie do głowy jakiemuś specjaliście w dziedzinie metodologii skupiania tej uwagi na duperelach. Sugeruję zatem panu Prezesowi IPN zwiększenie wymagań od personelu i nie liczenie na to, że jest wśród niego wielu ludzi z wysokimi naukowymi tytułami. Proszę przyjrzeć się staranniej poczynaniom wielu z nich, by się przekonać, że najwyższe nawet wykształcenie nie zawsze czyni człowieka mądrym. Tezę tę wspierają także nierzadkie przykłady posłów na Sejm III RP.

 

JAK KIEROWNICTWO MON LEKCEWAŻY ZAGROŻENIA DLA CZYSTOŚCI DUSZY PŁK. KUKLIŃSKIEGO

Polecany

Antoni Macierewicz zwrócił się do Prezydenta III RP z wnioskiem o pośmiertne awansowanie Ryszarda Kuklińskiego na stopień generała. Antoni Macierewicz jest  człowiekiem wrażliwym, mającym skłonność okazywania empatii  nawet osobom, które w potocznym języku określamy mianem kurew. Jako człowiek pobożny cieszy się zapewne z tego powodu szczególnymi względami św. Marii Magdaleny, która jest patronką uczniów, więźniów, ogrodników, producentów perfum, fryzjerów i kobiet rozwiązłych, kurwami zwanych właśnie.

Zwyczaj nakazuje o zmarłych mówić tylko dobrze albo wcale, lecz Kukliński miał w życiu zbyt wiele niezwykłych dokonań, by dało się o nich milczeć.

Na młodzieńczą jego wyobraźnię podniecająco wpływały zapewne tajne działania służb specjalnych, skoro już w końcu lat 40. ub. wieku, będąc jeszcze słuchaczem Oficerskiej Szkoły Piechoty nr 1 we Wrocławiu, dał się pozyskać do współpracy z Zarządem Informacji Wojska Polskiego – poprzednikiem powstałej w 1957 r. Wojskowej Służby Wewnętrznej. Musiał być przydatnym i sprawnym w donoszeniu źródłem informacji, skoro już w 1962 roku, na odpowiednich szczeblach wojskowych służb specjalnych podjęto decyzję by przekazać go Zarządowi II (kontrwywiadu) Szefostwa ówczesnej W.S.W., po czym rychło został wprowadzony w kręgi spraw i ludzi, będących pod szczególną pieczą tej służby.

W wieku 24 lat, w 1962 roku, podjąłem pracę w wydziale II (kontrwywiadu)  ówczesnej Komendy Stołecznej MO i dobrze wiem jak silnie oddziałuje ona na wyobraźnię młodego człowieka. Za granicę wyjeżdżałem jednak ledwie dwa razy: raz do Moskwy (na Olimpiadę) drugi raz do czeskiej Pragi. Starszy ode mnie o osiem lat Kukliński czynił to nieporównanie częściej i dalej.

Słabym jego punktem były zapewne potrzeby materialne, na które znaczący wpływ musiała mieć wrażliwość  męskiej natury i skłonność do romansów nawiązywanych głównie z podległymi mu służbowo młodymi mężatkami, pracującymi w MON i w Sztabie Generalnym.

446px-Maria_Magdalena_con_Cristo_Resucitado

Gdy Maria Magdalena  otwarła grobowiec Zbawiciela, Jego duch ukazał się w cielesnej postaci. Wciąż był to jednak duch. I dobrze, bo jako kobieta ta święta osoba  była bardzo kusząca

Kukliński był jednak w czepku urodzonym szczęściarzem, toteż gdy niebagatelne  zarobki wyższego oficera Wojska Polskiego przestały starczać na pokrycie rozlicznych potrzeb, zlecono mu służbowy wyjazd do Wietnamu, gdzie w latach 1967 – 1968 pełnił służbę w Międzynarodowej Komisji Kontroli i Nadzoru. Tam właśnie namierzyli go funkcjonariusze amerykańskiego wywiadu wojskowego i po rozpoznaniu jego bogatego życiorysu i rosnących potrzeb materialnych, złożyli propozycję nie do odrzucenia. Zgodnie z oczekiwaniami nie odrzucił.

Gdy wrócił do kraju, wrócił także do dawnych znajomości z paniami z MON i Sztabu Generalnego. One dawały mu, jak to jest w zwyczaju wielu dam pozyskujących tym sposobem względy przełożonych, on natomiast chętnie zapraszał owe panie do łóżkowego konfesjonału, by między głęboko przeżywanymi orgazmami spowiadać je z ważnych dla szpiega wiadomości.  Czyste kurewstwo z obu stron ! Widać jednak już w czasach głębokiego PRL-u św. Maria Magdalena umiłowała niektórych  polskich wojskowych niższego  sortu i dopiero w III RP mogła swymi względami obdarzyć najwyższy szczebel kierownictwa MON.  Z pełną wzajemnością.

Sprawa wzbudza jednak pewne obawy, mam więc pytanie do p. ministra Antoniego Macierewicza: czy nie za dużo tych względów dla płk. Ryszarda Kuklińskiego ? Toż tak wiele uczyniła dla niego miłująca go patronka, czy zatem pośmiertny awans na stopień generalski nie przewróci w głowie jego duszy zachęcając ją do grzeszenia pychą ? Proponuje sprawę starannie skonsultować z urzędującym Prymasem Polski.  Albo z ojcem Rydzykiem przynajmniej.

 

 

 

 

 

 

 

JAK KURDUPLEJE POLSKA DEMOKRACJA

Polecany

 

Państwo polskie po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku miało dość złożoną sytuację, a zachodzące w nim przeobrażenia ustroju i władzy różny przebieg, charakter oraz skutki. Gwałtowna zmiana miała miejsce dwukrotnie: pierwsza w dniach 12 – 15 maja 1926 r., po dokonaniu przez Piłsudskiego tzw. zamachu majowego, druga natomiast, znacznie bardziej złożona i przebiegająca w nieporównanie dramatyczniejszych okolicznościach 18 lat później – w 1944 r., gdy radziecka Czerwona Armia, z udziałem polskich formacji wojskowych, wyzwoliła nasz kraj spod hitlerowskiej okupacji i w Lublinie powstał nieformalny zrazu rząd, zwany Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego, który rychło przekształcił się w Rząd Tymczasowy. Pretendentem do przejęcia władzy był również tzw. Rząd Londyński, uznający się za kontynuatora  Polski sanacyjnej, jak potocznie nazywano okres autorytarnych rządów marszałka Piłsudskiego oraz następców po jego śmierci w 1935 r. Jednak porozumienia zawarte między trzema zwycięskimi w II wojnie światowej mocarstwami w Teheranie (23 XI – 1 XII 1943 r.), Jałcie (4 – 11 02 1945 r.) oraz Poczdamie (17 07 – 2 08 1945 r.) nie pozostawiały wątpliwości co do tego jak i między kogo zostanie podzielona ówczesna Europa.

Kolejna zmiana władzy, o równie daleko idących, choć niezapowiadanych skutkach ustrojowych, nastąpiła w 1989 roku, w wyniku  tzw. porozumień okrągłostołowych, zawartych po negocjacjach odbywających się w dniach 6 lutego – 4 kwietnia tegoż roku. Poprzedziły ja wielokrotne, mniej lub bardziej gwałtowne wstrząsy, zapoczątkowane wydarzeniami w październiku 1956 r. i zakończone stanem wojennym, ogłoszonym 13 grudnia 1981 roku. Mam nie tylko podejrzenia, lecz także  dość dokładną  wiedzę na temat szwindli dokonywanych  przez ówczesną opozycję, która współpracę z różnymi organami zaprzyjaźnionego mocarstwa kwalifikowała jako przejaw patriotyzmu. Skoro jednak zdrajca i szpieg, b. pułkownik Ludowego Wojska Polskiego Ryszard  Kukliński uchodzi dzisiaj za uosobienie tegoż patriotyzmu, a jego imieniem nazwano liczne place, ulice i skwery w polskich miastach, rezygnuję z wszelkich sporów na ten temat. Jak mawiają nieco frywolnie:  i Herkules dupa, kiedy ludzi kupa, a w tej kupie są liczne zastępy tzw. polskich patriotów, z Instytutem Pamięci Narodowej na czele. Strach się bać !

Naczelnik

Gdy w Polsce zatriumfowała ostatecznie tzw. demokracja, zmiana rządów odbywała się już pokojowo, lecz niezmiennie towarzyszyło jej i towarzyszy bardzo znamienne zjawisko. Nie zdarza się bowiem, że zwycięzca wyborów, desygnowany na premiera powiada: dziękujemy naszym wyborcom, dziękujemy naszym poprzednikom, będziemy się starali kontynuować to, co było dobre w ich poczynaniach i wprowadzać zmiany na lepsze. Na takie słowa nie pozwala obyczaj patriotycznego zdobywcy, który jest zarazem pogromcą. Obowiązuje rzut błotem, a nierzadko fekaliami, obowiązuje ukazywanie i ściganie wszelkich mniej lub bardziej wydumanych nadużyć, a nawet kradzieży, jak w przypadku ostatniej zmiany na stanowisku prezydenta RP, gdy z jednej ze ścian prezydenckiego pałacu zginął zabytkowy obraz, który wiadomo kto powinien był ukraść.

W międzywojennej Polsce nie podejmowano prób likwidacji niezwykle znacznego zróżnicowania materialnego społeczeństwa, istniał więc w miastach, a zwłaszcza na wsi biegun niewyobrażalnej  dzisiaj nędzy, będący głównie skutkiem słabego uprzemysłowienia kraju, a także bezrobocia. Według ostrożnych szacunków międzywojennego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych bezrobotni w 1935 r.  stanowili  na przykład 30,4%  ogółu robotników. Nie było znaczących prób upowszechnienia dostępu do dóbr kultury i wciąż istniał w znacznym wymiarze analfabetyzm, który w 1921 r. obejmował 33,1 % społeczeństwa, by po upływie 10 lat – w 1931 r. zmniejszyć się zaledwie o 10 %. Nic zatem dziwnego, że po zmianie ustroju, będącej jednym ze skutków II wojny światowej, silnie eksponowano wielkie osiągnięcia PRL w tych podstawowych dla społeczeństwa dziedzinach, w czarnych barwach przedstawiając rzeczywistość Polski przedwojennej.

Dlaczego jednak już w odmiennych warunkach zwycięska partia wymyślona przez Jarosława Kaczyńskiego, niemal jako zbiorowisko przestępców przedstawia sprawujących przez 8 lat władzę w państwie swych poprzedników – członków wywodzącej się z tego samego, co PiS pnia  Platformy Obywatelskiej, trudno pojąć. Czyżby działacze PiS, choć dotyczy to także innych partii, bo praktyka takiej prezentacji poprzedników i rozliczeń z nimi trwa nieprzerwanie od ponad 25 lat, mają polskie społeczeństwo za zbiorowisko durni, którzy nie są w stanie pojąć subtelniejszego komunikatu o mijającej rzeczywistości ?

Porachunki PiS z PO to nowy obszar rozliczeń z przeszłością. Wraca się jednak do dawniej już rozliczonej klienteli, którą wciąż stanowią byli funkcjonariusze służb specjalnych PRL. Przed kilkoma dniami brukowiec FAKT doniósł, że znów rząd  obetnie emerytury esbekom. Marny pismaczyna, niemający pojęcia o czym pisze donosi więc, że dotyczy to na przykład 82 letniego dzisiaj byłego funkcjonariusza SB, który był dyrektorem jednego z departamentów MSW PRL i który otrzymuje rzeczywiście spore świadczenia. Stanowią one jednak rentę, która przyznawana jest w związku z doznanym uszczerbkiem zdrowotnym w związku ze służbą i nawet przy poprzednich cięciach emerytalnych rent nie ruszano.

Także „Radio Maryja” informuje, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapowiada zmniejszenie wypłat dla byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i wbrew bożemu nakazowi mówienia prawdy i tylko prawdy łże jak najęte twierdząc na przykład, że średnia wysokość przysługującego im świadczenia to od 4 do 6 tys. zł miesięcznie, a najwyższe  mogą sięgać nawet 22 tys. zł. Jakże to zatem jest nabożni ojcowie robiący za dziennikarzy, że ja – były funkcjonariusz tej służby w stopniu pułkownika, przesłużwszy w SB 30 lat i doszedłszy do funkcji wojewódzkiego jej szefa, do pierwszej obniżki emerytur otrzymywałem 3900 zł., a po cięciach kwota ta została zmniejszona do ok. 2500 zł. ?

Pisano niedawno o jednym z wybitnych naukowców Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, nieżyjącym już Stanisławie Ehrlichu, który był promotorem doktoratu Jarosława Kaczyńskiego. Tenże profesor wykładał mi teorię państwa i prawa w tej samej uczelni, gdy studia rozpocząłem w niej w 1955 r. To z jego, a także innych profesorów wykładów pamiętam podstawowe zasady prawa, które obowiązują w kierującym się nimi państwie. Jest wśród nich bezwzględny zakaz działania prawa wstecz, tymczasem w 2009 roku ukarano mnie znacznym obniżeniem emerytury, przyznanej mi w dość odległej przeszłości w 1990 r.

Jednym z fundamentów prawa, uznawanym we wszystkich cywilizowanych systemach jest zasada odpowiedzialności indywidualnej i osobistej, która oznacza bezwzględny zakaz odpowiedzialności zbiorowej. Tymczasem, jak już wspomniałem, w 2009 roku ukarano mnie  i wielu, wielu innych byłych funkcjonariuszy peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa za różne czyny karalne dokonane przez konkretne osoby, choć ukarani zbiorowo w dokonywaniu tych czynów w najmniejszym stopniu nie uczestniczyli. Teraz zapowiadane są ponowne tego samego rodzaju restrykcje.

Stosując karę w jakiejkolwiek postaci trzeba karanemu udowodnić winę, a więc wykazać, że to on jest sprawcą konkretnego, prawem zakazanego czynu. Tymczasem ja oraz wielu, wielu innych, już ukaranych i mających być poddanymi ponownej karze byłych funkcjonariuszy SB, żadnego karalnego czynu nie popełniliśmy. I co z tego ?!

Obszerne omówienie okoliczności towarzyszących powrotowi do karania b. funkcjonariuszy peerelowskiej SB finansowymi cięciami znalazłem w tygodniku FAKTY I MITY 1). Autor przytacza miedzy innymi wypowiedź bardzo pobożnej prawniczki, niegdysiejszej wykładowczyni prawa w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, w latach 2007 – 2011 członkini Trybunału Stanu, obecnie pisowskiej posłanki do Sejmu – Krystyny Pawłowicz, która powiada: „Oczywiście byłabym za tym […], że powinni się ci ludzie (mowa o b. funkcjonariuszach służb specjalnych PRL – przyp. W.P.) wynieść. […] Ale ponieważ są tutaj, to jako chrześcijanie nie będziemy ich zabijać, natomiast trzeba odpowiednio do zasług potraktować. Sprowadzić ich absolutnie jak najniżej można, żeby minimalnie odczuli, że są oprawcami.

Krycha 5

I cóż tu dodać ?! Tak zwana profesor Krystyna Pawłowicz sama przedstawia w sposób wyczerpujący swa charakterystykę. Jak jednak to się dzieje, że ludzie na tym poziomie intelektualnym i moralnym są posłami na Sejm RP, aż trudno sobie wyobrazić. Tyle dzisiaj się mówi o tzw. demokracji, zapewniającej prawa wyborcze wszystkim obywatelom i tu mamy do czynienia z jednym z porażających efektów powszechności tych praw.

W ostatnim numerze  tygodnika POLITYKA2) zamieszczono interesujący wywiad z politologiem i publicystą Rafałem Matyją, który jest wykładowcą w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Znaleźć w nim można znamienny fragment. Na pytanie o ilość istniejących rodzajów demokracji w ogóle, odpowiada on, że jest ich nieskończenie wiele. Jeśli idzie natomiast o charakter demokracji w wydaniu PiS, jest ona według niego  minimalistyczna, poprzestaje bowiem na powoływaniu władzy w drodze wyborów oraz akceptuje istnienie legalnej opozycji. Wciąż jednak PiS-owska demokracja pozostaje bez  określającego ją oficjalnie przymiotnika, w przeciwieństwie na przykład do PRL, która zainstalowała u siebie demokrację, zwąc ją ludową. Spróbujmy zatem podpowiedzieć władzom PiS nazwę, która określałby uprawianą przez nie demokrację. Ze względu na partyjne kierownictwo i umysłowość niektórych posłów proponuję określić ją mianem „skurduplałej”. Sądzę, że przymiotnik ten stosownie do rzeczywistości ujmuje główne cechy politycznego ustroju ugrupowania.

_________________

1)    Marcin Kos, „Smak zemsty”, FAKTY i MITY nr 4(830), 29. 01. – 4.02.2016.

2)    Rafał Woś, Wojciech Szacki, „Odprężenie zwiastuje konflikt”, POLITYKA nr 6(3045), 3.02 – 9.02.2016.

 

MUSIMY DORÓWNAĆ EUROPIE

Polecany

W środę 27 stycznia do Krakowa przybyła pani Prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarowić, by  tego dnia kibicować Chorwatom grającym z Polakami w Mistrzostwach Europy w piłce ręcznej. Przed meczem uczestniczyła w obchodach 71 rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu i dopiero następnego dnia – w czwartek – rozpoczęła oficjalną część wizyty w Polsce.

Pani Prezydent jest  kobietą pełną uroku, której uroda ma zapewne niemały wpływ na jej polityczne osiągnięcia. Bo nie da się przecież ukryć, że nawet pomawiani o skłonność do zimnej wyłącznie kalkulacji politycy płci męskiej, którzy liczebnie dominują w tej branży, w niemałym stopniu są podatni na wdzięki pięknych pań. Są oczywiście wyjątki, do których należy na przykład prezes Prawa i Sprawiedliwości, lecz w tym przypadku decydują bardzo osobliwe i rzadko spotykane uwarunkowania, można by rzec natury fizjologicznej.

Sympatycznym zjawiskiem we współczesnej polityce jest rosnąca rola kobiet. Cenię to sobie bardzo, jestem bowiem przekonany, że z reguły są panie osobami o głębszej, niż wielu panów wrażliwości, o czym świadczy bodajby znikoma liczebność kobiet, które dałoby się nazwać dyktatorami, w porównaniu z wielkością tego zjawiska w męskim wykonaniu.

Spostrzeżenia te dotyczą także Polski. Premierem naszego rządu jest pani Beata Szydło, funkcje ministra – członka Rady Ministrów oraz szefa Kancelarii Prezesa R.M. sprawuje pani Beata Agnieszka Kempa, a jedną z najaktywniejszych posłanek z ramienia rządzącej partii PiS jest pani Krystyna Pawłowicz, której zapewne oberpremier i nadprezydent Jarosław Kaczyński powierzy niebawem jakieś ważne państwowe stanowisko.  Wspomnieć też warto, że polska lewica spod znaku SLD jako kandydatkę na funkcję prezydenta państwa w ostatnich wyborach wysunęła uroczą   Magdalenę Ogórek, lecz polski wyborca preferuje tradycyjne nastawienia.

Prezentuję poniżej sporą galerię fotografii pań związanych z polityką. Zaczynam od sympatycznych konterfektów prezydent Chorwacji, upatrując w niej wzorca sylwetki kobiety związanej z tą dziedziną.

Prezydent Chorwacji na maeczu

Pani Prezydent Chorwacji na trybunach. Jak Chorwaci mogli przegrać  to spotkanie ?!

 

Prezydent Ch. 2

                                                A więc wygrali !

Prezydent Ch. z papieżem 2

Co podczas spotkania z panią Prezydent musiało się dziać w duszy (a kto wie czy nie w ciele także )  zakamieniałego zapewne z racji pełnionej funkcji  fanatyka seksualnej ascezy, najlepiej wie on sam. Na szczęście jednak przed wszelkimi stanami zapalnymi chroni go szczególna aura bożej łaski i opieki.

Prezydent Ch w USA

Także podczas wizyty w USA pani prezydent Chorwacji zadawała szyku. Dobrze, że prezydent tego mocarstwa ma równie przystojną i uroczą żonę, choć kto wie czy nie nachodziła go ochota, by namacalnie doświadczyć różnic pomiędzy brunetkami i blondynkami.

No, a gdy przybyła do Polski i spotkała się z prezydentem Dudą, wyobrażam sobie co musiał przeżywać ten człowiek

Prezydent chorwacji z dudą

z racji pełnionej funkcji skazany na częste kontakty z polskimi patriotkami, u których dbałość o przymioty duchowości często prowadzi do poniechania troski o fizis.

EN_01199425_0055

Zwłaszcza, że przed taką wizytą odpowiednie służby dostarczają p. Prezydentowi wszechstronnej informacji o wszelkich aspektach osobowości mających go odwiedzać gości z wysokich szczebli władz innych państw.

228802_6c509895034f2272c370

Otrzymał więc zapewne i takie fotoinformacje o swej koleżance z Chorwacji. Na szczęście znana u prezydenta Dudy wierność bożym przykazaniom, a także niezwykła uroda Szanownej Małżonki, stanowiły skuteczną barierę chroniącą go przed grzesznymi myślami.

Jaki więc wpływ na polskie sfery rządowe winna wywrzeć wizyta uroczej Prezydent Chorwacji ? Zacznijmy od pani premier Beaty Szydło.

Szydło i Merkel

Trzeba przyznać, że szefowa polskiego rządu korzystnie prezentuje się na tle niektórych innych pań szefującym rządom w Europie. Nie oznacza to jednak, że niepotrzebne są pewne korekty.

SZYDŁO Z NOGAMIPani premier Szydło ma niekiepskie nogi, co widać zwłaszcza na ich pełniejszym obrazie,

Szydło nogitoteż częściej i wyraźniej winna je eksponować. Jestem pewien, że dumni ze swych władz Polacy oczekują pełnego ich zaprezentowania ot, choćby w czasie tegorocznego lata, gdy pan Premier wybierze się na plażę.

W całej okazałości zaprezentowała swą plażową sylwetkę pani Beata Agnieszka Kempa  – członkini Rady Ministrów w rządzie Beaty Szydło, a zarazem szefowa jej Kancelarii,  ledwie o dwa lata starsza od pani prezydent Chorwacji.

Beata Kempa 3

Przy tak niewielkiej różnicy wieku można oczekiwać, że sylwetka pani Beaty Kempy niczym nie będzie się różnić od sylwetki Szanownego Gościa i pani minister popracuje nad nadaniem jej podobnego kształtu, co przysporzy nam Polakom miłego powodu dla odczuwania naszej tradycyjnej narodowej dumy.

EN_00909039_7622

Pani Beata Kempa jest kobietą pełną uroku, lecz przy jej sympatycznej skłonności  do publicznego prezentowania się…

Beata Kempa 1

koniecznie musi wykazać więcej troski o swą sylwetkę.

Więcej kłopotu w tym zakresie będzie miała pani pos. Krystyna Pawłowicz, która także należy do grona znanych szeroko polskich działaczek państwowych.

Krycha 2

Niestety, spece od brutalnej propagandy bezczelnie wykorzystują losowe przypadłości pani Poseł, czyniąc z nich przedmiot niewybrednych żartów,

Jarek i Krycha

są to jednak wyjątki i nawet dość powściągliwy w okazywaniu paniom względów prezes Kaczyński nie szczędzi jej hołdów.

Wprawdzie, jak wieść niesie, pani Krystyna ma daleko idące oczekiwania jeśli idzie o męsko-damskie związki, będąc jednak doświadczonym politykiem,

Krycha 6

potrafi zapewne panować nad emocjonalnymi odruchami.

Krycha 8Niestety, bycie posłanką do Sejmu RP znacznie  utrudnia regularny tryb życia, a złośliwe media tylko czyhają na różne, także tym warunkowane okazje. Gdy p. poseł Pawłowicz staranniej zadba jednak o swe wdzięki, ma wszelkie szanse, by pojawił się ktoś, kto nie poprzestanie tylko na pocałunkach składanych na jej dłoniach, lecz zadba także o zdrowy tryb jej życia.

 

To doprawdy przykre, lecz rozmaite ideologiczne i polityczne uprzedzenia sprawiły, że Polacy stracili szansę na dorównanie Chorwatom. A dawały ją ostatnie wybory prezydenckie, w których jedną z kandydatek była pani dr Magdalena Ogórek.

M.Ogórek 3

Jest to kobieta nie tylko znakomicie wykształcona, lecz także pełna uroku i  wdzięku. Magdalrena Ogórek 4Miejmy nadzieję, że czas będzie nam niósł skłonność do wyzbywania się względów natury ideologicznej w wyborach ludzi reprezentujących nas na arenie międzynarodowej.

 

CZY TA JEDNOSTKA WARTA JEST KULTU ?

Polecany

/ LEKTURA WYŁĄCZNIE  DLA CIERPLIWYCH /

W sobotę 23 stycznia, w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu Jarosław Kaczyński wygłosił wykład zatytułowany Oblicza manipulacji z więcej mówiącym podtytułem O Owsiaku, „Wyborczej”, socjotechnice i autorytetach III RP. Portal „w Polityce.pl” jako jeden z nielicznych, a może nawet jedyny, opublikował tekst egzorty prezesa PiS, który skopiowałem i zamieszczam poniżej.

Dlaczego to czynię ?

Wywodzę się ze starego pnia, który wyrósł był na działce po drugiej stronie płotu oddzielającego ją od poletka przydzielonego w 1980 r. hodowcom „Solidarności”. Skłamałbym mówiąc, że z sympatią obserwowałem gwałtowny rozrost nowej sadzonki. Jeszcze mniej życzliwości żywiłem dla wielu z tych, którzy ją pielęgnowali. Pracowałem w tzw. służbach specjalnych, do zadań których należy także i to, by rozpoznawać rzeczywiste motywacje, cele  i zamiary takich ogrodników. A człowiek to skomplikowana machina.

Przyjęło się mówić o Jarosławie Kaczyńskim w samych superlatywach, przypisując mu niezwykłą wiedzę i wszechstronne talenty. Wydaje się jednak, że jego osobowość złożona jest z bardzo różnych elementów, co winno powściągać ludzi gotowych windować go na piedestał przydzielany jednostkom typowanym do otoczenia ich kultem.

BBoCEtS

Tak w wywiadzie dla wysokonakładowego niemieckiego dziennika DIE WELT mówi o Kaczyńskim prof. Jadwiga Staniszkis, do niedawna bezkrytyczna jego entuzjastka: Kaczyński to mądry, trochę religijny człowiek, ale bez empatii do innych ludzi. Na pewno nie jest antysemitą. Ma żelazną wolę i swoją ideę: pokażę wszystkim, że wszystko mogę. Chciałby widzieć wszystkich na kolanach. To jest infantylne, taki infantylny autokratyzm. […] Do tego to ciągłe odwoływanie się do „prostego ludu”, za którym kryje się  w rzeczywistości pogarda dla ludu. Kryje się za tym wiara: gdy damy ludziom więcej pieniędzy do ręki, będą siedzieć cicho. […] Jego partia zachowuje się niezwykle prymitywnie. Chce wszystkich i wszystko podporządkować sobie. Łamie charaktery. Kaczyński znakomicie wyczuwa słabości ludzi, czuje jakie kto ma skłonności, jak można go wykorzystać. Tego nienawidzę. *) 

Przyznam, że moja znajomość osobowości Jarosława Kaczyńskiego wsparta jest i tą okolicznością, że przed laty pozostawałem w bliskich kontaktach z ludźmi z SB, którzy zajmowali się jego operacyjnym, niezwykle wszechstronnym rozpracowaniem. Jest to jednak wiedza na mój wyłączny użytek i nie wolno mi ujawniać najmniejszych jej fragmentów. Proszę zatem wybaczyć, że w niniejszym wpisie zamieszczam przedruk tekstu wspomnianego wykładu I-go Sekretarza KC PiS, wygłoszonego w uczelni spłodzonej w bezpłciowym stosunku przez o. Tadeusza Rydzyka na III RP. Jego treść dostarcza bardzo bogatej wiedzy o wykładowcy. Ci, którym starczy woli i cierpliwości, by zapoznać się z tym obszernym tekstem, zyskają doprawdy znakomite, choć trudne w użyciu narzędzie poznania osobowości nadpremiera i oberprezydenta III RP.

________    

*) Wywiad publikowany w tyg. ANGORA nr 5; 31 01 2016  

 

                                         T E K S T  W Y K Ł A D U 

 Jako skromny doktor z pokorą odnoszę się do profesorów. Postawiono mi trudne zadanie, którego objęcie zajęłoby mi cały dzień. Co to jest wojna polsko-polska w tym ujęciu? To starcie o postkomunizm, o uchylenie tego wszystkiego, co postkomunizm w Polsce tworzy.

Co to jest manipulacja? To swego rodzaju działanie adresowane do człowieka lub grupy, by podjął on jakieś zachowanie. Ale cel tego działania nie jest adresatowi znany. Można przyjąć szersze określenie manipulacji – wtedy bliższe jest terminowi socjotechnika. (…)

Jeżeli tak to ująć, to trzeba zapytać o to, jakie były w Polsce, w toczonej przez 26 lat wojnie o środki manipulacji. Skoncentruję się na dwóch najważniejszych: pierwszy z nich to ośrodek komunistyczny, który wyrasta wprost z komunistycznej władzy, a drugi – dysydencki. To ośrodek złożony z ludzi, którzy byli w opozycji, ale przedtem mieli jakiś związek z komunizmem. Którzy w drugiej połowie lat 70. i 80. działali w opozycji, ale którzy przeżyli traumę pierwszego kongresu Solidarności. Trauma polegała na tym, że oni tam przegrali – zorientowali się, że w ramach procesów parademokratycznych w tak dużym ruchu oni nie mają szans. Nie zrezygnowali, by Polską rządzić.

Ośrodek komunistyczny w momencie startu miał przed sobą trudne zadanie – wyjście ze stanu okupacji wewnętrznej, bo czymże innym niż okupacją wewnętrzną był stan wojenny. To było użycie siły na masową skalę wobec polskiego społeczeństwa. (…) Chodzi o sytuację, w której udział przymusu musi zostać zredukowany. Trzeba było zlikwidować to, co jest społeczną siłą. W sferze instytucjonalnej w połowie lat 80., bo wtedy to się zaczynało, społeczeństwo dysponowało „Solidarnością”, siłą był Kościół, a poza tym swego rodzaju siłę instytucjonalną stanowiło środowisko dysydentów. Były też siły związane ze stanem świadomości, a więc było przywiązanie do Kościoła, tradycji, był patriotyzm, duma narodowa. (…)

Pierwszy rodzaj działań były o charakterze demobilizacyjnym: koncentracja uwagi społecznej na sferze zabawy. Wtedy wprowadzono do obiegu przekazy związane z życiem intymnym, seksem. To była tolerancja wobec muzyki młodzieżowej, rocka. (…) „My się nie boimy tego” – śpiewali rockmani, a młodzież odpowiadała: Jaruzelskiego! To było pewne rozładowanie.

Ale potrzebne było coś więcej, potrzebne były zadania jako organizowanie pasywnej aktywności społecznej. To z jednej strony Owsiak i jego stowarzyszenie chińskich ręczników, hasło „Uwolnić słonia”. (…) Były to operacje politycznie puste, ale stwarzały pole do aktywności. Była wreszcie pewna formuła zaproponowana tym, którzy mieli aspiracje polityczne.

Tą propozycją była klubizacja polityki – klubów, które rejestrowano, a potem nawet tolerowano – by ominąć „Solidarność”. To zespół działań w sferze społecznej, ale były i inne działania, o daleko idących skutkach. Ale były i działania, które należy ocenić pozytywnie – czyli uwolnienie w sferze gospodarczej. To działo się nie od 1988 roku, ale od 1983, a nawet 1982 roku. Stosowano to nawet dla rozładowania opozycji. Ludzie opozycji otrzymywali tego typu propozycje działalności gospodarczej, powoli zaczynał działać kodeks handlowy. (…) System komunistyczny był zawsze bardzo opresywny w sferze komunistycznej, ale pod koniec to bardzo wzrosło.

Wreszcie w ramach tej socjotechniki było konieczne jakieś porozumienie – jak się później okazało, porozumienie z grupą dysydencką. Traktowano to jako porozumienie z Solidarnością, musiały być dokonane zabiegi o charakterze językowym. Powstało pojęcie „opozycji konstruktywnej”, „Okrągłego Stołu”, który miałby sugerować rokowania między wieloma podmiotami, a nie tylko komunistów i Solidarności.

Wreszcie były wybory, gdzie tych elementów manipulacji było bardzo dużo. Manipulacyjna była ordynacja wyborcza, były przedsięwzięcia poważniejsze, ogromne dostawy towarów. Jeżdżąc wtedy po woj. elbląskim mogłem zobaczyć sklepy, w których pojawiły się towary, których wcześniej nigdy nie było w ogóle. Próbowano w ten sposób przekupić. Ta operacja się tylko po części udała. Są na sali historycy, wybitni, którzy mogą mnie skorygować. Ale jestem przekonany, że władza komunistyczna nie miała zamiaru oddać władzy, że celem jej utrzymanie. To się nie udało, chociaż współwładza przez dłuższy czas się trzymała.

Trzeba było przejść do nowej fazy działań socjotechnicznych. Przede wszystkim dokonano perfidnego zabiegu – dokonano przesunięcia w sferze społecznej ośrodka władzy: „rządzili czerwoni, a teraz czarni”. To było łatwe, bo Kościół jest widoczny poprzez swoje gmachy, strój. (…) Ludzie to przyjmowali, mówiąc potocznym językiem – kupowali. To było wprowadzone do społecznej świadomości. Towarzyszyły temu inne przedsięwzięcia: stosunkowo delikatne wprowadzenie przekazów obyczajowych, ostry permisywizm obyczajowy i ten szerszy: „Róbta, co chceta!” Owsiaka, który zaczął w tym odgrywać bardzo poważną rolę.

Był ostry przekaz antywartości, antykultury, to był przekaz „Nie”. W pierwszych latach po 1989 przekaz „Nie” był najsilniejszym przekazem, jaki występował w przestrzeni publicznej. Był on nihilistyczny, panświnistyczny, uderzał w patriotyzm i dumę narodową. (…) Był także przekaz sentymentalny tęsknoty za dawnym systemem. Komuniści przedstawiali się jako ci, którzy walczą ze skutkami przemian transformacyjnych, a oni i ich zaplecze byli beneficjentami przemian!

Między 1993 a rokiem 2005 komuniści albo rządzili, albo mieli duży udział we władzy. Socjotechnika odniosła tutaj bardzo duży sukces. Nie ten pierwotny, który w ówczesnym kontekście był możliwy do odniesienia, ale ten wtórny, skorygowany.

Jeśli chodzi o udział dysydencki, to żył on traumą pierwszego kongresu – miał świadomość, że wprost nie jest w stanie uzyskać społecznego poparcia. Stąd jego działania. Dwa z nich miały miejsce już przy Okrągłym Stole – pierwsze to zgoda na niedemokratyczne wybory. (…) Proszę pamiętać, że na Węgrzech zapowiedziano wówczas demokratyczne wybory. W Polsce pan Bronisław Geremek stwierdził na moje pytanie, czy wobec tej sytuacji nie powinniśmy zmienić taktyki, że przybył od niego emisariusz od najbardziej prodemokratycznego komunistycznego działania na Węgrzech, który stwierdził, że Rosjanie na wszystko się godzą, ale nie na demokratyczne wybory – w domyśle: na agresję.

Była i druga sprawa, mniej eksponowana – przy Okrągłym Stole toczył się spór nie na zasadzie jedni kontra drugich, ale i wewnątrz Solidarności. To był spór o zalegalizowanie partii politycznych. (…) Chodziło o to, by normalny system polityczny nie powstał w Polsce. To nie był przypadek – po wyborach i przejęciu władzy powstał plan „uwiecznienia”, przedłużenia władzy na długie lata. To był plan manipulacyjny – stworzenia z komitetów obywatelskich partii politycznej, która nie byłaby nazwana partią.

Na czym polegała manipulacja? Gdyby te komitety polityczne miały stworzyć partie wybierane na zjeździe, a delegaci byliby wybierani, to byłaby to partia demokratyczna. Tam miało być inaczej – na czele miał stać komitet powołany przez Lecha Wałęsę. Taka struktura nie podlegałaby żadnym strukturom demokratycznym. Co najwyżej kilkanaście, kilka osób decydowałoby o wszystkim.

Ten plan się nie powiódł. Nie udało się tego przeprowadzić – Porozumienie Centrum ten plan zablokowało, ale w żadnym razie nie zrezygnowano z tej operacji, ona przeniosła się w inne miejsce. Tym miejscem była „Gazeta Wyborcza”. To, że „Wyborczą” powierzono Adamowi Michnikowi było decyzją o ogromnym znaczeniu. Michnik i jego współpracownicy zastosowali taktykę – ich przedstawiciele w parlamencie doprowadzili do tego, że stara prasa w gruncie rzeczy pozostała. Że stare redakcje pozostały, a „Gazeta Wyborcza” otworzyła się na ludzi starego systemu, stając się instytucją akomodacyjną. Instytucją, z którą utożsamianie się akomodwało ludzi starego systemu do systemu nowego.

„Gazeta Wyborcza” stała się kierowniczą siłą polskich mediów. (…) To myślenie, które opierać miało się nie na ocenie, ale opiniach autorytetów. Tam, gdzie kryterium prawdy, tam opinie autorytetów. Były dwa rodzaje autorytetów: intelektualne, sfera nauki, literatury i autorytety ludowe: ludzie z „Solidarności”, którzy zgodzili się być po tamtej stronie. System autorytetów pozwolił na stworzenie czegoś, co Zbigniew Romaszewski celnie określił jako nowy światopogląd naukowy – to był liberalizm, antypatriotyzm, antykatolicyzm, sceptycyzm wobec „Solidarności”, hasła „Przepraszam za Solidarność”…

Ten przekaz był mocno forsowany. Jego rozbudowaniem i wyostrzeniem w pewnej dziedzinie stała się pedagogika wstydu. Znają pewnie państwo to pojęcie – niszczenie polskiej dumy narodowej, tożsamości poprzez odwoływanie się do prawdziwych i wymyślonych faktów, które miały Polaków kompromitować. (…) To jest operacja szeroka, z użyciem zewnętrznych ośrodków.

To był i jest przekaz silny i osłabiający polskie zasoby. Spojrzyjcie na to, że te dwie kampanie, a przyczynił się do tego Lech Wałęsa, domagając się wyłączenia „Solidarności” – ogromnie osłabiły polskie zasoby autentyczne. Uderzyły w Solidarnosć, Kościół, w stany świadomości, które są zasobem. Ten system nie był już totalitarny, więc nie był w stanie posługiwać się siłą – był nieszczelny.

Trzeba było dokonać pewnego zabiegu, który sprowadzał się do tego, by dezawuować tych, którzy się sprzeciwiają. Jakie to były metody? W skrócie – dezawuowano motywacje. Ktoś, kto jest przeciw ma złe motywacje, kieruje się frustracją. (…) Lustrację uznano za szambo, dekomunizację za nic innego jak dyskryminację. Wszelakie nasze formacje były uznane za nieodpowiednie. (…)

Ten mechanizm był skuteczny właściwie do afery Rywina – ale przedtem jeszcze trzeba było zastosować kilka operacji specjalnych – one miały charakter wykraczający poza to, co zastosowano wcześniej. Pierwsza taka operacja była podczas tzw. konferencji antykorupcyjnej, to był 1991 rok. Nas, którzy zorganizowali tę konferencję przedstawiono jako złodziei. Afera Telegrafu, której nigdy nie było… Mieliśmy z tymi aferami tyle wspólnego, co nic. Głoszono intensywnie, że tak właśnie jest. Że ja jestem człowiekiem niezwykle bogatym dzięki aferom, choć nie miałem najmarniejszego majątku. I to przypisywano również innym ludziom.

Pokazało to, że nie ma żadnych granic – że można oskarżyć mnie o współpracę z Gestapo, a kiedy powiedziałbym, że urodziłem się po wojnie, to odparto: „A cóż to za argument, i tak współpracował!” (śmiech) Druga operacja była wymierzona w rząd Jana Olszewskiego. Tam odwołano się do przynajmniej dwóch nieprawd. Po pierwsze – że polska gospodarka stała się czarną dziurą.

Druga nieprawda – to że Jan Olszewski to wywrotowiec. Andrzej Milczanowski zapraszał mnie do willi MSW i przekonywał, że mieliśmy zamach stanu. To była intensywna kontrfaktyczność i odwrócenie znaków. Wreszcie trzecia akcja specjalna i atak na Radio Maryja. Na zasadzie – ciemnogród, ksenofobia, zaścianek, dewocja i antysemityzm. Sam byłem w latach 2001-2005 w komisji etyki i tam często zgłaszaliśmy zastrzeżenia co do posłów oskarżających Radio Maryja o antysemityzm. Domagaliśmy się przykładów antysemityzmu – nigdy tego nie dano. (…)

Ten system trwał sobie dobrze do roku 2002, gdy doszło do afery Rywina. Jaki był jej powód? Otóż generalnie rzecz biorąc powodem było to, że te dwa ośrodki: dysydencki i komunistyczny mimo ścisłej współpracy jednak do końca się nie zintegrowały. Komuniści po 2001 roku poczuli się bardzo pewni siebie i doszli do wniosku, że imperium Michnika można potraktować jako zasób. Że można wykorzystać pieniądze do stworzenia dużego koncernu medialnego w oparciu o to. (…) Kolejną manipulację przeprowadziła Platforma Obywatelska.

Zaczęto się przedstawiać jako osoby antysystemowe: proszę zwrócić uwagę na aktywność Jana Rokity, Pawła Śpiewaka. Jechali z tym prawie do wyborów – 19 czerwca 2005 roku troszkę się cofnęli. Ważne jest to, że po przejęciu władzy przez nas, całkowicie zmienili kierunek działania. (…) To było powtórzenie tamtej socjotechniki, ale jeszcze ostrzej. Ta wrogość była totalna.

Skonstruowano mit „strasznych rządów lat 2005-2007”. W trakcie tych rządów nic strasznego się nie stało, był to okres świetny pod względem gospodarczym i społecznym. Ale wmówiono społeczeństwu, że doszło do zagrożenia demokracji. Pomyślcie sobie – władza jest atakowana przez opozycję bez ograniczeń, zdecydowana część mediów jest antyrządowa, dochodzi do okupacji KPRM – i nie reaguje się na to siłą. A ludziom wmawia się, że to dyktatura. Mówiłem to kiedyś na wiecu przed gmachem Trybunału – to jak uwierzyć w środku gorącego lata, że jest ostra zima. Znaczna część społeczeństwa była w stanie to uwierzyć.

Ale był jeszcze jeden element odczłowieczania wroga – doprowadzenie do zupełnej zmiany znaków wartości w sprawie walki z korupcją i przestępczością elit. Okazało się, jak przy lustracji – że winni są nie złodzieje, ale policjanci. Cała kampania 2007 roku w istocie była pod hasłem, że to, co my robimy w walce z korupcją to nadużycie. Próbowano to zmienić w decyzje procesowe, wszystkie skończyły się umorzeniem – poza przypadkiem Mariusza Kamińskiego, ale o tym nie będę mówił, bo to inna sprawa. On nie był winien, ale szczególnie się naraził i były dodatkowe okoliczności, które doprowadziły do skazania go. (…)

Pominąłem tutaj tragiczne wydarzenie, o którym z różnych względów nie chciałem mówić, a które mogło służyć za oddzielne zagadnienie pod względem manipulacji – o katastrofie smoleńskiej.

Nie udało się – jednak przejęliśmy władzę mimo olbrzymiej przewagi instytucjonalnej drugiej strony. Ale ta kampania trwa, przede wszystkim dochodzi do kwestionowania faktu oczywistego, że w Polsce jest demokracja. Kiedy wszystkie właściwe instrumenty władzy, kiedy wszystkie media – poza niszowymi – były w rękach tamtej strony, kiedy tamta strona miała wpływy w sądach, kiedy wszystkie samorządy były opanowane przez aktualną opozycję. Kiedy zakazano zakładania sojuszów z nami. Wtedy była demokracja! A kiedy jesteśmy przy władzy i mamy dużo mniej, to jest to dyktatura. Bzdura oczywista, ale pewna część społeczeństwa w to wierzy.

Mamy do czynienia z sytuacją, którą można określić: jeśli rządzi Platforma, to niezależnie od tego, co robi – to jest demokracja. A jeśli my rządzimy – to jest dyktatura. Dziękuję bardzo.

                                      images2

 

 

SCIO ME NIHIL SIRE

Polecany

Scio me nihil sire (wiem, że nic nie wiem) – miał powiedzieć Sokrates, lecz nie wiadomo czy słowa te padły, gdy był pełnym sił młodym człowiekiem, czy połapał się co do stanu swej wiedzy na starość dopiero. Jednak Sokrates wybitnym filozofem był toteż sądzę, że mądrość tę przyswoił sobie znacznie wcześniej niż ja, gotów trwać w pełnym pychy zadufaniu do końca swych dni. Nikt nie zgadnie komu zawdzięczam opamiętanie.

Wspominałem o tym wcześniej, jednak raz jeszcze wrócić muszę do wydarzeń sprzed 34 lat. W pierwszej połowie 1982 roku przeniesiony zostałem z MSW na Rakowieckiej w Warszawie do Olsztyna, gdzie objąłem stanowisko zastępcy tamtejszego szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych do spraw Służby Bezpieczeństwa. W Polsce działo się to, co się działo, a jednym z głównych bohaterów wydarzeń był Lech Wałęsa. To w tamtym czasie po raz pierwszy ujawniono, że był tajnym współpracownikiem SB, a do współpracy miał pozyskać go oficer S.B. z Olsztyna właśnie. Było to fascynujące: wódz Solidarności, który mógł wówczas wszystko albo nawet więcej, na usługach siepaczy, którzy bezlitośnie siepali dowodzony przez niego związek !

Korzystając ze swych uprawnień, wysłałem do jednostki przechowującej archiwalne akta MO i SB w Gdańsku pismo z prośbą o przesłanie mi teczek, jakie zakładano każdemu tajnemu współpracownikowi. Były to: teczka personalna oraz teczka pracy. Wkrótce je otrzymałem. Obie były zarchiwizowane, to znaczy zawierały dokładne spisy zawartości, były przeszyte sznurkiem, który na wewnętrznej stronie tylnej okładki był zalakowany i stosownie ostemplowany. Nie można było bez śladu usunąć z teczek najdrobniejszego bodajby dokumentu.

Przestudiowałem dokładnie zawartość obu zbiorów. W teczce personalnej były dokumenty z tak zwanego opracowania kandydata na t.w. (tajnego współpracownika), zawierające obszerne informacje o nim, jego rodzinie oraz kręgu bliskich i dalszych znajomych. Na zakończenie rozmowy werbunkowej proszono zwykle o napisanie zobowiązania do współpracy, lecz w tym przypadku poprzestano na zobowiązaniu do zachowania w tajemnicy faktu rozmowy. Nie wiem dlaczego odstąpiono od  normy. Może dlatego, że zobowiązanie zawierało także pseudonim, którym przyszły t.w. podpisywać miał sporządzane przez siebie informacje zwane „doniesieniami”. Ponieważ ojciec pozyskiwanego miał na imię Bolesław, syn jako pseudonim przyjął właśnie zdrobnienie jego imienia – czyli  „Bolek”.

Dlaczego pozyskano Wałęsę do współpracy, choć nie był wyróżniającym się czymkolwiek robotnikiem stoczni ? Mimo że buntownicze nastroje gdańskich stoczniowców, które w grudniu 1970 r. wstrząsnęły Polską, zostały ostatecznie spacyfikowane, pozostała obawa ich nawrotu, toteż wszelkimi sposobami starano się do tego nie dopuścić. Jednym z ważniejszych tego warunków była w miarę pełna informacja o nastrojach stoczniowców oraz ich zamiarach, gdyby nastroje te radykalizowały się. Istniał ponadto pogląd, że jeśli jakiś człowiek zostanie pozyskany jako tzw. osobowe źródło informacji, to świadomość tej właśnie roli sprawi, że nie będzie inspirował buntowniczych poczynań, a jeśli znajdzie się  nawet w ściślejszym kręgu inspiratorów, to będzie informował o ich planach i działaniach. Nie bez znaczenia była i ta okoliczność, że ilością pozyskanych do współpracy osobowych źródeł informacji mierzono aktywność i umiejętności funkcjonariusza operacyjnych jednostek SB, co warunkowało wszelkie wyróżnienia i awanse, że o wymiernych premiach nie wspomnę.

Tymi motywami kierował się zapewne wspomniany oficer operacyjny Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Olsztynie, toteż zaprosiłem go do swego gabinetu, sekretarka zrobiła nam kawę, z pancernej szafy wyjąłem butelkę koniaku i pogadaliśmy, jak mówi się w nieprzyjaznym nam mocarstwie, pa duszam .

Czy miał Wałęsa osobliwą skłonność do donoszenia na innych ? Nie sądzę, choć zapewne zbyt daleko idących wymagań od siebie w tym zakresie nie miał. Tak, jak w przypadku większości ludzi. Czy tylko Polaków ? Nie wiem. W Służbie Bezpieczeństwa PRL spędziłem 30 niemal lat swego żywota i posądzam się o niezłą znajomość realiów jej funkcjonowania. Najważniejszym elementem w tym obszarze jest człowiek, zarówno w roli funkcjonariusza służb specjalnych, jak również ich źródła informacji. Generalnie źródła te dzielą się na osobowe i techniczne. Ta druga kategoria obejmuje wszelkie podsłuchy i podglądy, lecz najistotniejsza jest pierwsza: człowiek.

Pierwsze sześć lat swej kariery w SB przepracowałem w jej pionie II – kontrwywiadu, który chronił najistotniejsze interesy państwa, toteż nie wyobrażałem sobie, że w przypadku ich zagrożenia ktokolwiek może odmówić mi współpracy i pomocy. To z tego przekonania właśnie i z tamtych czasów wywodzi się mój pogląd, że nie ma takich, którzy są w stanie odmówić współdziałania. Wśród podstaw pozyskania do współpracy z SB stosowna instrukcja wymieniała: dobrowolność, informacje kompromitujące, obciążające oraz chęć odniesienia korzyści. Nie było mowy o przymusie fizycznym i nie wyobrażałem sobie możności jego stosowania. Cztery wymienione podstawy wystarczały, bym podjąwszy staranne opracowanie kandydata do pozyskania w charakterze mego źródła informacji, mógł spotkać się z odmową. I nigdy nie spotkałem się ! Człowiek jest absolutnie czysty, a więc wyzbyty wszelkich kompromitujących go czynników, do pierwszego spaskudzenia się w pieluchy. Później nie jest w stanie wyzbyć się w stu procentach poczynań, którymi można go szantażować. Nie jest to oczywiście etyczne i elementarnie przyzwoite, gdy jednak  w rachubę wchodzą dobra wyższego rzędu, jak na przykład interes i bezpieczeństwo państwa, a więc zbiorowości jego obywateli sądzę, że są to okoliczności usprawiedliwiające odstępstwo od zasad. Tak, to prawda, że fatalnym czynnikiem w tym zakresie jest subiektywny pogląd funkcjonariusza specjalnych służb na to, co jest czynnikiem takiego zagrożenia, lecz chyba niepodobna uniknąć tego rodzaju zagrożeń. Można je co najwyżej ograniczać.

W rozmowie ze wspomnianym funkcjonariuszem SB w Olsztynie dowiedziałem się więc, jak doszło do pozyskania Lecha Wałęsy do współpracy z tą służbą. Wcześniej starannie przestudiowałem obydwie, pełne dokumentów teczki, znajdując w nich zbiór pisanych przez niego doniesień oraz pokwitowań odbioru pieniędzy i nabrałem przekonania, że jego współpraca z SB nie miała  dla niej ważnego znaczenia, nie dostarczył jej bowiem żadnych istotnych informacji. Nic dziwnego zatem, że nie trwała ona długo. Nie było sensu jej kontynuować. Efekty były niemal żadne, a suma wypłaconych pieniędzy w trakcie pierwszego roku czy dwóch współpracy przekroczyła dwadzieścia ówczesnych tysięcy złotych. Miesięczna pensja Wałęsy nie sięgała wówczas dwóch tysięcy PLN.

Opamiętał mnie zatem przypadek Lecha Wałęsy i nabrałem wielkiego dystansu wobec swej rzekomej wiedzy na ten temat. Normą jest bowiem, że scio me nihil sire. Toteż przepraszam pana byłego prezydenta III RP za to, że uległem złudzeniom iż był on tajnym współpracownikiem SB. Do głowy mi nie przyszło, że funkcjonariusz tej służby, który pozyskał go rzekomo do współpracy kłamał wierutnie, a wszystkie kwity, które miały o niej świadczyć, były sfałszowane. Panie były prezydencie, nie sądziłem jak podłym sprawom niegdyś służyłem i jak przeczystym jesteś Pan wzorcem Polaka.                

 

 

 

 

 

 

SZANOWNI CZYTELNICY MEGO BLOGA

Polecany

Wczoraj skończyłem 77 lat i rozpocząłem wykonywanie kolejnego kroku ku… No właśnie, ku czemu ? Ku jakiemuś innemu życiu po życiu ? Ku niebu i wiekuistemu w nim zbawieniu ? A może jednak ku otchłaniom  piekieł, w które mogę wpaść bezpowrotnie za popełnione, nieujawnione księdzu do ucha i  niewybaczone przez niego grzechy ? Ale to niemożliwe, by uznawany za nieograniczenie mądrego i wszechwiedzącego stwórca wszystkiego wykazywał aż taki brak rozsądku  i  wyposażał w tak nieogarnione kompetencje facetów o ludzkich skłonnościach do paskudnego grzeszenia.

                 178abc61e98a503628ed23a9816cd4cd

                                             Względność racji i przekonań

Może się też okazać, że będzie to krok   ku wiekuistemu nieistnieniu z pełną utratą wszelkiej świadomości i przeistoczeniem cielesności w proch, z którego miałem jakoby powstać. Kto wie ? Nie mając żadnej realnej możliwości przewidzenia czym to wszystko się skończy, po prostu nie zawracam sobie tym głowy. Bo też pozostał mi jeszcze jakiś kawałek życia i choć nie mam zielonego pojęcia jak wielki, to do jego sensownego, na moją oczywiście  miarę, spędzenia będę się  sposobił. Serdecznie zatem  dziękuję Państwu za miłe życzenia, by udało mi się to jak najlepiej. Bardzo będę się starał !

Róże

                                                  DZIĘKUJĘ !

UPRZEJMA PROŚBA O POMOC

Polecany

3 stycznia 2016 r.

Szanowni Państwo !

Mam przyjaciół, którzy mieszkają we Francji.  Zniechęceni sytuacją na polskim rynku pracy wyemigrowali tam przed kilkoma laty. Utrzymujemy stały kontakt, w czym pomagają nieocenione elektroniczne media. Krótkie wiadomości przekazujemy sobie SMS-ami, dłuższe listy umożliwia na przykład WORD, a nawet możemy pogadać sobie tête-à-tête  za pomocą SKYPE`a. Czynimy to często. Oboje są dość krytycznie nastawieni do polskiej rzeczywistości i często wymieniamy sobie na ten temat uwagi. Przed kilkoma dniami, bodajże do życzeń świątecznych, Barbara załączyła fotografię, o której napisała tak: Załączam też fotograficzny rebus zawierający definicję polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej, której na szczęście nie zaznajemy. W tutejszej prasie, a niekiedy także w telewizji, jest sporo informacji na ten temat i odnoszę wrażenie, że jej istotę znakomicie oddaje załączona fotograficzna łamigłówka. Odgadnij ją i napisz co o tym wszystkim sądzisz.

Rebus

Upłynęło już sporo dni, a ja wciąż się męczę próbując pojąć treść zagadki. I wstyd mi, a także strach, prosić kogoś o pomoc, no bo jeśli jest niecenzuralna…

Jestem człowiekiem starego pokolenia i przyznam, że szkoła, do której chodziłem, uczelnia i w ogólności otaczająca mnie w dawno minionych latach społeczna rzeczywistość, nie wspierały krytycznych odniesień do państwa, jego ustroju oraz efektów ich funkcjonowania, toteż nie wyniosłem z tamtych czasów biegłości i finezji w posługiwaniu się polityczną aluzją, satyrą odnoszącą się do tej sfery oraz wszelka drwiną i kpiarstwem. A nadto w przesłanym mi rebusie jest fotografia rzeczywistego przywódcy państwa, toteż obawiam się, że może ta zagadka zawierać jakieś niecenzuralne politycznie treści.

Ponieważ wciąż nieudolne próby odgadnięcia rebusu stają się wręcz   odbierającą mi spokój, a nawet sen obsesją, nie mogąc jej podołać, zwracam się do Państwa z uprzejmą prośbą o pomoc. Będę szczerze zobowiązany za trafne podpowiedzi, a choćby tylko sugestie.

 

DO SIEGO ROKU !

Polecany

2 stycznia 2016 r.

Witam mych Szanownych Czytelników w nowym 2016 roku. Witam wprawdzie z opóźnieniem, lecz polska tradycja dopuszcza składanie noworocznych życzeń do 6 stycznia, czyli święta Trzech Króli. Mieszcząc się zatem w dozwolonym terminie życzę Państwu wszystkiego co dobre i najlepsze, a zwłaszcza spełnienia oczekiwań i marzeń. Choćby w podstawowym zakresie, bo na wygranie milionów w totolotka mało kto może liczyć. Mówi się zresztą, że pieniądze szczęścia nie dają, na co przytaczany jest argument w postaci przypadku pewnej kobiety, która przed laty trafiła szóstkę, po czym rozpiła się niebywale, na pijaństwo oraz rozpustę tracąc wszystko. Lecz mimo to życzmy sobie także takiej wygranej, pozwoli ona bowiem hartować w sobie silną wolę i tak uzyskane środki przeznaczać wyłącznie na szlachetne, a przynajmniej pożyteczne cele.

6a85d9d7b6e712ddb4057e607ac29c91,14,0

I jeszcze jedno ważne życzenie. Adresuję je do rządzących dzisiaj Polską oraz ich politycznej klienteli i kibiców. Nie ulegajcie Państwo ogłupieniu, które sprowadza na człowieka władza. Pod wpływem takiego jej oddziaływania dokonano już kilku ważnych zmian na wysokich stanowiskach i proces ten postępuje. Sądzę, że jego tempo i zakres będą się zwiększać od początku stycznia, bo tyle było tych świąt i dni wolnych od pracy, toteż entuzjaści zmian przystąpią do ich urzeczywistniania z niezwykle spotęgowaną energią. Zasadna zatem jest obawa, że wyczerpawszy limit rozsądnych i niezbędnych, personalnych oraz ustrojowych przeobrażeń, zmieniać będą dalej, już tylko dla zaznania przyjemności, jaką niejednemu dowolna zmiana, byle zmianą była, nierzadko przynosi. Proszę zwrócić choćby uwagę na nasilającą się modę rozwodów, nawet po kościelnych ślubach. I pół biedy jeśli potrzeba zmian zostanie zaspokojona na tym polu, bo jej skutki dotkną tylko podstawową komórkę społeczną. Lecz na przykład zarządzający rządem i doglądający Prezydenta Prezes PiS, zmianą małżonki potrzeby tej nie będzie mógł zaspokoić, a przecież tak wielu gotowych jest go naśladować dla przypodobania się i zyskania łaskawości chociażby. I wprawdzie pożytecznym skutkiem tego naśladownictwa będzie korzystny wpływ na trwałość instytucji małżeństwa, to jednak niezaspokojona rozwodem namiętność może rujnująco wpływać na inne ważne dziedziny życia Polaków.

images49XZPZ3C

Do siego roku zatem, Drodzy Czytelnicy! Oby ów si rok dostarczył wszelkiej radości, która jeśli nawet wymiernych pożytków nie będzie w stanie zapewnić, to przynajmniej niechaj powody do wesołości z dokonań władzy  nam niesie. A jest wśród reprezentantów wysokich jej szczebli sporo osób z osobliwymi zdolnościami rozbawiania bliźnich. 

____________

*)  Słowo ”siego stanowi dopełniacz staropolskiego zaimka wskazującego „si”, który pełnił rolę dzisiejszych zaimków „ten”, „ów”.      

HISTORIA LUBI POWTÓRKI

Polecany

niedziela 13 grudnia 2015

          Z politowaniem obserwuję to, co dzieje się na politycznej arenie w Polsce. Zaiste arena to, bo odstawiane na niej widowisko przypomina cyrk w marniejszym wydaniu, w którym niewielu jest zdolnych akrobatów, fascynujących żonglerów czy wzbudzających podziw swą odwagą treserów dzikich zwierząt, dominują natomiast marniejszego gatunku klauni, trefnisie i błazny, odstawiający najczęściej żałosne parodie, groteski i szopki. Jednym z artystów tej kategorii jest dr Kornel Morawiecki. Nie chciało go już u siebie żadne poważniejsze polityczne ugrupowanie, by zdobyć intratny poselski mandat wstąpił więc do trupy Kukiza i w trakcie jednego z pierwszych swych występów poinformował publikę, że powstało Centrum Ścigania Zbrodni Komunistycznych i Faszystowskich.

          Pewien mój znajomy, naukowy pracownik jednego z polskich uniwersytetów, dzielił się kiedyś ze mną przemyśleniami na temat różnicy między wykształceniem nabywanym przez ludzi, a tą ich cechą, którą nazywamy mądrością. Twierdził mianowicie, że znaczna nawet wiedza w jakiejś dziedzinie nie oznacza bynajmniej, że jej posiadacz jest człowiekiem mądrym, zdarzają się bowiem na przykład, bardzo wykształceni nałogowi alkoholicy. Wspomniany wyżej Kornel Morawiecki ma doktorat z fizyki i nie słyszałem wprawdzie by nadużywał wyskokowych napojów, lecz dla odmiany czynnie interesuje się ściganiem tzw. komunistycznych zbrodni.

Morawiecki z gębą bandziora

                             Kornel MORAWIECKI poucza polską demokrację

          Zamieszanie, które powstało i wciąż trwa wokół Trybunału Konstytucyjnego jest kolejnym symptomem zaburzeń w relacjach między wiedzą i mądrością. Okazuje się oto, że ludzie zajmujący rządowe stanowiska, zwykle posiadacze dyplomów studiów wyższych – nierzadko prawniczych – nie potrafią sensownie wykorzystać przymiotów umysłu do regulowania zasad funkcjonowania tej sądowej instancji bardzo wysokiego szczebla. W tym przypadku sprawa jest jednak dodatkowo złożona. Wprawdzie naruszenia przepisów o wyborze sędziów dopuściła się kilka miesięcy wstecz zarówno PO, jak również ostatnio, w znacznie większym stopniu PiS, to jednak osobliwą w tym rolę odegrał niezajmujący żadnego miejsca na rządowej drabinie, lecz rządzący rządem także doktor, prawa tym razem, Jarosław Kaczyński, któremu – jak się okazuje – podlega nawet prezydent państwa.

          Są w języku polskim dwa słowa niezwykle często używane i zwykle nadużywane. Jedno z nich, wulgarne i bardzo niestosowne w publicznym obszarze to „kurwa”, drugie natomiast, równie wieloznaczne, jednak z gatunku słów przyzwoitych to „demokracja”. Pierwsze z tych słów w łacińskim oryginale pisze się curva, co oznacza wywodzącą się z geometrii cechę krzywości, która jednak znacznie wykracza poza tę dość abstrakcyjną dziedzinę i potocznie odnosi się do skrzywionej obyczajowości pań, a współcześnie także panów. Pojęcie „demokracji” natomiast ma byt dużo bardziej skomplikowany. Wywodzi się ze starożytnej greki, w której oznaczało władzę ludu, co w przypadku starożytnych Aten, na przykład, miało jakiś sens, bo w czasach Peryklesa (V wiek p.n.e.) lud – czyli pełnoprawni obywatele tego państwa-miasta - liczył sobie około 40 tys. (pozostałe ok.80 tysięcy stanowili pozbawieni praw niewolnicy) i znaczna jego część bezpośrednio uczestniczyła w podejmowaniu ważnych decyzji. Współcześnie natomiast, na przykład w Polsce, liczebność obywateli posiadających czynne prawo wyborcze wyniosła (według stanu na dzień 8 maja 2015 r.) 30 768 394 osób, przy kompletnym braku niewolników, co oczywiście akt wyborczy niezwykle komplikuje i sprawia, że obydwa wymienione, tak odległe znaczeniowo słowa, znajdują zastosowanie na tym samym obszarze z tego choćby powodu, że mandat posła jest nieźle opłacany i nie brakuje mandatariuszy, którzy szczególnie to właśnie sobie cenią.

          Nie ulega wątpliwości, że do wielkich osiągnięć PRL należała dość szybko dokonana po wojnie likwidacja analfabetyzmu. A zdać sobie trzeba sprawę z tego, że np. w 1931 r. odnosił się on do ponad 23 % ogółu ludności. I tu wypada wrócić do poruszonego wyżej związku wiedzy i mądrości. 16 grudnia 1922 r., ledwie po kilku dniach sprawowania urzędu Prezydenta II RP, zostaje zamordowany w Warszawie Gabriel Narutowicz. Mordercą okazał się artysta, członek rzeczywisty Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, kierownik w Ministerstwie Sztuki   – Eligiusz Niewiadomski. Był on polskim narodowcem, który nie potrafił się pogodzić lewicowymi inklinacjami Pierwszego Obywatela oraz jego filosemityzmem. Gdy sześć tygodni po zabójstwie zostaje wykonany na nim wyrok śmierci, żegnać go na Powązki przyjdzie 10 tysięcy ludzi. Młodzież patriotyczna będzie trzymać przy grobie straż honorową, ludzie będą palić znicze, księża będą odprawiać za niego msze. W 1923 r. imię Eligiusz dostanie 300 chłopców.*)

Adam Słomka

                            Adam SŁOMKA – niestrudzony tropiciel komunizmu 

          Niestety, jeśli idzie o analfabetyzm, coraz częściej pojawiają się w dzisiejszej Polsce sygnały świadczące o odradzaniu się tego zjawiska. Według badań międzynarodowych organizacji PISA (Międzynarodowego Programu Oceny Umiejętności Uczniów) i OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) blisko 40% Polaków nie rozumie tego, co czyta, a kolejne 30% rodaków rozumie, ale w niewielkim stopniu. Powodów postępującego otępienia społeczeństwa jest kilka – najważniejszy to zanik nawyku czytania, bezrefleksyjne oglądanie telewizji oraz wzrastające ubóstwo (dzieci wychowywane w biedzie mogą mieć nawet o 9 punktów niższy iloraz inteligencji).**) Jakie mamy, między innymi, tego efekty ? W dniu 13 grudnia 2015 r. na zwołany na polecenie Jarosława Kaczyńskiego w Warszawie marsz w 26 rocznicę stanu wojennego, według władz stolicy przybyło ok. 15 tys. osób, policja natomiast, pod nowym już kierownictwem, wyliczyła usłużnie, że udział w nim  wzięło  40-45 tys. uczestników. Więcej czy mniej, liczebność poszła jednak w tysiące. Jak w 1923 r. na pogrzebie uznawanego za polskiego patriotę Eligiusza Niewiadomskiego, który lewicę darzył podobnymi względami, jak współczesny polski oberpremier i nadprezydent.

____________________

*) Stanisław Zasada, „Zabili nam prezydenta”, GAZETA WYBORCZA 12-13 grudnia 2015.

**) PRZEGLĄD. 26 03 2006.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

POLSKI TEATR PO ZMIANACH

Polecany

 10 grudnia 2015

Współczesną, tzw. demokratyczną Polskę, porównać można do osobliwego teatru, na którego scenie co jakiś czas pojawia się nowa aktorska ekipa i zaczyna odgrywać swój spektakl. Jego zapowiedź zawarta jest w scenariuszach, przedstawianych publiczności do zatwierdzenia przez teatralne trupy w toku kampanii wyborczych.  Nie brakuje  w nich efektownych peryfraz, prezentujących zwykłe realia za pomocą barwnych opisów i metafor. Gdy wybór zostanie już dokonany i kurtyna pójdzie w górę, zaskoczeni widzowie spostrzegają zwykle niezgodność anonsu z tym, co dzieje się na scenie, aktorzy zapominają spore fragmenty tekstów, których obiecali starannie wyuczyć się na pamięć, a odgrywane przez nich role korygują liczni suflerzy kryjący się w kulisach. Placówki teatralne w gminach, miastach i województwach prezentują podobne widowiska, zwykle będące plagiatami centralnego spektaklu.

Ciekawa sytuacja panuje na widowni teatru głównego. Przed 70 laty, gdy po wojennej pożodze budynek  jako tako odbudowano, wyposażono ją w  jednakowe dla wszystkich foteliki; takie same były w pierwszych i ostatnich rzędach parteru, w lożach pierwszego piętra i na balkonach wyższych kondygnacji. Później kilkakrotnie dokonywano pełnej wymiany siedzisk i wprawdzie starano się różnicować je w jakimś stopniu – zwłaszcza te parterowe i w lożach – lecz większej dysproporcji w standardach nie było.

Grany w pierwszych powojennych latach spektakl był dość jednorodny w swej treści oraz wyrazie, a zapełniające widownię, umęczone niemiecką okupacją i walkami na licznych frontach wojenne pokolenie, nie naruszało norm dyktowanych przez gospodarza teatru. W antraktach, między rzędami krążyli dostawcy różnych towarów oraz usług, których asortyment był jednak dość skromny i nie ulegał większym zmianom.  Wprawdzie pojawiały się nagłe, nieoczekiwane zwroty akcji, na które publika reagowała dość gwałtownie, jednak wkrótce po tych wstrząsach sytuacja wracała do wcześniejszej normy.

I wszystko mogłoby tak trwać ad mortem usrandum, gdyby nie pokoleniowe zmiany, a także coraz częstsze, bezpośrednie kontakty z innymi teatrami. Zarówno  aktorów, jak również widzów. Na scenie usiłowano kontynuować wciąż te same przedstawienie, lecz coraz bardziej zmieniała się aktorska ekipa oraz skład, potrzeby i zainteresowania publiczności. Chęć zaspokojenia jej oczekiwań dominowała nad realistycznym rozumieniem możliwości. I tak doszło do tzw. ustrojowej transformacji, która polegała na tym, że państwo oraz jego aparat, służące interesom klasy robotniczej, będącej „klasą w sobie” *) zmarniało i poniechało prób przeistoczenia jej w „klasę dla siebie”. Najzabawniejsze było, że w tym klasowym szwindlu decydującą rolę odegrała sama klasa robotnicza, reprezentowana przez „Solidarność” pod wodzą robola w całej okazałości, który jednak o klasowym interesie swego środowiska wiedział tyle, co panienka urzędująca na rogu ulic miasta, o walorach cnoty.

Pajac Wałęsa

                             Dyletant, najęty do odegrania ważnej roli                                 we  fragmencie przedstawienia, uwierzył w swój geniusz i próbuje możliwości w  szopkach własnego  pomysłu.

Ostatnie prezydenckie wybory w Polsce zainspirowały dyskurs o tym, czy będzie Polakom lepiej pod rządami Platformy Obywatelskiej, czy pod kierownictwem kochającego dowodzić innymi Jarosława Kaczyńskiego i jego partii. Jest to wszakże jedna wielka mistyfikacja ! Ani Komorowski, ani Kaczyński, ani Duda, ani jakikolwiek inny, podobny im dostojnik, nie zmienią społecznej rzeczywistości Polaków. Z marksizmu zostało niewiele, wciąż aktualna jest jednak zasada, że ustrój społeczno-polityczny, według swych potrzeb kształtuje grupa ekonomicznie  w społeczeństwie dominująca. A tak żeśmy się ustrojowo przetransformowali, że miejsce niegdysiejszej robotniczej przejęła  klasa kapitalistów.

Wszystko co dziać się może  podczas pożaru w burdelu jest  tylko niewinną zabawą przedszkolaków, w porównaniu z tym, co szykuje Prawo i Sprawiedliwość objąwszy władzę nad Polskim Teatrem. Oszałamiający przebieg spektakli gwarantuje główny reżyser, nadprezydent i oberpremier Jarosław Kaczyński, w wyniku ostatnich parlamentarnych wyborów pełniący nieformalną, lecz realną funkcję szefa tej artystycznej placówki. Wprawdzie jego doświadczenia w tym zakresie są dość skromne,  raz bowiem  tylko,  jeszcze w dzieciństwie, zagrał z bratem w filmie „O dwóch takich, co ukradli księżyc”, w toku jego realizacji jednak uwagę koncentrował  zapewne  na tajnikach kierowania aktorskimi zespołami, co okazało się niezwykle przydatne, gdy 39 lat później zakładał partię, w której wciąż pozostaje głównym reżyserem politycznych jej poczynań.    

W każdym cywilizowanym kraju normy postępowania wyznacza politykom obowiązująca ustawa zasadnicza, w tym teatrze jednak w życie wprowadzany jest czynnik przewyższający ją znaczeniem – „Dobro Narodu” mianowicie. Co akt ów obejmuje i jak to wyrazi ? A, to jest wielka tajemnica, którą poznawać będziemy w trakcie całkowitego opanowywania sceny, obsadzania wszystkich ról i ogłaszania zbioru przepisów regulujących stosunki pomiędzy dyrekcja teatru, ekipą aktorską oraz liczną publiką zgromadzoną na widowni.

Widzowie, dla których przygotowywane są liczne spektakle, zostali podzieleni za pomocą wydanych im biletów wstępu. Wygodne loże przeznaczono dla miłośników wykonawców granych przedstawień, ich przyjaciół oraz znajomych. Dla pozostałej hołoty pozostał ogrodzony i podzielony licznymi barierkami parter, na którym są tylko miejsca „na stojaka”, usunięto bowiem wszystkie foteliki i krzesełka. Jeśli kogoś zabolą nogi albo uzna, że ma dość beznadziejnego sterczenia, będzie mógł się zgłosić w wyznaczonym biurowym pokoju, podpisać zobowiązanie o przestrzeganiu regulaminu dla publiki i wtedy dostanie krzesełko na jednym z kilku balkonów.

A póki co trwa porządkowanie sceny, wyłapywanie artystów grających w spektaklach pod poprzednim kierownictwem i obsadzanie ich etatów przez członków nowej ekipy. Aktualnie formowany jest zespół mający odtwarzać role sędziów w najwyższych trybunałach i pojawiły się pewne trudności w kompletowaniu jego składu, lecz mają one charakter przejściowy, a nabyte doświadczenie przyda się w kolejnych działaniach tego rodzaju. Wprawdzie publika zaczyna się niecierpliwić, lecz szef teatru podczas swej ostatniej wizyty w Toruniu pokazał, że posiada znakomite umiejętności tworzenia służb, które będą nadzorować porządek na widowni. Doświadczenia minionych lat, zwłaszcza z pierwszych dziesięcioleci funkcjonowania sceny, mimo niechęci do ówczesnego kierownictwa placówki i zupełnie odmiennych okoliczności jej funkcjonowania,  mogą okazać się niezwykle inspirujące.

_________________

*) W ujęciu Karola Marksa klasa społeczna przechodzi dwie fazy kształtowania, nazywane „klasą w sobie” i „klasą dla siebie”.Pierwsza faza to okres obiektywnego kształtowania się klasy, jako części społeczeństwa wyróżnionej poprzez sytuację społeczną (w szczególności fakt posiadania lub nie środków produkcji). Na tym etapie członkom klasy brak poczucia solidarności.Fazę drugą rozpoczyna nabycie świadomości przynależności do klasy. Skutkiem tego jest rosnące poczucie wspólnoty interesów w walce klas, i w dalszej kolejności wytworzenie klasowej solidarności, przejawiającej się m.in. zorganizowanymi formami walki o te interesy. (źródło: WIKIPEDIA)

TEATR TO JESZCZE CZY JUŻ CYRK ?

Polecany

 

                                                 Motto:

                                                      Ponosimy fatalne konsekwencje długotrwałej

                                                      bezżenności Jarosława Kaczyńskiego.

                                                      Wreszcie znalazł jednak życiową partnerkę.

                                                       Przed wieloma laty Andre Malraux był spostrzegł:

                                                      Z władzą nie można flirtować. Trzeba ja poślubić.

W stołecznym dodatku do GAZETY WYBORCZEJ z 30 listopada br. ukazał się niezwykle interesujący artykuł Iwony Szpali i Małgorzaty Zubik, omawiający kolejny krok na drodze reprywatyzacji nieruchomości w Warszawie. Podobnych wykonano już sporo, lecz ten ostatni jest jednym z podlejszych. Idzie mianowicie o to, że (cytuję za G.W.): Do niedawna koszmar reprywatyzacji odczuwali na własnej skórze tylko lokatorzy kamienic, które stały w Warszawie przed 1945 rokiem. Teraz, jak ustaliliśmy, w identycznej sytuacji są mieszkańcy kilkudziesięciu domów wybudowanych od zera w latach 50. lub 60. Nieistotne jest, że ich  mury nie były nigdy w prywatnych rękach – kluczem jest grunt.

Tym razem deweloperzy i wszelkiej maści handlarze nieruchomościami przejmują 64 wielokondygnacyjne, wielorodzinne budynki, wraz z ich mieszkańcami, którzy zostaną ze swych mieszkań wysiedleni, domy poddane generalnym remontom, po czym nowi ich właściciele mieszkalne lokale  wystawią na sprzedaż, która zapewni im niebotyczny zysk. Będzie oczywiście przestrzegana demokratyczna zasada równości i odnowioną starą swą chatę, po nowej jednak cenie, będzie mógł sobie wykupić dawny jej lokator i ponownie w niej zamieszkać.

Raz jeszcze przytoczę fragment tekstu z GAZETY WYBORCZEJ:   Dawniej takich budynków się nie oddawało – przyznaje Jarosław Jóź­wiak (PO), wiceprezydent Warsza­wy. Twierdzi, że utraciły ochronę przez Trybunał Konstytucyjny. Sę­dziowie opowiedzieli się po stronie przedwojennych właścicieli, którym urzędnicy odmówili zwrotu gruntu z powojenną zabudową. Przyznaje, że zwracanie budyn­ków postawionych za publiczne pie­niądze brzmi absurdalnie. – Nieste­ty, jeśli ktoś udowodni, że stracił ma­jątek bezprawnie, a tak było w więk­szości spraw, miasto staje się posia­daczem w złej wierze. Zabudowało cudzą nieruchomość, musi ponieść konsekwencje – mówi Jóźwiak.(…). Na razie jest, jak było: postępuje dzika reprywatyzacja, czyli automa­tyczne zwroty, swobodny handel roszczeniami, odzyskiwanie metodą „na kuratorów”, a wreszcie przeka­zywanie powojennych budynków.

To oczywiście nie koniec reprywatyzacji w stolicy. Na liście zagrożonych zwrotami – informuje G.W. – figuruje około 30 parków, ponad setka szkół, przedszkoli, są też gmachy administracji publicznej.

                                            Jarosław Kaczyński po wysłuchaniu relacji z przyjęcia wyborczych obietnic przez elektorat PiS.

                          Jarosław Kaczyński po wysłuchaniu informacji o reakcji

                                   elektoratu PiS na wyborcze obietnice partii.

A teraz z innej beczki. 25 listopada br., za pomocą pospiesznie przegłosowanej nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, Sejm VIII kadencji  wprowadził 70 procentowy haracz od odpraw prezesów spółek Skarbu Państwa. Nie dość więc, że w  najbliższym czasie dotychczas sprawujący te funkcje stracą robotę, to dodatkowo zapłacą spore mandaty za nietrafny wybór politycznego protektora. W money.pl – popularnym internetowym portalu, który zajmuje się biznesem i finansami – znalazłem bardziej szczegółowe informacje o tym, jak boleśnie zostaną uderzeni po kieszeniach. Zwycięskie PiS ma swoich kandydatów do nagród za posłuszeństwo i wierność, nie będzie zatem tolerować totumfackich Platformy Obywatelskiej.

Obecne miesięczne uposażenia prezesów siedmiu największych spółek S.K. oraz wysokość odpraw w razie odejścia, ilustruje poniższa tabela:

Miesięczne wynagrodzenie prezesów czołowych spółek Skarbu Państwa  oraz ich odprawy

 

 Nazwa                        Mies. pensja                    Odprawa przed           Odprawa po

  spółki                             prezesa                                zmianą                     zmianie

__________________________________________________________________________________________

 PKO BP                          259 tys.                                 777 tys.                    233,1 tys.

 PKN Orlen                      243 tys.                                 729 tys.                    218,7 tys.

 PZU                                 226 tys.                                 679 tys.                    203,7 tys.

 KGHM                             190 tys.                                  570 tys.                   171.0 tys.

 PGNiG                             163 tys.                                  489 tys.                   146,7 tys.

 Lotos                               122 tys.                                  366 tys.                   109,8 tys.

 Polska Grupa

Energetyczna                     95 tys.                                  285 tys.                      85,5 tys.

____________________________________________________________________________________________

Wstrętne kupczenie mieszkaniami w budynkach z takim trudem wzniesionych przez mieszkańców stolicy bezprzykładnie zrujnowanej w czasie wojny oraz przejawy niebotycznego zróżnicowania materialnego w Rzeczpospolitej Polskiej, będącej de nomine demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej (art.2 Konstytucji RP), to przejawy społecznej rzeczywistości III RP. Rzeczywistość ta stanowi główny obszar przemian, które dokonały się po obaleniu przez solidaruchów PRL. Ileż zapowiedzi wszelkiej szczęśliwości, obietnic praw i wolności, zwiastunów doczesnego zbawienia ukazywało się na polskim firmamencie. I co ?

We wrześniu stopa bezrobocia oficjalnie wyniosła 9,7 %, lecz nie wierzę w tę optymistyczną diagnozę. Na ok. 16 milionów pracujących, blisko 1,4 miliona jest zatrudnionych na podstawie umów cywilno-prawnych (tzw. śmieciówek). Płaca minimalna wynosi (brutto) 1750 zł., a w pierwszym roku 1400 zł.(także brutto). Nie udało mi się znaleźć informacji o liczebności osób minimalnie wynagradzanych, lecz stanowią one zapewne znaczny procent zatrudnionych.

Czy obejmujące totalną władzę PiS podoła tym problemom ? Sądzę, że nawet się za nie poważnie nie weźmie. Świadczy o tym choćby dająca się przewidzieć strategia rządów prezesa tej partii. Używając marksistowskiej nomenklatury obawiam się, że główną dziedziną aktywności będzie nadbudowa społeczna, co znajdzie wyraz w licznych przedstawieniach, mających absorbować uwagę społeczeństwa. Już na tapetę wraca smoleńska katastrofa i rozkwitać będą wszelkie działania zmierzające do udowodnienia Putinowi jej sprawstwa. W ogóle stosunki z Rosją będą głównym obszarem agresywnej międzynarodowej aktywności Polski, co zapowiadają, na przykład, zainicjowane przez min. Waszczykowskiego działania mające na celu unieważnienie porozumienia NATO-Rosja z 1997 roku jako „niezobowiązującego prawnie” i „podjętego w innych realiach międzynarodowych”. Jego zdaniem Rosja przeistoczyła się w ostatnich latach w  „agresywnego sąsiada”, który prowadzi już „trzecią wojnę: z Gruzją, Ukrainą, a teraz z Syrią”. Na rosyjskim fragmencie sceny odgrywane więc będą rozmaite przedstawienia, skecze i humoreski, a to w scenerii radzieckich cmentarzy i pomników, to znów z udziałem aktorów spod znaku ukraińskiego tryzuba. Na polskiej części estrady, w różnych formach odtwarzany będzie dramat Katynia, w bogatej oprawie narodowych barw, patriotycznych pieśni i okrzyków, prezentowana jedność Polaków oraz ich niczym nieskalana wierność Królowej Polski Najświętszej Maryi Pannie Zawsze Dziewicy. Amen !

Repertuar spektakli z obszaru społecznej nadbudowy może być bardzo bogaty, co zdaje się zapowiadać spora liczba niezwykle twórczych realizatorów i reżyserów. Wymieniłem  Witolda Waszczykowskiego, a przecież nie da się ukryć, że podobnymi umiejętnościami dysponują Antoni Macierewicz czy Zbigniew Ziobro, że o wicepremierze Piotrze Glińskim nie wspomnę. Nie wolno też pomijać niezwykłego talentu prezydenta Dudy, który zapewne nie raz nas zaskoczy owocami swej twórczej inwencji.

Wprawdzie pani premier Szydło stara się stworzyć ekipę, która zajmować się będzie roznoszeniem wśród wielomilionowej widowni narodowych spektakli rozmaitych kanapek, przekąsek, słodyczy i napojów, jednak szefostwo teatru liczy na tak wielkie zafascynowanie widzów prezentowanymi przedstawieniami, że nie przyjdzie im do głowy prostacka myśl o bufecie i jedzeniu. Toż powiedziane jest: non in solo pane vivit homo .*)

 ———————

*) Nie samym chlebem człowiek żyje (V Ks.Mojż.)

 

NAWET NIEWIERZĄCYM JUŻ TYLKO WIARA POZOSTAŁA

Polecany

 25 listopada 2014 r.

Wyborcze zwycięstwo PiS –u (235 mandatów), będące jedynym jak dotąd płodem bezdzietnego prezesa tej partii oraz zaskakujący sukces (aż 42 mandaty) ugrupowania należącego do politycznego dyletanta Pawła Kukiza, przyprawiły mnie o niestrawność, która niosła z sobą porażający ubytek sił. Każdorazowe włączenie komputera i widok triumfujących aktywistów tych ugrupowań pogłębiały ów krytyczny stan i dopiero spotkanie z mą sąsiadką sprawiło, że zwolna zacząłem odzyskiwać formę. Jest to przeurocza, sięgająca górnej granicy wieku średniego kobieta, absolwentka jakiegoś wydziału w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pod wezwaniem św. JPII, która głoszonymi  zapatrywaniami już raz wyleczyła mnie z podobnej zapaści. Było to po 1989 r., gdy szerokie rzesze Polaków tak się uradowały zaoferowaną im demokracją, że nie zwróciły uwagi na to, że tracą miejsca pracy w wyprzedawanych fabrykach i przedsiębiorstwach oraz środki utrzymania. Wcześniej miałem dość wyidealizowane wyobrażenia o swej nacji i dopiero po tych wydarzeniach oraz  uzmysłowieniu mi przez sąsiadkę bożego ich sprawstwa, przestałem cierpieć od nadmiaru empatii.

Państwo PiSlamskie

Teraz jest ta kobieta członkinią PiS oraz, jak zapewne statut  partii nakazuje, wielbicielką Jarosława Kaczyńskiego, toteż  po cierpliwym wysłuchaniu  opisów szczęśliwości , która spłynie na Polaków pod nowymi rządami, gdy uzmysłowiłem sobie jak znaczną ich część stanowią ludzie o podobnych jej zapatrywaniach, przyszedł mi na myśl pies oraz czynność której wykonania przez niego życzymy niekiedy swym pi razy drzwi bliźnim i  mój nastrój uległ radykalnej poprawie.

Redaktorzy głównych polskich dzienników, które ukazały się następnego dnia po historycznym exposé pani Premier, nie raczyli zamieścić jego tekstu, uczynił to jedynie  NASZ DZIENNIK. Bohatersko pokonałem opory przed nabyciem rydzykowej gazety i starannie przestudiowałem zawartość elaboratu zleconego do wygłoszenia Beacie Szydło. Mam wiele uwag i spostrzeżeń po tej lekturze, normą jest jednak, że nowe rządy oceniać wypada po stu co najmniej dniach funkcjonowania, wstrzymam się zatem z wyrażeniem swego zdania na temat obietnic poczynionych przez panią Premier jeszcze III RP, która pod rządami nowego wodza narodu zmieni zapewne swą nazwę dla zaznaczenia totalnej odrębności od dotychczasowego modelu.

Podczas  inauguracyjnego posiedzenia izby niższej polskiego parlamentu zabrał także  głos póki co jeszcze tylko prezes PiS – Jarosław Kaczyński, którego studniówka wolności od ocen nie obejmuje. Poczynię zatem kilka uwag na temat niektórych jego zapatrywań, zanim za pomocą zmienionej konstytucji powierzony mu zostanie nowy najwyższy urząd w państwie, chroniony zakazem wszelkich ocen poza pośmiertną w wykonaniu  Instancji Najwyższej i to też pod warunkiem, że zagwarantuje mu wieczny pobyt w Niebiosach.

Gdy przestudiowałem historyczną już wypowiedź najwybitniejszego obywatela III RP w ostatniej jej odsłonie, naszły mnie wątpliwości co do charakteru języka tej oracji. I dotąd nie wiem, czy był to w zamierzeniu Prezesa PiS język ezopowy, pełen zawoalowanych treści, których sens znany jest tylko autorowi, czy chłop po prostu nie kumał dokładnie co mówi. Bo już w pierwszych zdaniach oświadcza: Wydaje mi się, że można powiedzieć, iż dzisiaj przed Polską stają dwa główne wyzwania. Wyzwanie pierwsze – to jest odnowa i konsolidacja wspólnoty narodowej. Wyzwanie drugie – to jest skok cywilizacyjny. Jedno więc z dwóch: albo odnawiamy i konsolidujemy się narodowo, albo dokonujemy cywilizacyjnego skoku w nadziei, że będzie to skok do przodu. Bo nie da się trwać w tradycyjnie pojmowanej narodowej polskiej komunie i być jednocześnie otwartym na racjonalne traktowanie nowoczesności. Wszelkie, zaszczepione ludziom przed  dziesiątkami wieków religie, konsolidują ludzkie zbiorowości, będąc  jednak przestarzałym i niejednokrotnie wręcz ogłupiającym ich spoidłem, czas dzisiejszy natomiast dyktuje wyzwania nakazujące odrzucenie głupawych ograniczeń.

Mówił dalej pan Prezes: Wspólnota musi opierać się na pamięci historycznej, na świadomości wartości, które ją łączą. (…) Wspólnota musi być skonsolidowana poprzez solidarność. A solidarności nie ma, jak nie jeden raz mówiłem – bez sprawiedliwości. (…). Sprawiedliwość dotyczy dwóch spraw – dystrybucji dóbr i równości wobec prawa. I bądź tu człowieku mądry, i pojmij o co prezesowi PiS szło. Bo moja, na przykład, pamięć historyczna jest dokładnie odwrotna od pamięci Prezesa, czy oznacza to jednak, że jest gorsza, a więc nieuprawniona ? Czy warunkiem, bym poczuł się „sprawiedliwie solidarny” jest uznawanie wybranych  przez niego fragmentów historii za obowiązujące do czczenia, czy mam jednak demokratyczne prawo do własnego wyboru w tym zakresie ? I czy pojmowanie przez Prezesa solidarności nie niesie dla mnie zagrożenia pozbawieniem udziału w dystrybuowanych dobrach, skoro przyjdzie mi do głowy, by nie uznawać tego, co do solidarnego uznawania Prezes zleci ?

11666046_1654051171495571_4850629152146513994_n

I jeszcze jedna sprawa. Pod koniec  swego sejmowego przemówienia prezes Kaczyński wspomniał: Sam przed wielu laty uczyłem aktywistów partyjnych, [idzie o peerelowską PZPR – przyp. W.P.] musiałbym użyć brzydkich słów, by opisać ich poziom, a to oni przechodzili do biznesu. Najgłupsi zatem nie byli, skoro miejsce dla siebie znaleźli w interesach. Ja na przestrzeni kilku ostatnich lat poznałem kilkanaście osób o  zapatrywaniach na polską rzeczywistość charakterystycznych dla orientacji prawicowej. Okazało się później, że czworo z nich to członkowie PiS. I nie mam pojęcia czy wyjątki to, czy reguła, lecz cała ta czwórka to najgłupsi ludzie wśród całej reszty, bardzo jednak pobożni i głośno wyznający wartości, które prezentował  w sejmowym przemówieniu prezes Kaczyński. Jeśli podobni im stanowią w tej partii większość, a wszystko na to wskazuje, bo nawet niektórzy ministrowie PiSowskiego rządu taki pogląd słowem i czynem uzasadniają, nie pozostaje nic innego, jak pocieszenia oczekiwać od Opatrzności w nadziei, że może jednak istnieje, bo już nic innego najmniejszej nawet otuchy dać nie może.

JAK UBOŻEJĄ BARWY PRZYSZŁOŚCI

Polecany

15 listopada 2015                                  

                                            Motto

                                                    Czy to nie śmieszne: nawet nasze czasy

                                                    będą kiedyś nazywane dobrymi,

                                                    dawnymi czasami.

                                                                                             Alberto Moravia

Zwykle z upływem lat średnio inteligentny i dysponujący przeciętną przynajmniej wiedzą ogólną człowiek mądrzeje, co oznacza, że  nabiera rozsądnego dystansu wobec wielu zdarzeń i spraw już to dlatego, że jego poznanie ludzi i  świata wzbogaciło doświadczenie, już to z racji marniejących innych możliwości; 80-cio letni starzec zdybawszy swą 75-cio letnią małżonkę w łóżku z jakimś gachem nie zabije go, bo i sił na to już nie ma, i rozum mu podpowiada by nie czynić bliźniemu krzywdy za uczynek, na który od dawna go nie stać.

Odmiany wyznań

Może niezupełnie odwrotnie, lecz przynajmniej sporo inaczej jest z ludzką zbiorowością połączoną jakimś czynnikiem integrującym – na przykład narodem lub wspólnotą religijną. Nigdy nie wiadomo czy w młodszej jej generacji, naturalnie zyskującej wpływy i znaczenie, nie pojawi się nagle doktryna, która upowszechniwszy się, zyska walor obowiązującej, stając się spoiwem mniej skłonnych do krytycznego myślenia jednostek, z różnych względów stanowiących zwykle większość wszelkich społeczności.

7b9faab9f1aaa4e8cacbf484128130f5

Do głębi porusza zbrodnia dokonana w Paryżu, nomen omen, piątkową nocą 13 listopada, przez muzułmańskich bandytów. Wyznawanie jakiejkolwiek religii silnie osłabia więź wiary i rozumu, jednak islam w porównaniu z chrześcijaństwem czy judaizmem, postąpił kilka kroków dalej i w tej religii jakikolwiek związek między tymi narzędziami poznania już nie istnieje. Jeśli sprawca najpotworniejszego nawet czynu, jako jego motyw może przypisać sobie chęć bronienia Allacha, nie popełnia zbrodni, ten bowiem w VIII Surze Koranu zapewnia:

12  (…) „Ja wrzucę strach w serca niewiernych,

              Bijcie ich więc po karkach!

              Bijcie ich po wszystkich palcach!”

13          Dlatego, że oni oddzielili się

              Od Boga i Jego Posłańca.

              A kto oddziela się od Boga i Jego Posłańca…

              zaprawdę, Bóg jest straszny w karaniu!

A nagroda za wypełnienie w tym przedmiocie woli Allacha, przewidziana w Surze XLIII, jest zachęcająca:

69        Wy, którzyście uwierzyli w nasze znaki

             I poddali się całkowicie

70        Wejdźcie do Ogrodu, wy i wasze  żony,

             Będziecie uradowani!   

Zadziwia informacja, że gdy 13 kwietnia 1975 r. wybuchły krwawe starcia we wschodnim Bejrucie, które zapoczątkowały pierwszą fazę wojny domowej w Libanie, 75 % ludności tego kraju stanowili chrześcijanie. W niespełna 30 lat później było ich już ledwie 20 %, a obecnie zapewne sporo mniej. I nie idzie mi o to, by szczególnie bronić wyznawców Chrystusa, bo religijne przekonania człowieka nie stanowią w mym przekonaniu argumentu na rzecz wzmożenia jego ochrony, lecz o uzmysłowienie jak zmarniała ludzkość, skoro nie potrafi skutecznie przeciwstawić się tak zbrodniczym czynom, motywowanym  wyznawaną wiarą.

1280839622_by_tomekkk151900_600

Nie wiem czy można policzyć ilu imigrantów przybywających do Europy z krajów arabskich decyduje się na ten krok tylko po to, by znaleźć schronienie przed śmiercią i głodem, ilu z cicha motywuje się islamem, a jaką ich część łączy jedno i drugie. Jest to jednak potworne, że ogłupiali szerzyciele tej wiary bez najmniejszych oporów sprowadzają na uciekających przed śmiercią i nędzą potworny los, bo po takich zdarzeniach, jak ostatnie w Paryżu, nikt rozsądny nie pozwoli arabskim imigrantom osiedlać się w krajach europejskich. A jeśli nawet część z nich mimo wszystko pozostanie, nietrudno sobie wyobrazić co wyczyniać z nimi będą różnego wymiaru tzw. patrioci. Porażająca jest konstatacja, że  II wojna światowa pociągnęła za sobą ok. 33 milionów ludzkich ofiar, od jej zakończenia natomiast do dzisiaj, w wyniku różnych wojen, wojenek i zbrojnych utarczek, w tym nierzadko o religijnym podłożu, ich liczba sięgnęła 60 milionów.

Czy ludzkość znajdzie sensowne wyjście z tej ślepej uliczki, w której mroki sama siebie zagania ? Wątpię ! Wystarczy przyjrzeć się sytuacji w Polsce. W demokratycznie podobno toczonych bojach o władzę, zabiegające o nią ugrupowania bez najmniejszych oporów posługują się orężem nienawiści. Zaczęło się od wzbudzania jej z użyciem instrumentu pod nazwą „komuna”, by doprowadzić do znacznego zwiększenia liczby służących temu narzędzi. Chcąc zasłużyć na miano Polaka nie wolno być Żydem, zakazana jest ruso i germano filia, dozwolona jest wprawdzie lewicowość, najlepiej jednak, gdy ogranicza się do troski o prawa kochających inaczej, działacze pokonanej w wyborach PO, bez względu na  prawdę i rzeczywistość, pomawiani są o doprowadzenie kraju na skraj ruiny, a podejmujące się ratowania go zwycięskie PiS, dysponując podobno znacznie usprawnionym aparatem zbawiania, zyskało wymiar zbawiciela Polski i Polaków na długo przed podjęciem działań zbawczych. Wystarczy porównać metodologię i skutki mającej wielki wpływ na świadomość przeciętnego człowieka, uprawianej dzisiaj propagandy z  PRL-owskim jej odpowiednikiem  w okresie stalinizmu, panującego w pierwszej połowie lat 50 ub. stulecia. Ta uprawiana wówczas sprawia wrażenie dziecinnej zabawy w piaskownicy w porównaniu z dzisiejszymi dokonaniami znakomicie wyspecjalizowanego w tej branży Instytutu Pamięci Narodowej.

b308794d48e3c152bd8c9a7d4d35f4cc

Przestaje zatem dziwić, że wyborczemu zwycięstwu takiej partii jak PiS i zapowiedziom jej dokonań towarzyszy niebywały wzrost znaczenia  tworów w rodzaju wyborczego ugrupowania Pawła Kukiza. Jak powiedział kiedyś brytyjski logik, matematyk i filozof Bertrand Russel: W demokracji wolno głupcom głosować, w dyktaturze wolno głupcom rządzić.

 

POLAK – TO CORAZ CZĘŚCIEJ BRZMI DURNIE

Polecany

9 listopada 2015

W pewnych kręgach  Polaków znana i respektowana  jest moralna norma, nakazująca zmarłych wspominać dobrze albo wcale. Autorstwo głoszącej ją sentencji przypisywane jest greckiemu filozofowi Chilonowi ze Sparty, żyjącemu w IV wieku p.n.e. Gdy w starożytnej Europie rolę Grecji przejmował Rzym, przełożono ją na język łaciński i w pewnych kręgach, także w Polsce, do dzisiaj powiada się: de mortuis aut bene, aut nihil.

O tym starożytnym porzekadle nie słyszeli jednak niektórzy z uprawiaczy polskiej politycznej niwy, a dla wielu dziennikarzy, nawet znających je, nadrzędnym jest inne, także łacińskie powiedzonko głoszące: pecunia non olet.

Kukliński 4

„Bohater Polski i Stanów Zjednoczonych. Konrad Wallenrod XX wieku” – głosi napis.  Adam Mickiewicz przewrócił się w grobie.

5 listopada zmarł generał Czesław Kiszczak. Był postacią, która w opowieściach rozmaitych naukawych propagandystów spod znaku IPN i podobnych im specjalistów zatrudnionych na etatach  w rozmnożonych ponad wszelką miarę prawicowych brukowcach, personifikowała in extenso PRL.

Ponieważ, sprawując urząd ministra spraw wewnętrznych, gen. Kiszczak dysponował wielorakimi środkami przymusu,  propaganda III RP jako jedną z podstawowych tez rozgłosiła urbi et orbi, że wydawał rozkazy, których skutkiem były liczne ofiary w ludziach. Inspirowana także tym katowicka prokuratura  w 1990 roku oskarżyła go o sprowadzenie powszechnego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ludzi za pomocą szyfrogramu z 13 grudnia 1981 r., nakazującego jednostkom MO pacyfikowanie zakładów, których załogi, po ogłoszeniu stanu wojennego, podjęły strajki. Generał Kiszczak miał wtedy 65 lat i żywił zapewne przekonanie o niezawisłości sądów oraz nadzieję, że wysokie sądowe instancje są organami poważnymi, które nie pozwolą władzy politycznej uczynić z siebie posłusznego  instrumentu  nacisków i rozliczeń.  15 czerwca 2015 r., gdy ku końcowi zbliżała się  dziewięćdziesiąta  jesień jego  życia i kolejna apelacja została przez wysoką ziemską instancję oddalona, pozostała już tylko ufność w niepokalaną antykomunizmem sprawiedliwość Sądu Bożego, przed obliczem którego gen. Kiszczak postanowił stanąć osobiście.  Jak wspomniałem udał się tam zaledwie  kilka dni temu, termin rozprawy nie jest zatem jeszcze znany.

kukliński i papież

      Tę scenkę niechaj każdy skomentuje na swój użytek.

   Po lewej polski zdrajca i amerykański szpieg – Ryszard  Kukliński

5 listopada, a więc już w dniu śmierci gen Kiszczaka, rzecznik prasowy MON płk. Jacek Sońta wydał oświadczenie następującej treści: W związku ze śmiercią gen. w st. spocz. Czesława Kiszczaka Ministerstwo Obrony Narodowej informuje, że zmarłemu nie planuje przyznania miejsca pochówku na terenie Wojskowego Cmentarza na warszawskich Powązkach, a w uroczystościach pogrzebowych nie przewiduje się udziału wojskowej asysty honorowej. W uroczystościach pogrzebowych nie będzie uczestniczył minister obrony narodowej ani żaden inny oficjalny przedstawiciel.

Może to nawet dobrze, bo decyzja wojskowej władzy odebrała tzw. polskim patriotom sposobność do występów przed tak liczną publicznością jak, na przykład, podczas pogrzebu gen. Jaruzelskiego i od ponad roku wciąż nie mają okazji do publicznych popisów. Wprawdzie już kilkadziesiąt minut po zakończeniu pogrzebu gen. Kiszczaka reprezentanci tej formacji obrzucili jego grób nieczystościami, uczynili to jednak skrycie, bez możności zaprezentowania się w całej okazałości.

Jaruzelski 1

                           Polski patriota na pogrzebie gen. Jaruzelskiego

Szeroko upowszechniane są legendy o honorze Polaka prezentowanym zwłaszcza przez wojskowych. Wyobrażenia o nim zdecydowanie eliminują z grona osób w cechę tę wyposażonych wszelkich zdrajców i szpiegów, ponieważ ich postępowanie uznawane jest jako podłe, motywowane zwykle chęcią odniesienia rozmaitych korzyści własnych. Zdarzały się wprawdzie w historii przypadki szlachetnej motywacji do uprawiania tak podłego procederu, mimo wszystko jednak nie da się ich prezentować w roli czynów honorowych, tym bowiem towarzyszyć winna odwaga w prezentowaniu postaw i poglądów. Tymczasem jako narodowy bohater przedstawiany jest ewidentny zdrajca i szpieg  Ryszard Kukliński. Jemu przyznano prawo wiecznego spoczynku na wojskowych Powązkach, jego imieniem nazwano sporo ulic oraz placów w polskich miastach i ta podła postać polecana jest jako wzorzec młodym pokoleniom Polaków. W Warszawie funkcjonuje nawet poświęcone mu muzeum. Gdy jednak zważyć, że jako uosobienia polskiego patriotyzmu coraz częściej przedstawiani są tzw. żołnierze wyklęci – nierzadko brutalni mordercy i bandyci, także Kukliński jako narodowy bohater przestaje dziwić.

0a8bb6fb41a36c64655a903aece7ad9c

Nie wiem ku czemu zmierza Polska. Wybory wykazały, że trzecią polityczną siłą w polskim parlamencie jest ugrupowanie Pawła Kukiza, wszystko zatem jest możliwe. Polską normą staje się brak norm. Nawet cmentarze to ukazują.

CO DAJE SZCZĘŚCIE POLAKOWI

Polecany

 

            2 listopada 2015 r.                                        

                                                                              motto:

                                                                                      Na ślepym torze historii

                                                                                      często panuje największy ruch

                                                                                          Arnold TOYNBEE (1889-1975)

                                                                                                       (brytyjski historyk)

       Przed kilkoma dniami znalazłem w Onecie niezwykle interesujący artykuł analityka walutowego Marcina Lipki pod zaskakującym tytułem: „Już wkrótce Chińczycy będą zarabiali więcej, niż Polacy.” Nie jestem ekonomistą, mam ledwie podstawową wiedzę z tej dziedziny, przytoczę zatem co bardziej znamienne fragmenty tekstu (cytuję po niewielkich zmianach): 

                            orzeł biały

       Według oficjalnych danych Narodowego Biura Statystyki Chin w 2005 r. przeciętne roczne wynagrodzenie wynosiło 18.2 tys. juanów, co przy kursie 8.27 juana za dolara, stanowiło 2,2 tys. dol. amerykańskich. Dawało to więc nieco ponad 183 dol. miesięcznie. W tym samym czasie przeciętna pensja w Polsce wynosiła 2.5 tys. zł, co oznaczało zarobki w graniach 750 dol. miesięcznie.

       (…) Już w 2013 r. przeciętne roczne wynagrodzenie mieszkańca Pekinu czy Szanghaju przekraczało 90 tys. juanów. Biorąc pod uwagę ogólnokrajowe tempo wzrostu pensji w Chinach, jest to obecnie około 105 tys. juanów, czyli 8.7 tys. miesięcznie (1377 dol.). Według danych GUS, średnie zarobki w Warszawie wynoszą (obecnie) 5222 zł (1392 dol.), w Krakowie 4309 zł (1149 dol.), w Łodzi 3670 zł (978 dol.), a we Wrocławiu 4242 zł (1131 dol.). Wynika z tego, że tylko Warszawa dotrzymuje kroku głównym chińskim miastom, ale różnica jest minimalna i biorąc pod uwagę tempo wzrostu wynagrodzeń, już za rok zarobki w żadnym polskim mieście nie będą wyższe niż te w metropoliach Państwa Środka.

       (…) Wydatki Polski na innowacje nigdy nie przekroczyły 1 proc. PKB. Mało tego przez większość lat, od początku 2000 r., kwota na inwestycje prorozwojowe oscylowała w graniach 0.5 proc. do 0.6 proc. PKB. W efekcie w najnowszym rankingu The Global Competi